Witajcie, jestem rok po ślubie i jakoś nie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwą mężatka. Teraz dopiero po ślubie zauważyłam jaki trudny charakter ma mój mąż. Bardzo ciężko Nam jest się dogadać. Za całe zło świata mąż obwinia mnie, codziennie słyszę takie gadanie i zarzuty. Kiedyś tak nie było jak teraz, codziennie słyszę że gdyby nie ja to on by miał dużo lepiej w życiu więcej kasy, swobody, lepsze auto, codziennie mógłby iść z kumplami na piwo itd. Najchętniej to po prostu wrócił by do rodzinnego domku do mamusi i brata rok młodszego, który tylko go podjudza. Gadając, że on może robić co chce a mój mąż nie i to przeze mnie, bo ja go ograniczam. Mąż jest bardzo podatny na czyjeś gadanie wystarczy, że ktoś go może dla żartu podpuścić, a ten łyka to jak ryba przynętę i już kłótnia gotowa. Potrafi mieć nawet pretensje do mnie, ze deszcz pada i nie może iść na plażę. Jemu wolno wszystko a mi nie. O może mieć zły humor a już w ogóle jak jest głodny, wtedy się na mnie wyżywa. A ja nie mogę mieć złego nastroju nawet jak się źle czuję bo wtedy są też pretensje. Mam tego dość, jestem bardzo zmęczona tą sytuacją. Kocham go i chcę z nim być, ale brakuje mi sił, próbowałam rozmowy i niby widział swoje błędy, ale to poprawa była tylko na chwilę. Jeżeli ja nie chcę iść do jego znajomych bo źle się czuję, to jest wojna. I mam warunek albo się dostosuję albo zostaję sama w domu, bo on się do mnie bardzo rzadko dostosowuje. A jak ja chcę wyjść sama to też nie mogę. Czasami już mu mówię, żeby się ogarnął bo po prostu sobie kogoś znajdę, bo dłużej tego nie wytrzymam, to on mi odpowiada " no już akurat ty sobie kogoś znajdziesz" albo " to znajdź sobie ja też sobie kogoś znajdę i będzie zajebiście". I gadajcie z głupim, normalnie ręce opadają same. Nie potrafię do niego dotrzeć w żaden sposób. A te jego słowa czasami potrafią zaboleć naprawdę mocno.
Nie mam nawet komu za bardzo się pożalić, dlatego pisze do Was. Może wy znacie jakieś patenty na takich facetów.
Podobne tematy
Wyszłaś za mąż za jakiegoś strasznego chama i dupka a teraz masz pretensje do niego, że jest jaki jest.
Facet Cię nie kocha, lekceważy i poniża. Nie przejawia żadnych zdrowych oznak zaangażowania w ten związek. A ty jeszcze twierdzisz, że go kochasz. Proponuję, żebyś urodziła mu piątkę dzieci, przymykała oko jak zaczynie sprowadzać obce panie do domu i zacznie nadużywać alkoholu. Wtedy stworzycie wzorcową przemocową rodzinę patologiczną i będziecie żyli długo i nieszczęśliwie.
Zostaw go, dorośnij, zbuduj własną tożsamość a potem szukaj partnera życiowego.
3 2013-05-11 20:33:26 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-05-11 20:38:08)
Patenty znam dwa:
1. Nie wiązać się z takim elementem.
2. Mieć silną osobowość i utrzeć mu nosa , aż się uspokoi.
Miałam takiego chłopaka, na początku taki nie był również (oni nigdy nie są) , ale w końcu pokazał swoją twarz małego tyranka domowego.
Są ludzie z wolą nie do złamania i z charakterem takim, że nie da się ich ujarzmić. Jeśli taka nie jesteś i już pokazałaś , że taka nie jesteś to będzie Ci ciężko.
U mnie facet wyczuł od początku, że niczym mnie nie dotknie i do niczego mnie nie zmusi ani gadaniem ani żadną przemocą.
Ja robiłam co chciałam , wychodziłam kiedy chciałam o pozwolenie nie pytając.
Żadnych wyznań miłości, żadnych czułych słówek, żadnego płaczu z powodu jego słów.
Obojętność, która bardzo go bolała jak cholera oto była metoda. Tylko kiedy był miły ja byłam miła. Jeśli się źle zachowywał to mówiłam, żeby nie zawracał mi głowy, nie przeszkadzał i jęczał komuś innemu.
Kiedy mówił 'kogo znajdziesz innego? kto cię zechce? ' odpowiadałam 'na twoim miejscu bardziej bym się martwiła o siebie.'
Ale patrząc na to co piszesz, mówię Ci skorzystaj z pierwszej opcji, i odejdź. Nawet mnie wiele kosztował ten krótki związek, a byłam od niego silniejsza psychicznie i nie kochałam go nawet w połowie tak mocno jak on mnie.
Znajdujesz się w klasycznym toksycznym związku. Ja bym uciekała jak najdalej od niego póki jeszcze nie ma dzieci.
Fajny temat przynajmniej dla tych którzy mają do czynienia ze swoim ego. Ja nie przypuszczałam że moje wady są tak jawne w otoczeniu ale trzeba pracować nad sobą. ja kończę 29 lat i dociera do mnie powoli że mam trudny charakter co jest prezentem od rodziców. wybuchowy charakter który mi nie daje spokoju. zaczynam się uczyć że muszę słuchać co inni myślą wtedy ruszam do dzieła. jak ktoś się nie liczy zdaniem innych to nie ma nic do gadania. druga sprawa która mnie gnębi mam skłonność do obgadywania i krytykowania co mam po mamie . to jest większa wada . Chodzę do SDS i uczę się tam zasad życia w społeczeństwie . wybuchałam gniewem jak ktoś wytykał sporo rzeczy .