netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

popsuta maszynka do kochania

33 odpowiedzi5 932 wyświetleniazałożony przez supermassive, 05.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » popsuta maszynka do kochania

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

1

Temat: popsuta maszynka do kochania

Witajcie,

od kilku dni czytam Wasze historie. Moja jest jedną z wielu, ale jak dla każdego z nas to osobisty dramat.

Swoje w życiu już przeszłam, wiele widziałam, przeżyłam. Nie ma to pejoratywnego wydźwieku - zawsze sponton, szaleństwo, brawura. Związki dynamiczne, partnerzy o silnych osobowościach alfa, nieustanna rywalizacja, pasja, namiętność. Aktywne życie. Dobra praca. Realizacja siebie w 100%.
I poznałam jego. Niespełna 3 lata temu.Totalnie inna bajka. Rodzina niemalże hrabiowska. Mądry, inteligentny facet. Nie wiem dlaczego, ale scielo mnie totalnie. Pierwszy raz w życiu. A wiosen juz na karku trzydziesci. Oszalałam na jego punkcie, choc nikt kto mnie zna nie wierzył, że mogłam się zakochać w kimś tak odrębnym niż ja. Był tak zdystansowany, introwertyczny,a z drugiej strony totalnie czuły i wrażliwy. Zero agresji, chęci do kłotni, nawet asertywność na poziomie nano.
Ale oszalałam. Pierwsze problemy zaczeły się już na początku. W trywialnej,ale jakże ważnej intymnej kwestii. Nie wychodziło, on zamykał się jeszcze bardziej, ja obwiniałam siebie o to. Wcześniej nie miał żadnych poważnych, długotrwałych relacji - kilka miesięcy to max.Miesiac, dwa, trzy. Nie wiedziałam co robić, jak pomóc. Kochałam i nie rozumiałam,co się dzieje. Zrobiłam niefajną rzecz, weszłam w jego telefon. Znalazłam sms i połączenia z poprzednią jak to się brzydko mówi "fuckbuddy". Wpadłam w szał. Przepraszał, powiedział, że rozmawiał z nią o tym problemie, bo z nią mu zawsze wychodziło i chciał porady. Stanęło na tym, że kocha mnie tak bardzo, że stres go zabija. Sytuacja później jakoś doszła do normy, wręcz stało się rewelacyjnie, jednak coś stało się złego z moim zaufaniem.
Kłóciliśmy się i godziliśmy. Nie potrafiliśmy bez siebie żyć. Zupełnie jakby we mnie włączył się jakiś mechanizm destrukcyjny. Wszczynałam awantury, on się odcinal, ja pękalam i błagałam o powrót. Chłod emocjonalny kontra wulkan. Nie potrafiłam zrozumieć, że on nigdy nawet nie płakal. Po prostu chłodna , niewzruszona skała. Na początku pisał wiersze, później rzucaliśmy w siebie obelgami (ja wiodłam prym). Poodcinałam sie od części znajomych, stal sie centrum mojego wszechswiata. Zrezygnowałam z pasji. Utrzymywałam jednak kontakty z kolegami (mam ich więcej niż koleżanek), bardzo dobre relacje z wszystkimi exami, przyjacielskie. Nie chciałam spotykać się z jego znajomymi. Raz, że nie ta bajka, dwa omawiał z nimi i całą rodziną nasze problemy. To mnie doprowadzało do furii.
Nie potrafiłam żyć z nim w zgodzie, nie potrafiłam bez niego. Nigdy wcześniej nie znalazłam się w tak abstrakcyjnej sytuacji. Spytacie, WTF po co byliście ze sobą? Bo gdy nie było awantur, był raj. Taki, jakiego z nikim wcześniej nie przeżyłam. I walczyłam zaciekle za każdym razem o pogodzenie się.Czego ja nie robiłam...Szkoda słów. Stałam się zaborcza i zazdrosna.
Apogeum zdarzyło się w zeszłym roku. Kłótnia, jak wiele innych przedtem. 2 tygodnie nie odzywania się. W tym czasie byłam w szpitalu (onkologia). Po wyjściu dowiaduję się, że on z kimś jest. Powiedział mi, że spotyka się, bo jest inna niż ja, spokojna , cicha i owszem spał z nią, żeby przełamać ostatnie granice. Kiedyś powiedziałam mu, że granicą byłaby osoba 3 w naszej relacji. Czy była granicą? Nie. Rozmawialiśmy. Kochałam go nadal. Byłam totalnym wrakiem wtedy. Nawet za dobrze nie pamiętam tego okresu, bo chodziłam na prochach od psychiatry, popijałam winem. Nie chciałam się leczyć zdrowotnie, bo nie widziałam sensu. To był najcięższy okres w moim życiu. Po 2 miesiącach wrócił. Zerwał tamtą znajomość. Powiedział mi, że jestem i zawsze byłam miłością jego życia i zaczął się spotykać z kimś z desperacji, żeby uwolnić się od niesutającego bólu ,jaki sobie zadajemy. Byłam przeszczęśliwa, że jest obok znowu.
Sielanka trwała 2 miesiące. Nie potrafiłam jednak poradzić sobie z urazem, jaki nosiłam w sercu. Żal i pretensje wylewały się ze mnie, dusiłam się wrecz tym. Jezu czy to możliwe...ja go kochałam i nienawidziłam. Zrywałam i prosiłam o powrót. Totalnie popaliły mi się synapsy w mózgu. Potrafiłam wyrzucić go w nocy z domu. Tej samej nocy prosić by przyjechał. Przyjeżdżał. Chciał byśmy poslzi na terapię małżeńską. Dostawałam jeszcze większej furii.

Dwa tygodnie znowu zerwałam. Próbowałam standardowo pogodzić się. I odciął się. Zablokował telefon, portale społecznościowe. Powiedział mi, że kocha mnie,ale odkochać też się można. I nie chce mieć ze mną więcej kontaktu.

Nie przeżywam tego tak, jak wtedy, gdy byłam w szpitalu. Na jakimś poziomie świadomości, wiem, że dobrze zrobił. Ale serce... Wiem, jak to biednie i banalnie zabrzmi, ale nigdy nie będę potrafiła zaangażować się tak w drugą osobę. Zupełnie, jakby wszystko w środku się wypaliło. Nie wyobrażam sobie żyć z kimś innym, kochać kogoś. Przechodziłam tyle rozstań i zawsze to przebiegało w miarę bezbolesny sposób. Wiedziałam, że nie kończy się świat etc. Teraz czuję, że mnie nie ma. Odszedł on i wziął wszystko, co było we mnie. Zupełnie,jakby mnie wypatroszył.
Są ludzie w koło, robię masę rzeczy, jak się radzi w takich sytuacjach, ale jestem trochę jak robot. To nie sprawia mi radości.
Gorzej. Ja nie potrafię w sobie stłamsić nadzieji, że to chwilowe, że do siebie wrócimy. Że kolejnym razem się uda.

Czy ktoś kiedyś z Was przeżywał podobne szaleństwo?

2

Odp: popsuta maszynka do kochania

Szaleństwo, trochę jak nastolatki. Dużo emocji w Was, ale i tych niezdrowych. Czy to uczucie to faktycznie miłość?

3

Odp: popsuta maszynka do kochania

Mimo, że mój związek można nazwać 'szczeniackim' to trwał 3 lata i wyglądał bardzo podobnie, czytając Twoją wypowiedź miałam przed oczami sceny z mojego życia... przepraszam za śmiałość, ale nie jesteś przypadkiem DDA?

4

Odp: popsuta maszynka do kochania

Tak, to toksyczna relacja i prowadzi do samozniszczenia,jest jak narkotyk, codziennie potrzebna jest działka aby żyć i nie jest ważne złych czy dobrych emocji. Nie prowadzi do niczego, nie ma sensu. Przerwać ten toksyczny taniec jest trudno, ale to jedyne wyjście aby ratować siebie.

5

Odp: popsuta maszynka do kochania

Nie wiem. Boję się myśleć, że tak. Wcześniej miałam długoletnie związki, wspólne mieszkanie. Życie się jakoś toczyło. Wtedy wydawało mi się, że kocham partnerów, z którymi byłam. W momencie, kiedy poznałam jego jakby ktoś za jednym zamachem przekreślił wszystko co wiedziałam na temat miłości.Nic wcześniej nie równało siez tym, co czułam będąc z takim facetem. Totalnie nic. A co dziwne nie łączyło nas również nic , od charakteru - ja impulsywna, gadatliwa, wybuchowa. On cichy,zamknięty. Później to się zaczęło zmieniać, im ja byłam słabsza, tym on silniejszy. Pasje też odmienne- ja sporty ekstremalne, motory, strzelnice... on samotne wyprawy w góry.

Kiedyś pokazał mi film Vicky Cristina Barcelona. Powiedział, że nasze uczucie jest takie jak Juan Antonio & Maria Elena. Kochali się i nie mogli ze sobą żyć. Ja się zafiksowałam na tym, że nam się uda.

Teraz zastanawiam się czy ja się kiedykolwiek wyleczę z tego, moja psychika i serce żyje w pokoju bez klamek. Bo jesli coś jest tak mocnego i wstrząsa Tobą jak tajfun, to...to jak po czymś takim normalnie żyć?

6

Odp: popsuta maszynka do kochania
zoltazapalniczka napisał/a:

Mimo, że mój związek można nazwać 'szczeniackim' to trwał 3 lata i wyglądał bardzo podobnie, czytając Twoją wypowiedź miałam przed oczami sceny z mojego życia... przepraszam za śmiałość, ale nie jesteś przypadkiem DDA?

Nie. Ja w akcie desperacji nawet poszłam do lekarza, bo on mi zarzucał borderline. Ten nieustanny pęd do dynamiki, impulsywność etc. Lekarz po kilku sesjach powiedział, że owszem, jestem impulsywna, ale on tu nie ma za wiele do roboty. Może mi co najwyżej przepisać prochy na kontrolowanie emocji.

7

Odp: popsuta maszynka do kochania

Powroty i rozstania, huśtawki nastrojów, adrenalina wyniszcza psychikę. To nie miłość tylko uzależnienie od faceta i od takiej formy związku, do tego dochodzi wybaczanie róznych grzeszków i tak jak w twojej sytuacji zdrady, byle był i niszczył ciebie dalej. Na dłuższą metę nie da się tak żyć. Po rozstaniu cięzko wrócić do równowagi, cholernie cięzko, cierpienie i ból zostaje jeszcze długo. jednak nie ma innego wyjścia aby kiedyś było normalnie.

8 Ostatnio edytowany przez supermassive (2013-05-05 22:33:07)

Odp: popsuta maszynka do kochania
maxi napisał/a:

Powroty i rozstania, huśtawki nastrojów, adrenalina wyniszcza psychikę. To nie miłość tylko uzależnienie od faceta i od takiej formy związku, do tego dochodzi wybaczanie róznych grzeszków i tak jak w twojej sytuacji zdrady, byle był i niszczył ciebie dalej. Na dłuższą metę nie da się tak żyć. Po rozstaniu cięzko wrócić do równowagi, cholernie cięzko, cierpienie i ból zostaje jeszcze długo. jednak nie ma innego wyjścia aby kiedyś było normalnie.

Cały czas się zastanawiam skąd się wziął ten obłęd, ta utrata godności nawet na elementarnym poziomie. Skąd? Ja nigdy taka nie byłam. W relacji z facetami zawsze byłam górą - dumna i silna. Radziłam sobie ze wszystkim, nic nie było mnie w stanie tak wgniesć w ziemie. A teraz?
Jak to możliwe, że człowiek, który z natury ma tak twardy charakter nie ugiął się pod żadnym męskim naporem facetów równie twardych jak ja. Złamał mnie taki bylejaki facet, jak to brzydko określająmoi przyjaciele.
Ja tego nie kumam.

A najbardziej żałosne jest to, że gdyby tylko chciał przyjęłabym go bez wahania. Nadal. Totalny brainfuck.

9

Odp: popsuta maszynka do kochania

Może jesteś kkkzb - kobietą która kocha za bardzo i dla której miłość oznacza cierpienie? nie wiem czy czytałaś tą ksiązkę Robin Norwood, jeśli nie to przeczytaj, od tego zacznij.
"kochać za bardzo to popaść w obsesję i nazywać ją "miłością", a następnie pozwolić, by owładnęła naszymi uczuciami i zachowaniem do tego stopnia, że nie potrafimy odejść od mężczyzny, choć doskonale wiemy, że ma to rujnujące skutki dla naszego zdrowia i równowagi psychicznej".

10

Odp: popsuta maszynka do kochania
maxi napisał/a:

Może jesteś kkkzb - kobietą która kocha za bardzo i dla której miłość oznacza cierpienie? nie wiem czy czytałaś tą ksiązkę Robin Norwood, jeśli nie to przeczytaj, od tego zacznij.
"kochać za bardzo to popaść w obsesję i nazywać ją "miłością", a następnie pozwolić, by owładnęła naszymi uczuciami i zachowaniem do tego stopnia, że nie potrafimy odejść od mężczyzny, choć doskonale wiemy, że ma to rujnujące skutki dla naszego zdrowia i równowagi psychicznej".

Czytałam. Tak samo jak Nałogową miłość autorstwa Herzyk. Mam świadomość tego, jak wyniszczające to emocje. Na poziomie zdroworozsądkowym szukałam ratunku w literaturze, wsparciu przyjacół, tych nielicznych, którzy pozostali czy nawet u lekarzy.
Ostatnio zapełniam czas wszystkim co możliwe, próbuje wskrzesić miłość do pasji, do tego, co kiedyś kochałam. Zamęczam nawet psa dogtrekkingiem. Jak to się mówi próbuję odnalezć siebie.
Jednak, być może dlatego, że jestem istotą bardzo emocjonalną równotorowo kombinuję, co zrobić byśmy byli znowu ze sobą. Myślę, może jak będę łykać prochy, siedzieć w domu i uczyć się gotować zapanuję nad emocjami i tym razem się uda. Albo myślę, że może porządna przerwa czasowa pozwoli nam wyzbyć się negatywnych emocji tego diabelskiego koła - i tym razem się uda. Nieustannie myślę, nawet jak jadę szosą 180 i biorę pęd powietrza na klatę do bólu.

Mobilizuję rozum, samoświadomość zacinam się na walce, by się uwolnić, bo przecież wiem, że to złe. Ale emocje stoją w opozycji do mnie samej. Trochę taki dysonans poznawczy.
Dlatego zastanawiałam się czy ktoś analizował kiedyś w podobny sposób swoją relację. I na czym w końcu stanęło?
Ja chyba nie potrafię pogodzić się z porażką.

11

Odp: popsuta maszynka do kochania

To się nie uda, najważniejsze to się odciąć choć to bardzo boli. ZERO KONTAKTU - to jedyny sposób na ratowanie siebie z toksycznych relacji a po przeczytaniu twojej historii widzę wyraźnie że taka była wasza relacja. Nie daj się więcej ranić, nie racjonalizuj i nie usprawiedliwiaj, daj czasowi czas.

12

Odp: popsuta maszynka do kochania

W moim związku jest bardzo podobnie. Kłotnie, awantury, nawet bijatyki się zdarzały, przeplatane z sielską miłością, gdy przez cały dzień leżymy w łóżku, mówimy do siebie pieszczotliwie i tulimy się jak ( dosłownie!) dzieciaki z domu dziecka.
Akcje też były różne, wyrzucanie z domu w srodku nocy, wysiadanie z samochodu niemalże w pędzie, niszczenie przedmiotów, przemoc fizyczna, dosrywanie słowne, morze łez z jego i z mojej strony. Nie było jednak zdrady, na tym polu jesteśmy nieskażeni.
Rozstania, powroty, szarpanina, umęczenie, potem 3 miesiące spokoju i raju, potem znowu piekło. Ciężko  tak żyć, wiem coś o tym. Ciągle jest nadzieja, z obu stron chyba, że TO SIĘ KIEDYŚ ZMIENI i zaczniemy żyć normalnie. Ale jest coraz ciężej, coraz mniej zaufania, w tym sensie, że nawet jak jest dobrze, to każde z nas żyje w strachu że drugiemu za chwilę coś odwali i będzie znowu piekło. To wykańcza, wyniszcza, człowiek staje się znerwicowanym wrakiem. Wczoraj znowu zaczęliśmy się kłócić i powiedziałam sobie, że jeżeli on po raz kolejny po prostu wyjdzie i mnie zostawi, to kończę z tym i więcej się do niego nie odezwę ( na szczeście się opanował i nie wyszedł, chociaż było blisko ). Może w Twoim facecie pękła ta ostatnia struna, może czara się przelała ? Musisz brać to pod uwagę. Bawić się w ten sposób można do czasu, w pewnym momencie człowiek jest już tak umęczony i zbolały, że pomimo miłości po prostu odchodzi, wszystko zalezy od indywidualnej odporności danego czlowieka i od siły jego uczuć. Być może u Ciebie będzie to ostateczny koniec. Ale jest też duża szansa, że gdy emocje się wyciszą, to wrócicie do siebie. Tylko proszę Cię nie dzwoń, nie pisz, nie błagaj , to zasada nr 1. Niech minie chociaż miesiąc całkowietego braku kontaktu, tyle mniej więcej trzeba czasu, żeby się poukladać i żeby minęła złość i żal.

13 Ostatnio edytowany przez supermassive (2013-05-05 23:35:41)

Odp: popsuta maszynka do kochania
voltaren napisał/a:

W moim związku jest bardzo podobnie. Kłotnie, awantury, nawet bijatyki się zdarzały, przeplatane z sielską miłością, gdy przez cały dzień leżymy w łóżku, mówimy do siebie pieszczotliwie i tulimy się jak ( dosłownie!) dzieciaki z domu dziecka.
Akcje też były różne, wyrzucanie z domu w srodku nocy, wysiadanie z samochodu niemalże w pędzie, niszczenie przedmiotów, przemoc fizyczna, dosrywanie słowne, morze łez z jego i z mojej strony. Nie było jednak zdrady, na tym polu jesteśmy nieskażeni.
Rozstania, powroty, szarpanina, umęczenie, potem 3 miesiące spokoju i raju, potem znowu piekło. Ciężko  tak żyć, wiem coś o tym. Ciągle jest nadzieja, z obu stron chyba, że TO SIĘ KIEDYŚ ZMIENI i zaczniemy żyć normalnie. Ale jest coraz ciężej, coraz mniej zaufania, w tym sensie, że nawet jak jest dobrze, to każde z nas żyje w strachu że drugiemu za chwilę coś odwali i będzie znowu piekło. To wykańcza, wyniszcza, człowiek staje się znerwicowanym wrakiem. Wczoraj znowu zaczęliśmy się kłócić i powiedziałam sobie, że jeżeli on po raz kolejny po prostu wyjdzie i mnie zostawi, to kończę z tym i więcej się do niego nie odezwę ( na szczeście się opanował i nie wyszedł, chociaż było blisko ). Może w Twoim facecie pękła ta ostatnia struna, może czara się przelała ? Musisz brać to pod uwagę. Bawić się w ten sposób można do czasu, w pewnym momencie człowiek jest już tak umęczony i zbolały, że pomimo miłości po prostu odchodzi, wszystko zalezy od indywidualnej odporności danego czlowieka i od siły jego uczuć. Być może u Ciebie będzie to ostateczny koniec. Ale jest też duża szansa, że gdy emocje się wyciszą, to wrócicie do siebie. Tylko proszę Cię nie dzwoń, nie pisz, nie błagaj , to zasada nr 1. Niech minie chociaż miesiąc całkowietego braku kontaktu, tyle mniej więcej trzeba czasu, żeby się poukladać i żeby minęła złość i żal.

Zatem wiesz jak ciężko powiedzieć nie, to złe, odchodzę. Czasem mam wrażenie, że nie wiem, co on musiałby zrobić, żebym przestała go kochac. Nie ma takiej rzeczy, bo zrobił wszystko, co można było uczynić, by zabić wszelakie uczucie.
Ja jestem bardziej zahartowana niż on. Zawsze to ja walczyłam o powroty- jak nawiedzona lwica. I później byłam wściekła, że ja zdobywałam się na walkę, o nas, przeciwko nam, przeciwko całemu światu.
Teraz odciął mnie bez słowa. Napisałam 3 maile- ale w granicach przyzwoitej żenua. W ostatnim faktycznie napisałam mu, że mogę się zgodzić na terapię małżeńska, na cokolwiek, choć uważam, że można dać radę samemu się dogadać (taka moją niechęć wrodzona do wszelakich próśb o pomoc). Napisałam mu też, że 2 dni przed rozstaniem wykupiłam wczasy na Kubie. W zasadzie wylatywać mamy za 3 tygodnie. To miała być niespodzianka. Nigdy, przez cały związek nie byliśmy na wakacjach. Zawsze przysłowiowe coś. Albo miał problemy z pracą, albo byliśmy skłóceni. Nawet Sylwestra żadnego nie spędziliśmy. Ten osotatni spędził ze znajomymi, bo wstydził się przyznać, że się zeszliśmy (o to tchórzostwo też później miałam pretensje).W lutym wysłałam go na kurs tatrzański, a teraz jak znowu zaczęło się psuć (on stracił pracę) pomyślałam o wakacjach.
I jak wysłałam już tego maila pomyślałam, że to strasznie żałosne. Że pisze i proszę. I zaklinam się i obiecuję. I przystaję na kolejne warunki typu terapia dla małżeństw, byle tylko nie odszedł. Jak nisko trzeba upaść. Nikomu ani o wakacjach, ani o mailach się nie przyznałam. Gram twardą, bo wiem, że tak trzeba. A w nocy i tak śpię w jego koszulce.

14

Odp: popsuta maszynka do kochania

Straszne ,ale rozumiem Cię, dwa razy byłam w tak siebie wyniszczających związkach i więcej nie będę. Już nigdy tak nisko nie upadnę.

15 Ostatnio edytowany przez voltaren (2013-05-06 00:06:39)

Odp: popsuta maszynka do kochania

Odpisał Ci coś na te maile, odpowiedział ? Jak napisałaś o wakacjach i o terapii ?
I dlaczego w ogóle z nim zerwałaś ?
O matko ile u mnie było takich zerwań ! Bezsensownych, nieprzemyślanych, w afekcie ! A potem żal i zgrzytanie zębami.
Czasami zrywałam z nim, chcąc chyba sprawdzić czy będzie się o mnie starał... Takie testowanie to chyba było.
Jestem porywcza, mój facet tez, jak dwa wulkany, wyobrażasz więc sobie jak to wszystko wygląda.

Ja myślę, ze my jesteśmy po prostu chore, bo normalny, zdrowy psychicznie człowiek nie zachowuje się w ten sposób.
Ja z moim wielokrotnie jeżdziłam na wakacje. Raz pamiętam, były jakieś durne animacje w hotelu, wybory miss. Poszliśmy z braku laku. On oczywiście zajarany panienkami, a mnie szlag trafiał, po powrocie do pokoju urządziłam mu dziką awanturę. Tak go wyprowadziłam z równowagi, że rzucił mnie na łóżko i zaczął dusić za szyję, to był jedyny raz gdy naprawdę chwila i straciłabym życie, bo złapał i nie puszczał, aż mi zaczęło brakować powietrza. Gdy puścił to wyłam jak zwierzę, cały hotel chyba mnie słyszał. Na drugi dzień już się pogodziliśmy, całowaliśmy się w morzu jak gdyby nigdy nic. TO JEST NIENOMALNE,  ja to wiem, ale tak jak piszesz nie umiem/nie chce/boję się odejść ( on też ), bo cały czas mam nadzieję, ze będzie inaczej, bo kurde jest inaczej kiedy się nie kłócimy ! Mam wtedy wrażenie że tak jak my, to nie kocha się nikt na tym świecie, że nasza miłość jest największa na planecie Ziemia. Załamka.

16

Odp: popsuta maszynka do kochania

Nie. Nie odpisał. Wcale mnie to nie zdziwiło. Zawsze był chłodny, bardzo zracjonalizowany. To nie typ człowieka, który wybucha. Czasem się zastanawiam, czy to własnie nie dlatego tak się dzieje. Zawsze miałam partnerów o podobnym temperamencie. Jasne, czytelne komunikaty zwrotne. A tutaj czułam sie jak dziecko we mgle. W trakcie nieporozumienia odchodził po prostu, bez słowa odpuszczał. Byłam w szoku. Ja wtedy w panice dążyłam do rozmowy,walczyłam. Kiedy wygrywałam przychodził kac moralny i myśl: hej, Ty go kochasz bardziej, upokorzyłaś się. Wyżywałam się podświadomie i podświadomie znowu sabotowałam wszystko. To chore, ale wolałabym czasem, żeby krzyknął, zrobił coś strasznego, uderzył mnie zamiast odejść bez słowa. Bo później jak byliśmy razem, bardzo się starał, zapewniał o miłości, a ja z tyłu głowy cały czas miałam obawę, że nie kocha mnie tak mocno jak ja jego. Strasznie mnie to wyniszczało.
Ostatni raz zerwałam z glupoty. Miałam dziwny nastrój, zmęczona po pracy napisałam, że się nie widzimy. On odpisał, że idzie na imprezę. Ustatliliśmy, że na imprezy chodzimy razem, wściekłam się. Napisałam, że to koniec i mam nadzieję, że finalny. Przespałam się z tym i uznałam, że to głupie. Chciałam chyba kolejny raz sprawdzić czy będzie walczył. Choć raz. Nie odpisywał, nie odbierał. W końcu po milionie moich prób odpisał, że dzisiaj on ma gorszy dzień i mam zacząć brać odpowiedzialność za swoje słowa. Pomyślałam ok, jutro się odezwę do niego, dam mu dzisiaj spokój. Ale nazajutrz dzwoniłam, pisałam. W końcu odpisał, że zablokował wszystko, smsy i połączenia nie będą dochodzić, zablokował mnie na FB. To był szok.Przez kolejne dni histeria i panika, po tygodniu przyjechałam i chciałam, żeby ze mna pogadał. Powiedział mi, że ma już totalnie dosyć, wypomniał mi wszystkie złe rzeczy, które robiłam w ostatnim czasie i powiedział, że kocha, ale odkochać się też można. Bo on talk nie chce żyć. Że nie wierzy już w żadne moje słowo, w to, że będzie lepiej. I kazał mi odejść.

Ja zostałam z poczuciem winy, które mnie miażdży przy każdym oddechu.

17

Odp: popsuta maszynka do kochania

Nie czytałam wszystkich postow, tylko kilka pierwszych, ale chyba ten pierwszy mi najwięcej powiedział...

Dziwi mnie to, że nikt nie zauważył egoistycznego podejścia autorki. Tak, w moim odczuciu to egoizm. Zawsze ona najważniejsza i musząca mieć to czego chce. Nie toleruje jego znajomych, ale on musi tolerować jej.Ona utrzymuje kontakty z eks partnerami, on nie ma takiego prawa. Dla mnie jest to nie w porządku z jej strony. Jeszcze man takie wrażenie że większość konfliktów rodziło się z jej winy.

Autorko takie właśnie mam wrażenie po przeczytaniu kilku Twoich postow. Widać, że strasznie go kochasz ale związek nie polega na myśleniu tylko o sobie. Związek to również kompromisy.
Kiedyś byłam podobna do Ciebie, ale to było dawno temu i było złe...

18

Odp: popsuta maszynka do kochania

supermassive
to jest kwestia nie co on musiałby Ci zrobić żebyś się odkochała czy odeszła, to niestety jest w nas. Mój mąż zrobił mi już tyle rzeczy, że z racjonalnego punktu widzenia należałoby go w kosmos wysłać, a ja go kocham i nie potrafię z domu wyrzucić. To tkwi we mnie, ostatnio zdałam sobie sprawę, że muszę coś z tym zrobić bo to mnie zniszczy.

19

Odp: popsuta maszynka do kochania

Myślałam że piszesz o wibratorze smile

20

Odp: popsuta maszynka do kochania

A moze taki typ wlasnie Cie zakrecil byl i bardzo mozliwe jest nad Toba.. Jestes impulsywna moze zadzialalo w Tobie cos co chcialo zapanowac nad nim.. Takie kobiety jak Ty lubia postawic na swoim bez obrazy oczywiscie .. Chec zdobywania i rzucania zawsze z Twojej s trony.. Czasem tak jest ze kobiety takiego szalenczego pokroju spotykaja gosci urwanych z choinki i boom ale pozniej okazuje sie, ze sa szalenczo inteligetni i potrafia nawet manipulowac glowke.. Nie kloca sie wrecz rzadko grzecznii ale psychicznie doprowadzaja do kresu wytrzymalosci.. Oni uwazaja ze jest ok ale Ty co raz bardziej gnijesz od srodka.. To co opisalas to toksyczny zwiazek.. Niszczy Ciebie Twoje poczucie wartosci wcale nie zdziwilabym sie jakbys wyraznie zauwazyla mniejsza pewnosc siebie niz zazwyczaj... Spróbuj zrobic tak jak on zablokuj wszystko zacznij zyc pelna piersia.. Jestes twarda dasz rade i to pokonac .. Nie przestanie bolec za dzien dwa ale w koncu przestanie wiem to na pewno smile

21

Odp: popsuta maszynka do kochania

nowaja29 ...być może tak właśnie jest. Mój tata był bardzo cichym, wrażliwym, ugodowym i po prostu dobrym człowiekiem. Żaden mój wczesniejszy partner taki nie był - jowialni, dynamiczni, odważni, brawurowi. Faceci za którymi laski szaleją.  A facet, któremu oddałam wszystko, zupełnie inna bajka. Nie potrafiłam go rozgryźć. Pamiętam jaki szok przeżyłam pierwszy raz, jak okazał totalną bezwzględność. To były początki. Zarezerwowałam nam weekend w świetnej miejscu, z tytułu jego sukcesu na polu zawodowym. Powiedział, że już umówił się na oblewanie z kolegą i nie pojedzie. Pojechałam sama w gory rozżalona. Dzwoniłam, prosiłam, błagałam, żeby przyjechał. Powiedział nie i w tym wytrwał. Ze stoickim spokojem rzekł, że próbuję go zmanipulować i wymusić coś na nim płaczem. Pierwszy raz wtedy istotnie płakałam. Pamiętam, że leżałam na łące i wyłam jak potępieniec. Tak moja samoocena wprost proporcjonalnie malała do tego, gdy on stawał się pewniejszy siebie.
Po wszystkim zamiast uniesć się dumą, przeprosiłam go, przyznając mu rację. Żal nosiłam w sobie, a potem za każdym razem po czymś takim sabotowałam wszystko - jakby w odwecie. Odreagowywałam w najgorszy z możliwych sposobów - na nim.
Nie potrafiłam przestać. Nie potrafiłam też wiele razy zrozumieć tej metodycznej bezwzględności. Ja działam w afekcie, wybuchnę, w złości powiem coś złego. Szybko się uspokajam. On jest inny,w precyzyjny sposób, z niepojętą metodyką krzywdzi tak, jak nie zabolałoby żadne słowo wykrzyczane w afekcie.
Ta sytuacja, znaim spał z inną, zaczął się spotykać z inną. Zeszliśmy się kilka miesięcy wcześniej. I przez cały czas przedstawiał mi to w ten sposób: Ty się starasz i masz mnie przekonać. W tym czasie nie mówił mi, że mnie kocha etc. Wytrzymałam tak trochę, a potem mnie szlag trafił. Odciął sięi poszedł do innej.
Jeszcze wcześniej jak się rozstaliśmy, zrobiłam rzecz w stylu mega żenua - przyjeżdżał raz na tydzień, na sex. Ja robiłam kolacje, szykowałam się jak na komunię, kochaliśmy się, było cudownie i rano uciekał, mówiąc, że nie wie czy chce być ze mną. Tygodniami to trwało. Ja żyłam tylko tym, co jeszcze mogę zrobić, żeby przy mnie był. Jak wrócił na stałe i starał się  wyżywałam się z agresją za te wcześniejsze upokorzenia.
Totalna masakra.
Nie potrafię dziewczyny rozgryżć co się stało.  Czy byłam egoistką? TAK. Chciałam go dla siebie, jak niczego w świecie. W równym stopniu raniłam, w równym byłam raniona. Wiem, że większość winy leży po mojej stronie. W wielu momentach, było tak cudownie, jak nigdy. Tak jak pisała jedna z Was - miałam wrażenie, że nie ma większej miłości od naszej. Jednak zaraz potem, nie wiem- jakaś koleżanka zapraszała go na spotkanie i dostawałam szału. Werbalnie odreagowywałam. On wtedy się odcinał. Nie podejmował ze mną rozmów, bo jak twierdził, jestem silniejsza i nie ma szans. Po prostu odchodził. Ja zostawałam sama i przerażona, że mogę go stracić. Zmieszana własną złością i żalem, którym chciałam mu rzucać w twarz, ale najbardziej przerażona. I żałośnie skomlałam o powroty.


Nikt nigdy mnie tak nie sprowadził do poziomu nano. A co gorsza nie potrafię go nienawidzić, bo wiem, że to moja wina - że gdybym się potrafiła powstrzymać przed odwetem, to byłoby ok...

Teraz się odciąl. Ja staram się żyć. Ale to nie jest tak, że tańczysz na łące i śpiewasz kumbaja. Cały mój świat stał sie totalnie niekompletny. Patrzę na innych facetów i nie czuję nic. Wstręt. Nawet flirtować nie potrafię, bo mnie to męczy. Cały polot i radość życia wyparowała.


Cholera wszyscy dążą do miłości, wszyscy chcą kochać i być kochanymi, a na świecie tyle patologii emocjonalnej... Nie ogarniam.

22

Odp: popsuta maszynka do kochania

Kochana nie obwiniaj się za wszystko! On też zachowuje się jak wyrachowany drań i zranił cię, a ty miałaś prawo mieć o to żal. Nie rozumiem jak on mógł wybrać kolegę zamiast twoją romantyczną niespodziankę?! Facet jak kocha to poświęca nawet kolegów dla spędzenia paru chwil z ukochaną. Mój były poświęcał dla mnie nawet rodzinę bo był taki okres, że jego dziadek, który był mu strasznie bliski powoli odchodził z tego świata, a on i tak przyjeżdżał do mnie, żeby pobyć ze mną. Każdy weekend poświęcał dla mnie i robił wszystko, żeby spotkać się ze mną nawet na 3 godzin bo studiujemy w innych miastach (Kraków<->Warszawa) i on na dodatek jeszcze pracuje w weekendy musiał kombinować z wolnym. Jak śmiał ci odmówić takiego wypadu... Nie rozumiem typa. Po czymś takim zastanowiłabym się nad tym czy jest mnie wart i czy faktycznie coś czuje. Na dodatek nawet nie walczył o ciebie. Pfff... Pewnie dlatego tak strasznie cierpisz bo zaangażowałaś w ten związek wszystkie swoje siły, uczucia, nadzieje i teraz ciężko od tak odpuścić go sobie. I wiem, że drugie rozstanie bardziej boli niż pierwsze, ale z biegiem czasu sama zauważysz, że nawet z tak najgorszego bagna da się wyjść. W ogóle nie jesteście razem?

23

Odp: popsuta maszynka do kochania

Nie. Odciął się totalnie.
Duzy wpływ na to ma jego mama czy też znajomi. Jak pisałam wcześniej, on nigdy nie był w związku (ponad 30-letni facet). Zawsze jakieś luźne relacje. Gdy się kłóciliśmy wszystkie nasze problemy omawiał ze znajomymi i rodzicami. Ja tego nie rozumialam, on odpowiadal, że ma super relację z mamą i to normalne... a ja jestem zwichrowana, bo nie mam takich relacji. Moi rodzice, czy w późniejszym okresie tylko mama nie wtrącali się w moje poczynania. Jeśli chciałam to mówiłam, jeśli nie to nie.
Tutaj, po każdej kłótni wyciągał wszystkie brudy, to co i jak mu powiedziałam mamie i znajomym, a później wymagał, żebym z nimi siedziała przy jednym stole.
Jego matka jest psychoanalitykiem, osoba bardzo opiekuńczą i stwierdziła, że mam borderline, że nie jestem dla niego odpowiednią osobą.
śmieszna sytuacja miała miejsce jakiś czas temu. Chciałam dobrze, nawet poukładać te nasze stosunki jakoś, zaproponowałam wspólny wypad z jego matką. Nie widziałyśmy się 2 lata. Bez schematów i uprzedzen. Było miło, rozmawiałysmy o malarstwie, etc.  Dopóki nie wspomniała mimochodem, o matce dziewczyny, z którą zaczął się spotykać, jak byłam w szpitalu (matka tej dziewczyny,to jej przyjaciółka). Opanowałam się i nie pokazałam nic po sobie. Potem jak wracaliśmy spytała czy chodze na terapię, bo jak nie to ona ma znajome, do ktorych mogę się udać. Znowu sie opanowałam i podziękowałam.
Jego matka uważa mnie za osobę nieodpowiednią dla syna.

Teraz jak się rozstaliśmy, mogę sobie tylko wyobrazić jak jest motywowany (wyprowadzil sie nawet do rodzicow po tym wszystkim).

24

Odp: popsuta maszynka do kochania

W takim razie jego mama na pewno psuje między wami relacje. A on najwidoczniej słucha się jej, chyba zresztą jak wielu znasz szanują zdanie rodziców i raczej tym się podporządkowują. I skoro jego mama wspomina przy tobie o tej byłej to na pewno nie żywi do ciebie wielkiej sympatii bo każda kobieta wie, że takich rzeczy nie powinno się poruszać przy drugiej kobiecie. I raczej nie będzie miedzy wami dobrej relacji nawet jak najbardziej na świecie będziesz się o to starać bo jednak ona o tobie już wyrobiła sobie jakieś zdanie. Cóż radziłabym ci zapomnieć o tym facecie, ale wiem, że to nie jest łatwe i już na zawsze gdzieś będzie siedział w tobie. Może jak los da wam jeszcze jedną szansę to postaraj się zmienić bo inaczej znów będzie rozstanie, ale chyba już takie na zawsze. Tutaj zależy dużo od ciebie. Nie rób mu awantur, tylko spokojnie porozmawiaj bo takim zachowaniem na pewno niczego nie zdziałasz. W ogóle postarajcie się porozmawiać o wszystkim, bez nerwów, w spokoju, a dopiero zacznijcie tworzyć nowy związek. Rozmowa w związku jest strasznie ważna i potrzebna. Postarajcie się dać sobie nowe szansę, nowe zaufanie, a w szczególności ty pokaż mu, że jesteś inna niż wcześniej. Ufasz mu, potrafisz normalnie porozmawiać o waszych problemach, a nie reagować wulkanem emocji, Mężczyźni nie lubią wrzeszczących i nieopanowanych kobiet bo widzą, że byle jaka sprawa będzie kończyła się niezłym sajgonem, a wdawanie się w rozmowę z taką kobietą nic nie daje. To nie jest dobre dla związku i on zacznie cię okłamywać bo będzie wiedział, że jak o czymś ci powie to ty zrobisz mu po prostu awanturę. A chyba nikt nie lubi tego jak ktoś na niego krzyczy. Faceci też mają swoje granice i długo w takich relacjach nie wytrzymają po mimo, że kochają. To jest dla nich uciążliwe i oddalają się. I co najważniejsze, nie lubią wypominania błędów! Już mu to wypomniałaś, on o tym wie, swoje przemyślenia na ten temat ma, a więc daj spokój bo ilekroć będziesz do tego wracać, on będzie miał to w dupie, będzie upewniać się, że wasza relacja jest bez sensu i odejdzie. Bo ileż można kłócić się o to samo? Będziesz musiała zaciskać zęby, zmienić zachowanie bo na prawdę żaden facet nie zwiąże się z taką kobietą, a co najgorsze wykluczy cię z przyszłości bo będzie widział jakie życie może go z tobą czekać.

25

Odp: popsuta maszynka do kochania

nie nie moja droga zadna w tym Twoja wina to on sprawil, ze tak myslisz.. Mozemy sobie przybic piatke bo bylam w takim zwiazku 10 lat tylko, ze pozniej juz doszly lapki ze strony meza.. Ale nawet klocac sie z nim on rozmawial spokojnie i tak mnie zakrecil, ze bylam pewna, ze to ja sie czepiam, ze to ja szukam cholera wie czego i zapominalam swoich argymentow bo on je obalal raz dwa.. I szczerze Ci powiem wielokrotnie czulam sie jak glupia i tak to ja przepraszalam i ja robilam wszystko co chcial moj maz.. Pozniej byla kochanka jego argument byl prosty nudzilo mi sie smile ale w pewnym momecie powiedzialam dosc mam dosyc byc w jego i tylko w jego oczach kims malutkim moze nawet mniejszym niz pchla.. Znajomi zawsze powtarzali Ty pelna zycia ze skrzydlami z milionami pomyslow dalas sie tak stlamsic nie wierzymy! Nie Ty! Ale wlasnie tak dalam sie myslalam,ze kocham, ze bez niego sobie nie poradze bo tak na prawde on mnie prowadzil za reke o wszystko sie pytalam.. Teraz mysle po cholere czy ja w jakimms amoku bylam? Nie wiem zaczarowana?? Teraz wiem, ze zyje jestem w polowie wolna znow sie usmiecham spotykam ludzi nikt mi za to nie daje po uszach.. Teraz wiem, ze mam skrzydla ktore mialam podwiazane przez 10 lat jak w klatce, ktora zrobilam sobie na wlasne zyczenie.. Bo nie wiem jak Ty ale ja bedac przebojowa pewna siebie kobieta zmieniajaca facetow kiedy chcialam dzis rozmawiam z kazdym na plaszczyznie przyjqcielskiej chcialam pragnelam stabilizacji kogos kto kocha inaczej ... Mimo przykrywki jakim stawal sie styl bycia w srodku chcialam miec kogos kto mnie w koncu zatrzyma.. Zbyt chyba mocno bo posiwecilam kupe czasu a w zamian zmarnowalam kawalek czasu.. Wiec czytajac teraz Ciebie zaciskam zeby bo przezywalam podobnie i uwierz mi poloz na niego ogromnego ch... i uwolnij sie z tego toksyku .. Nie daj sie juz wiecej manipulowac.. Postaw na swoim choc w srodku bedziesz uwazac inaczej zagryz wargi zobaczysz raz drugi trzeci i oddetchniesz wolna... A jestem pewna, ze bedziesz miala okazje bo odezwie sie do Ciebie na 100%

26

Odp: popsuta maszynka do kochania
supermassive napisał/a:

Ja zostałam z poczuciem winy, które mnie miażdży przy każdym oddechu.

Poczucie winy jest właśnie najgorsze. Nie samotność, pustka, tęsknota, tylko poczucie winy. Miałam dokładnie to samo.
Wiłam się po łóżku wyjąc, że on taki dobry był dla mnie, że właściwie nigdy nic złego mi nie zrobił, a ja przez swój spaczony charakter zniszczyłam nasz związek, na własne życzenie. Teraz zmądrzałam i staram się nie dać sprowkować do tego, abym to ja z nim "zrywała" w kłótni. Niech on zrywa, żal będzie wtedy mniejszy.
"Mszczenie się" również jest i było obecne. Raz z jego, raz z mojej strony, zależy kto skamlał o pogodzenie się. Błędne koło.
Ja mam to szczęście ( lub nieszczęście ) że trafiłam na faceta, który jest bardzo do mnie podobny, pod względem konstrukcji emocjonalnej. Mamy takie same reakcje. Tak samo postępujemy, raz on zrywa ze mną, raz ja z nim, raz on mówi że ma dość, innym razem ja. Po jednej z kłótni również usłyszałam " już cię nie kocham, mam dość", roztaliśmy się wtedy na kilka tygodni. Myślałam że to naprawdę jest koniec, nie miałam żadnej nadziei, nie pisałam do niego, ani on do mnie, zero kontaktu. Połączyło nas przypadkowe spotkanie na mieście, wyglądał jak cień człowieka, ja zresztą też, bo żyłam na prochach popijanych alkoholem i paliłam 40 papierosów dziennie. Nasza miłość wybuchła na nowo, z siłą jakiej nie miała nawet na początku znajomości.
Dlatego nie trać nadziei. To że on powiedział że Cię już nie kocha ( dokładnie tak jak mój ! ) nie musi być ( i zazwyczaj nie jest ) prawdą, a jedynie krzykiem bezsilności. I on to być może zrozumie za jakiś czas. Jak wszystko opadnie, okrzepnie, uspokoi się. Z biegiem czasu jest tak, że zacierają się złe wspomnienia, a do głosu dochodzą jedynie te dobre. Ale może być też tak, że faktycznie mu już zbrzydłaś do tego stopnia, że nie będzie kolejnej szansy. Chociaż ja w takie "zbrzydnięcia" nie wierzę, to znaczy wierzę, ale uważam je za tymczasowe i odwracalne, bo taka jest istota wszelkich emocji, zarówno złych jak i dobrych - są ulotne, zmienne, nietrwałe jak dym. Natomiast miłość nie jest emocją, lecz stałym uczuciem i zniesie naprawdę wiele. Jeśli oczywiście jest... a to wie tylko Twój facet, czy jest, czy jej nie ma.

27

Odp: popsuta maszynka do kochania

Słyszałaś o pojęciu Twin Flame (Bliźniacze Płomienie) lub Soul Mate (Bratnie Dusze)? Bo to wszystko brzmi specyficznie - tak, jakby łączyło was coś więcej niż miłość romantyczna.
W internecie możesz znaleźć rożne informacje na ten temat, ja polecam strone Lonerwolf i twinflames1111

Jeśli jakimś cudem tu zaglądasz, to czekam na odpowiedź smile

28 Ostatnio edytowany przez Coombs (2017-10-19 16:51:35)

Odp: popsuta maszynka do kochania

[oooo

29 Ostatnio edytowany przez Coombs (2017-10-19 16:51:14)

Odp: popsuta maszynka do kochania

eeeee

30

Odp: popsuta maszynka do kochania

kobieto nie wiem u jakiego lekarza byłaś. Ale na pewno tu nieodpowiedniego. należy. CI SIE długa terapia bo to co robisz nie jest normalne.  Spokojny facet stał się Twoją ofiarą bo jego spokój budził Twój niepokój. Gdzie tu Miłość???

31

Odp: popsuta maszynka do kochania

Tak, Autorka na pewno się ucieszy, że dostała konkretne odpowiedzi na swój post sprzed 4 lat... big_smile

32

Odp: popsuta maszynka do kochania
santapietruszka napisał/a:

Tak, Autorka na pewno się ucieszy, że dostała konkretne odpowiedzi na swój post sprzed 4 lat... big_smile

No.. to kaszanka.

33

Odp: popsuta maszynka do kochania

Oooo..
Nie moje te wykopaliska big_smile
Ale mogłaby napisać czy się wyleczyla. Czy się pozabijali..

34

Odp: popsuta maszynka do kochania

Na moje oko, to fajna i zgrabna bajeczka, może miejscami trochę się kupy nie trzyma, ale da się poczytać do poduchy.
Wątek od początku do końca typowo trollerski umarł śmiercią naturalną smile

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » popsuta maszynka do kochania

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026