Postanowiłam wreszcie opisać swój problem.szukałam pomocy czytając posty i już wiem , porównując,że muszę przerwać swój toksyczny związek.jestem z mężczyzną od 3 lat,mieszkamy razem,ja mam 2 dzieci w wieku 12 i 15 lat.chodzi o to,że on chce kontrolować moje życie-z kim mam się przyjaźnić,jak mam się ubierać,malować ,czesać.kontrolował mój telefon,czytał smsy.po wielu kłótniach dopiero przestał to robić,gdy zagroziłam odejściem.ale mówi mi niemal co mam myśleć na każdy temat,musiałam wykasować wszystkie numery znajomych,którzy mu nie odpowiadali.efekt jest taki,że nie mam żadnej koleżanki,nie mówiąc o znajomych mężczyznach.tylko on i dom...mimo mundurowej dość dużej emerytury,dokłada mi 500 zł miesięcznie na zakupy.a ja jestem na rencie.dzieciom muszę za swoje kupić ubrania,książki,opłacić wycieczki.jest mi ciężko finansowo,bo jedzenie jest drogie,a gdzie jeszcze kupić dzieciom co trzeba..nawet chciał kontrolować na co wydaję swoje pieniądze.ale po kłótniach przestał.na początku znajomości obiecywał ślub,wspólne dziecko,cudowne życie..a ja tak chciałam mieć męża i rodzinę..a mam tylko obowiązki,ciągłą kontrolę,zero pomocy finansowej.zamierzam to przerwać,ale on nie widzi co jest nie tak,twierdzi,że jest super,jest szczęśliwy.czy to może ja jestem dziwna,że nie odpowiada mi to,co mam?że przeszkadza mi,gdy większą część dnia siedzi przed telewizorem albo laptopem,a ja czuję się jak darmowa służąca,która w dodatku a to niedokładnie posprzątała,a to obiad nie taki.jest mi źle..co mam robić?
Podobne tematy
co mam robić?
Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w temacie swojego wątku.
Jeśli szukasz potwierdzenia, że to dobre rozwiązanie, to owszem, jest to jedynie słuszne wyjście.
Życzę Ci dużo siły i uporu.
3 2013-04-15 13:11:10 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-04-18 13:35:35)
Tak,właśnie szukałam potwierdzenia,że powinnam odejść i nie wierzyć w kolejne obiecanki,że wszystko się zmieni.bo wiem już,że nie zmieni się.
I jego tłumaczenie mi,że zrobię mu wstyd na całą rodzinę..trudno.wiem ,że oni nas lubią,mnie i moje dzieci,ale tylko dlatego nie mogę tu zostać przecież.
piszesz że mundurowy...był wojskowym? to czasem wiele tłumaczy...
ale on nie widzi co jest nie tak,twierdzi,że jest super,jest szczęśliwy.czy to może ja jestem dziwna,że nie odpowiada mi to,co mam?że przeszkadza mi,gdy większą część dnia siedzi przed telewizorem albo laptopem,a ja czuję się jak darmowa służąca,która w dodatku a to niedokładnie posprzątała,a to obiad nie taki.jest mi źle..co mam robić?
On moze byc szczesliwy,Ty nie i wcale sie nie dziwie.
Skończ z nim i zacznij zyc na swoj rachunek.
6 2013-04-15 18:36:43 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-04-18 13:36:20)
Pracował w areszcie.ma wprawę w wydawaniu rozkazów.
Malina,wiem,że on jest na pewno zadowolony z takiego układu.moi rodzice też tak twierdzą i radzą mi wracać do nich i żyć.po prostu żyć bez bata nad głową.
Martwi mnie to,dlaczego ciągle mu wierzę,że mnie kocha,że wszystko się ułoży,że będzie lepszy.dlaczego nie potrafię radykalnie postąpić.czasem myślę że w jakiś sposób uzależnił mnie od siebie.boję się odejść.
Proszę,kobietki poradźcie.trochę słońca,milsze słowo i znów zachwiało się moje postanowienie.jak być wytrwałą?
Jak być wytrwałą? Tu lepiej postaw pytanie, co zrobić, by zmienić sytuację? Bo trwać w niej bez sensu.
Posłuchaj rodziców, dobrze Ci radzą, dobrze że masz gdzie zamieszkać z dziećmi. Jest teraz taka fajna piosenka, gdzie śpiewają, że nie ma miłości bez wolności. Pamiętaj o tym
I działaj
)
W weekend,najpóźniej w poniedziałek,planuję przeprowadzkę do rodziców.on tłumaczy mi jak może,że robię źle i będę żałowała.
Tak, z pewnością żal będzie ale z jego strony. Nie martw się, uszy do góry, trzymam kciuki za spokojne rozwiązanie i mało nerwów ![]()
Mam nadzieję,że wszystko pójdzie po mojej myśli.ale potrzebuję dużego uporu.on wspaniale manipuluje ludźmi.mówi,jak to nas kocha,jak to wiele dla nas robi,że źle robię nie dając mu szansy,aby udowodnił swą miłość.robi wszystko abym czuła się winna,że go zostawiam.
moj problem to jak zaczac zyc z dzieckiem bez jego ojca.jak mam ulozyc sobie zycie?na rodzicow niemoge liczyc bo tez maja trudna sytuacje materialna mimo ze staraja sie mi pomagac jak moga,moj partner to typowy nieodpowiedzialny,nie dbajacy o nas czlowiek,patologia.lubil popic,choc teraz to juz sie z tym opamietac,ale ciagle mam zal ze przez alkohol doprowadzil do wizyt policji,awantur,zmienienia mnie w pusta osobe,zdolowana na maxa.nie raz udowodnil ze dziecko niejest dla niego najwazniejsze,zostawial i zostawia dalej na kilka dni i tyg z np.chorym dzieckiem,na pastwe losu,albo podrzuca moim rodzicom bo wie ze mi niepozwola na krzywdy.chce od niego odejsc,ale on ciagle mnie blokuje.niemamy slubu,niby powinno byc to proste.ale niemam gdzie udac sie z dzieckiem.z praca tez ciezko..zadnych prawnych spraw nie moge wykonac,bo on mi na to niepozwala.jak juz go uswiadamiam to on obiecuje gory doliny i zarzeka sie ze nie pozwoli mi odejsc.kto mi pomoze?
Gdy nie ma dokąd pójść to faktycznie jest źle.a nie ma domów dla samotnych matek w twoim mieście,które są ofiarami przemocy i nie mają gdzie zamieszkać?łatwo komuś mówić-zmień wszystko.sama wiem,że to nie takie proste.