Witam, na imię mi Maciek, opiszę tu mój przypadek, coś co dręczy mnie już od dłuższego czasu. Może potrzebuje się wygadać, chociaż nie ukrywam, mam nadzieję, że trochę osób się wypowie.
Mam 24 lata, z partnerką spotykam się/jestem od ponad roku, jakoś 1,5 niebawem stuknie. N. ma 21 lat.
Generalnie związek uważam za udany, zdarzały się kłótnie, jednak wychodziliśmy na prostą, przemocy nie było, zdrad też. N. powtarza mi jak to mnie kocha i jaka jest szczęśliwa, sam też podpytuje ją czy nic jej nie brakuje - potrafimy rozmawiać. Twierdzi, że jest świetnie.
Więc gdzie u diabła problem, skoro niby jest tak idealnie? Ano właśnie ciągle mam wrażenie, że N. nie traktuje mnie jak ja jej. Że weszła ze mną do związku z braku laku, że jak "coś lepszego się trafi" to w podskokach, za sprawą słynnych motylków bądź nie doprawi mi rogi bądź zostawi. Nie czuje się bezpiecznie w tej relacji. A dlaczego?
Jestem pierwszym facetem N. Pierwszym z którym jest, z którym uprawiała seks, miała tam jakieś "przygody" z całowaniem i dotykiem ale nic poważnego. Ja miałem kilka partnerek przed nią, żadna powalająca liczba, nie jest to zresztą rzecz którą chciałbym się chwalić. Jestem też pierwszym facetem który o nią zawalczył, który zainteresował się nią jako kobietą, chciał być z nią.
Ponadto N. wg. mnie panicznie wręcz boi się zobowiązań. Ja już wiem, że to jest TA kobieta z którą chciałbym spędzić resztę życia, wspólnie. Ale na same rozmowy o zaręczynach itp - widzę jej reakcję. To, że się tego boi. Nie zamierzam się jej oświadczać w najbliższym czasie, szczególnie gdy tak to wygląda ale rozmawiać o przyszłości myślę, że powinniśmy. W końcu ja dość prędko zadeklarowałem się, że nie szukam przygód, że zależy mi na stałem relacji, poważnej, grałem od początku w otwarte karty, jestem bardzo szczerym człowiekiem. Wiem też, że jest kobietą, dla której ślub jest ważny.
Co do seksu - Jest często, jest namiętnie, jest obojgu dobrze. Wprawdzie jej orgazmy pochwowe można policzyć na palcach jednej ręki ale praktycznie nigdy nie zostawiam jej niezaspokojonej, dbam o jej potrzeby.
W związku z powyższym rodzi się moje pytanie, czy nie zeżrę ją ciekawość? Czy mamy szansę być razem do końca, bez zdrad czy innych świństw? Czy są tu kobiety dla których 1szy partner okazał się ostatnim lub tak go chociaż traktowały, a związek posypał się z innego powodu? Czy może nie powinienem się łudzić i szukać szczęścia gdzie indziej?