Witam, wszystkich
Mam wielki problem i mam nadzieje że ktos mi pomoże. Jestem z chłopakiem prawie 2 lata, on pracuje jako kierowca tirów i jezdzi po Europie. Wraca do domu co 1,5 tygodnia na 2 dni. Rok temu kupił mnieszkanie w którym zamieszkaliśmy w nim razem.To ja opłacam mieszkanie pilnuje wszystkiego co z mieszkaniem zwiazane a on placi tylko kredyt, nie patrzy ze moja wypłata w porównaniu do jego to jest 5 razy mniejsza bo ja zarabiam najniższa krajowa, nawet nie starcza mi pare groszy dla siebie. Poczatki jego powrotów do domu były cudowne. Kiedy go nie ma tęsnknie za nim, brakuje mi go w kazdej sytuacji. A burza sie robi jak on wraca do domu. Od wejscia jego do domu słysze ze jest zmeczony, ze idzie ogladać telewizor bo w trasie nie ma telewizora tylko laptopa i filmy na dysku. Gdy przyjezdza to licza sie dla niego koledzy, flaszka z nimi a nie licze sie Ja
Traktuje mnie jak sprzataczke kucharkę jednym słowem opiekunke jego mieszkania "klucznika". W niczym nie chce pomagać mi tylko wymaga ode mnie żeby było tak jak on chce. W tym mieszkaniu byłam od samego poczatku w trakcie remontu (bo on był w trasie) w zmianie wszystkiego co sie dzaiło przez te 2 lata. A on tylko przyjezdzał i narzekał ze to nie tak i tak w kołko. A mnie az bolał w srodku ze człowiek sie stara daje z siebie wszystko a on nie potrafi tego docenic. Tak samo zawsze przed swietami jest to samo czekam na te dni kiedy wróci żeby doprowadzic do tych swiat razem w miłej atmosferze ale nigdy tak nie jest
zawsze sie kłócimy to nie tak tamto nie tak nic mu sie nie podoba za nic nie potrafi pochwalic zadnego miłego słowa nie powie tylko mnie obwinia ze to przeze mnie sie klócimy. Ze jak mi sie nie podoba moge sie spakowac i sie wyprowadzic. Że nie widzi przyszłości dla nas. Ciagle doprowadza mnie do łez
Chciałabym cos zrobić z tym moim życiem, poradzi mi ktoś ? co ???
Podobne tematy
Od chłopaka oczekujesz szacunku dla siebie.
A Ty szanujesz siebie samą? Na pewno?
Witam, wszystkich
Mam wielki problem i mam nadzieje że ktos mi pomoże. Jestem z chłopakiem prawie 2 lata, on pracuje jako kierowca tirów i jezdzi po Europie. Wraca do domu co 1,5 tygodnia na 2 dni. Rok temu kupił mnieszkanie w którym zamieszkaliśmy w nim razem.To ja opłacam mieszkanie pilnuje wszystkiego co z mieszkaniem zwiazane a on placi tylko kredyt, nie patrzy ze moja wypłata w porównaniu do jego to jest 5 razy mniejsza bo ja zarabiam najniższa krajowa, nawet nie starcza mi pare groszy dla siebie. Poczatki jego powrotów do domu były cudowne. Kiedy go nie ma tęsnknie za nim, brakuje mi go w kazdej sytuacji. A burza sie robi jak on wraca do domu. Od wejscia jego do domu słysze ze jest zmeczony, ze idzie ogladać telewizor bo w trasie nie ma telewizora tylko laptopa i filmy na dysku. Gdy przyjezdza to licza sie dla niego koledzy, flaszka z nimi a nie licze sie Ja
Traktuje mnie jak sprzataczke kucharkę jednym słowem opiekunke jego mieszkania "klucznika". W niczym nie chce pomagać mi tylko wymaga ode mnie żeby było tak jak on chce. W tym mieszkaniu byłam od samego poczatku w trakcie remontu (bo on był w trasie) w zmianie wszystkiego co sie dzaiło przez te 2 lata. A on tylko przyjezdzał i narzekał ze to nie tak i tak w kołko. A mnie az bolał w srodku ze człowiek sie stara daje z siebie wszystko a on nie potrafi tego docenic. Tak samo zawsze przed swietami jest to samo czekam na te dni kiedy wróci żeby doprowadzic do tych swiat razem w miłej atmosferze ale nigdy tak nie jest
zawsze sie kłócimy to nie tak tamto nie tak nic mu sie nie podoba za nic nie potrafi pochwalic zadnego miłego słowa nie powie tylko mnie obwinia ze to przeze mnie sie klócimy. Ze jak mi sie nie podoba moge sie spakowac i sie wyprowadzic. Że nie widzi przyszłości dla nas. Ciagle doprowadza mnie do łez
Chciałabym cos zrobić z tym moim życiem, poradzi mi ktoś ? co ???
Jesteście ze sobą tak krótko, a on aż tak Cię upokarza? Podziwiam Twoje silne nerwy, ze jeszcze się nie zbuntowałaś na fakt, że jesteś wykorzystywana finansowo. Krytykuje - nie wierzę, że to Ci nie przeszkadza. Nie jest możliwe aby wcale nie krytykować partnera, bo trzeba też mówić o tym co nam się nie podoba, ale tutaj pojawia się jakaś chora krytyka.
W waszym przypadku może (choć wcale nie musi) pomóc Twoja zmiana. Powinnaś być wyjątkowo konkretna, umieć powiedzieć NIE i domagać się swoich praw. To trudne i nie wiem czy bez wsparcia innych osób uda Ci się, a wiesz dlaczego? Bo przypuszczam, że twój facet to świetny manipulator. Niestety ale tego typu mężczyźni już tacy są. Jeżeli się zmienisz, to albo on przejrzy na oczy i zrozumie, że może Cię stracić, albo wręcz przeciwnie zignoruje Twoją zmianę i będzie używał wszystkich możliwych środków aby Cię zmanipulować i zrównać z powierzchnią ziemi.
Stima, naprawdę nie wiesz co zrobić? Mozesz np nadal życ tak jak teraz - pozwalac traktować się jak ścierka i cierpliwe, w milczeniu, rok po roku marzyć, że on się zmieni... Albo zrobić to co sam Ci mówi - odejść i zacząć od nowa, dać sobie samej szanse na bycie szczęśliwą. To co zrobisz, to tylko kwestia Twojego wyboru.
Swoja droga jakiś świąteczny wysyp pomiatanych kobiet na forum. O co chodzi?
5 2013-03-30 17:22:00 Ostatnio edytowany przez stima24 (2013-03-30 17:27:37)
Tak szanuje samą siebie.
Właśnie, juz drugi raz sobie układam sobie życie, jestem rozwódką byłam w zwiazku małzenskim 6 lat, było cudownie tylko jeden wielki minus jego był alkohol i dlatego odeszłam. I znalazłam tą druga wazna dla mnie miłosc. Kocham go bardzo mocno, ale czemu on nie chce mnie docenic w niczym. Mieszkajac z nim juz rok on ciagle jest taki sam juz mu groziłam ze odejde i sie pakowalam, ale nie mogłam sie przełamac i sie wyprowadzić.
Stima, naprawdę nie wiesz co zrobić? Mozesz np nadal życ tak jak teraz - pozwalac traktować się jak ścierka i cierpliwe, w milczeniu, rok po roku marzyć, że on się zmieni... Albo zrobić to co sam Ci mówi - odejść i zacząć od nowa, dać sobie samej szanse na bycie szczęśliwą. To co zrobisz, to tylko kwestia Twojego wyboru.
Swoja droga jakiś świąteczny wysyp pomiatanych kobiet na forum. O co chodzi?
Święta, to rodzinny czas, a te pomiatane kobiety mają pseudorodzinę. Być może dlatego mają potrzebę wyżalenia się.
Poza tym teraz nie ma tego codziennego zgiełku związanego z pracą i pojawił się czas na refleksję.
Dla mnie autorka wątku to typowa kobieta wymagająca leczenia.
Pierwszy mąż alkoholik.
Drugi partner z bardzo poważnymi wadami, a ona go tak bardzo broni. Są ze sobą tak krótko, a już panicz wszedł jej na głowę.
Autorko wątku - czy uważasz, że Twoja miłość jest zdrowa?
Uważam, że nie do końca skoro żalisz się tutaj na tym forum.
widocznie jest pewien, że go nie zostawisz. czuje Ciebie w swojej garści.
Jeśli od niego nie odejdziesz, to będzie coraz gorzej.
A czy jesteś pewna, że to miłość do człowieka, jakim naprawdę jest? Bo z tego, co opisałaś wynika, że kochasz tylko, gdy nie ma go w domu... Czy nie jest to tak, że kochasz jedynie wyidealizowany obraz jego osoby? Może realnie nie jesteście w stanie być ze sobą?
Według mnie ten facet znakomicie się ustawił - ma swoje mieszkanie, o które nie musi się martwić ani sprzątać czy remontować, bo od tego ma pomoc domową, która do tego ugotuje posiłki na jego przyjazd i okazjonalnie będzie dla niego odprężeniem po pracy, gdyby koledzy nie mieliby czasu...
On na pewno się nie zmieni z bardzo prostego powodu - dla niego to układ idealny.
Masz dwa wyjścia:
1) Nic nie zmieniaj, bądź jego gosposią i żyj marzeniami.
2) Te same pieniądze, które wkładasz w jego mieszkanie, zainwestuj w swój "własny" kąt, nawet w postaci wynajmowanego pokoju - ważne, aby była to Twoja strefa, a nie jego. Przy najbliższej okazji oddaj mu klucze od jego mieszkania i powiedz, że jeśli będzie miał ochotę się z Tobą spotkać to niech zadzwoni. Zobaczysz, to będzie najlepszy test pokazujący czy zależy mu na Tobie jako osobie czy na Twoich usługach, które w tym momencie świadczysz.
A czy jesteś pewna, że to miłość do człowieka, jakim naprawdę jest? Bo z tego, co opisałaś wynika, że kochasz tylko, gdy nie ma go w domu... Czy nie jest to tak, że kochasz jedynie wyidealizowany obraz jego osoby? Może realnie nie jesteście w stanie być ze sobą?
Według mnie ten facet znakomicie się ustawił - ma swoje mieszkanie, o które nie musi się martwić ani sprzątać czy remontować, bo od tego ma pomoc domową, która do tego ugotuje posiłki na jego przyjazd i okazjonalnie będzie dla niego odprężeniem po pracy, gdyby koledzy nie mieliby czasu...
On na pewno się nie zmieni z bardzo prostego powodu - dla niego to układ idealny.
Masz dwa wyjścia:
1) Nic nie zmieniaj, bądź jego gosposią i żyj marzeniami.
2) Te same pieniądze, które wkładasz w jego mieszkanie, zainwestuj w swój "własny" kąt, nawet w postaci wynajmowanego pokoju - ważne, aby była to Twoja strefa, a nie jego. Przy najbliższej okazji oddaj mu klucze od jego mieszkania i powiedz, że jeśli będzie miał ochotę się z Tobą spotkać to niech zadzwoni. Zobaczysz, to będzie najlepszy test pokazujący czy zależy mu na Tobie jako osobie czy na Twoich usługach, które w tym momencie świadczysz.
No właśnie jak to jest z tym wyidealizowanym obrazem? Kobiety, które kochają nie mężczyznę a wyobrażenie o nim?
Mnie moja psycholog troszkę zrównała z ziemią, żaliłam się jej na partnera, a ona na to, że ideałów nie ma i mam nauczyć się zaakceptować.
Kompletnie nie rozumiem tego jak forumowiczki piszą tutaj o tym jak psycholog poparła decyzję odejścia, moja wręcz przeciwnie, chciałaby nas pogodzić.
Lidka_87 napisał/a:A czy jesteś pewna, że to miłość do człowieka, jakim naprawdę jest? Bo z tego, co opisałaś wynika, że kochasz tylko, gdy nie ma go w domu... Czy nie jest to tak, że kochasz jedynie wyidealizowany obraz jego osoby? Może realnie nie jesteście w stanie być ze sobą?
Według mnie ten facet znakomicie się ustawił - ma swoje mieszkanie, o które nie musi się martwić ani sprzątać czy remontować, bo od tego ma pomoc domową, która do tego ugotuje posiłki na jego przyjazd i okazjonalnie będzie dla niego odprężeniem po pracy, gdyby koledzy nie mieliby czasu...
On na pewno się nie zmieni z bardzo prostego powodu - dla niego to układ idealny.
Masz dwa wyjścia:
1) Nic nie zmieniaj, bądź jego gosposią i żyj marzeniami.
2) Te same pieniądze, które wkładasz w jego mieszkanie, zainwestuj w swój "własny" kąt, nawet w postaci wynajmowanego pokoju - ważne, aby była to Twoja strefa, a nie jego. Przy najbliższej okazji oddaj mu klucze od jego mieszkania i powiedz, że jeśli będzie miał ochotę się z Tobą spotkać to niech zadzwoni. Zobaczysz, to będzie najlepszy test pokazujący czy zależy mu na Tobie jako osobie czy na Twoich usługach, które w tym momencie świadczysz.No właśnie jak to jest z tym wyidealizowanym obrazem? Kobiety, które kochają nie mężczyznę a wyobrażenie o nim?
Mnie moja psycholog troszkę zrównała z ziemią, żaliłam się jej na partnera, a ona na to, że ideałów nie ma i mam nauczyć się zaakceptować.
Kompletnie nie rozumiem tego jak forumowiczki piszą tutaj o tym jak psycholog poparła decyzję odejścia, moja wręcz przeciwnie, chciałaby nas pogodzić.
Bzduuuuraaa. Facet ma Cie w dupie, kompletnie nie szanuje, ignoruje i momentami traktuje jak szmate, a Ty masz sie z nim pogodzic i dalej bu obiadki gotowac...?
Moze cos zle zrozumialas, wedlug mnie, zeby sie dalo uratowac ten zwiazek, to on tez musialby brac udzial w terapii i chciec sie zmienic.
onaona napisał/a:Lidka_87 napisał/a:A czy jesteś pewna, że to miłość do człowieka, jakim naprawdę jest? Bo z tego, co opisałaś wynika, że kochasz tylko, gdy nie ma go w domu... Czy nie jest to tak, że kochasz jedynie wyidealizowany obraz jego osoby? Może realnie nie jesteście w stanie być ze sobą?
Według mnie ten facet znakomicie się ustawił - ma swoje mieszkanie, o które nie musi się martwić ani sprzątać czy remontować, bo od tego ma pomoc domową, która do tego ugotuje posiłki na jego przyjazd i okazjonalnie będzie dla niego odprężeniem po pracy, gdyby koledzy nie mieliby czasu...
On na pewno się nie zmieni z bardzo prostego powodu - dla niego to układ idealny.
Masz dwa wyjścia:
1) Nic nie zmieniaj, bądź jego gosposią i żyj marzeniami.
2) Te same pieniądze, które wkładasz w jego mieszkanie, zainwestuj w swój "własny" kąt, nawet w postaci wynajmowanego pokoju - ważne, aby była to Twoja strefa, a nie jego. Przy najbliższej okazji oddaj mu klucze od jego mieszkania i powiedz, że jeśli będzie miał ochotę się z Tobą spotkać to niech zadzwoni. Zobaczysz, to będzie najlepszy test pokazujący czy zależy mu na Tobie jako osobie czy na Twoich usługach, które w tym momencie świadczysz.No właśnie jak to jest z tym wyidealizowanym obrazem? Kobiety, które kochają nie mężczyznę a wyobrażenie o nim?
Mnie moja psycholog troszkę zrównała z ziemią, żaliłam się jej na partnera, a ona na to, że ideałów nie ma i mam nauczyć się zaakceptować.
Kompletnie nie rozumiem tego jak forumowiczki piszą tutaj o tym jak psycholog poparła decyzję odejścia, moja wręcz przeciwnie, chciałaby nas pogodzić.Bzduuuuraaa. Facet ma Cie w dupie, kompletnie nie szanuje, ignoruje i momentami traktuje jak szmate, a Ty masz sie z nim pogodzic i dalej bu obiadki gotowac...?
Moze cos zle zrozumialas, wedlug mnie, zeby sie dalo uratowac ten zwiazek, to on tez musialby brac udzial w terapii i chciec sie zmienic.
Wszytko pięknie. Tylko powiedzieć takiemu typowi o terapii, a on ?
Hmmm, jestem na 99% przekonana, że się nie zgodzi. Oni już tak mają.
Mnie moja psycholog troszkę zrównała z ziemią, żaliłam się jej na partnera, a ona na to, że ideałów nie ma i mam nauczyć się zaakceptować.
Kompletnie nie rozumiem tego jak forumowiczki piszą tutaj o tym jak psycholog poparła decyzję odejścia, moja wręcz przeciwnie, chciałaby nas pogodzić.
Wiem, że trochę OT, ale nie potrafię tego fragmentu przemilczeć. Onaona, ja bym galopkiem zmieniła psychologa! Dobry psycholog NIGDY nie będzie Ci mówił co masz robić, ale pomoże Ci znaleźć w sobie odpowiedz na pytania czego naprawdę chcesz i jak do tego dotrzeć, a potem siłę, aby to zrealizować.
onaona napisał/a:Mnie moja psycholog troszkę zrównała z ziemią, żaliłam się jej na partnera, a ona na to, że ideałów nie ma i mam nauczyć się zaakceptować.
Kompletnie nie rozumiem tego jak forumowiczki piszą tutaj o tym jak psycholog poparła decyzję odejścia, moja wręcz przeciwnie, chciałaby nas pogodzić.Wiem, że trochę OT, ale nie potrafię tego fragmentu przemilczeć. Onaona, ja bym galopkiem zmieniła psychologa! Dobry psycholog NIGDY nie będzie Ci mówił co masz robić, ale pomoże Ci znaleźć w sobie odpowiedz na pytania czego naprawdę chcesz i jak do tego dotrzeć, a potem siłę, aby to zrealizować.
tzn. to było tak, że ja na pierwszej wizycie powiedziałam psycholog, że mam problemy w związkach, że prędzej czy później partnerzy stają się względem mnie agresywni, a psycholog powiedziała mi, że partner był wobec mnie agresywny bo go nie akceptowałam i nie czuł się kochany.
W sumie faktycznie pewnych kwestii nie akceptowałam.
nocnalampka napisał/a:onaona napisał/a:Mnie moja psycholog troszkę zrównała z ziemią, żaliłam się jej na partnera, a ona na to, że ideałów nie ma i mam nauczyć się zaakceptować.
Kompletnie nie rozumiem tego jak forumowiczki piszą tutaj o tym jak psycholog poparła decyzję odejścia, moja wręcz przeciwnie, chciałaby nas pogodzić.Wiem, że trochę OT, ale nie potrafię tego fragmentu przemilczeć. Onaona, ja bym galopkiem zmieniła psychologa! Dobry psycholog NIGDY nie będzie Ci mówił co masz robić, ale pomoże Ci znaleźć w sobie odpowiedz na pytania czego naprawdę chcesz i jak do tego dotrzeć, a potem siłę, aby to zrealizować.
tzn. to było tak, że ja na pierwszej wizycie powiedziałam psycholog, że mam problemy w związkach, że prędzej czy później partnerzy stają się względem mnie agresywni, a psycholog powiedziała mi, że partner był wobec mnie agresywny bo go nie akceptowałam i nie czuł się kochany.
W sumie faktycznie pewnych kwestii nie akceptowałam.
Kochana, uciekaj od tego psychologa!
onaona napisał/a:nocnalampka napisał/a:Wiem, że trochę OT, ale nie potrafię tego fragmentu przemilczeć. Onaona, ja bym galopkiem zmieniła psychologa! Dobry psycholog NIGDY nie będzie Ci mówił co masz robić, ale pomoże Ci znaleźć w sobie odpowiedz na pytania czego naprawdę chcesz i jak do tego dotrzeć, a potem siłę, aby to zrealizować.
tzn. to było tak, że ja na pierwszej wizycie powiedziałam psycholog, że mam problemy w związkach, że prędzej czy później partnerzy stają się względem mnie agresywni, a psycholog powiedziała mi, że partner był wobec mnie agresywny bo go nie akceptowałam i nie czuł się kochany.
W sumie faktycznie pewnych kwestii nie akceptowałam.Kochana, uciekaj od tego psychologa!
Poważnie tak powiedziała, a agresja partnera względem mnie przejawiła się właściwie tylko raz, powiedział do mnie: "Jak ze mną rozmawiasz, to się patrz szmato". Nigdy więcej nie był agresywny względem mnie, choć czasem był ostry wybuch względem innych kobiet, ale nie mnie!
Onaona, czy Ty aby nie znalazłaś tego psychologa przy jakiejś katolickiej organizacji?
Co do meritum - nie jest istotne ile razy agresja się objawiła. Agresja jest zawsze bardzo poważnym sygnałem, że agresor nie umie sobie radzić ze swoimi emocjami - a tacy zawsze są bardzo niebezpieczni, bo taki człowiek jest jak odbezpieczony granat. Druga sprawa - skoro każdy Twój wybór mężczyzny okazywał się wyborem meżczyzny z tym samym, albo bardzo podobnym "defektem", to znaczy, że w Tobie jest poważny problem, który należy pomóc Ci rozwiązać.
Onaona, czy Ty aby nie znalazłaś tego psychologa przy jakiejś katolickiej organizacji?
Co do meritum - nie jest istotne ile razy agresja się objawiła. Agresja jest zawsze bardzo poważnym sygnałem, że agresor nie umie sobie radzić ze swoimi emocjami - a tacy zawsze są bardzo niebezpieczni, bo taki człowiek jest jak odbezpieczony granat. Druga sprawa - skoro każdy Twój wybór mężczyzny okazywał się wyborem meżczyzny z tym samym, albo bardzo podobnym "defektem", to znaczy, że w Tobie jest poważny problem, który należy pomóc Ci rozwiązać.
Czasami płaczę, czasami mam mega doła np. w trakcie świąt, ale jestem sama i żyję i idę do przodu
Ona do mnie (psycholog ) powiedziała, że ja szukam ideału, kompletnie nie brała pod uwagę tego co ja mówiłam , np. o tej agresji. A co do innych kobiet to ten partner powiedział np. do mojej siostry, że brakuje jej ch... do dupy, i jeden raz do mojej koleżanki powiedział, że jej wpier..(ona wtedy wtrąciła się w naszą kłótnię, powiedziała żebym jego nie słuchała). Przepraszał wtedy ją chyba z tydzień czasu. Mnie traktował jak księżnę, po kilkanaście razy dziennie mówił, że mnie kocha...
Onaona, nie chcę w tym wątku kontynuować kwestii Twojej sprawy, bo to jednak niestety OT. JEśli masz swój wątek, to proszę o linka, chętne tam będę kontynuować.
Czemu kobiety kochają mężczyzn, którzy nie mają do nich za grosz szacunku? Za co kocha się taką osobę? Czy Ty Autorko, jesteś sadomasochistką? Co ja piszę
większość z nas nią jest! ;/ Tylko pytanie czemu? Czemu skoro mogłybyśmy mieć spokojne życie, to sobie je tak psujemy? Strach przed byciem samym? Że sobie nie poradzimy? hmmm... no pewnie, lepiej jest życ cale zycie z czlowiekiem ktory ma nas za nic... a nie przepraszam, ma nas za sprzątaczkę, kucharkę, od czasu do czasu jakiś seks (jeżeli on ma na to ochotę) ajjjj Baby... nawet nie wiemy ile sily mamy w sobie. Nasz kochany moderator ma boski opis: Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód... Od czasu jak pierwszy raz to przeczytałam, tylko tym sie kieruję...
znajdź swój sposób na tą sytuację! Pozdrowienia