Witam, ja zostałam zdradzona pół roku temu. Jestem 14 lat po slubie dobre przykładne małżenstwo, mąż zawsze wpatrzony był we mnie jak w obrazek, kochał mnie i wręcz uwielbiał, nigdy nawet nie obejzeł się za inną, tak więc nigdy w życiu nawet przez myśl mi nie przeszło że mnie TO spotka, a jednak...w październiku powiedział że mnie zdradził z naszą pracownicą 15 lat młodszą, znałam ją dobrze. Świat runął z taką siłą ze nie umiałam się podnieść. Wzięłam tabletki, uratowano mnie. Mąż płakał, błagał, przepraszał, ja uwierzyłam. Ale jego nie było przy mnie,pracowa, albo miał coś do załatwienia albo coś tam ...nawet jak był przy mnie to był nie obecny,myślami gdzies daleko przy niej, czułam to.Trafiłam do szpitala psychiatrycznego, on w tym czasie wyjechał z nią na tydzień. Po powrocie przyznał się ze był z nią, i przywraca ją do pracy. szalałam z bólu.Po tygodniu przyjechał do mnie i powiedział ze odchodzi, wynajmują razem mieszkanie i będą razem. Nie muszę pisać co przeżyłam bo każda z was to wie.Całe szczęscie że byłam wtedy w szpitalu i tam mi pomogli przez to przejść , miałam być 4 tyg. a byłam 6 tyg. Wróciłam do domu , do pustego domu. Szok,łzy cierpienie, ból, samotne święta,życie..Po 2 miesiącach ona od niego uciekła. On mnie przeprasza, mówi że mnie kocha, że popełnił błąd i chce wrócić. Ja też go bardzo kocham i pragnę dać mu szansę. Ale problem polega na tym że on jej nie chce zwolnić, ona nadal u nas pracuje, wmawia mi że jest nie zastąpiona pracownicą i bez niej firma padnie itp...on po prostu nadal jest nią zauroczony i nie ma sił żeby ją zwolnić, czeka że coś może się wydarzy,może ona sama odejdzie to wtedy nam się ułoży. on woli mieszkać sam niż ją zwolnić. Wmawia mi że kocha mnie i dzieci, żebym na niego czekała, ze to się jakoś rozwiąże. Nie mam już sił czekać, walczyć o niego. Jestem kłębkiem nerwów, mam silną depresję, biorę leki, codzień płaczę, krzyczę, modle się nienawidzę...i często żałuję ze nie udało mi się to co zamierzałam...ale mam dwoje dzieci i to dla nich muszę żyć, ale co to za życie, kiedy nie chce się wstać z łóżka, prace domowe sprawiają tyle bólu..nie wiem co będzie dalej moje życie to wciąż wielka niewiadoma czy on wróci do nas czy może do niej???nie mam już sił zadne rozmowy z nim nie dają rezultatu ja stawiam warunek żeby ją zwolnił bo przecież nie zniosę tego psychicznie że on się z nią spotyka, a ja siedzę w domu i przez nią nie mogę wrócić do pracy. Czuję się tak jakby mi założył sznur na szyję i codzień mocniej zaciskał.Czs nie goi rany bo moja rana jest codziennie rozgrzebywana. Nie mam sił, a po przeczytaniu waszych postów zastanawiam się co byłoby gdyby on wrócił do mnie, czy tak jak Wy nie będe miała sił żyć z nim? Być z nim, spać, budzić się i nienawidzieć? Boże jakie to wszystko trudne, co oni nam zrobili? okradli nas z marzeń, godności, kobiecości,zabrali nam co najpiękniejsze i w dodatku musimy całe życie zastanawiać się czy TO się nie powtórzy? Koszmar. Piekło na ziemi,jak przez to wszystko przejść, jak ponownie zaufać, jak odbudować poczucie własnej wartość. Mi nie pomógł szpital, psychiatra, psycholog ani czas. Co więc mi pomoże? nie wiem...
Podobne tematy
Witam, ja zostałam zdradzona pół roku temu. Jestem 14 lat po slubie dobre przykładne małżenstwo, mąż zawsze wpatrzony był we mnie jak w obrazek, kochał mnie i wręcz uwielbiał, nigdy nawet nie obejzeł się za inną, tak więc nigdy w życiu nawet przez myśl mi nie przeszło że mnie TO spotka, a jednak...w październiku powiedział że mnie zdradził z naszą pracownicą 15 lat młodszą, znałam ją dobrze. Świat runął z taką siłą ze nie umiałam się podnieść. Wzięłam tabletki, uratowano mnie. Mąż płakał, błagał, przepraszał, ja uwierzyłam. Ale jego nie było przy mnie,pracowa, albo miał coś do załatwienia albo coś tam ...nawet jak był przy mnie to był nie obecny,myślami gdzies daleko przy niej, czułam to.Trafiłam do szpitala psychiatrycznego, on w tym czasie wyjechał z nią na tydzień. Po powrocie przyznał się ze był z nią, i przywraca ją do pracy. szalałam z bólu.Po tygodniu przyjechał do mnie i powiedział ze odchodzi, wynajmują razem mieszkanie i będą razem. Nie muszę pisać co przeżyłam bo każda z was to wie.Całe szczęscie że byłam wtedy w szpitalu i tam mi pomogli przez to przejść , miałam być 4 tyg. a byłam 6 tyg. Wróciłam do domu , do pustego domu. Szok,łzy cierpienie, ból, samotne święta,życie..Po 2 miesiącach ona od niego uciekła. On mnie przeprasza, mówi że mnie kocha, że popełnił błąd i chce wrócić. Ja też go bardzo kocham i pragnę dać mu szansę. Ale problem polega na tym że on jej nie chce zwolnić, ona nadal u nas pracuje, wmawia mi że jest nie zastąpiona pracownicą i bez niej firma padnie itp...on po prostu nadal jest nią zauroczony i nie ma sił żeby ją zwolnić, czeka że coś może się wydarzy,może ona sama odejdzie to wtedy nam się ułoży. on woli mieszkać sam niż ją zwolnić. Wmawia mi że kocha mnie i dzieci, żebym na niego czekała, ze to się jakoś rozwiąże. Nie mam już sił czekać, walczyć o niego. Jestem kłębkiem nerwów, mam silną depresję, biorę leki, codzień płaczę, krzyczę, modle się nienawidzę...i często żałuję ze nie udało mi się to co zamierzałam...ale mam dwoje dzieci i to dla nich muszę żyć, ale co to za życie, kiedy nie chce się wstać z łóżka, prace domowe sprawiają tyle bólu..nie wiem co będzie dalej moje życie to wciąż wielka niewiadoma czy on wróci do nas czy może do niej???nie mam już sił zadne rozmowy z nim nie dają rezultatu ja stawiam warunek żeby ją zwolnił bo przecież nie zniosę tego psychicznie że on się z nią spotyka, a ja siedzę w domu i przez nią nie mogę wrócić do pracy. Czuję się tak jakby mi założył sznur na szyję i codzień mocniej zaciskał.Czs nie goi rany bo moja rana jest codziennie rozgrzebywana. Nie mam sił, a po przeczytaniu waszych postów zastanawiam się co byłoby gdyby on wrócił do mnie, czy tak jak Wy nie będe miała sił żyć z nim? Być z nim, spać, budzić się i nienawidzieć? Boże jakie to wszystko trudne, co oni nam zrobili? okradli nas z marzeń, godności, kobiecości,zabrali nam co najpiękniejsze i w dodatku musimy całe życie zastanawiać się czy TO się nie powtórzy? Koszmar. Piekło na ziemi,jak przez to wszystko przejść, jak ponownie zaufać, jak odbudować poczucie własnej wartość. Mi nie pomógł szpital, psychiatra, psycholog ani czas. Co więc mi pomoże? nie wiem...
Witam!! Dam tobie dobra rade!!!! zapomnij drania, choc wiem ,ze to trudne, ale czas goi rany!!!! Spotkaj sie z innym facetem chocby na kawe lub do kina.Zarejestruj sie w uinternecie dla samotnych aby sobie choc pogadac. to pomaga zapomniec, Ale w zadnym wypadku nie daj szansy mezowi, bo on i tak cie kiedys zostawi...
Iwonko!
Twoja historia bardzo smutna i przygnebiajaca.
Wlasciwie wszystko co zrobilas, to wymierzylas przeciwko sobie.
Z tego co piszesz, to najwyrazniej masz depresje. Musisz przede wszystkim wyczolgac sie z tego. Niestety, ale w takim wypadku tylko leki sa skuteczne.
Czy jestes pod opieka lekarza?
To jest najwazniejsze.
Poki nie jestes w miare silna nie poradzisz sobie z atrakcjami ktore Ci funduje maz.
Co to znaczy, ze on panienki nie moze zwolnic? To jakas alfa i omega niezastapiona? Ma to zrobic i koniec!
Jezeli tego nie robi, to po prostu kombinuje jak dalej pociagnac ten nieszczesny romans.
Na co konkretnie Twoj maz kaze Ci czekac?, az mu przejdzie, czy jak bardziej nauczy sie kombinowac?
Nie pozwalaj mu na takie traktowanie siebie......
Wiem, ze to moze okrutne, ale staraj sie zbierac dowody jego niewiernosci - nagrania, swiadkow itp. Roznie zdarzyc sie moze - lepiej zebys miala "asy w rekawie".
On dzis twierdzi, ze kocha, ze rodzina......, a co jutro - jedna niewiadoma.
Najwazniejsze jednak w tym wszystkim, zebys sie dzwignela psychicznie. Walcz najpierw o siebie, potem ewentualnie o malzenstwo.
Pozdr.B
Iwonko!
Twoja historia bardzo smutna i przygnebiajaca.
Wlasciwie wszystko co zrobilas, to wymierzylas przeciwko sobie.
Z tego co piszesz, to najwyrazniej masz depresje. Musisz przede wszystkim wyczolgac sie z tego. Niestety, ale w takim wypadku tylko leki sa skuteczne.
Czy jestes pod opieka lekarza?
To jest najwazniejsze.
Poki nie jestes w miare silna nie poradzisz sobie z atrakcjami ktore Ci funduje maz.
Co to znaczy, ze on panienki nie moze zwolnic? To jakas alfa i omega niezastapiona? Ma to zrobic i koniec!
Jezeli tego nie robi, to po prostu kombinuje jak dalej pociagnac ten nieszczesny romans.
Na co konkretnie Twoj maz kaze Ci czekac?, az mu przejdzie, czy jak bardziej nauczy sie kombinowac?
Nie pozwalaj mu na takie traktowanie siebie......
Wiem, ze to moze okrutne, ale staraj sie zbierac dowody jego niewiernosci - nagrania, swiadkow itp. Roznie zdarzyc sie moze - lepiej zebys miala "asy w rekawie".
On dzis twierdzi, ze kocha, ze rodzina......, a co jutro - jedna niewiadoma.Najwazniejsze jednak w tym wszystkim, zebys sie dzwignela psychicznie. Walcz najpierw o siebie, potem ewentualnie o malzenstwo.
Pozdr.B
I co najważniejsze: nie czuj się gorsza.
Jesteś wspaniałą kobietą. Silną - nie poddajesz się. Walczysz z tym. Masz dzieci. Dbasz o nie. Jesteś kobietą o której marzy miliony mężczyzn.
Uwierz mi - on niezasługuje na Ciebie.
Ból, cierpienie, smutek, żal.. - straszne emocje.
Jednak to on powinien to czuć i pewnie czuje.
To on stracił to co najpiękniejsze: miłość.
Ty nie straciłaś NIC. Wszystko co piękne nadal masz w sobie, ważne by to pomału odkrywać i pokazywać światu.
Zapisz się na jakiś aerobic, basen bądź taniec. Znajdź coś.. Poświęć chociaż godzinkę dla siebie. Napoczątku będziesz się zmuszać, ale później będzie sprawiać Ci to radość.
Wiem, że dasz radę.
Bo kto inny jak nie Ty? ![]()
Nie pozwalaj mu na takie traktowanie siebie......
Wiem, ze to moze okrutne, ale staraj sie zbierac dowody jego niewiernosci - nagrania, swiadkow itp. Roznie zdarzyc sie moze - lepiej zebys miala "asy w rekawie".
On dzis twierdzi, ze kocha, ze rodzina......, a co jutro - jedna niewiadoma.Najwazniejsze jednak w tym wszystkim, zebys sie dzwignela psychicznie. Walcz najpierw o siebie, potem ewentualnie o malzenstwo.
Pozdr.B
Popieram w 100%
Jako facet analizując zachowanie Twojego męża mogę być prawie pewny że zrobi to ponownie jezeli pozwolisz mu wrócić do siebie.
Można popełniać błędy, owszem, ale on zaszedł za daleko, o wiele za daleko.
Gdybym nie chciał widzieć jakiejś kobiety to zwolniłbym ją nawet gdyby firma miała na tym stracić. Nie zwalniając jej tylko liczy na kolejny numerek z nią. Będzie to być trudne ale musisz stanąć na nogi. Staniesz na nogi jezeli zdasz sobie sprawę że to już koniec, po prostu koniec.
Powodzenia :-)
Tak, Betina2 masz rację ja zamiast na niego wymierzyłam się na siebie, próba s, mam depresję, biorę leki, jestem pod opieką psychologa i psychiatry i nie mogę się z tego wygrzebać, wyleczyć bo on mi po prostu nie da, ciągle zwadzi i kłamie, a ja jestem zbyt słaba aby z nim walczyć. Staram się być silna ale przy nim mięknę, on wie że ja go kocham i nawet jak mu mówię że nie będę z nim to on mnie przytula i mówi wiem że będziesz bo mnie kochasz.
Wiem, nie poddaję się, walczę, dbam o dzieci jestem atrakcyjną kobietą, mam poczucie własnej wartości, chociaż przez niego straciłam swą atrakcyjność ale po pracy z psychologiem odzyskałam swą godność, bo przecież to nie ja zawiodłam tylko on i to on powinien się wstydzić a nie ja.
takzetego1 dzięki za męską analizę, ja łudziłam się że każdy popełnia błędy i każdy zasługuję na drugą szansę, ale masz rację to poszło za daleko, za bardzo zawiódł gdyby mnie kochał to by był przy mnie. Tak więc czas otworzyć oczy obudzić się ze snu, stanąć na własne nogi i iść do przodu chociaż to bardzo trudne, ale przecież przeżyłam przez te pół roku tak dużo to chyba jestem silna i dam radę. Wspierajcie mnie kochani proszę, każda rada jest dla mnie bardzo cenna, pomóżcie mi wyjść z tego.
Życzę wszystkim zdrowych i wesołych Świąt. Pozdrawiam.
iwona, na początek spróbuj w sobie wyrobić jakiś odruch pawłowa..
to jak z dzieckiem, które próbuje włożyć ręce do kontaktu
odwracasz uwagę.. do skutku... az przestanie się interesować
więc musisz zrobić to samo
jak tylko zaczynasz myslec o mężu- odwracasz sama uwagę
ON MUSI PRZESTAĆ zaprzątać cię całą, twoje życie, twoje emocje, twoje reakcje, twoje uczucia
dopóki nie odnajdziesz siebie, swoich potrzeb,oczekiwań, pragnień, marzeń
dopóki nie zderzysz SIEBIE - z tym czymś.. co kiedys było twoim mężem a teraz jest chujoplątem pospolitym....
dopóki nie skupisz się na sobie
nie zrobisz czegoś dobrego dla siebie
nie zaczniesz dbać o siebie
będziesz stałą w miejscu
i pomysl- jak możesz byc wazna dla twojego męża, skoro nie jesteś wazna dla samej siebie?
mnie po 30 latach małżeństwa zdradził...boli to bardzo i będzie bolało...teraz w święta zamiast z rodziną być to pojechał do niej świętować..a mamy troje dzieci...dziś dopiero pan wrócił przebrać skarpetki..
Nie mam już sił! Był u mnie w niedziele przepraszał, wmówił że kocha, płakał żebym mu dała szanse, ze tamtej już nie ma od 2.5 miesiąca nie mieszka z nim. Zgodziłam się, miał się wprowadzić w poniedziałek. W poniedziałek przyjechał o 21 tak jak stał, bo nie zdążył się spakować. Został na noc. Na szczęście do niczego nie doszło, bo potrzebował czasu. Rano wstał o 8 i pojechał, miał wrócić wieczorem. Nie wrócił, kiedy jego kochanka dowiedziała się wraca do domu, ona wróciła do niego a on ją przyjął. Boże jak ja go nie nawidzę!! Znów mnie skrzywdził, znów sponiewierał, zmieszał z błotem a ja głupia mu uwierzyłam. Nie mam siły tak żyć, czekać jak się wyszaleje, nie mam sił wnieść sprawy o rozwód. Boli, tak bardzo boli. Minęło pół roku od jego pierwszej zdrady a ja wciąż jestem w tym samym miejscu, wciąż wyję jak głupia. Skąd wziąć tyle sił żeby go wyrzucić wymazać z serca z pamięci, przestać kochać, ile jeszcze to wszystko potrwa? Ile człowiek może znieść upokorzeń? Mi nie pomaga czas, psycholog, psychiatra. Co więc mi pomorze?
10 2013-04-10 13:26:56 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-04-10 13:36:14)
Nie mam już sił! Był u mnie w niedziele przepraszał, wmówił że kocha, płakał żebym mu dała szanse, ze tamtej już nie ma od 2.5 miesiąca nie mieszka z nim. Zgodziłam się, miał się wprowadzić w poniedziałek. W poniedziałek przyjechał o 21 tak jak stał, bo nie zdążył się spakować. Został na noc. Na szczęście do niczego nie doszło, bo potrzebował czasu. Rano wstał o 8 i pojechał, miał wrócić wieczorem. Nie wrócił, kiedy jego kochanka dowiedziała się wraca do domu, ona wróciła do niego a on ją przyjął. Boże jak ja go nie nawidzę!! Znów mnie skrzywdził, znów sponiewierał, zmieszał z błotem a ja głupia mu uwierzyłam. Nie mam siły tak żyć, czekać jak się wyszaleje, nie mam sił wnieść sprawy o rozwód. Boli, tak bardzo boli. Minęło pół roku od jego pierwszej zdrady a ja wciąż jestem w tym samym miejscu, wciąż wyję jak głupia. Skąd wziąć tyle sił żeby go wyrzucić wymazać z serca z pamięci, przestać kochać, ile jeszcze to wszystko potrwa? Ile człowiek może znieść upokorzeń? Mi nie pomaga czas, psycholog, psychiatra. Co więc mi pomorze?
Ty sama.
Ty sobie pomozesz.
Tylko nie pozwol sie tak upakarzac.
Wyrzuc go .
Z glowy i z serca.
Dlatego jestes w tym samym miejscu, bo pozwolilas mu wrocic.
Bylabys przeciez o krok, albo kroczek dalej , prawda?
O.K. Zrobilas to. Ale teraz przyjmij swoj blad i przebolej go.Kazdy jest omylny. Mow to sobie.Kazdy jest omylny.
Masz kogos? mame ? kolezanke ?
beda Ci potrzebne, kiedy znow bedziesz chciala go przyjac ,
zebys wytrwala ...
pisz !
tak, w pewnym momencie wydawało mi się że jestem już silniejsza, że ruszam z miejsca, aż tu znów sie pojawił i zadał cios, tak bolesny, ze znów leże i wyję. Piszcie do mnie proszę, wspierajcie
12 2013-04-10 13:46:06 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-04-10 14:02:28)
tak, w pewnym momencie wydawało mi się że jestem już silniejsza, że ruszam z miejsca, aż tu znów sie pojawił i zadał cios, tak bolesny, ze znów leże i wyję. Piszcie do mnie proszę, wspierajcie
bo pozwolilas na to , kochana...
dobra.
ale teraz nie czas na rozpamietywanie.
zeby ruszyc z miejsca, trzeba sie zdecydowac...
nie pozwol od teraz sie ranic.Odszedl. jego wola.
dbaj teraz o siebie, pojdz do lekarza moze, opisz cala sytuacje, moze potrzebujesz wsparcia jakiegos, myslalas o magnezie ( wysokie dawki ) ?
tu dziewczyny tak sobie radza na poczatek , poczytaj
Rzuciła go kochanka , przylazł na kolanach.
Ona pstrykła palcami, polazł do niej.
Tak będzie ciągle. Ona go kopnie w tyłek, będzie wracał, przepraszał, manipulował.
Wtedy dla odmiany ty kopnij w tylek jego. I w jaja, tak ode mnie z pozdrowieniami.
Masz 2 dzieci, masz dla kogo żyć. Wiele kobiet przechodziło tego typu rzeczy. A jednak potrafiły na nowo odnaleźć szczęście w życiu, stanąć na nogach. Czemu Tobie miałoby się nie udać?
Za dużo życia przez niego straciłaś. Nikt nie jest tego warty, by tracić dla kogoś samą siebie. Walcz o własne szczęście. Niech peirwszym krokiem ku temu będzie wyrzucenie go z własnego życia.
Trudne - tak. Bolesne - cholernie. Ale możliwe do wykonania.
14 2013-04-10 14:23:40 Ostatnio edytowany przez Doonna (2013-04-10 14:25:43)
Zajelo mi 5 lat zeby zdac sobie sprawe, ze nic z tego nie bedzie... ale wreszcie dalam rade go wyrzucic z mojego zycia.
A teraz zaluje tych pieciu lat... bylam 5 lat mlodsza, moje dzieci znosily te patologie 5 lat, 5 lat tracilam nerwy z nadzieja, ze sie uda razem zyc, 5 lat zmarnowalam.
Zaluje, ze nie skonczylam tego od razu kiedy sie zorientowalam, ze prowadzi podwojne zycie,
bardzo zaluje, zaoszczedzila bym tyle przykrosci.
Dlatego radze wam kobiety, skonczcie to co was krzywdzi, bo po kazdym dniu tej krzywdy jest wiecej.
Iwona,
Czytaj uwaznie, to co dziewczyny pisza. To sa dobre rady - kazda w jakis sposob przezyla swoja historie.
To, ze dalas mu szanse, po jednym placzu i rozmowie - to byl blad, ale kto ich nie popelnia.
Zostaw to, to juz za Toba.
Pokazal Ci w calej rozciaglosci jak mozna mu ufac i ile warte jego slowa.
Jedna korzysc - masz pelna jasnosc!
Nie pozwol mu juz na zblizanie sie do siebie - kontakty tylko w sprawach technicznych.
Nie pozwol mu rowniez na myslenie, ze moze wrocic do Ciebie, kiedy mu sie to spodoba, lub kiedy dostanie kopa od kochanicy.
Poki co skupilas sie na pragnieniu, zeby bylo tak jak dawniej.
A tak juz nie bedzie nigdy, nawet jakby sie doczolgal i wrocil.
Tak jak pisalam wczesniej - zbieraj dowody jego zdrady , moga rozne rzeczy sie zdarzyc - lepiej badz przygotowana.
Maz jest pod silnym wplywem kochanki. Nie wiadomo do czego jeszcze bedzie w stanie sie posunac.
Musisz powolutku zaczac dbac o wlasne interesy.
Ale, co najwazniesze - lekarz, psycholog.
Stworz sobie swoj wlany krag przyjaciol, znajomych, w ktorych bedziesz miec oparcie.
Masz dwoje dzieci, nie mozesz sie poddawac - jak nie dla siebie, to dla nich trzeba znalezc sily.
Iwonko - wiele krzywd, ktore nas spotykaja, wydaja sie nie do przezycia, a jednak je przezywamy i zycie powolutku zczyna miec swoje uroki.
Jest to juz inne zycie, nowe, ale niekoniecznie gorsze............
Pozdrawiam , trzymaj sie!