Mam 20 lat. Bylem z dziewczyna 2 lata. Ona jest młodsza o 2 lata. Byliśmy ze sobą naprawdę szczęśliwi. Ja się starałem i robiłem co tylko mogłem by się z nią zobaczyć. Mam do niej 20 km. będąc ze sobą zawsze starałem się zarobić jakieś pieniądze by do niej przyjechać. Skończyłem szkole i wyjechałem do pracy za granice. Zarobiłem w 1 miesiąc na wakacje dla nas, a w następnym miesiącu na auto, którym mógłbym jeździć kiedy mi się podoba, bo brałem od rodziców zawsze. Nie chciałem im blokować auta, bo nie mieli by się jak ruszyć z domu. Ja byłem jej pierwszym chłopakiem tak jak ona moją prawdziwą pierwszą miłością. Problem tkwi w tym, ze od miesiąca się kłóciliśmy dosyć często. Przede wszystkim jej coś we mnie nie pasowała. Obojętnie jak się zachowałem było źle. brałem wszystko z uśmiechem i powtarzałem sobie, że to może złe dni. Ale ile można mieć te złe dni ???!! już też zacząłem mieć tego serdecznie dosyć. Dawałem jednak radę i zawsze jej pomagałem w czym tylko mogłem. Ostatnio zabrałem ją na zakupy na dzień kobiet i obiecałem, że coś kupię. Kupiłem spodnie.. Ale odczuwałem, że ja robię wszystko dla naszego związku, a ona? wiem nie mogłem nic od niej oczekiwać. Może nie miała pieniędzy. Rozumiałem to. To ja starałem się by była szczęśliwa.
Teraz wam opowiem jak się zaczęły problemy. Bo mam uczucie, że może ja jakiś błąd popełniłem.
Pewnego razu w styczniu powiedziała mi, że ma uczucie, że jej nie kocham. już jakoś inaczej mnie traktowała. Poczułem, że czas na przemyślenia. Powiedziała jej, żebyśmy pomyśleli nad wszystkim. Co źle robimy itp. Nie wytrzymałem 1 dnia. Od razu do niej pojechałem i starałem się by zechciała by ze mną być. udało się robiłem dla niej wszystko. To raczej była nasza wspólna decyzja. Kiedyś się na niej zawiodłem, bo np. przy byłym źle mnie potraktowała, na imprezie przytulił ją kolega to mi powiedziała po jakimś czasie... Nie robiłem jej żadnych wypominek, a ona zaczęła.
Poleciała na ferie do Włoch do rodziny. Myślałem, że mnie zabierze, jednak to jej rodzina. Ale nie zabrała i to jakoś zrozumiałem. Może nie chciała za mnie płacić. Ale stać mnie na to by samemu sobie opłacić wylot, a raczej moich rodziców. Zajechałem do niej do domu w pewną sobotę i stwierdziła, że leci. Zdziwiło mnie to, bo mówiła, że beze mnie nie poleci, ale ok, próbowałem to zrozumieć. Obiecała mi, że zabierze mnie do Włoch. Przecież ja ją zabrałem na wakacje. Wszystko sam opłaciłem i obiecała, że mi się odwdzięczy. Ucieszyłem się kiedyś. Zawsze mi mówiła, że nie ma takiej możliwości by do mnie dojechać, bo mieszka na wiosce. Ja mam auto i zawsze ja dojeżdżałem. Ona przyjechała autobusem po szkole raz na miesiąc? jakoś tak. W ostatnią sobotę jechała do kuzyna. Ucieszyłem się, bo dawno się z nim nie widziała. przejeżdżała koło mojego domu. Do ulicy mam parę kroków. Jechała z babcia i wujkiem. pytałem czy zajedzie ona powiedziała stanowczo, że nie. Wkurzyłem się i pokłóciliśmy się, jednak ja prosiłem ją i mówiłem, żeby chociaż zapytała mamuśki czy jej pozwoli. Odwiózł bym ją po 2h. Nie widzieliśmy się wtedy na weekend, więc postanowiłem, że przyjadę w niedziele, a ona do mnie mówiła, żebym nie przyjeżdżał, bo ona musi coś przemyśleć. Przestraszyłem się i pojechałem. Tak jak byłem ubrany tak pojechałem. Ona mi powiedziała, że nie wie czego chce. Musi wszystko przemyśleć. Kazała mi czekać. Czekałem do wtorku, czyli 19.03. ale ile można? stwierdziłem, że nie będę z siebie pajaca robił, kazałem jej podjąć decyzje, "tak lub nie". Powiedziała, że to koniec. czułem, że życie mi się pod nogami ugięło. Miałem dość. jej brat do mnie napisałem, że jestem dla niego jak brat. Pomaga mi.:( teraz cały czas siedzę i myślę. Nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Udaję twardego przy rodzicach, znajomych, ale ile można? czekam tylko na wiadomość od niej, że może napisze. Boję się, że kogoś ma:( nie wiem co mam robić... Jeśli by napisała, że chce ze mna być to bym wrócił, ale czy warto ? czy powinienem? Pomóżcie.