Dzień dobry ![]()
bardzo proszę o wyjaśnienie mi praw dziedziczenia w następującej kwestii:
3 lata temu z moim obecnym mężem kupiliśmy wspólnie mieszkanie. Ja i on jesteśmy współwłaścicielami w równych częściach po 50%. W zeszłym roku wzięliśmy ślub i mamy wspólnotę majątkową. Mój mąż ma córkę z pierwszego małżeństwa. Na chwilę obecną nie mamy wspólnych dzieci. Jak wygląda sprawa dziedziczenia w przypadku śmierci męża? I jak będzie wyglądała, jeśli będziemy mieli wspólne dzieci, o które się staramy? Martwię się trochę, że gdyby nie daj Boże coś się stało mojemu mężowi, to będę musiała się wyprowadzić, aby spłacić jego córkę. I co się dzieje, gdy mamy ubezpieczony kredyt, że w przypadku śmierci jednego z nas ubezpieczenie pokrywa całość kredytu przypadającej na nas części. Ubezpieczenie pokryje jego część, zostanie druga część, którą ja zaciągnęłam ale będę musiała dodatkowo spłacać jego córkę? Czy mąż może mnie jakoś zabezpieczyć na czas mojego życia?
Przeraża mnie myślenie o takich sprawach, ale na przykładzie mojej rodziny i innych widzę, jak strasznie pieniądze mogą zepsuć naprawdę dobre relacje i złamać komuś życie.
I drugie pytanie. Mam mamę i siostrę, która jest zamężna i ma jedno dziecko. Mój tata nie żyje. Wiele lat temu uzgodniłyśmy z siostrą, że ona zamieszka z moją mamą, kiedy już obydwie będziemy dorosłe, żeby mama nie była sama, a część przypadającej mi części za mieszkanie dostanę w gotówce. Niestety mijały lata, a ja nie byłam w stanie doprosić się o pieniądze. Moja siostra brała kolejne kredyty na wakacje, nowe samochody a mnie zbywała. Byłam w trudnej sytuacji materialnej, pracował jedynie mój narzeczony, a mieszkanie wiele lat wynajmowaliśmy. Byłam skłonna zgodzić się na kwotę 20 tys. zł. około 10 lat temu, choć mieszkanie mojej mamy było warte około 200 tys. zł., bo tyle brakowało nam, aby kupić swoje własne (mąż akurat wtedy dostał pieniądze od byłej żony po podziale ich majątku). Niestety znowu nie doczekałam się na pieniądze. Po pół roku ceny mieszkań drastycznie poszły w górę, i kolejne lata tułaliśmy się po wynajętych mieszkaniach. W końcu ja znalazłam pracę, zaczęło nam być lżej i po otrzymaniu umowy na stałe postanowiliśmy starać się o kredyt. Zupełnie przypadkowo okazało się, że koleżanka siostry męża będzie sprzedawać kawalerkę za całkiem przyzwoitą kwotę i zdecydowaliśmy się ją kupić. W rozmowie z siostrą uzgodniłam, że przy obecnych cenach mieszkań, łącznie z tym, w którym ona teraz mieszka z mamą (jego wartość wzrosła do 300 tys.) chcę 50 tys. Tyle akurat nam wystarczyło, aby nie brać kredytu na całość ceny mieszkania, tylko na jego część. Siostra wyraziła zgodę. Ja po podpisaniu umowy przedwstępnej i po wpłaceniu bezzwrotnej zaliczki w wysokości 25 tys. zł. zaczęłam starania o kredyt. Pieniądze od siostry otrzymałam, ale okazało się, że sprawa będzie załatwiana notarialnie a na spotkaniu z notariuszem okazało się, że moja mama całkowicie mnie wydziedzicza, dając mi 50 tys. Kiedy okazało się, że "w świetle prawa nie ma Pani matki" myślałam, że dostanę zawału serca. Przełknęłam łzy i wyszłam po podpisaniu dokumentów.
Nie wiem, być może takie załatwienie sprawy jest całkowicie zgodne z prawem. Chciałabym jednak wiedzieć, kto dziedziczy po mnie, kiedy ja umrę? Czy mój mąż? Czy moja siostra?
Przepraszam za tak rozległe opisanie sprawy.
I dziękuję za pomoc.