Krótki reportaż - praca za granicą - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek » Krótki reportaż - praca za granicą

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

Temat: Krótki reportaż - praca za granicą

Deszcz napierdziela z taka siłą, że nigdy bym się nie spodziewała, że uderzenia delikatnych kropelek mogą być bolesne. Do tego jeszcze wiatr, dmący raz mocniej raz słabiej, oczywiście poziomo. Niebo zaciągnięte chmurami, szare, jednolite, smutne. Szaro o poranku, szaro w południe, szaro o zmierzchu. Podobno wiosna idzie, dziękuję, jeśli to mają być zwiastuny wiosny. Wolałabym już chyba zimę, wtedy pogoda jest bardziej stabilna, deszcze padają czasami, już nie non-stop. Przymrozki powodują, że częściej zza chmur wygląda słońce i nawet można się ucieszyć z pobytu na wyspie.

Siedzę w autobusie, tuż pod lotniskiem, gotowa do powrotu do mego, niegdyś wymarzonego miejsca pracy, czyli małego sklepiku na rogu w samym centrum miasteczka. Centrum, to brzmi dość dumnie dla kogoś pochodzącego z ponad 4-milionowej metropolii, składającej się z kilkunastu miast połączonych ze sobą jak naczynia krwionośne. Krwiobieg Polski południowej, ruchliwy i gwarny, przepięknie rozświetlony nocami...         

Po paru miesiącach pobytu na skalistej wyspie, po której biegają krowy i owce, a na przedmieściach wciąż można natknąć się na osła w zagrodzie, człowiek uzależniony od naszej śląskiej adrenaliny zaczyna dostawać szału. Całe to gaworzenie o cudownej naturze i spokoju jest tak naprawdę funta kłaków warte. Małomiasteczkowość dusi i otumania. Może i jest cudownie, na chwilę, odpocząć, usiąść i zadumać się, ale nieustanne dumanie kiedy człowiek jest (czy do niedawna był) aktywny i w biegu, może doprowadzić do szału. Taka przymusowa emerytura w środku życia, kiedy nie ma się jeszcze na nią ani czasu, ani ochoty. Albo, gorzej, przymusowe zesłanie, teraz wiem co mógł czuć Napoleon...

Sklepik mój należy do Paddiego, człowieczka w średnim wieku, wielce zaradnego, który podobno odziedziczył jedną kamienicę po przodkach, a drugą kupił na kredycik wraz ze swą poprzednią partnerką (z którą rozstał się jakiś czas temu, gdy spotkał miłość swego życia, byłą modelkę o wdzięcznym imieniu Aoife ? czyt. Ifa).
Niestety, na papierku kredytowym była partnerka, Sinead wciąż kole Paddiego w oczy, jak wrzód na tyłku. Jest też obecna w interesie, łazi i rządzi, ustawia i poucza. Paddy udaje, że zna się na rzeczy, w końcu jest właścicielem i panem kierownikiem restauracji oraz sklepiku (w tej drugiej, wziętej na kredycik kamieniczce).
Miota się więc po knajpce, udając znawcę, a tak naprawdę nie wie nawet gdzie co stoi. Potrafi za to doskonale otwierać kasę i wygarniać pieniążki, a także kontrolować pracowników przez kamery. W dzień łazi co chwilę, głownie wyjmując z kasy 50-eurowe banknoty. Poprawia też co chwilę drzwi, które mają być non-stop otwarte (klient ? nasz pan), a przez które wlatuje do środka wstrętne, wilgotne i zimne powietrze. Nocami zaś siedzi w swym pokoiku nad knajpką i popijając (lub trzeźwiejąc) gapi się w monitor, by za chwilę przylecieć i opierniczyć pracownika za np. położenie nogi na grzejniku. Cóż, temperatura w sklepiku wynosi jakieś może 16 stopni i trudno się oprzeć, by w środku wilgotnej nocy nie pogrzać troszkę nóg. Paddy przylatuje wtedy z łomotem (lub dzwoni ? w zależności od stopnia upojenia alkoholowego) i bełkotliwie oznajmia mi, że jestem zwolniona. Zważywszy na to, że pisemnych umów pracy na pół etatu wyspa nie ma obowiązku dać, zwolnienie jest proste i szybkie. Tak jak przyjęcie do pracy zapieczętowaliśmy uściskiem dłoni, tak pewnie zwolnienie się pieczętuje ... może zamiast uścisku, kopem w tyłek?
Łezka w oku się kręci, na wspomnienie naszego PIP-u, sądów pracy, pisemnych umów... ech i tych wszystkich radosnych możliwości pozwania pracodawcy, oczywiście bezpłatnie. No, ale co kraj to obyczaj.

Wracając do restauracji Paddiego i Sinead, bardzo zaradnych obywateli, to potrafią oni za pomocą niewielkich środków kręcić swym biznesem. W jadłodajni królują dania o szumnej nazwie ?local food?. Istotnie, jest to jedzenie na wskroś lokalne. Na talerzach wdzięcznie rozpychają się wodniste, niesolone ziemniaczki, spalone frytki i opalone w głębokim tłuszczu kotleciki i rybki. Zestawienia dań też są zadziwiające pewnie też ?lokalne? ? np. frytki plus ... tost z jajkiem lub lasagne, tłuczone ziemniaki plus ... kiełbasy z cebulką. Dania to oszczędne, zważywszy, że nie użyto do ich produkcji wiele soli i pieprzu, nie mówiąc już o odrobinie przypraw.  Może poza kawałkiem mięsiwa zwanym ?Collar of Bacon? (w ziemniakami i jałową kapustą w zestawie) ? do dziś pozostającym dla mnie tajemnicą, gdyż boczku to nie przypomina, a raczej duszony schab ? jest to natomiast tak słone, że po zjedzeniu owej potrawy, człowiekowi chce się pić przez następne dwa dni. Wszystkie dania obłożone są obficie czymś pod nazwą ?salads? ? czyli np. marchwią i kapustą gotowanymi z dodatkiem sody (wtedy kolor się trzyma), paroma plastrami świeżego (pewnie ze szklarni holenderskiej) pomidora, oraz słynnym ?coleslaw? ? surową kapustą wymieszaną z majonezem.
Na usta się rwie okrzyk: Magdo Gessler, przybywaj!!! O dziwo, lokal jest pełen ludności lokalnej i turystów ? ci ostatni przybywają tu pewnie ze względu na ową  ?lokalność? pożywienia. Ciekawe, czy spróbowawszy ichnich specjałów wracają, bo tak im zasmakowało ? ...

Paddiemu i Sinead wydaje się, że są wspaniałymi pracodawcami i dobrymi ludźmi, tak dobrymi, że z gestem pozwalają pracownikom korzystać z wszelkich dobrodziejstw swej kuchni. Możemy więc spożywać wszelkie wyżej wspomniane pyszności całkowicie za darmo, gdy mamy nasz ?lunch break? w pracy.   
Praca w restauracji wre, połowę zaplecza stanowi ekipa z Bułgarii, Rumunii i Rosji, zatrudniana na czarno, za 5 euro na godzinę. Jako, że na czarno i bez umowy, chłopaki zmywają, szorują, noszą skrzynki a czasami wykonują inne, drobne czynności jak np. mycie okien. Wszystko to gnąc się w podzięce dla swych panów, że tacy dobrzy i pozwalają pracować. Jest tam np Rosjanka, Maszka, kobieta już w średnim wieku, pracująca dla ?pana? od ponad 7 lat. Robi w knajpie praktycznie wszystko, zamiata, wyciera, znosi ze stołu, pozmywa, kible wymyje... i od lat za 5 euro, gdyż pan gad wie, że żadnej innej pracy nie ma ona szans znaleźć, a sytuacja w Rosji do powrotu nie usposabia.

Czasem zastanawiam się, co zrobią chłopaki, Tom i Krzyś, kiedy za niecały rok obywatele Rumunii i  Bułgarii będą mogli pracować w Irlandii już legalnie, za wymarzone. minimalne 8,65. Czy zażądają podwyżki, czy też spróbują szukać gdzie indziej, mając już pewne doświadczenie w pracy na wyspie.
Jednak nawet prawo do legalnej pracy nie nastraja Paddiego do szybkiej rejestracji pracownika.                     Mnie np. trzymał dwa tygodnie w knajpie (najpierw robiłam karierę w kelnerstwie), a następnie w sklepie na czarno, pokrętnie tłumacząc, że owszem, zarejestruje mnie, ale na razie księgowy wyjechał na wakacje, a to potem teściowa zachorowała, a to pies mu wymiotuje ...

Pozostałe dziewczyny w sklepie też oszukał umową niby na cały etat ? Anastazja zrezygnowała z pracy w Debenham?s, gdzie miała umowę na pół etatu ?po zatrudnieniu u ?pana? okazało się, że owszem dał jej cały, z tym, że zarejestrował jedynie połowę, a resztę kasy płaci jej i pozostałym na czarno, w kopertach. Jednym słowem żyć, nie umierać i emigrować.

Niech żyją drobni przedsiębiorcy!

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Krótki reportaż - praca za granicą

Przydałoby się więcej takich reportaży wink

3

Odp: Krótki reportaż - praca za granicą

Napiszę jeszcze, mam masę notatek robionych na "gorąco" - trzeba mówić prawdę, ukazywać jednak te minusy za granicą, bo kasa to nie wszystko. Ludzie niestety p kłamią, nikt się nie przyzna, że na Izbie Przyjęć np czekasz 10 godzin ze złamaną ręką i jedyne co dostaniesz to panadol. Każdy wyjeżdżający powinien zdawać sobie sprawę jakie są emocjonalne koszty emigracji. Jesteśmy obywatelami drugiej kategorii, co z tego że mamy pieniądze, za pieniądze nie kupisz szacunku za to, że tyrałeś jak wół robiąc dwa fakultety. W Polsce mimo wszystko mając studia masz szacunek, nawet sposób zwracania się do człowieka "pan/pani" jest okazywaniem szacunku. W Irlandii byle burak bez skończonej podstawówki woła na Ciebie "Hey, you - clean this". Znam osoby z magistrami, kóre od lat pracują na tzw "szmacie".  Dla mnie mającej porównanie pracy w Polsce i pracy za granicą to jednak okropnie upokarzające zajęcie, niezależnie od pensji. Jasne, że ludzie z wykształceniem medycznym czy innym specjalistycznym mają za granicą może lepszy start, ale humanista niestety ma ciężko.

4

Odp: Krótki reportaż - praca za granicą

Yagga66 napisz coś jeszcze. Gratuluję odwagi powrotu do Polski. Ja spotkałam wiele osób, którym się nie ułożyło dobrze zagranicą, ale za żadne skarby nie wrócą do kraju. Wolą być bezdomni, od czasu do czasu zarobić parę euro i żywić się w Caritasie niż wrócić do rodziny. Twierdzą, że wstyd i duma im na to nie pozwala. A tak naprawdę, to po prostu tchórzą. Zaznaczę, że ci, których poznałam, mieli gdzie i do czego wracać. Niestety po latach wpadają w szpony alkoholizmu i ich domem są opuszczone, zawalające się budynki. Smutne to, ale prawdziwe.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek » Krótki reportaż - praca za granicą

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018