netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

WIDZĘ W SOBIE POTWORA

17 odpowiedzi5 270 wyświetleńzałożony przez Monikkka91, 10.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1

Temat: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Proszę Was o porady jak uporać się z natrętnymi wspomnieniami z przeszłości. Wciąż w niej tkwię i wyobrażam sobie w myślach czarne scenariusze, jakie mogą wyniknąć z z tych złych doświadczeń. Na początku drugiej klasy liceum miałam swoje pierwsze doświadczenie seksualne, które było wymuszone. Ten okres był dla mnie najgorszy jeśli chodzi o wchodzenie w relacje z chłopakami (zagubienie, niewiedza, brak wyobraźni, naiwność, ogromne pragnienie miłości, słabość, doskwierające poczucie samotności, niska samoocena). Zdążyłam się już zakochać w moim pierwszym "chłopaku", a raczej wyidealizować zanim zaczęły się pojawiać pierwsze sygnały jakim jest zdemoralizowanym człowiekiem. Ale nie chciałam w to uwierzyć, chęć bycia w związku była silniejsza. Naiwnie wierzyłam, że jak będę dla niego "dobra", to będę jego pierwszą wyjątkową dziewczyną przy której zechce się zmienić i po raz pierwszy prawdziwie się zakocha( bo miał już bardzo duży bagaż doświadczeń seksualnych mimo, że był tylko o niespełna 2 lata starszy). Niestety to ja czułam się tą gorszą, więc działo się dosłownie na odwrót-przechodziłam na jego stronę, z lęku przed odrzuceniem. Nie zdawałam sobie sprawy, że ta znajomość była dla mnie aż tak ryzykowna i będzie nieść za sobą takie konsekwencje w psychice(bo tylko przed niechcianą ciążą mnie ostrzegano przez dorosłych, a tego się nie obawiałam). Już na początku naszych spotkań zaczął się temat seksu, co było dla mnie ogromnym szokiem. Nie wyobrażałam sobie, że będę się borykać z takimi problemami w tym wieku. Nie rozumiałam wtedy jeszcze sensu i konsekwencji tego wszytskiego. Łatwo było mu mnie przekonywać do swoich "racji". Że niby pary, które żyły w czystości przed ślubem, później się rozwodzą , że trzeba się "sprawdzić"itd. Niestety byłam w tym bardzo osamotniona i nie miałam z kim się moimi obawami podzielić. Widząc w nim starszego chłopaka, bezgranicznie mu ufałam, chociaż sumienie podpowiadało mi co innego. Ale wciąż sobie wmawiałam, że pewnie ma rację, a co ja mogę wiedzieć skoro nikogo nie miałam wcześniej. Zdziwiło mnie, że na początku naszych spotkań zaczął mnie dopytywać o fantazje seksualne, czy oglądałam filmy pornograficzne(teraz już rozumiem, że chciał się upewnić do jakiego stopnia może mną zmanipulować, abym spełniła jego seksualne eksperymenty). Wtedy miałam bardzo czyste myśli, nigdy mnie nie interesowały "te sprawy", bo czułam się jeszcze dzieckiem.Marzyłam o pierwszym razie z wielkiej miłości w wieku, kiedy będę gotowa na macierzyństwo, czyli powyżej 20-21 lat, po długim czasie chodzenia ze sobą (min. rok). Oczywiście chciałam, aby to był ktoś na zawsze. Niestety ten chłopak nie uszanował tego. Na początku słuchał moich próśb, ale z czasem co raz mniej panował nad swoim popędem i słowa nie wystarczyły. Wywoził mnie na jakieś pola, ja z myślą, że pójdziemy na romantyczny spacer, a on, że dostanie to co chce albo do domu, gdy nikogo nie było- ja z myślą, że obejrzymy jakiś film, a on wiadomo. Naruszał moją intymność bez mojej zgody, czasami używając siły, co raz bardziej był nachalny. Ja niestety bałam się być bardzo stanowcza. Wmawiałam sobie, że jak się rozstaniemy to nikogo już nie będę miała, że już się więcej nie zakocham, dlatego wierzyłam w lepsze jutro, kopiąc sobie jednocześnie co raz głębszy dół. Nie chciałam się poddawać, chciałam dać sobie szansę na miłość, nie wierząc że zasługuję na lepsze traktowanie. Oczywiście nasze rozmowy dotyczyły głownie seksu, wyparłam się moich ideałów dając sobie wmówić, że jestem niedojrzała i naiwna. Pozwalał sobie na co raz więcej, a ja bałam się sprzeciwić. Chciałam odejść, ale przez relację seksualną, która zaczęła się b. wcześnie w tym związku nie było to dla mnie łatwe. Od dawna przestałam czuć się dziewicą, więc to wszystko zaczęło się przeistaczać w relację podporządkowania się jemu i mojego pokornego znoszenia tego wszystkiego. Przymuszając mnie do co raz bardziej obrzydliwych i zboczonych praktyk seksualnych(seks oralny, analny-wtedy nie do końca jeszcze zdawałam sobie z tego sprawy, dla własnej wygody, aby samą siebie oszukać wmawiałam sobie, że większość tak robi, tylko, ze ja po prostu do tego nie dojrzałam), pod pretekstem, że jeśli chcemy być szczęśliwi, to musimy się dopasować seksualnie, bo to jest b. ważne, w pewnym momencie było mi już wszystko jedno i zdecydowałam się z nim na pierwszy raz, z nadzieją, że jak się mu oddam całkowicie to to doceni. Miał co raz większe wymagania, ja jako 17-latka już się w tym wszystkim pogubiłam. Byłam bliska obłędu. Nie umiałam odejść i jednocześnie dręczyły mnie koszmary, że biorę z nim ślub. Myślałam, że go kocham, lecz to nie była miłość. Teraz z perspektywy czasu widzę, że to był lęk przed samotnością i przekonanie, że lepiej być w takim związku niż być samemu. Bardzo tego potrzebowałam dla podbudowania własnej wartości, nie zdając sobie sprawy, że to pogłębi jeszcze bardziej w przyszłości moje problemy z samoakceptacją. Później zaczął nalegać na trójkąty. Czułam się jak w koszmarze. Całe szczęście nie dałam się przekonać do tego. Chociaż nie wiadomo jak długo wytrzymałabym tę presję. Do tej pory dziękuję Bogu, że mnie przed tym uchronił. Bo niedługo po mojej odmowie rzucił mnie, oficjalnie z powodu braku czasu, uczył się do matury- dostał się na medycynę(czyli teoretycznie nie wywodził sie z patologicznego środowiska, wręcz przeciwnie z bogatej i wykształconej rodziny, w dodatku był kuzynem mojego dobrego kolegi). Od tego czasu nie utrzymujemy kontaktu, ale modlę się, żeby jako przyszły lekarz stał się dobrym człowiekiem, bo inaczej sobie tego nie wyobrażam. Całe szczęście tylko tyle, że nie poświęciłam mu zbyt wiele czasu, bo z moim ówczesnym poczuciem wartości i słabej wierze, tkwiłabym w tym jak najdłużej się da. Ale to i tak było o jeden raz za dużo, aby zniekształcić mi psychikę. Byłam zbyt dumna, aby samą przed sobą się przyznać do takiej porażki. Po tym związku (nie mając innych wzorców, a swoje wyobrażenia jakie sumienie mi podpowiadało zaczęłam uważać za naiwne i niemożliwe do zrealizowania w życiu-przynajmniej dla mnie) miałam bardzo zniekształcony obraz miłości, opierający się głównie na sferze seksualności (podświadomie). Jak patrzyłam się na pary w parkach lub w innych romantycznych miejscach, zapatrzone i zakochane w sobie, jak zniekształcałam ten piękny obraz obrzydliwymi zachowaniami w łóżku, będąc pewną, że tak wszyscy robią, nawet moi rodzice. Bardzo rozpaczałam po rozstaniu, to wszystko było dla mnie bardzo emocjonalne. W dość krótkim czasie weszłam w podobną relację, podświadomie opierając się na moim pierwszym związku, jako, że zaspokojenie seksualne miało być najlepszym dowodem miłości. Nie wiedziałam jak wydostać się z tego bagna. Nie chciałam być znowu wykorzystana, ale byłam przekonana, że ten schemat w moim życiu musi się już zawsze powtarzać. W ogóle nie myślałam o sobie, lecz tylko o "sprawiedliwości" dla innych. I ten związek bardziej mnie boli, bo choć również chciał się ze mną kochać, to był na tyle wrażliwy, że uszanowałby moje zdanie i na pewno do niczego by mnie nie przymuszał. Znacznie dłużej byliśmy w czystym związku. Bardzo szybko przywiązałam się do niego emocjonalnie, był dla mnie bardzo dobry w porównaniu do pierwszego chłopaka. Ten piękny związek popsuły zbliżenia, które również miały miejsce po jakimś czasie. Myśląc, że taka jest idealna recepta na związek w tym świecie. Nie doszło do stosunku, lecz również poniżałam się dla niego(mowa o seksie oralnym), myśląć, że jestem mu to winna, nie widząc już jak się upadlam. Nie uwolniłam się jeszcze od tego zgorszenia, po prosty trwałam w przekonaniu, że to wszytsko musi być obrzydliwe i mechaniczne, zero uduchowienia, jak to sobie wyobrażałam, będąc dziewicą. Nie rozumiejąc, że przez takie alternatywy również mu się oddaję, tak samo jakbym z nim współżyła. Po tym związku czuję do siebie większy wstręt. Ten związek również nie przetrwał(wyjechałam na długie wakacje i zostawił mnie dla byłej). Poźniej od 18 do 20 roku życia nie miałam nikogo. Z czasem uświadamiałam sobie to wszystko co mnie do tej pory spotkało, lecz nie było czasu na rozliczenie się z tym. Przestałam o tym myśleć i żyłam swoim życiem. Lecz teraz nastał dla mnie punkt kulminacyjny tego wszystkiego(mam 21 lat) i ten stan trwa ponad pół roku. Bardzo cierpię, wciąż to analizuję i zadręczam się złymi myślami, co przeszkadza mi w normalnym funkcjonowaniu.Przepuszczam życie przez palce. Kiedyś byłam wesoła dziewczyną z marzeniami i celami w życiu do których dążyłam za wszelką cenę, a teraz czuję, że na nic dobrego nie zasługuję, że ja już jestem wrakiem czlowieka, w którego nie warto już inwestować, wegetuję. Nie mogę się pozbyć tego paskudnego poczucia bezwartościowości. Jak wrócić do życia? Zadręczam się wyrzutami sumienia jak skrzywdziłam moją rodzinę, choć nie do końca świadomie, siebie. Myślę, że nie zasługuję już na prestiżową pracę, dom, małżeństwo. Czuję się przegrana.Czuję się brudna i nic nie warta. Mam bardzo wartościowych przyjaciół, niektórzy więdzą co mi się przytrafiło, lecz zamartwiam się, czy niektórzy wciąż byliby dla mnie życzliwi, gdyby wiedzieli o tym wszytskim lub czy rodzice wciąż by mnie kochali. Czasami nie czuje się godna z kimś przyjaźnić. Uważam, że to wstyd zadawać się ze mną. Chcę wybaczyć sobie i innym, pragnę wrócić do zycia, pokochać siebie na nowo i już się tym nie zamartwiać, tylko jak??? Żyję w przekonaniu, że te doświadczenia determinują całą moją przyszłość.

Przez to, że wtedy wszystko robiłam wbrew sobie, teraz porównuję się do wyuzdanych, wulgarnych dziewczyn,prostytutek,czuję się lodzairą, bo ci chłopcy są dla mnie w tej chwili obcymi ludźmi, nie chcę mieć z nimi żadnego kontaktu.Bo teraz w tym miejscu którym się znajduję nie zwróciłabym na nich uwagi(mam całkiem inny system wartości) Generalnie jestem uważana za porządną i wrażliwą dziewczynę i to mnie dręczy. Uważam , że przez przeszłość nie zasługuję na taką opinię. Nagle dopadły mnie lęki, że o wszystkich szczegółach wie spora ilość ludzi, że to w przyszłości bardzo mi zaszkodzi i zadręczam się wyrzutami jak oszpeciłam swoją rodzinę... Tracę nadzieję, że ten stan minie. Moja samoocena spadła do takiego stopnia, że nie czuję się godna określenia mnie jako dziewczyny, panny, damy. Czuję się nikim... Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.

2

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Nie wiem, czy ktoś na forum może ci pomóc, chyba lepszy byłyby specjalista.

Ludzie popełniają błędy, ty masz jeszcze odwagę, by przyznać się przed sobą, że zagubiłaś się, zrobiłaś, coś przeciwko sobie, wiesz, ale to nie jest powód by nie zasługiwać na dobrego partnera, rodzinę, na przyjaźń. O ile dobrze zrozumiałam twoją historię, to skrzywdziłaś przede wszystkim siebie, swoją niewinność, nie zrobiłaś krzywdy swoim ex, więc dlaczego miałabyś nazywać siebie samą potworem?

Mając naście lat ludzie się uczą bycia w związku, swojej emocjonalności, seksualności, wyrabiają swoje własne poglądy na życie. Nie ma w tym nic złego, nie wyciągaj z tej lekcji, tak krzywdzących siebie wniosków.

Sam sex nie jest zły, eksperymentowania w łóżku (jeśli oboje tego chcą) też nie jest złe, złe jest wymuszanie tego na partnerze, który nie czuje takiej potrzeby.

3

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Monika

Bardzo chciałabym Cię teraz przytulić i powiedzieć, że nie jesteś potworem. Że byłaś jeszcze dzieckiem, kiedy się zakochałaś myślałaś, że to tak właśnie wygląda, że miłość tak wygląda, nie wiem czy nie miałaś z kogo czerpać wzorców, czy czułaś potrzeba bycia kochaną, może tego zabrakło w domu? I brnęłaś w tą okrutną relację, chcąc czuć się kochaną. Nie czuj się brudna, gorsza ani nie wmawiaj sobie, że nie zasługujesz na to by być człowiekiem. Jak Ciebie słucham to widzę wrażliwą, kruchą i zagubioną dziewczynę. Pogubiłaś się w tym wszystkim, w pewnym momencie uzależniłaś się emocjonalnie od swoich "dręczycieli", Który człowiek wykorzystuje bezbronną, zakochaną dziewczynę?Właśnie potwór...Człowiek, który nie ma sumienia ani moralności. Nie czuj się winna. Ty myślałaś, że tak trzeba, że to normalne. Nie miał może Ci kto powiedzieć, że tak nie powinni być. Nie obwiniaj siebie, nie nienawidź siebie! Teraz wiesz, że to było złe, że poprawne relacje między kobietą, a mężczyzną tak nie wyglądają i nie powinny wyglądać.. Teraz wiesz, że zasługujesz na szacunek, wiesz jak powinno wyglądać partnerstwo-napewno nie tak jak to było. Czas zapomnieć...sobie nie masz nic do wybaczenia...jeśli czujesz się na tyle silna wybacz swojemu pierwszemu partnerowi...Tobie z tym będzie lepiej, powiedz tak"Wybaczam Ci, mimo, że mnie skrzywdziłeś, mimo, że zaburzyłeś obraz miłości...ale wybaczam Ci i stworze związek pełen miłości, szacunku i bezpieczeństwa w przyszłości" . Pomoże Ci to. Wtedy pójdziesz dalej, nie uważając, że jesteś nic nie warta. Jesteś wspaniałą, cudowną i wartościową Kobietą! I to sobie powtarzaj, bo tak jest! Ja to wiem, a Ty musisz uwierzyć.

4 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-03-11 14:26:36)

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

A ja sie zastanawiam kto Ci glowe napchal takimi przekonaniami o seksie- rodzice, byly chlopak, ksiadz? Seks nie jest niczym zlym. Wrecz przeciwnie- powinien byc przyjemnoscia. Czystosc??? W ktorym Ty stuleciu zyjesz kobito?

5

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

To są dla mnie obcy ludzie i nic do nich od dawna nie czuję, to normalne, że teraz tak się czuję, bo nie należę do wyzwolonych kobiet.

6 Ostatnio edytowany przez S.. (2013-03-11 14:41:58)

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Alderwoman

Czystość, a co w tym złego??Każdy ma prawo do swoich przekonań, taaa rób to co inni, co społeczeństwo. Ale się oburzyłam. W jakim stuleciu żyje? a co to trzeba być dziwką żeby odnaleźć się w tym świecie. Bzdura.  Nie wiem czy potrafisz czytać ze zrozumieniem, ewidentnie widać, że dziewczyna nie miała na kogo liczyć. ;/

7 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-03-11 15:01:11)

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA
S.. napisał/a:

Alderwoman

Czystość, a co w tym złego??Każdy ma prawo do swoich przekonań, taaa rób to co inni, co społeczeństwo. Ale się oburzyłam. W jakim stuleciu żyje? a co to trzeba być dziwką żeby odnaleźć się w tym świecie. Bzdura.  Nie wiem czy potrafisz czytać ze zrozumieniem, ewidentnie widać, że dziewczyna nie miała na kogo liczyć. ;/

Autorka byla niemalze nieziemsko naiwna, jezeli Jej sie wydawalo, ze nastoletni chlopak bedzie siedzial ze skrzyzowanymi nogami, za raczke trzymal i recytowal wiersze. Normalnie hormony wchodza w gre. Wczuj sie w sytuacje, kiedy erekcja Ci moze wyskoczyc znienacka dzien i noc. Po drugie, jeszcze bardziej naiwna trzeba byc, zeby myslec, ze seks to jakas karta przetargowa, za ktora sie milosc dostaje. Przez to wszystko teraz sobie Dziewczyna wmawia "brak czystosci", bycie panna lekkich obyczajow, no i nie tylko tkwi w przeszlosci, ale na dodatek sama siebie doluje, jakby chciala sie ukarac. W tym kontekscie, takie myslenie wyraznie bardziej przeszkadza niz pomaga.

Ja poradzilabym odwiedzic psychologa i postarac sie zintegrowac swoja seksualnosc ze soba. No, i oczywiscie popracowac nad wlasna samoocena. Warto by bylo takze odwiedzic lekarza, poniewaz te negatywne mysli moga byc objawem depresji.

8

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Owszem, zgadzam się z Tobą w wielu kwestiach ale 17 letnia dziewczyna jeśli nie ma wzorców, potrzebuje miłości jest w stanie zrobić wiele by czuć się kochaną. Ona nie miała wsparcia w rodzicach. Nie oczekuj, że 17 latki będą myślały tak dojrzale jak 30 latki. Dziewczyny w tym wieku są naiwne i często wierzą w to, co im się powie, nie oszukuj się, że jest inaczej.

Monika, musisz pogodzić się z przeszłością i nie obwiniać się, zacząć żyć od nowa, jako wartościowy człowiek, bo takim jesteś. Jeśli z pewnych względów nie chcesz albo nie możesz udać się do specjalisty to tak jak pisałam wyżej, zacznij myśleć pozytywnie, o sobie. Bo jesteś człowiekiem i masz wszelakie prawo do bycia nim i bycia szczęśliwą;)

9

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA
S.. napisał/a:

Owszem, zgadzam się z Tobą w wielu kwestiach ale 17 letnia dziewczyna jeśli nie ma wzorców, potrzebuje miłości jest w stanie zrobić wiele by czuć się kochaną. Ona nie miała wsparcia w rodzicach. Nie oczekuj, że 17 latki będą myślały tak dojrzale jak 30 latki. Dziewczyny w tym wieku są naiwne i często wierzą w to, co im się powie, nie oszukuj się, że jest inaczej.

Monika, musisz pogodzić się z przeszłością i nie obwiniać się, zacząć żyć od nowa, jako wartościowy człowiek, bo takim jesteś. Jeśli z pewnych względów nie chcesz albo nie możesz udać się do specjalisty to tak jak pisałam wyżej, zacznij myśleć pozytywnie, o sobie. Bo jesteś człowiekiem i masz wszelakie prawo do bycia nim i bycia szczęśliwą;)

Tzn. nie było tak, że rodzice się mną nie interesowali, wręcz przeciwnie bardzo się martwili(głownie tata, bo mama również jest nawiną osobą i była pewna, że nie posunę się do czegoś takiego), lecz przestroga (niestety tylko przed niechcianą ciążą) z ich strony była już po calym tym dramacie z pierwszym chłopakiem ( ciężko mi go tak nazwać). A ja nie wiem czemu wbiłam sobie do głowy, że to co już nieodwracalne to muszę już w tym tkwić jak jakaś otumaniona, nie widziałam lepszego wyjścia z tej sytuacji. Ale faktycznie wtedy był akurat okres kiedy moje relacje z rodzicami nie były dobre, ja też byłam zbuntowana i widziałam w ich raczej wrogów i tak intymnych zwierzeniach nie było mowy. Przez tę sytuację są widziani w złym świetle, ale to dobrzy rodzice i bardzo ich kocham i oni mnie z pewnością jeszcze bardziej. Faktycznie skazali mnie trochę na to jakbym miała wszystko sama wiedzieć, ale i oni mają prawo popełniać błędy. No niestety zgadzam się że byłam naiwną dziewczyną i nie wiedziałam , że mózg faceta jest inaczej skonstruowany i że wszyscy mają wobec mnie dobre intencje, szczególnie w moim otoczeniu. Bardzo dziękuję za posty, postaram sie dostosować do tych rad.

10

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Hmm, mnie rodzice tam wcale nie uswiadamiali, ale w koncu oczy mialam to ksiazki moglam czytac, wiec czytalam. Pamietam jak podbieralam tacie "Sztuke milosci" (chyba tak sie ten poradnik nazywal) i po kryjomu sie doszkalalam wink No, ale ludzie sa rozni. Widzisz, mialam troche inna trajektorie niz Ty, bo jako nastolatka miloscia sie w sumie nie interesowalam, za to cialem mlodych mezczyzn bardzo. Latalam za nimi troche bezmyslnie, dziewictwo tracac z ciekawosci w wieku 16 lat z gosciem, ktory byl maturzysta i, ktory poza zawartoscia spodni malo mnie obchodzil. No, ale oswiecona bylam, zabezpieczalam sie to ani ciazy ani chorobsk nie przynioslam do domu.  Chlopaka jednak z prawdziwego zdarzenia nie mialam az do studiow. Jakos seks i towarzystwo meskie lubilam, ale do zwiazku mi sie nie spieszylo. Jak mnie kolega (taki, z ktorym sie przespalam) chcial na powazna randke zaprosic, to wialam gdzie pieprz rosnie. W sumie wiekszosc moich zwiazkow do 26 roku zycia byla taka luzacka- faceci na roku mogli znac kolor moich majtek, ale nie za bardzo wiedziec co mi po glowie siedzi. Polamalam pare serduch, czego w sumie zaluje teraz, bo mnie czyjes uczucia do mnie zawsze niesamowicie dziwily, wiec przez tepote facetow pooralam.

No ale doroslam, zmadrzalam, jestem teraz w bardzo udanym zwiazku od dwoch lat. I wiesz co? Moj partner wie o tym jak sie zachowywalam jako mloda kobieta, i ani go to ziebi ani grzeje. A moglby szafowac przymiotnikami jak "puszczalska". Wiec sobie dziewczyno porownaj: Ty bylas z milosci ze swoimi facetami, uprawialas seks w zwiazkach, ja sobie przemaszerowalam przez IIIC,IVB...pol meskiego rocznika medycyny (ach, te wspomnienia) uprawiajac seks zupelnie bez milosci, a jakos zycia teraz pokiereszowanego nie mam. Nie namawiam do takiego trybu zycia, ale chce tylko podkreslic, ze seks jest tylko na tyle wazny na ile pozwolisz mu byc waznym.

11

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA
adlernewman napisał/a:

Hmm, mnie rodzice tam wcale nie uswiadamiali, ale w koncu oczy mialam to ksiazki moglam czytac, wiec czytalam. Pamietam jak podbieralam tacie "Sztuke milosci" (chyba tak sie ten poradnik nazywal) i po kryjomu sie doszkalalam wink No, ale ludzie sa rozni. Widzisz, mialam troche inna trajektorie niz Ty, bo jako nastolatka miloscia sie w sumie nie interesowalam, za to cialem mlodych mezczyzn bardzo. Latalam za nimi troche bezmyslnie, dziewictwo tracac z ciekawosci w wieku 16 lat z gosciem, ktory byl maturzysta i, ktory poza zawartoscia spodni malo mnie obchodzil. No, ale oswiecona bylam, zabezpieczalam sie to ani ciazy ani chorobsk nie przynioslam do domu.  Chlopaka jednak z prawdziwego zdarzenia nie mialam az do studiow. Jakos seks i towarzystwo meskie lubilam, ale do zwiazku mi sie nie spieszylo. Jak mnie kolega (taki, z ktorym sie przespalam) chcial na powazna randke zaprosic, to wialam gdzie pieprz rosnie. W sumie wiekszosc moich zwiazkow do 26 roku zycia byla taka luzacka- faceci na roku mogli znac kolor moich majtek, ale nie za bardzo wiedziec co mi po glowie siedzi. Polamalam pare serduch, czego w sumie zaluje teraz, bo mnie czyjes uczucia do mnie zawsze niesamowicie dziwily, wiec przez tepote facetow pooralam.

No ale doroslam, zmadrzalam, jestem teraz w bardzo udanym zwiazku od dwoch lat. I wiesz co? Moj partner wie o tym jak sie zachowywalam jako mloda kobieta, i ani go to ziebi ani grzeje. A moglby szafowac przymiotnikami jak "puszczalska". Wiec sobie dziewczyno porownaj: Ty bylas z milosci ze swoimi facetami, uprawialas seks w zwiazkach, ja sobie przemaszerowalam przez IIIC,IVB...pol meskiego rocznika medycyny (ach, te wspomnienia) uprawiajac seks zupelnie bez milosci, a jakos zycia teraz pokiereszowanego nie mam. Nie namawiam do takiego trybu zycia, ale chce tylko podkreslic, ze seks jest tylko na tyle wazny na ile pozwolisz mu byc waznym.

No trochę mnie pocieszyłaś, dziękuję. Każdy ma swoją wrażliwość, ja jestem chyba przesadnie, ale mniejsza z tym...Ja w zasadzie nie boję się opinii przyszłego partnera, lecz chyba bardziej boli mnie to, że jakbym zepsuła reputację rodziny i gdyby się dowiedzieli to bardzo by się na mnie zawiedli... Aczkolwiek wiem , że moi rodzice nie byli też święci, bo poczeta zostałam przed ślubem tongue

12 Ostatnio edytowany przez jadvinia (2013-03-11 23:16:13)

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Napiszę Ci swoją historię, ale na priv.

Odezwij się do mnie na maila, aż się zdziwisz ile nas łączy smile

jadvinia@gmail.com

13

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Wiadomość wysłana smile

14

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Moja też smile

Mam nadzieję, że pomogłam smile

15

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Oczywiście, że tak. Dziękuję smile

16

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Witam po długim czasie.

Chciałam oznajmić , że u mnie juz wszytsko w porządku z samooceną itd. O moich problemach rozmawiałam jedynie z psychologami. Niedawno poruszyłam ten temat podczas rozmowy z kolezanka, nie dlatego, ze potrzebowałam się zwierzyc, lecz chciałam wytlumaczyc jej moje podejście (wg niej dziwne) do współżycia. Z miłości itd. ... Wg niej powinnam zglosić to co zrobił ten chłopak na policje, w szczególności, że będzie przyszłym lekarzem. Nawet jeśli szanse na wygraną są małe, to wg niej powinien ponieść jakieś konsekwencje. I teraz znów mnie dopadły rozterki ... Nie chcę mieć wyrzutów sumienia, ze nic z tym nie zrobiłam, bo on nawet moze nawet sobie nie zdaje z tego sprawy co zrobił. Z drugiej strony takie coś to ciężka droga, a ja nie mam ochoty na rozgrzebywanie tego. Poza tym moi najbliżsi o niczym nie wiedzą, to przeszłość z którą się pogodziłam , a oni są dumni z tego kim jestem teraz. I po takim czasie nie chciałabym ich tym obarczać, a wtedy musiałabym im chyba o wszystkim powiedzieć .... Co robić ?

17

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Witaj. Dobrze, że twoja historia w miarę dobrze się skończyła dla Ciebie. Piszę w miarę dobrze bo nadal o tym rozmyślasz. Minęło tyle lat a ty dalej katujesz się tymi myślami. I co ci to daje? Lubisz się zadręczać bo aktualnie nie masz żadnych problemów?

Według mnie zgłaszanie Tego co wydarzyło się wije lat temu nie ma sensu. Tym bardziej, że zgadzałaś się na to. Wbrew sobie i wbrew swoim przekonaniom ale się zgadzałaś.

Dziewczyno przecież wielu ludzi miało jakieś tam doświadczenia w młodym wieku. I nie zawsze wiadomo było co zrobić i jak się zachować.

Najlepiej będzie jak o tym zapomnisz i wybaczysz. Ten chłopak też był młody i sam do końca pewnie nie był świadomy, że zrobi ci tym krzywdę.

Błędy popełnia każdy. Nie ma ludzi idealnych. Zapomnij. Ciesz się życiem. To będzie najlepsze rozwiązanie dla Ciebie. Tyle radości tyle miłych rzeczy jeszcze przed tobą. A ty chcesz wrócić do tego miejsca w którym byłaś dawno temu.

18

Odp: WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Tobie też radziłbym żebyś na stałe zrezygnowała z seksu i szukała chłopaka który nie potrzebuje seksu.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » WIDZĘ W SOBIE POTWORA

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026