Czeeeść! 
Świąteczna aura aa w moim serduchu -pustka..
Mało tego, że mój hm... Partner (?) wykukał to forum i moje wpisy (pozdrawiam!) to jeszcze przy każdej poważnej rozmowie o nim słyszę. Co mogę tu napisać? Na pewno to, że bardzo dziękuję Wam za pomoc! Wasze posty i maile pomogły mi zrozumieć kilka bardzo istotnych faktów.
Co do całego.. związku (?) sama nie wiem czy się rozstaliśmy, czy tylko ma mnie aktualnie w tyłeczku i w ogóle nie garnie się do żadnego kontaktu. Nie ma chyba dość szacunku do mnie ani tego co Nas łączyło, aby choć uczciwie powiedzieć, że to już koniec. Ach tak: potrzeba czasu. Pewnie żeby sprawdzić "jak mi będzie bez Ciebie". Cóż...
zatęsknisz!
Co do mojego podejścia. Chciałabym to wszystko naprawić i może zacząć tak jakby cały dotychczasowy 'bałagan' nie miał miejsca, bo mi zależy na tym człowieku i może aż za bardzo... Może mylnie podeszłam do tego ze 'kocham' bo to najwyraźniej jakieś zauroczenie aniżeli pełnowartościowe uczucie, aa jak nie będziemy kuli żelaza puki gorące - wiadomo, w końcu i ja odpuszczę. Ale to również zweryfikuje czas.
Aktualnie poświęciłam się w pełni odnawianiu starych kontaktów i zamiast pisać pracę dyplomową latam wszędzie jak bąk. Poza tym poznaję masę innych ludzi - dzięki forum.
Mało tego kilka ważnych rzeczy, które miały miejsce przez kilka ostatnich dni bardzo dużo mi uświadomiły. Konkretnie:
Wracając z rozmowy z moim partnerem - cała roztrzęsiona brałam udział w niewielkiej kolizji na drodze. Dwa samochody zderzyły się zmieniając pasy ruchu, aa ja na 'trzeciego' przez nie uwagę prawie władowałam się w rów
W moim przypadku skończyło się tylko wybitym nadgarstkiem i ukruszonym zębem, ale dwa inne pojazdy ewakuowano na lawecie. Nikomu nic poważnego się nie stało, aa ja również miałam więcej szczęścia niż rozumu. Więc rozeszło się po kościach..
Natomiast wczoraj wchodząc do pracy dowiedziałam się, że kolega z działu zginął w wypadku jadąc do pracy. Natrafił na niezabezpieczoną studzienkę i samochód dachował.. Chłopak miał 31 lat i ogromne pasje. Fotografował, filmował. Pewnie do końca życia nie zobaczę tyle, ile zobaczył On. Takie informacje wlewają więcej rozumu do głowy niż nie jedne rady.. Więc trzeba się wziąć w garść.
Nie wiem czy ktoś może mi w tym wypadku cokolwiek poradzić, dlatego pozostawiam tego posta jako pewnego rodzaju zamknięcie tematu. O ile coś ruszy pewnie się tym podzielę, ale skoro już nie jestem tutaj w pełni anonimowa, nie czuję się swobodnie.
Jeszcze raz dziękuję Wam netkobietki i netfaceci za rady! 