Nie jestem pewna, czy to jest właściwy dział, ale napiszę to tutaj..
Więc, jak już napisałam w temacie wątku, moja mama mnie nie kocha, gdy byłam młodsza zaznaczyła kilkakrotnie, że jestem niechcianym dzieckiem. Podczas, gdy kiedyś sprzątałam, ona chyba składała wtedy ubrania w moim pokoju, usłyszałam, że mnie nienawidzi. Nie były to słowa wypowiedziane w agresji, czy szale, po prostu na spokojnie powiedziała, że mnie nienawidzi, że żałuje ze mnie urodziła, ze skoncze jak moj ojciec (ma spore problemy z alkoholem). Miałam wtedy dwanascie lat. Obecnie mam 20 i nadal sobie z tym nie radze. Jestem świadoma, że powinnam to zaakceptować, ale nie umiem, nie potrafię (nie chcę?). Moja mama nigdy mnie przytuliła, choć moją o rok starszą siostrę przytulała/przytula, nigdy nie pocałowała mnie w policzek. Nie powiedziała, że jest ze mnie dumna, gdy w gimnazjum, badz liceum zaczynałam mówić o tym co było w szkole, jakie dostałam oceny, milczała, albo zaczynała mowić o czymś zupełnie innym. Dla odmiany moją siostrę sama pytała jak było w szkole. Przez cały ten okres szkoły brakowało mi tego, że nikt nie pyta się mnie, jak było w szkole. Przecież jestem ich dzieckiem, a czułam się samotna, zdana na siebie. Wiecznie słyszałam, jakąkolwiek nie podjęłam decyzje, że robię zle, ze sobie nie poradzę. Gdy w drugiej klasie padłam ofiarą chłopaków (śmiali się ze mnie i dręczyli) gdy się dowiedziała, stwierdziła, ze to moja wina, ze to ich prowokowałam. Nie palę, nie piję ( ze względu na strach przed alkoholizmem), nie imprezuje- bo nie lubię. Cokolwiek jednak nie zrobię, wiem, że to i tak za mało, że i tak mnie nie pokocha. Nie wiem, czy to nie są zbyt mocne słowa, ale nienawidzę siebie, często gdy się budzę mam ochotę z powrotem zasnąć, nie mam siły żeby zaczynać kolejnego dnia. Nie radzę sobie, mam zaniżoną samoocenę, nie wierzę, gdy ktoś mówi, że zrobiłam coś dobrze, że coś potrafię, mam wrażenie, że ze mnie drwi. Nie lubię swojego ciała, jestem brzydka.
Nie potrafię sobie z tym poradzić, kilka razy cięłam się już przez to...
W sumie nie wiem, dlaczego to piszę.. Może jest tu ktoś na forum, kto ma podobną sytuację i chciałby porozmawiać?
Pomóc.. pokazać, że można zaakceptować, że osoba która dała Ci życie Ciebie nie kocha...