Witam. Mam problem ze swoja żona,ktora nie chce uprawiać seksu. Asia jest moja żoną od roku. Nigdy nie była super czuła co do mnie. Pocałunki sa słabe. Czasami wogole. O przytulaniu nie wspomne. Jak ją poznałem to była super dziewczyna. Czuła,opiekuńcza i piekna. W czasie jak byliśmy zareczeni ona temat seksu traktowała jako temat tabu. Dodam że pochodzi z baaardzo religijnej,katolickiej rodziny. Nigdy mi nie chciała odpowiedzieć na pytanie czy jest gotowa żeby zaczac wspołżycie. Nie wiem czemu. Jestesmy małżemstwem od roku i mam już dosyc braku czułosci i seksu. Proponowałem jej lub jeżeli bedzie taka potrzeba nam, terapie u seksuologa. Ona na to że zwariowałem. Mowiac jej o swoich potrzebach jakie mam ona nic sobie z nich nie robi. Tolerowałem to że chce byc dziewica do czasu slubu. Zapewniała mnie że po slubie napewno zaczniemy starac sie o dziecko i nic wiecej. Zgodziłem sie. A teraz to ona nawet dziecka nie chce. Mowi że możemy adoptowac. Szlag mnie trafił. Nie uprawiałem seksu odkad jestesmy razem (6 lat). Nie naciskałem nigdy. Starałem sie to tolerowac ale cos we mnie teraz pekło. Wczoraj sie rozpłakała i mi powiedziała że nie bedzie miała mi za złe jeżeli od niej odejde bo ona chce byc czysta do konca życia. Wmurowało mnie to totalnie. Wyszedłem z pokoju bez słowa. Poszedłem do salonu i zaczołem myslec nad tym wszystkim. Czy nasze małżenstwo ma sens. Po 2 godzinach namysłu poszedłem do pokoju gdzie była i pwiedziałam że kocham ja nad życie ale że nie potrafie tak życ. Zaczeła mocno płakac i mnie przepraszac. Potem zaczeła pakowac swoje ubrania mowiac że potrzebuje troche czasu. Zgodziłem sie. Wyjechała do rodzicow. A ja siedze sam. W naszym domu,popijajac wodke. Nie wiem co mam robic. Nie potrafie tak życ. Bez czułosci. Tym bardziej że to moja żona i bardzo ja kocham. Pomożcie!
1 2013-02-24 17:16:59 Ostatnio edytowany przez Michał82 (2013-02-24 17:22:26)
Podobne tematy
Na poczatek chcialam Ci napisac, ze podziwiam Cie, ze tak dzielnie sie trzymasz. Naprawde.
Teraz do rzeczy - wydaje mi sie, ze sa dwa wyjscia.
Pierwsze, to szczera, ale to bardzo szczera rozmowa z zona. Co proponuje, zeby malzenstwo uratowac i czy w ogole chce je ratowac.
Propozycja WSPOLNEJ terapii u seksuologa, badz psychologa (bo u Twojej zony problem moze wynikac wlasnie z tego, ze pochodzi z bardzo religijnej rodziny).
Drugie, jesli masz dosc i uwazasz, ze zona zdania nie zmieni, to rozejscie sie. Rozwod, podzial majatku, kazdy zaczyna na nowo, sam.
Osobiscie probowalabym ratowac kazdy zwiazek, jesli tylko istnieje iskierka nadziei.
Zycze Ci powodzenia!
Na poczatek chcialam Ci napisac, ze podziwiam Cie, ze tak dzielnie sie trzymasz. Naprawde.
Teraz do rzeczy - wydaje mi sie, ze sa dwa wyjscia.
Pierwsze, to szczera, ale to bardzo szczera rozmowa z zona. Co proponuje, zeby malzenstwo uratowac i czy w ogole chce je ratowac.
Propozycja WSPOLNEJ terapii u seksuologa, badz psychologa (bo u Twojej zony problem moze wynikac wlasnie z tego, ze pochodzi z bardzo religijnej rodziny).Drugie, jesli masz dosc i uwazasz, ze zona zdania nie zmieni, to rozejscie sie. Rozwod, podzial majatku, kazdy zaczyna na nowo, sam.
Osobiscie probowalabym ratowac kazdy zwiazek, jesli tylko istnieje iskierka nadziei.
Zycze Ci powodzenia!
Dzieki za słowa otuchy. Wiesz, rozmawialismy na ten temat bardzo dużo i bardzo dlugo ale jakos nie okazywała zainteresowania. Nie wiem jak to nazwac. Brakuje mi sił już na ratowanie tego zwiazku. Wytrzymałem tyle lat ale nie wiem czy dłużej pociagne. Kocham ja bardzo ale z drugiej strony jeżeli ma tak byc jak było to ja dziekuje.
Cynicznahipo napisał/a:Na poczatek chcialam Ci napisac, ze podziwiam Cie, ze tak dzielnie sie trzymasz. Naprawde.
Teraz do rzeczy - wydaje mi sie, ze sa dwa wyjscia.
Pierwsze, to szczera, ale to bardzo szczera rozmowa z zona. Co proponuje, zeby malzenstwo uratowac i czy w ogole chce je ratowac.
Propozycja WSPOLNEJ terapii u seksuologa, badz psychologa (bo u Twojej zony problem moze wynikac wlasnie z tego, ze pochodzi z bardzo religijnej rodziny).Drugie, jesli masz dosc i uwazasz, ze zona zdania nie zmieni, to rozejscie sie. Rozwod, podzial majatku, kazdy zaczyna na nowo, sam.
Osobiscie probowalabym ratowac kazdy zwiazek, jesli tylko istnieje iskierka nadziei.
Zycze Ci powodzenia!Dzieki za słowa otuchy. Wiesz, rozmawialismy na ten temat bardzo dużo i bardzo dlugo ale jakos nie okazywała zainteresowania. Nie wiem jak to nazwac. Brakuje mi sił już na ratowanie tego zwiazku. Wytrzymałem tyle lat ale nie wiem czy dłużej pociagne. Kocham ja bardzo ale z drugiej strony jeżeli ma tak byc jak było to ja dziekuje.
Przyszlo mi teraz cos do glowy... Moze pogadaj z jej rodzicami o tym problemie? Moze jakos na nia wplyna? Wiesz, mnie sie wydaje, ze w rodzinach katolickich raczej zawsze jest mowa o dzieciach
. Kurcze, strasznie ciezko jest mi sobie wyobrazic, co moze myslec Twoja zona. Przychodza mi do glowy rozne wytlumaczenia, religijne, zdrowotne...
Pogadaj z nia szczerze. Powiedz, ze jesli chce ratowac ten zwiazek, to oboje musicie podjac terapie. Bo ona musi zdac sobie sprawe z tego, ze to co robi, zdrowe nie jest.
Ja myślę, że rozmowa z rodzicami to bardzo kiepski pomysł, bo to raczej oni są właśnie źródłem problemu.
Ja myślę, że rozmowa z rodzicami to bardzo kiepski pomysł, bo to raczej oni są właśnie źródłem problemu.
Moze sa, moze nie.
Ja bym sie chwytala wszystkiego, by ratowac zwiazek...
Może jestem za młoda, żeby się na ten temat wypowiadać.. ale co to jest za związek? Już abstrahując od uprawiania seksu.. ale chociaż odrobina czułości. Przecież są też inne formy zaspokajania się nawzajem. Petting, oralnie.. tego też u was nie ma.? Jeżeli tak.. to ja nie wiem jak byłeś w stanie w ogóle wytrzymać tak całe 6 lat.!
Patrząc na to z zewnątrz to twoja żona kompletnie nie nadaje się do jakiegokolwiek związku. Ani nie ma między wami ani seksu ani żadnej czułości. Piszesz, że jest wobec ciebie oziębła.. tak trochę, jakby przygotowywała się do wstąpienia do zakonu.
Może być również jakaś inna opcja.. że ma jakąś głęboko zakorzenioną awersje do seksu. Nie ze względu na religijność, ale coś innego. W tym przypadku na prawdę przydałby się psycholog..
Albo, co byłoby według mnie najbardziej okrutne z jej strony, weszła z tobą w związek z przyzwyczajenia albo przymusu, ale nie chce ci się oddać w pełni.. bo wolałaby innego. Mam nadzieję, że ta ostatnia opcja, którą tutaj wysnułam.. nie jest prawdziwa.
Nie dziwię się, że jesteś tak przybity, kiedy okazuje się, że kobieta którą kochasz całą, zarówno psychicznie oraz fizycznie nie odwzajemnia w żaden sposób twoich uczuć. Na twoim miejscu, gdyby nic się nie zmieniło też bym powiedziała `dziękuję.`
Powodzenia.
yoghurt007 napisał/a:Ja myślę, że rozmowa z rodzicami to bardzo kiepski pomysł, bo to raczej oni są właśnie źródłem problemu.
Moze sa, moze nie.
Ja bym sie chwytala wszystkiego, by ratowac zwiazek...
Temat seksu jest dla niej tematem tabu, bo tak ją rodzice wychowali. Czystość jest "uświęcona", bo tak ją rodzice wychowali. Seks to grzech, bo tak ją rodzice wychowali. Gdzieś to się wszystko w jej głowie pokręciło, zmiksowało i wyszła całkowita blokada na seks. Generalnie angażowanie rodziców w rozwiązywanie problemów w związku to prawie zawsze najgorsze wyjście, które przynosi więcej szkód niż pożytku.
Zasadniczo rzecz ujmując to tutaj nie ma związku. Nawet by facet nie miał problemu z unieważnieniem małżeństwa. Jak dla mnie to im szybciej to zakończy to tym lepiej, bo tu nie ma czego ratować. Seksu nie ma, pieszczot nie ma, czułości nie ma, nie ma także perspektyw na zmiany, bo jego żona deklaruje czystość do śmierci. Nie ma też perspektyw na dziecko, na stworzenie normalnej rodziny. Nie ma też perspektyw na spełnienie w związku. Więc ja się pytam co ma ratować?
Mało prawdopodobne by problemem było katolickie wychowanie ( w koncu owocem małżeństwa są dzieci itp..) ani tematy tabu (seks uprawiamy nie musimy o nim gadać ). Takie odwlekanie w czasie seksu może miec związek z jakimiś traumami, tylko w tym widze logiczne wytłumaczenie. I tym można wytłumaczyć niechęć do specjalistów.
Cynicznahipo napisał/a:yoghurt007 napisał/a:Ja myślę, że rozmowa z rodzicami to bardzo kiepski pomysł, bo to raczej oni są właśnie źródłem problemu.
Moze sa, moze nie.
Ja bym sie chwytala wszystkiego, by ratowac zwiazek...Temat seksu jest dla niej tematem tabu, bo tak ją rodzice wychowali. Czystość jest "uświęcona", bo tak ją rodzice wychowali. Seks to grzech, bo tak ją rodzice wychowali. Gdzieś to się wszystko w jej głowie pokręciło, zmiksowało i wyszła całkowita blokada na seks. Generalnie angażowanie rodziców w rozwiązywanie problemów w związku to prawie zawsze najgorsze wyjście, które przynosi więcej szkód niż pożytku.
Zasadniczo rzecz ujmując to tutaj nie ma związku. Nawet by facet nie miał problemu z unieważnieniem małżeństwa. Jak dla mnie to im szybciej to zakończy to tym lepiej, bo tu nie ma czego ratować. Seksu nie ma, pieszczot nie ma, czułości nie ma, nie ma także perspektyw na zmiany, bo jego żona deklaruje czystość do śmierci. Nie ma też perspektyw na dziecko, na stworzenie normalnej rodziny. Nie ma też perspektyw na spełnienie w związku. Więc ja się pytam co ma ratować?
Skąd masz pewność, ze problem tkwi w katolickim wychowaniu?
Gdyby tak było, to wydaje mi się, ze do seksu by doszło, ale jedynie w celach powiększenia rodziny!
Nie wiesz, jakie są kontakty rodziców z córką.
Warto brać poprawkę, że babka jest po prostu aseksualna, a katolicyzm to tak przy okazji.
Ja nie ogarniam jednego - Ty musiałeś wiedzieć, jakie jest jej podejście do seksu ZANIM wzięliście ślub. Czemu tej rozmowy nie było wtedy?
12 2013-02-24 18:43:08 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-02-24 18:43:37)
Warto brać poprawkę, że babka jest po prostu aseksualna, a katolicyzm to tak przy okazji.
Ja nie ogarniam jednego - Ty musiałeś wiedzieć, jakie jest jej podejście do seksu ZANIM wzięliście ślub. Czemu tej rozmowy nie było wtedy?
Ona wtedy utrzymywała, ze chce z seksem zaczekać do ślubu. A Autor się na to zgodził.
Ona nie ma prawa decydować za was oboje! To jest niedojrzałe zachowanie. Czasem jest tak, że obie osoby w małżeństwie chcą żyć bez współżycia, ale to zawsze, zawsze jest wspólna, dojrzała decyzja. Obie osoby muszą być świadome tego, co robią, świadome czym jest to, z czego rezygnują. Tymczasem twoja małżonka zachowała się bardzo nieodpowiedzialnie mówiąc ci przed ślubem, że chce mieć dzieci, a po ślubie się z tego wycofując. Ślub kościelny prawdopodobnie może zostać unieważniony z tego powodu. Jeśli dużo z nią na ten temat rozmawiałeś, to jedyne wyjście - postawić jej ultimatum, koniecznie musi pójść do seksuologa, bo to może być głębszy problem, inaczej ty odejdziesz, a rozwód będzie z jej winy. Podobnie powiedz jej że postarasz się o kościelne stwierdzenie nieważności zawarcia małżeństwa - to powinno nią mocno wstrząsnąć. Możesz trochę pobajerować, że wtedy wszyscy się dowiedzą co ci zrobiła, że cię okłamała itp.
Moim zdaniem ona ma problem związany z niedojrzałością emocjonalną i religijną. Tak jak pisałam, jednym z celów małżeństwa jest prokreacja, więc ona ten cel odrzuca, świadomie - bo przecież decydując się na zamążpójście dobrze wiedziała co to oznacza. Współczuję ci bardzo. Myślę, że terapia będzie dla niej, dla was jedynym rozwiązaniem.
Ponadto, twoja żona nie respektuje twoich naturalnych potrzeb. Sama też je powinna mieć, to zresztą czysta fizjologia. Decydując o swoim życiu, decyduje również o waszym i twoim. Nie ma do tego absolutnie żadnego prawa. To zwykły egoizm.
Nie wiesz, jakie są kontakty rodziców z córką.
To bez znaczenia. Angażowanie osób trzecich - zwłaszcza kompletnie nieobiektywnych - mija się z celem i pogorszy to jedynie problem. Naprawdę uważasz, że ktoś, kto wychował córkę w przeświadczeniu, że o seksie się nie mówi i generalnie jest to coś złego, to wymusi na niej udanie się do specjalisty? Nie - oni pogłaszczą ją po główce i stwierdzą, że to facet ma problem. Nie ona.
Skąd wiem, że to ma podłoże religijne? Bo w mojej dalszej rodzinie miałem podobny przypadek. Najpierw się spotykała dziewucha z jednym, który po jakimś czasie zrezygnował. Potem był drugi, za którego wyszła za mąż. Oczywiście dzieci brak. Po kilku latach unieważnienie małżeństwa, a dziewucha poszła do zakonu, z którego po 15 czy 20 latach wyszła, a po kilku kolejnych zamknęli ją w psychiatryku. Poza tym widzę także po sobie - u mnie w domu seks to tabu. Choć na szczęście bez żadnego wartościowania odnośnie religii, życia wiecznego i tym podobnych bzdetów. Niemniej jednak również poszedłem skrajnością. Tyle że inną. Puszczałem się na prawo i lewo. Rozmawiać na ten temat nauczyłem się dopiero dużo później. Nie mniej jednak mechanizm podobny.
Oczywiście aż tak skrajnego scenariusza nie będę wieszczył, ale to jest naprawdę przegrana sprawa. Dziewczyna sama sobie nie poradzi, ale problemu też za specjalnie nie widzi i na specjalistę zgodzić się nie chce. Nawet jeśli jakimś cudem pójdzie, to będzie wymagała kilku lat terapii. A pierwsze jakiekolwiek efekty będą widoczne dopiero po ładnych paru miesiącach. I to też przy założeniu, że będzie chciała nad sobą pracować.
Osobiście uważam, że szkoda tracić czas. Lata lecą i tego mu nikt nie odda. A po co cierpieć i żyć w wiecznej frustracji? Jaki to ma sens? Patrzenie w obrazek i marzenie o kimś to nie miłość, to nie związek. Gdzie tu jakiekolwiek partnerstwo, oddanie? To jest życie obok siebie, a nie ze sobą.
A nie wydaje mi się, aby kobieta była aseksualna, skoro przed ślubem wszystko było ok, a tylko seks deklarowała na "po ślubie".
15 2013-02-24 18:57:30 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-02-24 18:59:43)
Cynicznahipo napisał/a:Nie wiesz, jakie są kontakty rodziców z córką.
Naprawdę uważasz, że ktoś, kto wychował córkę w przeświadczeniu, że o seksie się nie mówi i generalnie jest to coś złego, to wymusi na niej udanie się do specjalisty? Nie - oni pogłaszczą ją po główce i stwierdzą, że to facet ma problem. Nie ona.
Nie, ja tylko uważam, ze NIE WIEMY tak naprawdę, w jakim przeświadczeniu wychowali ja rodzice, a jedynie, ze "pochodzi ona z baaaardzo katolickiej rodziny".
Mnie "rodzina katolicka" kojarzy się ze szczęśliwym małżeństwem i minimum dwójka dzieci co niedziele w kościołku.
Dzieciaki z "rodzin katolickich", a szczególnie dziewczęta rozwijają się w przeświadczeniu, ze jednym z ich małżeńskich obowiązków jest seks w celach ewidentnie rozrodczych. Wiec teoretycznie powinna mieć wpojone przez rodziców, ze ma być dobra zona i matka.
Myślę, ze problem nie leży w wychowaniu, lecz w samej zonie Autora.
Albo ma wstydliwy problem zdrowotny, albo barierę na seks. W obu przypadkach powinna skonsultować się ze specjalista.
Jeśli tego nie chce, Autor powinien się z nią rozstać. Tyle.
Edit: Po głębszym przemyśleniu, rodzice faktycznie mogą być nieobiektywni... Ale ja bym mimo wszystko spróbowała, jeśli oczywiście chciałabym ratować taki związek.
16 2013-02-24 18:58:15 Ostatnio edytowany przez lenny (2013-02-24 18:59:49)
Ludzie, przecież to jest tania prowokacja!
Żadna katoliczka chcąca założyć rodzinę, nie ma i nigdy nie będzie tak myśleć, ani tak postępować. No a przede wszystkim z punktu widzenia Kościoła to małżeństwo jest najzwyczajniej w świecie nieważne od samego początku!
Trolling na czasie, co nie?
Vian napisał/a:Warto brać poprawkę, że babka jest po prostu aseksualna, a katolicyzm to tak przy okazji.
Ja nie ogarniam jednego - Ty musiałeś wiedzieć, jakie jest jej podejście do seksu ZANIM wzięliście ślub. Czemu tej rozmowy nie było wtedy?
Ona wtedy utrzymywała, ze chce z seksem zaczekać do ślubu. A Autor się na to zgodził.
Nie no, nie chodziło mi o seks przed ślubem stricte, ale o jakąś bliskość, pieszczoty itd. Chyba dało się zauważyć, że kobieta nie za bardzo jest tym tematem zainteresowana.
Cynicznahipo napisał/a:Vian napisał/a:Warto brać poprawkę, że babka jest po prostu aseksualna, a katolicyzm to tak przy okazji.
Ja nie ogarniam jednego - Ty musiałeś wiedzieć, jakie jest jej podejście do seksu ZANIM wzięliście ślub. Czemu tej rozmowy nie było wtedy?
Ona wtedy utrzymywała, ze chce z seksem zaczekać do ślubu. A Autor się na to zgodził.
Nie no, nie chodziło mi o seks przed ślubem stricte, ale o jakąś bliskość, pieszczoty itd. Chyba dało się zauważyć, że kobieta nie za bardzo jest tym tematem zainteresowana.
Rozumiem.
Ja ogólnie jeszcze wstrzemięźliwość przed ślubem ze względów religijnych jestem w stanie zrozumieć, ale to, co się u nich działo po ślubie, to już nie do przyjęcia...
hmm może romantyczna kolacja, kwiaty, odpowiednia atmosfera, wino i taniec byłyby pomocne...
hmm może romantyczna kolacja, kwiaty, odpowiednia atmosfera, wino i taniec byłyby pomocne...
Hmmm... ja bym chciała! ![]()
Zona Autora deklaruje, ze chce zachować czystość do KOŃCA życia.
Wiec to raczej nie pomoże.
Mnie "rodzina katolicka" kojarzy się ze szczęśliwym małżeństwem i minimum dwójka dzieci co niedziele w kościołku.
Dzieciaki z "rodzin katolickich", a szczególnie dziewczęta rozwijają się w przeświadczeniu, ze jednym z ich małżeńskich obowiązków jest seks w celach ewidentnie rozrodczych. Wiec teoretycznie powinna mieć wpojone przez rodziców, ze ma być dobra zona i matka.Myślę, ze problem nie leży w wychowaniu, lecz w samej zonie Autora.
Albo ma wstydliwy problem zdrowotny, albo barierę na seks. W obu przypadkach powinna skonsultować się ze specjalista.
Jeśli tego nie chce, Autor powinien się z nią rozstać. Tyle.Edit: Po głębszym przemyśleniu, rodzice faktycznie mogą być nieobiektywni... Ale ja bym mimo wszystko spróbowała, jeśli oczywiście chciałabym ratować taki związek.
Dla mnie "rodzina baaardzo religijna" to synonim różnych patologii i problemów. Bo jeszcze nie spotkałem ludzi naprawdę religijnych (nie na pokaz, tylko faktycznie starających się żyć zgodnie ze swoją wiarą), którzy nie byliby trawieni przez naprawdę potężne problemy emocjonalne. Zwłaszcza związane z seksem - samooceną, samoakceptacją, rozpoznaniem własnych potrzeb i ich realizacji.
Chociażby brak konsumpcji to argument by ślub unieważnić.
Chociażby brak konsumpcji to argument by ślub unieważnić.
Jasne. Ale Autor chciałby jeszcze spróbować uratować ten związek... i myślę, ze to możliwe, musi tylko dotrzeć do zony i namówić ja na skorzystanie z pomocy specjalisty.
pierwsza rzecz - skoro jest z takiej rodziny i ma takie poglądy to seksuolog odpada. Poszukaj normalnego księdza / wykładów pawlukiewicza czy kogoś, kto mówi jedną zasadniczą rzecz - seks po ślubie jest czysty. Ona myśli, że to nadal grzech i coś złego. Dlatego daj jej ludzi - autorytety kościoła, które mówią o pięknej pełnej miłości małżeńskiej. Nawet Jan Paweł II o tym dużo mówił.
Jakieś teksty w stylu "porozmawiaj z jej rodzicami" są kompletnie bez sensu, przecież to jej rodzice ją taką stworzyli.
Swoją drogą ja bym na Twoim miejscu unieważnił ślub i zaczął życie z kimś normalnym. Bo z tą obecną sobie możecie rzeczy przegadać i powyjaśniać, ale żeby jakoś to wszystko wyglądało musielibyście przepracować temat przynajmniej kilka lat z różnymi terapiami itp. Jak Ci się chce to działaj. Mi by się nie chciało, bo zmarnowałem na podobną idiotkę kilka lat swojego życia. Fundamentaliście islamskiemu czy katolickiemu nie wyjaśnisz racjonalnie pewnych rzeczy i przez to miałem piekło przez 4 lata i byłem pewien że tak wygląda każdy związek z kobietą. A tu niespodzianka - poznałem moją obecną kobietę i już prawie 5 lat jestem TAKI szczęśliwy. Po prostu jest świetnie! Z poprzednią nie było tygodnia bez kłótni i fochów, wyrzutów. A z tą obecną - cudowne życie, spokojne i pełne. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu byłem na miejscu autora tematu i byłem święcie przekonany że tak być musi XD głupota nie boli
Ja ogólnie jeszcze wstrzemięźliwość przed ślubem ze względów religijnych jestem w stanie zrozumieć, ale to, co się u nich działo po ślubie, to już nie do przyjęcia...
No widzisz, ale takie są efekty wstrzemięźliwości przed ślubem - nie ma możliwości poznać partnera i jego potrzeb w praktyce. I co zrobić? Zmusić jej nie można, skoro tego seksu nie chce.
Ja mówiąc szczerze nie bardzo widzę ten związek, bo do specjalisty... widzicie, ona by musiała sama serio chcieć tego specjalisty i swoją postawę uważać za problem. Abstrahując już od faktu, że musiałaby w tego specjalistę wierzyć - że jest kompetentny, że chce dla niej słusznie. A to czarno widzę, no ale cóż - można spróbować.
26 2013-02-24 19:47:30 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-02-24 19:49:16)
pierwsza rzecz - skoro jest z takiej rodziny i ma takie poglądy to seksuolog odpada.
Jakieś teksty w stylu "porozmawiaj z jej rodzicami" są kompletnie bez sensu, przecież to jej rodzice ją taką stworzyli.
Nie wiemy, jakie dokładnie maja poglądy rodzice, wiemy tylko, ze to "baaaardzo katolicka rodzina", wiemy tez, ze Autorka ma problem z seksem; nie mamy pewności, ze wyniosła je z domu...
Moze była molestowana? Moze zgwałcona?
Moze ma jakąś wstydliwa chorobę?
Moze po prostu panicznie boi sie pierwszego razu? Nie wiemy, bo żadne z nas nie rozmawiało ani z nią, ani z nikim z jej otoczenia.
Domysłów można mieć cala kupę, ale ja bym próbowała jeszcze ratować ten związek. Rozwód to dla mnie naprawdę ostateczność, zwlaszcza, ze Autor kocha zone i chcialby dac jej szanse.
Edit: Vian, ja rowniez jestem zwolenniczka seksu przed slubem, bo uwazam, ze nie nalezy kupowac kota w worku. I nie chodzi o zmuszanie, tylko o szczera rozmowe malzenska, wspolne ustalenie, co dalej. Jesli ona faktycznie nie zechce tego naprawic, to wtedy mozna myslec o rozwodzie...
Czytając ten problem, jako kobieta widzę tu tylko jeden powód który jestem w stanie zrozumieć...
Może ona kocha kogoś innego, może to jakaś niespełniona miłość. Jako katoliczka wyszła za mąż, może też dlatego że nie chciała być sama... A teraz się męczy, mówisz że płacze, ma wyrzuty sumienia, no i nie pozwala się dotknąć komuś do kogo nic nie czuje... Gyby kochała to nie rezygnowała by z tego...
innych powodów w tych przypadku nie zrozumiałabym
Ale mam nadzieję że są inne... (bo ten opisany przeze mnie jest jednym z najgorszych scenariuszy)
@Cynicznahipo
Bardzo celny post, trudno się z nim nie zgodzić. ![]()
@Lilia
Ale wymyśliłaś ten scenariusz... ^^'
Nie wiemy, jakie dokładnie maja poglądy rodzice, wiemy tylko, ze to "baaaardzo katolicka rodzina", wiemy tez, ze Autorka ma problem z seksem; nie mamy pewności, ze wyniosła je z domu...
Moze była molestowana? Moze zgwałcona?
Moze ma jakąś wstydliwa chorobę?
Moze po prostu panicznie boi sie pierwszego razu? Nie wiemy, bo żadne z nas nie rozmawiało ani z nią, ani z nikim z jej otoczenia.Domysłów można mieć cala kupę, ale ja bym próbowała jeszcze ratować ten związek. Rozwód to dla mnie naprawdę ostateczność, zwlaszcza, ze Autor kocha zone i chcialby dac jej szanse.
Facet dawał jej szanse przez całe 6 lat związku. Czasem trzeba wiedzieć kiedy odejść, bo niekiedy jest to najlepsze rozwiązanie.
Masz rację - odpowiedzi na te pytania nie znamy. Jednak możemy przypuszczać. Molestowanie, gwałty czy wstydliwe choroby nie są normą. Nie są zasadą. Zdarzają się stosunkowo rzadko. Choć i tak zbyt często i taka ewentualność też istnieje. Wiemy natomiast z czym wiąże się wychowanie w katolickiej rodzinie. Było o tym nie raz na tym forum. Problem z otwartością, akceptacją przeszłości partnera i wymieniać można jeszcze długo...
Moim zdaniem, bardziej prawdopodobne jest to, że jednak ona ma już swój pierwszy raz za sobą. Tylko strach przed prawdą sprawia, że idzie w zaparte. Łatwiej jej jest znieść to, co jest teraz niż przyznać się, że jej mąż nie będzie pierwszym, bo nagle cały jej świat budowany w oparciu o zasady KK runie.
Cynicznahipo napisał/a:Nie wiemy, jakie dokładnie maja poglądy rodzice, wiemy tylko, ze to "baaaardzo katolicka rodzina", wiemy tez, ze Autorka ma problem z seksem; nie mamy pewności, ze wyniosła je z domu...
Moze była molestowana? Moze zgwałcona?
Moze ma jakąś wstydliwa chorobę?
Moze po prostu panicznie boi sie pierwszego razu? Nie wiemy, bo żadne z nas nie rozmawiało ani z nią, ani z nikim z jej otoczenia.Domysłów można mieć cala kupę, ale ja bym próbowała jeszcze ratować ten związek. Rozwód to dla mnie naprawdę ostateczność, zwlaszcza, ze Autor kocha zone i chcialby dac jej szanse.
Facet dawał jej szanse przez całe 6 lat związku. Czasem trzeba wiedzieć kiedy odejść, bo niekiedy jest to najlepsze rozwiązanie.
No tak, ale na 5 lat bez seksu się zgodził - zaakceptował to, ze zona chce czekać do ślubu. A są rok po ślubie.
Myślę, ze tylko szczera rozmowa rozwieje wszelkie wątpliwości Autora co do przyszłości jego związku ![]()
Molestowanie, gwałty czy wstydliwe choroby nie są normą. Nie są zasadą. Zdarzają się stosunkowo rzadko.
Przepraszam, ale średnio co 5-ta kobieta w Polsce padła choć raz w życiu ofiarą przemocy seksualnej; to jest 20%, ja bym nie powiedziała, żeby to było "stosunkowo rzadko".
Czytam i czytam ten temat, i w sumie posty Lila20 i Yogurta składają mi się w jakąś całość.
Może faktycznie była zakochana w innym, z nim przeżyła swój pierwszy raz (wbrew przekonaniom, a być może i wbrew własnej woli), a on ja zostawił. Wyszła za mąż, gdyż uznała że tak trzeba i że musi żyć zgodnie z wychowaniem jakie dostała. No a teraz robi wszystko żeby nikt się nie dowiedział. Może boi się, że mąż odkryje że już nie jest dziewicą. Może boi się że rodzice się dowiedzą... Jednak to też tylko moje gdybanie...
yoghurt007 napisał/a:Molestowanie, gwałty czy wstydliwe choroby nie są normą. Nie są zasadą. Zdarzają się stosunkowo rzadko.
Przepraszam, ale średnio co 5-ta kobieta w Polsce padła choć raz w życiu ofiarą przemocy seksualnej; to jest 20%, ja bym nie powiedziała, żeby to było "stosunkowo rzadko".
Semantyka. Niechby to było i 35%. Chodzi o to, że o normie stanowi większość. A dane tego typu są zawsze zawyżone. Niestety.
Myślę, że kobieta przewartościowała znaczenie "czystości". Dla niej to kompletny bark seksu, chociaż wiadomo że dziecko jest szczególnym darem od Boga itd. W końcu ona sama nie spadła z nieba jako czysty aniołek. Rodzice, przecież musieli ją spłodzić. Być może wyjazd do rodziców sprawi że zmieni zdanie. Zaczną nalegać na wnuka itp. Chociaż tez może być tak, że będzie dziecko i z seksu dalej nici.
Owszem istnieje taki układ jak białe małżeństwo ale to raczej w sytuacji obopólnej zgody. W tej sytuacji białe małżeństwo jest tylko z jednej strony. Wątpię, żeby przyczyną takiej czystości zupełnej było jakieś traumatyczne przeżycie. Mam w swoim otoczeniu taka starą pannę, która czuje zgorszenie na widok reklamy w telewizji lub jakimkolwiek wspomnieniu o seksie, nawet o pocałunku.
Jeśli nie jest to prowokacja (choć mam takie podejrzenia), to Twoja żona Autorze wątku ma naprawdę bardzo skrzywiony obraz seksu i seksualności. Kup jej jakąś książkę o seksie ojca Ksawerego Knotza,żeby jej otworzyła oczy, powiedz, że na białe małżeństwo się nie godziłeś i spróbuj delikatnie podpytać o rzeczy, o których już wspominało parę osób: czy dotknęło ją coś krzywdzącego na tym tle.
Jeszcze mi teraz do glowy przyszlo, ze moze ona sie na wyjscie do jakiegos klasztoru szykuje...?
Chociaz z drugiej strony to, co napisala Margolinka, tez wydaje mi sie sensowne...
Nie ma rady, trzeba ja o to zapytac.
Cyniczna, tylko gdyby myślała o klasztorze...nie wychodziłaby za mąż i nie byłaby 5 lat z facetem, tak dla samego "chodzenia". Tak mi sie wydaje...
A dane tego typu są zawsze zawyżone. Niestety.
Z moich obserwacji i doświadczeń wynika, że raczej zaniżone. No i nie rozmawiamy tu o tym, co jest a co nie jest normą, ale czy jest to (czyli fakt, że mogła być ofiarą molestowania w tej czy innej formie) prawdopodobne. Moim zdaniem tak.
Cyniczna, tylko gdyby myślała o klasztorze...nie wychodziłaby za mąż i nie byłaby 5 lat z facetem, tak dla samego "chodzenia". Tak mi sie wydaje...
W sumie tak, chociaż mogło jej "odbić" w tzw. międzyczasie.
Vian, ja tez obstawiam gwałt, molestowanie, albo jakaś przykra wstydliwa chorobę.
yoghurt007 napisał/a:A dane tego typu są zawsze zawyżone. Niestety.
Z moich obserwacji i doświadczeń wynika, że raczej zaniżone. No i nie rozmawiamy tu o tym, co jest a co nie jest normą, ale czy jest to (czyli fakt, że mogła być ofiarą molestowania w tej czy innej formie) prawdopodobne. Moim zdaniem tak.
Może. Ja jednak uważam, że molestowana nie była. Tak czy siak - tylko lekarz specjalista może jej pomóc, ale ona najpierw musi tej pomocy chcieć.
O bogowie, Yoghurt, uważaj sobie, tylko masz zero podstaw do tego.
Kolejny raz.
Ale dyskutować o tym mi się nie chce, bo jestem leniwa.
Pa
Mam takie same podstawy tak sądzić jak ty, że jednak molestowana była. A biorąc pod uwagę statystyki, to jestem bliższy prawdy.
Jednak pierwsze skrzypce tutaj gra religia w moim odczuciu.
No ja też Cię podziwam, 6lat bez seksu, musisz ją bardzo mocno kochać, ale nie rozumiem tego dlaczego ona nie chce uprawiać z Tobą seksu, nie chce mieć dzieci? Chyba każda kobieta marzy o dziecku, mężu i rodzinie. Zgadzam się z koleżankami powyżej, powinieneś z nią porozmawiać i to poważnie, ratujcie ten związek, rozmawiajcię, bądźcię szczerzy, powiedz czego oczekujesz, niech ona też powie czego ona oczekuje, myślę, że trudno Ci żyć ze świadomością, że nie będziesz miał dzieci z osoba, która kochasz, że nie stworzycie takiej rodziny jakiej byś chciał.. Ale powodzenia. Ratujcię ten związek. I powiedz co się zmieniło:) powodzenia.
Czytając ten problem, jako kobieta widzę tu tylko jeden powód który jestem w stanie zrozumieć...
Może ona kocha kogoś innego, może to jakaś niespełniona miłość. Jako katoliczka wyszła za mąż, może też dlatego że nie chciała być sama... A teraz się męczy, mówisz że płacze, ma wyrzuty sumienia, no i nie pozwala się dotknąć komuś do kogo nic nie czuje... Gyby kochała to nie rezygnowała by z tego...
innych powodów w tych przypadku nie zrozumiałabym
Ale mam nadzieję że są inne... (bo ten opisany przeze mnie jest jednym z najgorszych scenariuszy)
Lilia trafiła w 10.
Kobieta jest lesbijką. To wiele tłumaczy.
Lilia20 napisał/a:Czytając ten problem, jako kobieta widzę tu tylko jeden powód który jestem w stanie zrozumieć...
Może ona kocha kogoś innego, może to jakaś niespełniona miłość. Jako katoliczka wyszła za mąż, może też dlatego że nie chciała być sama... A teraz się męczy, mówisz że płacze, ma wyrzuty sumienia, no i nie pozwala się dotknąć komuś do kogo nic nie czuje... Gyby kochała to nie rezygnowała by z tego...
innych powodów w tych przypadku nie zrozumiałabym
Ale mam nadzieję że są inne... (bo ten opisany przeze mnie jest jednym z najgorszych scenariuszy)Lilia trafiła w 10.
Kobieta jest lesbijką. To wiele tłumaczy.
A masz taka pewność, jesteś wyrocznia?
Mam takie same podstawy tak sądzić jak ty, że jednak molestowana była. A biorąc pod uwagę statystyki, to jestem bliższy prawdy.
Ja nie twierdzę, że była, ale że to jedna z możliwości, wcale prawdopodobna, której nie można na tym etapie wykluczyć. Eot.
Cynicznahipo, Niobe chyba żartowała. ;-)
Prawda jest jedna... dziewczyna coś ukrywa...
My tu możemy pisać i wymyślać tysiące scenariuszy, ale to nic nie da...
Ona musi chcieć komuś to powiedzieć, a tym kimś powinien być jej mąż (może też jakiś specjalista, tego nie wiem), i to w jego interesie jest by z nią szczerze porozmawiać i jej pomóc.
yoghurt007 napisał/a:Mam takie same podstawy tak sądzić jak ty, że jednak molestowana była. A biorąc pod uwagę statystyki, to jestem bliższy prawdy.
Ja nie twierdzę, że była, ale że to jedna z możliwości, wcale prawdopodobna, której nie można na tym etapie wykluczyć. Eot.
Cynicznahipo, Niobe chyba żartowała. ;-)
No właśnie... zastanawiałam się nad tym akurat.
NiobeXXX napisał/a:Lilia20 napisał/a:Czytając ten problem, jako kobieta widzę tu tylko jeden powód który jestem w stanie zrozumieć...
Może ona kocha kogoś innego, może to jakaś niespełniona miłość. Jako katoliczka wyszła za mąż, może też dlatego że nie chciała być sama... A teraz się męczy, mówisz że płacze, ma wyrzuty sumienia, no i nie pozwala się dotknąć komuś do kogo nic nie czuje... Gyby kochała to nie rezygnowała by z tego...
innych powodów w tych przypadku nie zrozumiałabym
Ale mam nadzieję że są inne... (bo ten opisany przeze mnie jest jednym z najgorszych scenariuszy)Lilia trafiła w 10.
Kobieta jest lesbijką. To wiele tłumaczy.A masz taka pewność, jesteś wyrocznia?
Nie , wyrocznią nie jestem ani nie aspiruje do tego tytułu. Ale widze logike- nie pociagają ja meżczyźni (nie wiem czy ktoś wytrzymałby x-lat tylko trzymajac sie za rączki, ma awersje nawet do pocałunków meżczyzny).
Religijna rodzina a katolicy nie są zbyt toleracyjni w sprawach orientacji w naszym kraju.
Nie idzie do specjalisty bo wie co jej dolega.
Wyszła za mąż- bo wielu homo tak robi.
Cynicznahipo napisał/a:NiobeXXX napisał/a:Lilia trafiła w 10.
Kobieta jest lesbijką. To wiele tłumaczy.A masz taka pewność, jesteś wyrocznia?
Nie , wyrocznią nie jestem ani nie aspiruje do tego tytułu. Ale widze logike- nie pociagają ja meżczyźni (nie wiem czy ktoś wytrzymałby x-lat tylko trzymajac sie za rączki, ma awersje nawet do pocałunków meżczyzny).
Religijna rodzina a katolicy nie są zbyt toleracyjni w sprawach orientacji w naszym kraju.
Nie idzie do specjalisty bo wie co jej dolega.
Wyszła za mąż- bo wielu homo tak robi.
Czyli jednak nie żarcik!
Owszem, to może być jedna z mozliwosci, ale pewności nie mamy.
No ja też Cię podziwam, 6lat bez seksu, musisz ją bardzo mocno kochać, ale nie rozumiem tego dlaczego ona nie chce uprawiać z Tobą seksu, nie chce mieć dzieci? Chyba każda kobieta marzy o dziecku, mężu i rodzinie. Zgadzam się z koleżankami powyżej, powinieneś z nią porozmawiać i to poważnie, ratujcie ten związek, rozmawiajcię, bądźcię szczerzy, powiedz czego oczekujesz, niech ona też powie czego ona oczekuje, myślę, że trudno Ci żyć ze świadomością, że nie będziesz miał dzieci z osoba, która kochasz, że nie stworzycie takiej rodziny jakiej byś chciał.. Ale powodzenia. Ratujcię ten związek. I powiedz co się zmieniło:) powodzenia.
Rozmowa z nia na ten temat konczy sie kłotnia albo fochem z jej strony. A co do jej przeszłosci to żadko kiedy mi o niej mowi. Chyba ze dwa razy mi opowiadała i to nie do konca. Może miała jakies historie seksualne. Musze pogadac z jej rodzicam na poważnie. A z nia to już wogole. Dzisiaj napisała mi smsa że nie bedzie jej jakies 2 miesiace bo z siostra w gory pojechała. Czasami faktycznie miałem wrażenie że cos ja gryzie. Koniecznie potrzebna jest nam rozmowa. I to bardzo szczerza. A jak sie nie uda to trudno.
Klaudiaa1.9 napisał/a:No ja też Cię podziwam, 6lat bez seksu, musisz ją bardzo mocno kochać, ale nie rozumiem tego dlaczego ona nie chce uprawiać z Tobą seksu, nie chce mieć dzieci? Chyba każda kobieta marzy o dziecku, mężu i rodzinie. Zgadzam się z koleżankami powyżej, powinieneś z nią porozmawiać i to poważnie, ratujcie ten związek, rozmawiajcię, bądźcię szczerzy, powiedz czego oczekujesz, niech ona też powie czego ona oczekuje, myślę, że trudno Ci żyć ze świadomością, że nie będziesz miał dzieci z osoba, która kochasz, że nie stworzycie takiej rodziny jakiej byś chciał.. Ale powodzenia. Ratujcię ten związek. I powiedz co się zmieniło:) powodzenia.
Rozmowa z nia na ten temat konczy sie kłotnia albo fochem z jej strony. A co do jej przeszłosci to żadko kiedy mi o niej mowi. Chyba ze dwa razy mi opowiadała i to nie do konca. Może miała jakies historie seksualne. Musze pogadac z jej rodzicam na poważnie. A z nia to już wogole. Dzisiaj napisała mi smsa że nie bedzie jej jakies 2 miesiace bo z siostra w gory pojechała. Czasami faktycznie miałem wrażenie że cos ja gryzie. Koniecznie potrzebna jest nam rozmowa. I to bardzo szczerza. A jak sie nie uda to trudno.
Mnie sie takie rozwiazanie podoba - nie skazujesz tego zwiazku od razu na smierc, tylko probujesz walczyc.
Wiem, ze moze rozmowa z rodzicami nie jest super pomyslem, ale ja tez bym sprobowala, gdyby chodzilo o uratowanie mojego zwiazku.
Ogolnie bardzo mi imponuje Twoja postawa. Uszanowales jej prosby przed slubem, teraz mimo tego, ze jest z nia zle, nadal chcesz jej pomoc, nie potepiasz - czego chciec wiecej od partnera, super.
Pogadaj z nia szczerze, wierze, ze warto.
Kibicuje.
To ja się powtórzę, bo widzę, że temat na topie. Dałbym sobie rękę uciąć, że ta historyjka jest wyssana z palca.
Tak się nie zachowywałaby katoliczka.
Tak się nie zachowywałaby kobieta chcąca założyć rodzinę.
Według Kościoła Katolickiego ten ślub byłby nieważny.
Rodzice takiej kobiety, jeśli byliby naprawdę wierzący, chyba wyrzekliby się własnej córki po czymś takim.
Ale ta cała fantazyjna opowieść to wymysły kogoś, kto ma obsesje na punkcie dziewictwa, lub ma inne dewiacje seksualne.
To ja się powtórzę, bo widzę, że temat na topie. Dałbym sobie rękę uciąć, że ta historyjka jest wyssana z palca.
Tak się nie zachowywałaby katoliczka.
Tak się nie zachowywałaby kobieta chcąca założyć rodzinę.
Według Kościoła Katolickiego ten ślub byłby nieważny.
Rodzice takiej kobiety, jeśli byliby naprawdę wierzący, chyba wyrzekliby się własnej córki po czymś takim.Ale ta cała fantazyjna opowieść to wymysły kogoś, kto ma obsesje na punkcie dziewictwa, lub ma inne dewiacje seksualne.
Wiesz, lenny, po co ktoś miałby wymyślać taka barwna historyjkę? Myślę, ze to nie trolling...
Rozmowa z nia na ten temat konczy sie kłotnia albo fochem z jej strony. A co do jej przeszłosci to żadko kiedy mi o niej mowi. Chyba ze dwa razy mi opowiadała i to nie do konca. Może miała jakies historie seksualne. Musze pogadac z jej rodzicam na poważnie. A z nia to już wogole. Dzisiaj napisała mi smsa że nie bedzie jej jakies 2 miesiace bo z siostra w gory pojechała. Czasami faktycznie miałem wrażenie że cos ja gryzie. Koniecznie potrzebna jest nam rozmowa. I to bardzo szczerza. A jak sie nie uda to trudno.
Żona wysłała ci sms-a, że nie będzie jej dwa miesiące??? Nie ustalacie razem, kiedy któreś z was wyjeżdża? Nie opowiadacie sobie nawzajem o swoich planach? Jesteście w separacji czy co? Ja tu widzę głównie problem z dojrzałością emocjonalną twojej "żonki". Tak się nie zachowuje osoba, która kocha i jest w związku, tylko nieodpowiedzialna dziewczynka.
Ja rozumiem że niektorzy mi nie wieża ale sadze że nikt poważny nie chciał by pisac takiej historii od tak. Na to forum wchodza poważni ludzie a nie dzieci. Co do tego jej wyjazdu to ona sama podjeła taka decyzje. Powiedziała mi że potrzebuje czasu. Mi też odrobina samotnego namysłu sie przyda. Wiec moge powiedziec że jestesmy w separacji.
57 2013-02-25 16:54:01 Ostatnio edytowany przez Kobra99 (2013-02-25 16:55:08)
Możemy gdybać i wymyślać różne scenariusze, ale prawdę zna tylko Ona. Nic nie zmiana faktu, ze zostałeś oszukany. 5 lat zwodzenia, by po ślubie się dowiedzieć, ze z wszelkiej bliskości i założenia rodziny nici. Czysty egoizm, bez względu na powód, bo nawet gdy był poważny, to Ty tez przez ten czas cierpiałeś. Odrzucenie, brak czułości i do tego kłamstwa. Za dużo decyzji podjęła już za Ciebie...A życie masz jedno.
Chyba nikt nie wspomniał jeszcze o jednej ewentualności. Może jest innej orientacji seksualnej. Wyszła za mąż tak aby było "po bożemu", skoro pochodzi z przesadnie katolickiej rodziny. Mąż po prostu ją "nie kręci".
Małgorzatko, owszem nie pomyślałam nawet o tym, ale masz rację. Inna orientacja seksualna, podczas gdy rodzice mają bardzo radykalne poglądy, a ona nie chce ich zawieść (i siebie samej, bo tego ją nauczono) to również może być przyczyną tego wszystkiego. Nawet chyba byłoby to najłatwiejsze rozwiązanie.
Rodzice takiej kobiety, jeśli byliby naprawdę wierzący, chyba wyrzekliby się własnej córki po czymś takim.
Piękny przykład katolickiego miłosierdzia. Niech was szlag i waszą podłość trafi.
Według Kościoła Katolickiego ten ślub byłby nieważny.
Wniosek? Kościół przesadził i kościół powinien naprawić. Kto by się spodziewał że trzeba by księdza prosić żeby wytłumaczył że to przesada i nakłaniał do współżycia. Albo któryś z problemów powyższych i wówczas lepiej będzie dla wszystkich unieważnić.
A ja tak czytam i czytam i jestem ciekawa co było dalej...
A ja tak czytam i czytam i jestem ciekawa co było dalej...
No właśnie, coś się Autor nie odzywa...
Jestem na 95% pewien, ze w niej tkwi problem psychologiczno-psychiatryczny.
Wizyta u psychologa konieczna. Psychiatra też się przyda.
Każda normalnie rozwijająca się kobieta pragnie seksu, widząc samca nakręca się i prowokuje do seksu, aby zachęcić go do działania. Brak chęci do seksu u Twojej żony to najpewniej blokada psychiczna.
Czy wogóle widziałeś nagośc swojej zony ?
Takie problemy zdarzały się historycznie. Z powodu przegięcia kościoła, zdarzały się w przeszłości przypadki że żona zasłaniała się od męża krucyfiksem. Może warto wpierw wykluczyć przyczynę oficjalną i poprosić księdza żeby wytłumaczył że to przesada z tą czystością.
No niestety, ciąg dalszy chyba nie nastąpi...