Myślę, że ten pediatra miał trochę racji w tym co powiedział.
Co do nauczycieli, których wspominam do dzisiaj, to uważam, że są to po prostu nauczyciele z powołania. Tacy, którzy lubią to co robią, chcą to robić jak najlepiej i z uśmiechem na twarzy oraz przyjacielskim nastawieniem do swoich uczniów. Ja wspominam bardzo dobrze dwie nauczycielki z gimnazjum: polonistkę oraz nauczycielkę historii a za razem wychowawczynię. Kiedy ja byłam w gimnazjum były to osoby, niedługo po studiach, więc miały w sobie ten zapał i chęć do pracy z nami. Nie tylko to, co obejmował program, ale starały się nas rozwijać i uczyć "po swojemu". Konkursy, wycieczki, przedstawienia szkolne, zawody, pisanie książek. Właśnie. Dzięki mojej wychowawczyni mam swoje dwa rozdziały w dwóch książkach, które pisaliśmy. Jeździliśmy na wycieczki, na których zbieraliśmy materiały, robiliśmy zdjęcia, przeprowadzaliśmy wywiady. Dostaliśmy spis rozdziałów, jakie wychowawczyni chciała w książce umieścić, każdy sobie wybrał najbardziej mu odpowiadający i pisał. Mamy na swoim koncie dwie książki: jedna o Romach, druga o Olędrach. Opis ich życia, kultury, wierzeń, obyczajów, troszkę historii. Nie pamiętam tylko jaki mieliśmy nakład w drukarni, ale wiem, ze sporo tego było jak na książkę pisaną przez gimnazjalistów. Kupić można było w internecie albo w księgarni w moim mieście.
Obie nauczycielki były w to "zamieszane" i tą przygodę będę pamiętać pewnie do końca życia. Chociażby dlatego, że obie książki stoją u mnie na półce. A polonistka jeszcze sprawdziła mi pracę na ustną maturę z polskiego. Powiedziała co o niej sądzi i co powinnam zmienić. Dostałam 100% więc za to też jej nie zapomnę 
Ze szkoły średniej również najlepiej wspominam polonistkę. Kobieta z duszą na ramieniu, zawsze w miarę możliwości pomogła. Oraz moją wychowawczynię z I klasy - prof. do chemii. Dzięki Niej chciałam zdawać maturę z chemii, a w gimnazjum musiałam chodzić na korepetycje. Ale w drugiej klasie poszła na emeryturę i dostaliśmy innego nauczyciela - jej męża zresztą, który na chemii kazał nam rysować obrazki na tablicy i stawiał za to oceny.
Wypracowanie mi wyszło z tej wypowiedzi, ale podsumowując pediatra miał rację. Jednak nauczyciele, którzy dają więcej z siebie uczniom, niż zmusza ich do tego praca w szkole szczepią w nich coś więcej niż tylko suchą wiedzę wpychaną na siłę do głowy, byleby zdać do następnej klasy...