Witam, na początku chciałbym dodać, że jestem facetem i mam na imię Sławek. Opiszę w skrócie swoją sytuację i proszę o jakieś porady i sugestie,gdyż kompletnie sobie nie radzę, zielonego pojęcia nie mam jak się w tym wszystkim znaleźć.
Swoją partnerkę poznałem jeszcze w podstawówce byliśmy młodzi i zakochani w sobie po uszy, jednak na skutek różnych sytuacji nasze drogi się rozeszły i straciliśmy z sobą kontakt. Po piętnastu latach nasze drogi znów się zeszły. Dziwne zjawisko ,zbieg okoliczności czy przeznaczenie?
Okazało się, że oboje założyliśmy nieudane związki i oboje się rozwodzimy praktycznie w tym samym czasie (różnica kilku tygodni). Pocieszając się wzajemnie szybko wskrzesiliśmy stare uczucie i skończyło się tak, że po rozwodach oboje zamieszkaliśmy u jej matki na wsi. Moja partnerka ma dwójkę dzieci, syna i córeczkę, i na początku mogę powiedzieć , że było idealnie.Szybko okazało się, że ona ma poważne problemy z alkoholem , ja wówczas byłem całkowitym abstynentem (jeżeli chodzi o alkohol :) ). Mój pierwszy i jedyny błąd to taki, że nie potrafiłem jej pomóc a co gorsze sam po prawie roku wpadłem w sidła butelki.Potem to już z górki ,idealny kamuflaż , skuteczne mydlenie oczu bliskim. Trzeźwiałem tylko jak musiałem iść do pracy a czasem i nie :( . Cierpiały dzieci, zaczęły się kłótnie, różne wyskoki. Jednak zawsze bez względu na wszystko i na sytuację kochaliśmy się wzajemnie. Skończyło się tak, że jej matka wywaliła mnie z domu a po niedługim czasie partnerka wylądowała na detoksie i odwyku. Ja wynająłem mieszkanie w mieście niedaleko tej wsi. Spotykaliśmy się często, odwiedzałem ją na odwyku, tłumaczyła mi, że w końcu zdała sobie sprawę jak wiele złego zrobiliśmy razem i musimy skończyć raz na zawsze z piciem. Byłem dumny z niej, mi się udało z tym skończyć bez odwyku. Motywacją była ona , pragnęliśmy założyć szczęśliwą trzeźwą rodzinę od nowa, naprawić wszystkie błędy... Kiedy wyszła z ośrodka odwykowego nadal spotykaliśmy się jednak już nie tak często, nadrabiała stracony czas z dziećmi. Nocami rozmawialiśmy przez telefon planując wspólnie przyszłość i nagle bum.... :( . Ostatnio zadzwoniła do mnie i poinformowała mnie , że przyjedzie do mnie bo dzieci pojechały do ojca . Cieszyłem się jak niemowlę które w fałdkach bluzki odnajduje sutek mamy. Zrobiłem zakupy, kupiłem jej ulubione owoce, posprzątałem mieszkanie, ściągnąłem z neta jej ulubioną muzykę , czysta pościel itd... A ona wpadła tylko napić się kawy i poinformować mnie, że wiele myślała i doszła do wniosku, że całkowicie poświęci się dzieciom i że w jej życiu nie ma miejsca na miłość partnerską. Lepiej będzie jak się szybciutko odkocham i zostaniemy kumplami... :(((((((((((
Zadawałem wiele pytań bo i wątpliwości wiele ale nie powiedziała, że mnie już nie kocha, nie powiedziała, że ma innego lub , że wraca do byłego (bo to też brałem pod uwagę ). Tak reasumując jej odpowiedź to teraz całkowicie poświęca się dzieciom i że nie czuje potrzeby bliskości drugiej osoby a na miłość partnerską to już w jej obecnym życiu nie starczy czasu. Może i bym był w stanie to wszystko zrozumieć gdyby nie fakt, że nie wyobrażam sobie życia bez niej i wszystko co osiągnąłem to z myślą o niej . To ona jest krwią w moich żyłach, powietrzem w moich płucach. Ona jest mym porankiem i zachodem słońca. Budzę się z myślą o niej i zasypiam szepcząc do niej w myśli "dobranoc mój aniołku".
Ehhh... co ja mam począć