Hej,
przechodzę do konkretów i postaram się aby nie był to elaborat
Od jakiegoś czasu spotykam się z pewnym chłopakiem. Ja mam 24 lata, on jest rok młodszy. Chcę się Was zapytać jak wy postrzegałybyście ( zdanie mężczyzn również bardzo mile widziane
) taką relację i jego podejście do mnie:
Z tego co mi się wydaje jestem chyba pierwszą dziewczyną na której mu " zależy " ( zapytałam się go kiedyś o to wprost, nie chciał odpowiedzieć, powiedział tylko " skąd wiesz jak się kiedyś do innych dziewczyn zachowywałem "). Wydaje mi się, że starał się mi pomagać ( załatwiał takie jakieś głupie prośby np. ziemia do kwiatków, czekał na mnie przed siłownią, zostawiał swoich znajomych po to żeby odprowadzić mnie do domu etc.). Z drugiej strony jest inny "on"... nie odpisuje na moje sms zbyt często - ja sama go też nimi nie zasypuje ( jeden lub dwa dziennie to jest max.). I oczekiwałabym odpowiedzi na nie... Parę tygodni temu obiecał mi, że po ważnym dla niego dniu, kiedy wiedział, że się będę martwiła wynikiem sprawy którą musiał załatwić, że napisze. Czekałam cały dzień, nie odezwał się i dopiero wieczorem napisał :"Jestem, nic się nie dzieje (...)". Jak już się ze mną zobaczy to nie potrafi wyjść ode mnie a z drugiej strony nie szuka ze mną kontaktu zbytnio. Było wiele takich sytuacji - tych pozytywnych i negatywnych.
Tydzień temu z nim rozmawiałam, powiedziałam mu co czuje kiedy tak się zachowuje. Mój wywód trwał przeszło 1,5 godziny a on na moje pytanie, żeby się ustosunkował, odpowiedział " no trzeba będzie coś z tym zrobić, tak żeby było dobrze ". A dobrze nie jest... tydzień się z nim nie widziałam już. W międzyczasie miałam ostatni egzamin na studiach, co prawda napisał " powodzenia jutro :* ", przedwczoraj sam zaproponował, że się jutro spotkamy. Ja napisałam sms, on nie odpisał. No i się nie spotkaliśmy. Wiem z czego to wynika, tzn. mogę się domyślać, wczoraj był polsat Boxing Nihgt i jestem pewna, że poszedł na tą galę z kolegami. Nie jestem na to zła, szkoda tylko, że mi nie napisał, że idzie i, że nie ma szansy na spotkanie. Wysłałam mu jeszcze sms na dobranoc i znowu zero odzewu. Dziś mam problem z zębem i potrzebowałabym jego pomocy, też już do niego napisałam, ale cisza...
Nie wiem co o tym mam myśleć. Z jednej strony mówi, że mam mu pisać i się narzucać a z drugiej sam mało od siebie daje kiedy go potrzebuje... Czy to tak ma wyglądać? Czy może to ja coś źle robię ?
Bardzo mi na nim zależy i może dlatego nie wiem jak poprowadzić tą relację. A z drugiej strony nie chciałabym brnąć w coś co nie ma sensu. Podczas naszej rozmowy tydzień temu, również się go zapytałam czy chce się ze mną spotykać tylko na sex ( zaznaczając, że ja w takie układy nie wchodzę)? odpowiedział, że nie. Później się zapytałam, czy może w ogóle chce skończyć tą znajomość? Odpowiedział, że nie. I skwitował to tym, że wymyślam za dużo.
Proszę doradźcie mi, bo nie wiem co mam o tym myśleć, a za bardzo szanuje jego i siebie, żeby też tkwić w czymś takim, bo wiem, że jestem na prostej drodze, aby go naprawdę pokochać...