Piszę bo mam problem, z którym nie umiem sama sobie poradzić.
Po 1,5 roku bycia razem rozstalam sie z chlopakiem. Od początku czułam że to nie to, ale próbowałam odnaleźć w sobie tą miłość. Chwilami myślałam, że go kocham. Czasem nawet po rozstaniu się zastanawiam, czy ja go przypadkiem nie kochałam. Jednak teraz jestem nieugięta, kiedy on chce wrocic i mowi ze moja decyzja była pochopna. Jednak ja mu od początku mówiłam o swoich wątpliwościach. Czuje się jak najgorszy śmieć, że go zostawilam bo wiem ze bedzie cierpiał przeze mnie. Ale czułam, że im wcześniej sie rozstaniemy tym lepiej .
Zawsze zastanawiałam się czym jest miłość. Myślicie że to byla miłość? Kiedy będąc z nim zastanawialam sie, czy gdybym byla z kimś innym bylabym szczęśliwa?
Podobne tematy
2 2013-02-17 10:55:01 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-02-17 10:57:12)
Piszę bo mam problem, z którym nie umiem sama sobie poradzić.
Po 1,5 roku bycia razem rozstalam sie z chlopakiem. Od początku czułam że to nie to, ale próbowałam odnaleźć w sobie tą miłość. Chwilami myślałam, że go kocham. Czasem nawet po rozstaniu się zastanawiam, czy ja go przypadkiem nie kochałam. Jednak teraz jestem nieugięta, kiedy on chce wrocic i mowi ze moja decyzja była pochopna. Jednak ja mu od początku mówiłam o swoich wątpliwościach. Czuje się jak najgorszy śmieć, że go zostawilam bo wiem ze bedzie cierpiał przeze mnie. Ale czułam, że im wcześniej sie rozstaniemy tym lepiej .
Zawsze zastanawiałam się czym jest miłość. Myślicie że to byla miłość? Kiedy będąc z nim zastanawialam sie, czy gdybym byla z kimś innym bylabym szczęśliwa?
Wyobraź sobie, że masz ziarenko jakiejś rośliny. Ktoś Ci go podarował i powiedział, że to jest ziarenko drzewa, które może przetrwać 1000 lat. Wsadziłaś go do doniczki z ziemią, choć miałaś wątpliwości, czy z takiego małego nasionka może wyrosnąć drzewo, które rośnie 1000 lat. Podlewałaś, trzymałaś w cieple. Po jakimś czasie pokazała się nad ziemią zielona łodyżka, rozwijała się, wypuściła jeden listek. I tyle. Potem właściwie nic się specjalnego nie działo. Po półtorej roku wyrzuciłaś doniczkę z tą marną roślinką za okno, bo to nie mogło być ziarenko drzewa, które rośnie 1000 lat.
Żył kiedyś, podobno w XV wieku przed naszą erą, pewien Mężczyzna, który miał bezpłodną Żonę. Nie ustawał w staraniach, czekał na potomka, bo miał obietnicę, że doczeka się Syna. Jego Żona była już za stara na zajście w ciążę, ale on ciągle ją kochał i czekał na Syna. Ten Mężczyzna zasiał małe ziarenko, z którego wyrósł Naród. Po pięciuset latach ten Naród był na tyle liczny i silny, że zbudował Świątynię w Jerozolimie. Obecnie, po dwudziestu pięciu wiekach o tym Narodzie mówi się, że rządzi całym światem.
Ziarenko jest tylko możliwością, potem potrzebna jest wiara, miłość, nadzieja, wytrwałość, mądrość, woda, powietrze, ogień, światło, potrzebne są warunki wewnętrzne i zewnętrzne. Dopiero po latach wytrwałego procesu rozwoju można stwierdzić, co wyrosło.
Czego Ci zabrakło?
A jeśli okazaloby sie po latach, że z tego ziarenka nic nie będzie?
Zabrakło mi tego czegoś, co przyciągałoby mnie do niego w każdej chwili. Tej całej "iskry". Podobno jeśli się kogoś kocha to się wie.
4 2013-02-17 18:55:48 Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2013-02-17 18:56:14)
Szkoda ze tak pozno zdecydowalas sie na rozstanie i ze robilas chlopakowi nadzieje niepotrzebnie. Zmuszalas się do milości i zaczełaś oczekiwać ze przyjdzie.
Uwazam ze nie powinno się wchodzić w związki na sile, bo męczymy się w nich sami a przy okazji ranimy drugą osobę. Najpierw zakochujemy się w danej osobie - dopiero potem rozwazamy czy chcemy z nią byc i wchodzimy w związek. Nigdy na odwrot.
Czy to milosc? Moze raczej kwestia przyzwyczajenia?
Właśnie wiem, że niepotrzebnie czekałam na coś co nie przyszło. Z tym, że ja mu mówiłam już od początku o swoich wątpliwościach. Mimo to , on chciał ze mną być. Czuję się winna za to wszystko. Ale wiem, że im dłużej bym to ciągnęła tym gorzej później by było się rozstać.
6 2013-02-17 19:15:09 Ostatnio edytowany przez bags (2013-02-17 19:16:52)
Witaj...
Poswiec dluzsza chwile nad refleksja na podstawie tego, co sama piszesz:
Po 1,5 roku bycia razem rozstalam sie z chlopakiem...
Od początku czułam że to nie to, ale próbowałam odnaleźć w sobie tą miłość...
Chwilami myślałam, że go kocham. Czasem nawet po rozstaniu się zastanawiam, czy ja go przypadkiem nie kochałam...
Co teraz czujesz po rozstaniu???
Jednak ja mu od początku mówiłam o swoich wątpliwościach.
uzasadnione czy nie???
Zawsze zastanawiałam się czym jest miłość. Kiedy będąc z nim zastanawialam sie, czy gdybym byla z kimś innym bylabym szczęśliwa?
Wnioski na teraz???
...
kiedy on chce wrocic i mowi ze moja decyzja była pochopna. Czuje się jak najgorszy śmieć, że go zostawilam bo wiem ze bedzie cierpiał przeze mnie. Ale czułam, że im wcześniej sie rozstaniemy tym lepiej .
Moze i pochopna a moze i uzasadniona... tylko Ty wiesz o tym najlepiej. A jesli decyzja byla uzasadniona, to (moze) bedzie cierpial przez swoja glupote, bo angazowal sie w cos , co z gory bylo skazane na porazke i byl o tym poinformowany przez Ciebie.
Czy to "cos", to byla miłość czy zauroczenie? To wiecie najlepiej tylko Wy. A moze to jest jednak ta Twoja milosc, ktora czeka na Ciebie za rogiem... razem z Nim??? ![]()
Decyzje podejmowane wbrew sobie mszcza sie nan Nas... a Jego cierpliwosc w zdobywaniu Ciebie jego sile woli i milosci do Ciebie oznacza. Widac chlopak nie rzuca slow na wiatr i jest zdeterminowany w swoim uczciwym dzialaniu wobec Ciebie i Was.
Przemysl to na spokojnie...
Hmm, wnioski na teraz? Znowu mam wątpliwości ;D Raz tęsknie, raz jest mi dobrze bez niego. Tak, wiem, że jestem niezdecydowana.
Może i go kocham ale za dużo rzeczy mnie w nim irytowało, a wiem, że ich nie zmieni.
Nie wiem, nad czym się mam jeszcze zastanawiać. Piszę tego posta, bo właśnie nie wiem jak sobie z tym poradzić.
a co się stało że go zostawiłaś musiał być jakiś powód rozstania nie wierze w to że to od tak
Po prostu się pewnego dnia odważyłam. Wcześniej próbowałam i byłam o krok ale jednak coś we mnie pękało. Tym razem bylam stanowcza, mimo że nadal nie wiem czy dobrze robie.