mortisha napisał/a:Ja smiem zaryzykowac ze to co autorka pisze to jest standardowe typowe zachowanie "milosci siostrzanej" do siebie nawzajem
Opowieść Irmy80 jest dla mnie świadectwem kształtowania więzi poprzez opozycję. Co w tej opowieści cennego, to "STAŁA PRZEMOCY": gdy rodzice nie stosują przemocy wobec dzieci, same dzieci dostarczają sobie emocji.
mortisha napisał/a:Ja smiem zaryzykowac ze to co autorka pisze to jest standardowe typowe zachowanie "milosci siostrzanej" do siebie nawzajem
Fakt ..mam w domu tylko jedno dziecko, ale czesto slucham opowiesci kolezanek,ktore mają wiecej niz jedno dziecko i to klasyka co piszesz,bicie sie ,wyzywanie, dokuczanie,jedno drugiemu na zlosc robi. Najwyrazniej autorka niczym niepokojącym nie odstaje od reszty
System poprawny politycznie wyeliminował z "rozgrywek" rodziców, więc dzieci same ustalają sobie hierarchię pomiędzy sobą. To jest "klasyczne", ale może bliższe byłoby nazwanie tego zachowaniami instynktownymi lub naturalnymi. Rodzina jest "stadem" (przetrwało to jeszcze w mało używanym pojęciu "STADŁA") i ustalenie hierarchii "normuje" wiele spraw. Hierarchię buduje się przez nadanie albo wywalczenie.
Obecne stosunki społeczne, budowane przez ideologów, którzy mają wpływ na normy prawne, występują przeciwko patriarchalnej hierarchii, przez co powodują większą rywalizację także pomiędzy Kobietą i Mężczyzną, którzy są postawieni na równi. Ale "równość" to jest idea wbrew naturze i tu rodzi się problem.
Pewnie lepiej byłoby, aby rządził zawsze mądrzejszy, ale na to nie chcą się godzić głupsi, a równość daje im te same prawa, które w demokracji dają im stałą statystyczną przewagę i oddają rządy w ich ręce. W Rodzinie to nie jest możliwe, bo każda rozbieżność kończy się impasem przy stosunku głosów 1 :1. Ale trzeba wprowadzić poligamię i poliandrię (w Rosji są juz takie postulaty), albo czekać na katastrofę, co jest łatwiejsze.
Werona28 napisał/a:[...] bajki ogladały można by rzec większość część dnia bo bardzo lubiły zresztą do tej pory lubią i czasem oglądają ale tutaj nie chodzi tylko o telewizję bo wykłócają sie naprawdę o wszystko(dosłownie)młodsza czasem potrafi ustąpic ale starsza nigdy,najbardziej boli mnie to że podczas kłótni strasznie się wyzywają np szmat.o,ostatnio doszło suk.o oczywiście nie przy mnie ale słyszę,jeśli reaguję to starsza z tekstem do mnie ze nie mam sie wtrącać bo to jest ich sprawa:(U nas w domu na prawde nie stosuje się takich wyzwisk więc dlaczego one tak się wyzywają?
Oczywiście tłumacze ze w domu ja decyduję na to starsza córka bo co?ze ona to chce i koniec,ostatnio kiedy próbowałam zabrac jej pilota roztrzaskała go o podłogę,niestety do niczego sie juz nie nadaje..Ojciec dzieci nie mieszka z nami i nie widzieli się od ok 5 lat
Werona28, w bajkach teraz jest bardzo dużo magii, agresji, zupełnie brak pomysłu i fabuły. Nie ma też jednoznacznie ustalonego "dobra" i "zła", wszyscy walczą ze wszystkimi. To modeluje pojęcie o świecie, czyli światopogląd. Zawsze bajki miały wpływ na obraz świata, ale kiedyś to były inne bajki.
Po eliminacji (lub samoeliminacji) Ojca zapewne byłaś zagubiona. To był dobry moment, żeby Córka zaczęła walkę o dominację, o swoja pozycję w waszym "stadle". Tłumaczenie tu niewiele da. Im będzie starsza, tym więcej będzie wymagała, bo zyskuje wciąż nowe przywileje. Jej bezwzględne metody dają dobre wyniki, więc nie zmienia się skutecznych metod.
I tu się kłania zasada konsekwencji. Jedna z najważniejszych ZASAD WYCHOWANIA. I co z tym pilotem? Kupiłaś nowy? Kupisz nowy? Wiesz, co by zrobił Mężczyzna po roztrzaskaniu pilota? Roztrzaskałby telewizor, bo po co telewizor bez pilota. Ale nawet nie trzeba go zrzucać i powodować implozji, sprzęt się czasami psuje, więc wystarczy przyspieszyć losowe zdarzenie. A kto ma władzę, żeby zapłacić za naprawę? Jak masz władzę, to możesz nie naprawiać. I tu pojawia się wychowująca konsekwencja: możesz coś zniszczyć, ale wtedy tego nie będziesz już używać. I to jest pierwszy moment do pojawienia się ANALIZY TRANSAKCYJNEJ: pomyśl, czy Ci się opłaca ze mną zadzierać i niszczyć coś, o co Cię proszę.
Moje Córki nie rywalizują między sobą destrukcyjnie, ale konstruktywnie: młodsza chce być lepsza w każdym przedmiocie, a ponieważ ma świetną pamięć i jest zdolna, więc pomaga starszej niekiedy w zadaniach, przez co zyskuje uznanie. Do rywalizacji służą także gry, na przykład w państwa-miasta. Albo szachy. Najmłodszy Syn walczy agresywnie, co jest najmłodszy i jest Chłopakiem, więc stara się ominąć ustaloną przeze mnie zasadę, że jak Rodziców nie ma w domu, wtedy młodsi słuchają starszych. Rywalizację ze starszą Siostrą udało się zepchnąć na szachownicę i okazało się, że ta gra stała się ulubioną grą strategiczną Syna, robi wszystko, żeby wygrywać z Siostrą, wygrywa z Wujkami, wygrywa z kolegami w szkole. Dużo ćwiczy.
Dojrzałość ma także ten odcień znaczeniowy: to zdolność widzenia możliwości rozwiązań. Przecież SUPERNIANIA nic innego nie robi, ona tylko widzi sytuację inaczej. Czy Superniania nie stosuje przemocy? Nie stosuje siły, ale przemoc stosuje w formie stanowczości. Tak jak państwo nie może zrezygnować z przemocy (policje, straże miejskie, wojsko), tak w rodzinie nie można wyeliminować przemocy. Ktoś musi stać na straży porządku. Użycie siły, kłótnie są tylko świadectwem zaniechania poszukiwań lepszej metody.
Werona28, podejdź do problemu metodycznie, to znaczy poszukaj metody, najlepiej konstruktywnej. Masz przynajmniej jedną przewagę: wieku. Jeśli Twoja Córka używa kryterium starszeństwa wobec Siostry jako argumentu, to Ty możesz zacząć od tego akceptowanego przez nią waloru.