Witam,
Mój problem jest dość skomplikowany. Historia zaczyna się 8 lat temu i o dziwo trwa do teraz. Miałam wtedy jakieś 15 lat. W necie poznałam faceta (o 3 lata starszego). Nie będę się rozdrabniała nad szczegółami bo to bez sensu. Ogólnie problem w tym, że nigdy go nie widziałam. On widywał mnie np. na imprezach, ale nigdy nie podszedł. Pisał cudowne rzeczy... Po dłuższym czasie zwyczajnie zniknął.
W między czasie poznałam swojego obecnego partnera. Jest ode mnie młodszy o rok i tworzymy związek od ponad 4 lat. Problem jest taki, że ja od pewnego czasu zastanawiam się czy coś nas jeszcze łączy poza przyzwyczajeniem i poczuciem humoru. Nie wiem sama czy go kocham, nie mam nawet ochoty na seks. Nie z nim... Jest moim pierwszym partnerem seksualnym. Poza tym wszystkim przywykłam do jego nieobecności (studia dzienne) i sama nie wiem czy mi go brakuje. Widujemy się w weekendy. Ja jestem gotowa na poważny związek, a on ma problem, aby w ogóle o tym pogadać. Nie wspominając o ślubie (nawet w żartach). Jest problem z planem na przyszłość związanym nawet z zamieszkaniem razem. Nie chce odwiedzać nawet ze mną mojej kuzynki... dziwna sytuacja. Męcząca.
W tym momencie niestety albo i stety pojawia się PanNiewiadomy. Na początku lutego skontaktował się ze mną. Ucieszyłam się... bardzo. Szczerze mówiąc to czekałam na niego całe 7 lat. Szukałam, modliłam się aby się pojawił. No i jest. Niestety chyba coś jest nie tak... unika skypa i telefonu... pomoże ktoś? Ja już sobie nie radzę...