Witam.
Zdecydowałam się napisać tutaj,bo już naprawdę nie wiem co robić.
Jestem ze swoim chłopakiem 3 lata. On ma dość trudny charakter,skryty,jest wyczulony na jakiekolwiek objawy tego, że coś niedobrego może się dziać w naszym związku, np. że rozmowy się nie kleją, że go nie zrozumiałam w jakiejś sytuacji. Uważa, że jako jego kobieta powinnam go rozumieć doskonale i bez słów, wyczuć jego nastrój i odpowiednio zareagować, wspierać go.
Na początku związku tłumaczył mi, kiedy się nie zrozumieliśmy w trudnej sytuacji, czego oczekuje. Jest nerwowy, więc zazwyczaj chciał, bym go przytuliła, uspokoiła, powiedziała, że już dobrze. Kiedy szukałam słów, by go pocieszyć, mówił, że nie potrzebuje słów i jeśli nie wiem co powiedzieć, wystarczy, że będę przy nim. Bo mówiąc 'na siłę' pogarszam sytuację.
Dziś znaleźliśmy się w kłopotliwej i trudnej sytuacji. Wiedziałam, że potrzebuje mojego wsparcia, zresztą nie wyobrażałam sobie zachować się inaczej niż być przy nim.
Zamknął się w sobie i usiadł do komputera, nie odzywając się do mnie, siedząc do mnie tyłem. Wiedziałam, że jest bardzo zły.Podeszłam do niego i łagodnie powiedziałam, że przecież nic się nie stało, że nie ma sensu się denerwować. Chciałam go przytulić, położyłam mu rękę na ramieniu, a on ją strząsnął. Ignorował mnie i nie chciał rozmawiać. Próbowałam go przekonać, że nie ma sensu się zamykać, żeby przyszedł i porozmawiał ze mną. Był bardzo opryskliwy, powiedział żebym dała mu spokój i sobie poszła.
Nie chciał żadnego kontaktu fizycznego, nie chciał ze mną rozmawiać, nie chciał mnie słuchać, był zajęty internetem.
Postanowiłam, że w takim razie się z nim pożegnam i pójdę do domu. Wcześniej w takich sytuacjach czekałam aż mu przejdzie, jednak dziś nie mogłam sobie na to pozwolić i było mi przykro, bo nie wiedziałam, czy jest zły na mnie, czy na siebie i dlaczego nie ma z nim kontaktu.
Zadzwonił wieczorem i powiedział, że go rozczarowałam, że tak to sobie mogę pocieszać dzieci, z którymi pracuję. Powiedziałam mu, że nie wiedziałam, co robić skoro ani nie chciał żebym go nawet przytuliła, ani nie chciał rozmawiać i dał do zrozumienia, że już mogę sobie iść. Przypomniałam wcześniejsze sytuacje, kiedy pomagał mu sam kontakt fizyczny ze mną to, że go przytuliłam na przykład. Odpowiedział, że to są fundamentalne rzeczy i nie zamierza mi mówić, czego oczekuje ode mnie w sytuacjach, gdy mu ciężko, co sama powinnam wiedzieć.
Problem w tym, że ja już nie wiem. On nie chce ze mną rozmawiać, nie chce mi jasno powiedzieć, czego oczekuje, próbowałam wszystkiego.
Nie wiem jak mam się zachować, by czuł, że jestem przy nim i nie denerwował się.