Czesc dziewczyny... ![]()
Jestem tu nowa i tak naprawde nie mam z kim porozmawiac mam nadzieje ze mi pomozecie...
Mam 36 lat i zyje w Niemczech. Przed 5 laty spotkalam w Polsce przypadkowo moja pierwsza milosc z podstawowki. Odrazu miedzy nami zaiskrzylo....Bylam wtedy jeszcze mezatka z rocznym dzieckiem ale ze moje malzenstwo bylo w rozsypce to postanowilam sie rozwiesc... Z. - moja wielka milosc jest zonaty i ma dwojke dzieci....Jego malzenstwo juz wtedy bylo takze w rozsypce, mieszkali w osobnych sypialniach i byli ze soba tylko ze wzgledu na dzieci - tak mowil.... Spedzilismy wspaniale chwile....na poczatku oczywiscie wszystko na luzie bez zadnych zobowiazan...wyjezdzalismy razem , mowil ze mnie kocha i ze chce ze mna byc...pasujemy naprawde super do siebie rozumiemy sie czasami nawet bez slow... Po jakims czasie stwierdzilam ze trzeba cos zrobic... a ze ja nie moglam wrocic do Polski, po rozmowie z Z. to on zdecydowal przyjechac do mnie... oczywiscie nie odrazu ale za jakis czas mialo to nastapic. Po prawie 4 latach jak sie nic nie zdarzylo ( nie rozwidl sie, nie wyprowadzil sie od zony) zaczelam sie wkurzyc i marudzic...zaczelismy sie klocic ...jego wytlumaczeniem zawsze byly dzieci...ze nie moze ich zostawic itd..... skonczylo sie tak ze sie przed Swietami 2011 rozstalismy....po jakims czasie znowu mielismy kontakt ze soba i Z. mi oznajmil ze rozmawial ze swoja zona ( ale oczywiscie nie o mnie ) ze im sie nie uklada i ze sie wyprowadzil..ale nadal jezdzi 3 razy w tygodniu do dzieci je usypiac itd.....mialam znowu nadzieje ze zrobil to dla mnie...powiedzial ze najpozniej do konca roku chce sie rozwiesc....kolejny raz uwierzylam i czekalam, nie naciskalam.... w pazdzierniku zaszlam nieoczekiwanie w ciaze...jego reakcja -szok....zostawil mnie z tym wszystkim sama... pozniej sie przepraszal...ale to juz nie to samo...na Swieta 2012 sie znowu poklocilismy bo nie zdazyl sie rozwiesc...nie rozmawialismy ze soba...Na Sylwestra przeprowadzilismy powazna rozmowe...chcialam wiedziec co dalej...powiedzial mi ze mi nie moze powiedziec dlaczego sie nie rozwoidl...ze wie ze nie kocha juz swojej zony ale tez wie ze jak sie rozwiedzie to straci kontrole nad dziecmi....i ze on sie rozwiedzie ale w swoim czasie...ze nie moze mi dac tego czego oczekuje tzn przyjechac do mnie...tak naprawde wtedy zrozumialam ze mu na mnie nie zalezy...ze i ja i dziecko jestesmy mu obojetni...chociaz on tak tego nie uwaza...rozstalismy sie ....myslalam ze wroci do niej ale tego nie zrobil....przynajmniej do tej pory do niej nie wrocil.....Teraz jestem w czwartym miesiacu ciazy a on ani razu mnie nie odwiedzil....w prawdzie pyta sie za kazdym razem jak sie czuje i chce zdjecia ogladac....ale to moim zdaniem nie to samo....mamy kontakt jeszcze ze soba bo pomaga mi sprzedac w Polsce mieszkanie....ale to juz nie to samo...nie wiem co robic... Na Sylwester oznajmil mi ze chce swojej zonie i rodzicom powiedziec o dziecku bo juz ma dosyc tych klamst....do dzisiaj tego nie zrobil....przestalam mu ufac....ale go nadal kocham i nie wiem co robic....