Hej dziewczyny,
Musze sie komus wygadac chocby wam chociaz was nie widze ...tak bardzo boli i lzy same naplywaja do nie mam juz sil. Mam 32 lata dwojke cudownych dzieci i meza ktorego bardzo kocham. Nasze malzenstwo moge powiedziec bylo super mialo swoje ciche i szalone dni...a zaczelo sie tak. Wyjechalam z dziecmi na 2 tygodnie do rodziny. Wrocilam(dzieci zostaly ) to mial byc nasz czas...i od razu wiedzialam ze cos jest nie tak. Jego zimny wzrok i udawanie. W koncu nie trzeba bylo dlugo czekac zlapalam go na sms-ie pod tytulem "juz cie przytulam"chcialam wyjasnien. Wiec jakas tam sie przyczepila i tak sobie pisza i on sam nie wie ale jakos tak jak byl sam poczul sie wolny...a tak w ogole to on mnie juz nie kocha i nigdy w zyciu nie przezyl prawdziwej milosci....cios. Na drugi dzien zaczal cos mamrotac ze on chce jednak aby zostalo tak jak jest itp. Wciaz mu nie ufam wiec jak ta idiotka do granicy zero ponizam sie i sprawdzam jego poczte telefony itp.I bylo ze " aniu masz ochote na spotkanie taka bylas smutna ostatio" gdy mu mowie wypiera sie wszystkiego robi ze mnie wariatke i winna. Wczoraj rzekomo pojechal do klientki ok znoow cos mnie popchnelo (z poprzedniego maila spisalam dane tej dziewczyny i znalazlam jej adres)..pojechalam tam w ciemno i co sie okazalo jego samochod na jej parkigu. Dziewczyny najgorsze jejst to ze on sie wszystkiego wypera ze to moja wina i on w ogole tam nie byl....a ja stalam przy naszym aucie i wiem ze nie byl tam gdzie mi mowil. Wypiera sie ze nie zna tej dziewczyny a tak w ogole to nie chce o tym rozmawiac i koniec tematu...mowi ze jak mi sie cos nie podoba to moge sobie zmienic. Wmazuje jej numer Z telefonu po kazdej rozmowie......wiem prosze nie krytykujcie mnie ze tak sie ponizam ale nie wiem co robic. Nasza rodzina to dla priorytet kocham ich tak mocno....powiedzcie jak mozna przestac kogos kochac po 2 tygodniach...jestesmy malzenstwem on 10 lat. Ja teraz nie mysle racjonalnie i to wiem i potzrebuje kogos kto mi pomoze albo chociaz wyslucha.
Podobne tematy
Wcale się nie poniżasz. Poniża się Twój mąż, który dla chwili przyjemności rani swoją rodzinę- Ciebie i dzieci. To normalne, że chcesz walczyć o 10 letni związek. Chyba każda z nas by tak postąpiła. Zrobiłaś błąd stojąc przy waszym aucie przed jej domem, że nie weszłaś do środka. Ciekawe jaka by była ich reakcja jak by zobaczyli Cie w drzwiach. Jak wtedy by się tłumaczyli. Twój mąż nie byłby się w stanie wyprzeć tego, że nie ma go w miejscu w którym właśnie stoi. Następnym razem odważ się na konfrontację i choć to boli postaw ultimatum: albo Ty i dzieci albo ona. Jeżeli będzie się wahał sama wystaw mu walizki. Daj czas na przemyślenie. Daję głowę, że wróci z podkulonym ogonem. Bo niby kochanka zapewni mu zakwaterowanie i ciepłe obiadki? Czas działa na Twoją niekorzyść, przyzwyczajasz go do akceptacji obecnego stanu, także działaj szybko.Chroń dzieci, powiedz, że tato wyjechał w podróż służbową. Wiem, że zaraz odezwie się cały tłum kobiet które nie mają pojęcia na ten temat i zostanę obrzucona krytyką ale drogie Panie "anty" przemyślcie najpierw sytuację koleżanki. To nie zwykły roczny związek, który tak ot można zakończyć z powodu zdrady i znaleźć szczęście u boku innego. Tu jest rodzina, są dzieci i jest 10 lat razem. Pomijam względy finansowe (dom, mieszkanie, samochód itd.), które również nie oszukujmy się są niezwykle ważne.
Pozdrawiam Cię Agnieszko i życzę dużo siły w walce o wasze małżeństwo!
3 2010-07-25 17:19:28 Ostatnio edytowany przez sonieczka123 (2010-07-25 17:23:36)
Będę brutalnie szczera i powiem że nie można. Więc prawdopodobnie ten romans zaczął się dużo wcześniej. Przypomnij sobie dokładnie jak się zachowywał przed tymi dwoma tygodniami posklejaj wszystko razem i masz odpowiedź. A to że się wypiera to normalne, oni się zawsze wypierają. A kochankę okłamują że z żoną już nie jest blisko, że więź się skończyła i że planują rozwód, inaczej żadna normalna kobieta nie wdałaby się w romans z żonatym. No i zgadzam się zupełnie z poprzedniczką. Bądź twarda i walcz o swoje małżeństwo i natychmiast postaw ultimatum.
Cóż mogę Ci doradzić ? Sama jestem w identycznej sytuacji. Może pomoże tutaj szczera rozmowa z mężem ? ( chociaz z własnego doświadczenia wiem, że się będzie chciał od tego wymigać ) Nie wiem, czy coś pomoże, nie wiem czy da Ci spokój, nie wiem, czy zada ból , ale wiem jedno - jeżeli chcesz walczyć o Wasz związek musisz się dowiedzieć, czy On chce być z Tobą, czy wybiera tę zdzirę . Może to tylko chwilowe zauroczenie inną kobietą - chociaż nie powinno nigdy sie tak stać , może mąż nadal Cię kocha .Ja również usłyszałam słowa, które strasznie bolą . Życzę Ci Agnieszko powodzenia, życzę Ci , aby wszystko Ci się poukładało, będę Cię tutaj odwiedzać . Pisz jak Ci smutno , zobacz - tutaj są prawie same pokrzywdzone , zdradzane kobiety . Każda ma inne zdanie - jedna powie masz walczyć, druga ,że masz to zakonczyć, a ty musisz posłuchać siebie , co czujesz, czy będziesz miała siły by walczyć o Niego, czy będziesz miała siły na rozwód i rozstanie . Czy warto zaufać po raz drugi ? Nie wiem .
Dziewczyny a znacie to dopóki walczysz jesteś zwycięzcą po tylu latach nie można tak poprostu zakończyć takiego związku to nie rok czy dwa poza tym w gre wchodzą dzieci więc moim zdaniem jeśli można coś zrobić może warto o to powalczyć lecz jeśli on nie bedzie chciał być z Tobą agnieszkan nie załamuj się(wiem że to nie bedzie łatwe ale dasz rade) tylko zrób wszystko by Twoim dzieciom było dobrze z Tobą bez niego mój ojciec też odszedł do innej po ponad 20 latatch małżeństwa moja mama sie załamała ale jakos dałyśmy sobie rade teraz wiem że jest najcudowniejszą mamusią na świecie i życze Ci żeby Twoje dzieci zawsze mówiły tak o Tobie bez względu na to co się stanie. Powodzenia
Wiem, że zaraz odezwie się cały tłum kobiet które nie mają pojęcia na ten temat i zostanę obrzucona krytyką ale drogie Panie "anty" przemyślcie najpierw sytuację koleżanki. To nie zwykły roczny związek, który tak ot można zakończyć z powodu zdrady i znaleźć szczęście u boku innego. Tu jest rodzina, są dzieci i jest 10 lat razem.
A ja będę "anty".
Bo zdradę można wybaczyć. Ale musi być jeden warunek - wybacza się to, czego druga osoba żałuje.
A tu niestety nie widać nawet namiastki żałowania za błędy - wręcz odwrotnie, mam wrażenie, że twój mąż tego nie traktuje w kategoriach błędów, raczej wygląda to tak, jakby był na ciebie zły, że mu przeszkodziłaś (!).
Każdy z nas popełnia błędy. Jeden większe - jak zdrada - inny mniejsze, ale równie poważne (szczególnie jeśli są długotrwałe... bo to niejednokrotnie bardziej niszczy związek niż jednorazowy skok w bok...).
Ale jeśli facet nie żałuje? Jeśli nie stara się poprawić? Jeśli trywializuje daną sytuację, mówiąc wprost - olewa twoje uczucia?
Nie oszukujmy się, coś zajść musiało. A on ewidentnie nie chce się z tego wycofać.
Jeśli nie ma szansy na szczerą rozmowę, jeśli kłamie w żywe oczy i jego odpowiedzią jest "jak mi sie cos nie podoba to moge sobie zmienic", to zmień! Według mnie on jest ciebie zbyt pewien. Wie, że go kochasz, że dla rodziny zrobisz wszystko, więc pozwala sobie na takie zachowania. I niestety wygląda na to, że widząc, na co sobie może pozwolić, tak łatwo nie przestanie.
A jeśli chodzi o wychowanie dzieci? Czy naprawdę myślicie, że wychowywanie się w takich warunkach i atmosferze jest lepsze??
Agnieszkon - ja nie mówię kategorycznego "nie", ale przecież nie można żyć tak, jak ty w tej chwili! Nie można facetowi na wszystko pozwolić, bo wejdzie ci na głowę (już właściwie wszedł). I chyba sama sobie zdajesz sprawę z tego, że w takiej sytuacji nie będziesz mu ufać i wierzyć. I przestaniesz siebie szanować. A dzieciom na pewno to nie pomoże...
Będę brutalnie szczera i powiem że nie można. Więc prawdopodobnie ten romans zaczął się dużo wcześniej. Przypomnij sobie dokładnie jak się zachowywał przed tymi dwoma tygodniami posklejaj wszystko razem i masz odpowiedź. A to że się wypiera to normalne, oni się zawsze wypierają. A kochankę okłamują że z żoną już nie jest blisko, że więź się skończyła i że planują rozwód, inaczej żadna normalna kobieta nie wdałaby się w romans z żonatym. No i zgadzam się zupełnie z poprzedniczką. Bądź twarda i walcz o swoje małżeństwo i natychmiast postaw ultimatum.
Zgadzam sie z Twoja wypowiedzią......Szczera prawda....
A ja będę "anty".
Bo zdradę można wybaczyć. Ale musi być jeden warunek - wybacza się to, czego druga osoba żałuje.
A tu niestety nie widać nawet namiastki żałowania za błędy - wręcz odwrotnie, mam wrażenie, że twój mąż tego nie traktuje w kategoriach błędów, raczej wygląda to tak, jakby był na ciebie zły, że mu przeszkodziłaś (!).
Każdy z nas popełnia błędy. Jeden większe - jak zdrada - inny mniejsze, ale równie poważne (szczególnie jeśli są długotrwałe... bo to niejednokrotnie bardziej niszczy związek niż jednorazowy skok w bok...).
Ale jeśli facet nie żałuje? Jeśli nie stara się poprawić? Jeśli trywializuje daną sytuację, mówiąc wprost - olewa twoje uczucia?
Nie oszukujmy się, coś zajść musiało. A on ewidentnie nie chce się z tego wycofać.
Jeśli nie ma szansy na szczerą rozmowę, jeśli kłamie w żywe oczy i jego odpowiedzią jest "jak mi sie cos nie podoba to moge sobie zmienic", to zmień! Według mnie on jest ciebie zbyt pewien. Wie, że go kochasz, że dla rodziny zrobisz wszystko, więc pozwala sobie na takie zachowania. I niestety wygląda na to, że widząc, na co sobie może pozwolić, tak łatwo nie przestanie.
A jeśli chodzi o wychowanie dzieci? Czy naprawdę myślicie, że wychowywanie się w takich warunkach i atmosferze jest lepsze??Agnieszkon - ja nie mówię kategorycznego "nie", ale przecież nie można żyć tak, jak ty w tej chwili! Nie można facetowi na wszystko pozwolić, bo wejdzie ci na głowę (już właściwie wszedł). I chyba sama sobie zdajesz sprawę z tego, że w takiej sytuacji nie będziesz mu ufać i wierzyć. I przestaniesz siebie szanować. A dzieciom na pewno to nie pomoże...
Polyanno tak naprawdę napisałaś to samo co ja. Ja również poradziłam Agnieszce żeby nie dała sobie wejść na głowę i postawiła ultimatum i to jak najszybciej. Facet nie będzie żałował swoich błędów dopóki ich nie dostrzeże. Póki co ma ciche przyzwolenie żony na swoje wyskoki (Agnieszko! Same rozmowy nie wystarczą- musisz działać!). Jednak podtrzymuję swoje zdanie! Walcz, bo warto. Ludzie z założenia są niedoskonali, popełniają błędy. Czasem warto wybaczyć ale chęć poprawy obecnej sytuacji musi wyjść ze strony Twojego męża.
Pozdrawiam!
Przyznanie sie do winy i to tak ewidentnej i zal za grzechy. To sa warunki wybaczenia zdrady. Musisz cos zrobic i to jak najszybciej, zeby obudzic meza z tego letargu. Ale chyba bedziesz musiala uzyc broni ciezkiego kalibru, bo widze, ze calkiem mu padlo na oczy. Niepokojace jest to, ze ta sytuacja moze trwac juz jakis czas a Twoj maz moze byc zaangazowany emocjonalnie. Musisz dzialac, bo takie zawieszenie jest chore.
hej dziewczyny,
Dziekuje wam wszystkim nawet nie wiecie jak mi jest milo ze choc ktos mimo ze mnie nie zna jest taki cieply....bo chyba tego najbardziej mi teraz brak....wyc mi sie chce tak bardzo pragne sie do niego przytulic. Powiem wam tak...on gadac o tym nie chce, wypiera sie wszystkiego...tylko zastanawiam sie po co? wiem ze smsuja bo telefonu od dupy nie odrywa ....boli boli boli....on ogolnie stwierdzil ze nic zlego nie zrobil i w ogole to on nie chce o tym gadac......klamie bo ja to czuje i gowniany to dowod ale czuje bo serce jak by moglo to by wyrwalo. Ale wiecie co dziewczyny nie mam juz sil plakac...znosze to wszystko jakos....taka troche stagnacja.....ale jak pisalyscie wyzej wiem ze musze uzyc broni ciezszego kalibru....boje sie...w sumie czego prawda.....ale boje sie go stracic i taki paradoks bo czy mozna zyc z kims kto cie nie kocha? To wszystko jest ciezsze bo on jest moim pierwszym facetem chodzilismy ze soba od szkoly sredniej...tak naprawde to znim przezylam pol swojego zycia. Naprawde go kocham i jestem w stanie wybaczyc ale tak jak mowicie to on musi chciec tez to naprawic....na razie czekam i zbieram sily na dzialanie......bboje sie dziewczyny, boje sie zostac sama....boje sie go stracis i tak w kolko macieju. Tyle razy udzielalam rad innym ktorzy byli w podobnej sytuacji sama sobie poradzic nie potrafie.... i wiem ze powielam sie i powielam ale to chyba normalne jak tracimy kogos tak bardzo waznego w zyciu.
Dziekuje wam jeszcze raz....za podtrzymanie mnie na duchu bo nawet nie wiecie jak duzo to dla mnie znaczy.
odejdz albo jego spakoj, jesli nie daje ci szans zyc w spokoju i godnosci. mysle ze z czasem dojzejesz do tego.
a poza tym, wiele romansow sie skonczylo gdy zaczely byc zwiazkami, gdy bylo trzeba prac gacie, zmywac i gotowac, bo romans to same "kwiati" mysle ze otworzy oczy jak straci, tak jest zawsze.
w tej sytulacji nie widze szansy tobie, zebys zyla godnie i spokojnie.
wedlug mnie wroci po tygodniu jak zoabczy jak to jest bez ciebie i dzieci.
a nawet jesli nie wroci, to zaczniesz widziec ze byl dupkiem ze zrezygnowal z kochajacej zony i super dzieci.
bedzie bolec...ale z czasem coraz mniej, a w tej sytulacji sie niz nie zmienia i wiciaz bedzi ebolec bez zmian.
teraz zyjesz w trojkacie
trzymaj sie
Jakiś czas temu usłyszałam od starszej kobiety,że "walczy się o małżeństwo ,którego się chciało".Dziweczyny mają racje mówiąc,że ta sytuacja trwała już dłuższy czas.Twój wyjazd tylko sprawił ,że on poczuł sie jeszcze bardziej wolny.A jak poczują wiatr we włosach i komary na zębach zaczynaja popełniać błędy.Ja bym poszła do tej kobiety i porozmawiała z nia ,masz jej adres i albo cię wyśmieje ,albo przyzna ci racje-warto spróbować.Jeżeli masz dowody jego "skoku" zatrzymaj je ,skopiuj,pokseruj.Mogą ci się przydać w sądzie,kiedy stwierdzisz,że już nie ma szans ,to są dowody na orzeczenie o jego winie.Chciałabym żeby ci się udało odbudować rodzine,postawić ją na trwałych fundamentach,ale do tego potrzebne jest zaangażowanie dwóch stron.I szczera rozmowa,choć by była najbardziej bolesna,trzeba mówić prawde,bo na kłamstwie nic nie da się zbudować.
Mam nadzieje,że będziesz jeszcze szczęśliwa,każda z nas na to zasługuje,powodzenia!
13 2010-07-28 22:48:25 Ostatnio edytowany przez black1977 (2010-07-28 23:02:43)
wiele podobieństw, też mam 32 lata, też miałem dziewczynę od zawsze, też mamy dziecko (co prawda tylko jedno)
mam identyczną sytuację tylko od drugiej strony
moja dziewczyna odeszła po 13 latach do Nowego chłopaka, obecnie mieszka z nim i z naszą córką
tylko jestem już dużo dalej w tym labiryncie, miłości, niewiadomych, zdrady, uczuć nowych dziwnych, rozsądnych i szalonych
zakochała się czy jakoś tak podobno, to że się rozeszliśmy wynikało z błędów nas obojga, zabrakło na pewnym etapie rozmowy, prostej ludzkiej, co prawda ja bym jej nie zdradził ale.... miałem tez w tym swój udział w zepsuciu naszej miłości
jeśli odpowiedź na pytanie "czy kochasz męża" jest "tak"
to radzę przygotować się na długą walkę i ciężkie dni
moja trwa już prawie rok, walka głównie ze sobą, myślami poddać się, po co walczyć, czy nie poddawać się bo kochamy
nikt ze ciebie nie zna twojego związku, nikt nie podpowie, ocenić musisz sama
ja czekam bo uznałem, że warto bo po tych paru miesiącach jesteśmy już dużo bliżej czegoś co nazywam drugim początkiem
czekam bo wierzę, że z tą mądrością ""pozdradową" mamy szansę zbudować dużo fajniejszy związek i dlatego że znam moją dziewczynę i skoro razem to zepsuliśmy to razem musimy odbudować, a ktoś musi być pierwszy
jedno jest pewne jeśli się zakochał to odbierze mu to rozum, a póki nie zrozumie, nic nie zrobisz, musisz czekać, jeśli chcesz czekać,
choć wcale nie będzie łatwo, a czy się uda i czy jak już się uda będzie warto, tego nie wie nikt
gdy byłem na twoim etapie zastanawiałem się co zrobić:
pozwoliłem jej odejść, aby spróbowała jak to jest, żeby zobaczyła, że problemy są zawsze tylko różne i nie warto czasem poświęcać wiele, niektórzy to wiedzą bez zdrady, niektórzy muszą zdradzić, niektórzy nigdy się nie nauczą, ale jak zostanie z tobą to wiecznie będzie myślał jakby to cudownie było "tam", a jak tam się sparzy to macie większe szanse na zbudowanie związku na nowych zasadach
same pytanie żadnych odpowiedź, ty znasz go najlepiej wiesz czy warto,
tu nie ma mądrych
czasem warto czasem nie
ja jeszcze nie wiem czy było warto, na razie jedynie wierzę, że warto
głowa do góry to tylko życie, czasem musi dać kopa byśmy ruszyli do przodu a nie stali w miejscu
trzymam kciuki
jeśli odpowiedź na pytanie "czy kochasz męża" jest "tak"
to radzę przygotować się na długą walkę i ciężkie dni
moja trwa już prawie rok, walka głównie ze sobą, myślami poddać się, po co walczyć, czy nie poddawać się bo kochamy
Jasne, że warto walczyć.
Każdy z nas popełnia błędy, każdy inne i nie da się oceniać wszystkiego w kategoriach czarno-białe.
Zdrada jest takim błędem i można ją wybaczyć.
Ale, black1977, tak jak piszesz powyżej - "bo kochamy". Ja ciebie a ty mnie. Nie działa to tylko w jednej relacji...
Agnieszkon - jesteś w stanie odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie, czy twój mąż cię jeszcze kocha? A jeśli nie kocha, to czy jest szansa, że znów pokocha?
Piszę tak, bo byłam dokładnie w sytuacji blacka1977.
Zdradził mnie facet, coś tam staraliśmy się zbudować na nowo, wierzyłam głęboko, że można, chciałam - i wiem, że umiałabym - wybaczyć zdradę. Też brałam część odpowiedzialności za rozpad związku na siebie (choć mym jedynym błędem było chyba kochanie za bardzo...).
Tyle że jemu chyba jednak na tym nie zależało. A jeśli drugiemu na tym nie zależy... To nie ma bata, na rzęsach możesz stawać i klaskać uszami, a on i tak rozporek będzie rozpinał gdzie indziej. Jak nie u innej, to u drugiej... A u ciebie wyparuje cały szacunek do siebie samej.
Ale, black1977, tak jak piszesz powyżej - "bo kochamy". Ja ciebie a ty mnie. Nie działa to tylko w jednej relacji...
Agnieszkon - jesteś w stanie odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie, czy twój mąż cię jeszcze kocha? A jeśli nie kocha, to czy jest szansa, że znów pokocha?
Na pytanie czy kocha może on powiedzieć tylko on i to dopiero kiedy będzie gotów, na pewno nie teraz bo blask nowej miłości oślepia go na maksa, może to być za miesiąc, rok a nawet nigdy. To od Agnieszki (tak przypuszczam
) zależy czy zechce poczekać i czy uzna że warto poświęcić ten czas i siły
Zdradził mnie facet, coś tam staraliśmy się zbudować na nowo, wierzyłam głęboko, że można, chciałam - i wiem, że umiałabym - wybaczyć zdradę. Tyle że jemu chyba jednak na tym nie zależało. A jeśli drugiemu na tym nie zależy...
dlatego trzeba poczekać, czy w ogóle będzie mu naprawdę zależało, bo faktycznie trzeba dwoje chcących - jeśli się chce czekać
A u ciebie wyparuje cały szacunek do siebie samej.
Szacunek masz w sobie za to kim jesteś, a nie za to czy ktoś cię zdradził czy nie i czy docenia twoje starania.
16 2010-07-29 13:23:32 Ostatnio edytowany przez pollyanna (2010-07-29 13:24:30)
pollyanna napisał/a:A u ciebie wyparuje cały szacunek do siebie samej.
Szacunek masz w sobie za to kim jesteś, a nie za to czy ktoś cię zdradził czy nie i czy docenia twoje starania.
Tyle że to jest od siebie zależne.
Jeśli ty dajesz od siebie wszystko i chcesz walczyć, i robisz co możesz, a potem dociera do ciebie, że ty tylko dajesz, a on tylko bierze - bez reakcji zwrotnej - to zaczynasz myśleć, że jesteś nikim, że wszystkie twoje starania są g... warte i najwidoczniej nie jesteś w ogóle nic wart/warta. I tracisz do siebie cały szacunek.
I zaczynasz się zastanawiać, po co właściwie walczyć? Czy ma sens walczyć za dwoje??? Jeśli ta druga osoba nie chce walczyć, albo przynajmniej "nie chce mu się", to jaki to ma sens? I czy na pewno osiągniesz satysfakcję, jeśli wywalczysz coś z poczuciem, że może zmusiłaś/-eś tego drugiego do czegoś wbrew jego woli? I ile to będzie warte? Czy on/ona nie odwróci się przy kolejnej okazji?
Można walczyć. Ale we dwoje. W pojedynkę to walka z wiatrakami.
Rzecz jasna życzę wam obojgu - agnieszkon i black1977 - żeby wam się udało.
Ale wiary we mnie nie zostało już nic a nic...
kochana Agnieszko jestem w podobnej sytuacji kiedy czytalam twa historie to jakbym widzila siebie to straszne zeby tak poniżac się .ja też nie wiem co robic. mój mąż wypiera się wszystkiego chociaż wiele razy złapałam go na kłamstwie. jestem z nim tylko dla dzieci ale jak długo to wytrzymam. coraz częściej zadaje sobie pytanie czy to warto tak cierpieć?a wydawało sie że wszystko jest ok-udane dzieci porozumienie bez słów udany seks . a to chyba życie w kłamstwie .czasem mam tego serdecznie dość. niewiem co robić
Na Twoim miejscu zaczęłabym zbierać dowody jego nielojalności. Potem bym go z nimi skonfrontowała i postawiła ultimatum. Nie może być tak, że jedna osoba traktuje druga w taki sposób jak Twój mąż Ciebie.
Byłam w podobnej sytuacji. Okazało się, że mąż mnie zdradza, mimo że się wypierał. Znalazłam na to dowody, zagroziłam rozwodem i zaczęłam pakować jego walizki. Mimo ponad półrocznego bardzo poważnego kryzysu udało się nam przetrwać i wciąż jesteśmy razem, choć dużo zdrowia i samozaparcia mnie to kosztowało. Najgorzej to nie wiedzieć na czym się stoi.
black1977 napisał/a:pollyanna napisał/a:A u ciebie wyparuje cały szacunek do siebie samej.
Szacunek masz w sobie za to kim jesteś, a nie za to czy ktoś cię zdradził czy nie i czy docenia twoje starania.
Tyle że to jest od siebie zależne.
Jeśli ty dajesz od siebie wszystko i chcesz walczyć, i robisz co możesz, a potem dociera do ciebie, że ty tylko dajesz, a on tylko bierze - bez reakcji zwrotnej - to zaczynasz myśleć, że jesteś nikim, że wszystkie twoje starania są g... warte i najwidoczniej nie jesteś w ogóle nic wart/warta. I tracisz do siebie cały szacunek.
I na tym polega Twoj problem. Nie kochasz siebie i musisz sie tego nauczyc. Sa sposoby. Cala Twoja wypowiedz to kompleksy, brak szacunku do siebie. Brak milosci do siebie. Jak Ty smiesz tak sie traktowac dziewczyno! Bo zadzwonie do Human Rights! Mysle ze jestes osoba ktora traktuje siebie gorzej niz sam Twoj nieudany partner.
Normalna,zdrowa kobieta, umiejaca kochac siebie, szanujaca sie.... NIGDY nie dopusci by "walczyc" (smieszne slowo dajace wielka range wlasnemu upokorzeniu) dawac, starac sie i dostawac w zamian tylko upokorzenie, bol emocjonalny etc. I NIGDY nie pomysli, ze jest nic niewarta na koniec swych staran. Raczej pomysli: Jestem wielka i swieta i wielkie sa moje uczynki choc skierowalam je pomylkowo w niewlasciwym kieunku i ku niewlasciwej osobie.
I zaczynasz się zastanawiać, po co właściwie walczyć? Czy ma sens walczyć za dwoje??? Jeśli ta druga osoba nie chce walczyć, albo przynajmniej "nie chce mu się", to jaki to ma sens? I czy na pewno osiągniesz satysfakcję, jeśli wywalczysz coś z poczuciem, że może zmusiłaś/-eś tego drugiego do czegoś wbrew jego woli? I ile to będzie warte? Czy on/ona nie odwróci się przy kolejnej okazji?Można walczyć. Ale we dwoje. W pojedynkę to walka z wiatrakami..
A co to "walka" we dwoje?
Ale wiary we mnie nie zostało już nic a nic...
No to czas przyszedl bys uwierzyla w SIEBIE!!!!!
No bo jak Boga kocham zadzwonie do Human Rights i naskarze na Ciebie.... Ze sie znecasz nad soba, ze o siebie nie dbasz, ze odmawiasz sobie sprawiedliwosci spolecznej... Nakabluje na Ciebie!
20 2010-07-29 17:13:41 Ostatnio edytowany przez alutka88 (2010-07-29 17:14:37)
Podziwiam wszystkie kobiety, które w takiej sytuacji mają siłę i ochotę, aby walczyć o związek. Dla mnie kłamca i zdrajca z premedytacją wymachujący przyrodzeniem na prawo i lewo nie zasługuje na następną szansę. Wielka i zraniona miłość, rozstanie - to straszny ból dla kobiety, ale gdy już się z nim upora, to wreszcie może walczyć o swoje szczęście.
Podziwiam wszystkie kobiety, które w takiej sytuacji mają siłę i ochotę, aby walczyć o związek. Dla mnie kłamca i zdrajca z premedytacją wymachujący przyrodzeniem na prawo i lewo nie zasługuje na następną szansę. Wielka i zraniona miłość, rozstanie - to straszny ból dla kobiety, ale gdy już się z nim upora, to wreszcie może walczyć o swoje szczęście.
Dokladnie to samo powiedzialam mojemu ex - ze ten jego "nowszy model" wyswiadczyl mi po prostu przysluge, za ktora jestem jej niewymownie wdzieczna. Bo teraz nareszcie mam szanse na szczescie
i zamierzam ja wykorzystac ![]()
Dokladnie to samo powiedzialam mojemu ex - ze ten jego "nowszy model" wyswiadczyl mi po prostu przysluge, za ktora jestem jej niewymownie wdzieczna. Bo teraz nareszcie mam szanse na szczescie
i zamierzam ja wykorzystac
Zapewne sądził, że będziesz u szczytu rozpaczy błagać go o powrót, a tu taki peszek
. Trzymam kciuki za Twoje szczęście!
23 2010-07-29 18:33:51 Ostatnio edytowany przez nell999 (2010-07-29 19:24:40)
nell999 napisał/a:Dokladnie to samo powiedzialam mojemu ex - ze ten jego "nowszy model" wyswiadczyl mi po prostu przysluge, za ktora jestem jej niewymownie wdzieczna. Bo teraz nareszcie mam szanse na szczescie
i zamierzam ja wykorzystac
Zapewne sądził, że będziesz u szczytu rozpaczy błagać go o powrót, a tu taki peszek
. Trzymam kciuki za Twoje szczęście!
Niestety bylam zrozpaczona, przez ponad 3 miesiace nie wiedzialam co sie wokol mnie dzieje, uciekalam ryczec w toalecie w pracy, jak juz nie moglam wytrzymac; poplakiwalam na przystankach - ludzie patrzyli sie na mnie jak na wariatke...
Ogolnie obraz nedzy i rozpaczy. Blagac nie blagalam, chociaz strasznie mnie serce rwalo.
A powiedzialam tak do niego w rzadkiej chwili przytomnosci, jak jeszcze bylam w szoku, otepiala i znieczulona (chyba, bo czulam sie jak na prochach - smiac mi sie tylko z niego i calej sytuacji chcialo - jego mina byla po prostu b e z c e n n a!!!).
Ale nie zaluje moich slow, nadal w nie wierze. Od poczatku, pomimo bolu, swiadoma czesc mnie wiedziala ze bez niego bedzie mi lepiej; ze on byl (czesciowo) przyczyna mojej depresji, jego traktowanie mnie i moich potrzeb...
I probuje walczyc o moje szczescie, kazdego dnia. Nie jest latwo, ale sie staram...
I Wam zycze tego samego. Nie poddawajcie sie bo walczycie o najwazniejsza osobe w waszym zyciu - SIEBIE!
No bo jak Boga kocham zadzwonie do Human Rights i naskarze na Ciebie.... Ze sie znecasz nad soba, ze o siebie nie dbasz, ze odmawiasz sobie sprawiedliwosci spolecznej... Nakabluje na Ciebie!
He he... to nakabluj :-) Mam nadzieję, że ich metody obrony praw człowieka są równie proste jak moja głupota - czyli młotek i wybijanie głupot z głowy.
A tak na serio - teraz, z perspektywy, rzecz jasna widzę to wszystko inaczej. Wtedy chciałam walczyć, dać nam drugą szansę.
I nadal wierzę, że - w niektórych przypadkach - jest to możliwe.
Mnie facet sprowadzał na manowce (choć wciąż nie rozumiem, czemu??? Chyba, żeby sobie oczyścił sumienie czy co... o ile takie w ogóle posiada...), więc walka na nic się nie przydała.
To wszystko w odniesieniu do autorki tego postu - że walczyć warto, ale nie zawsze. Czasem trzeba odejść albo pozwolić odejść, bo nie ma najmniejszego sensu trwać w czymś tak chorym.
I, drogi blacku19777, ma to wieeeele wspólnego z szacunkiem do siebie samego.
Nota bene moja mama tak odeszła od mojego taty. Byli wzorowym, kochającym się małżeństwem - do czasu. Przez 3 ostatnie lata w ogóle nie rozmawiali ze sobą, po prostu żyli obok, nie mając nic wspólnego ze sobą. Moja mama zdecydowała się na rozwód - a nikt nikogo nie bił, nie upokarzał, nie pił. Ale ona wiedziała, że lepiej się rozejść, niż trwać w czymś, co nie ma sensu. I za to ją podziwiam. Jest o wiele mądrzejsza ode mnie...