Postanowiłam założyć wątek, ponieważ chciałabym się przed kimś móc otworzyć wyrazić to co czuje i być może odnaleźć pomoc. Na znajomych nie mam co liczyć , mają dużo własnych problemów.
Być może nie mam jeszcze wielkiego doświadczenia życiowego i jestem młoda bo mam zaledwie 21 lat. Ale sytuacja , w której się znajduje z dnia na dzień staje się dla mnie przeszkodą nie do pokonania. Problem tkwi w tym , że jeżeli kocham to całym sercem i oddaje całą siebie i to jest głupota , którą pewne osoby wykorzystują. Ale może od początku.
Wszystko zaczęło się jak zawsze , było pięknie , magicznie wręcz nierealnie. Miesiące spędzone z nim były jak bajka. Nikt się o mnie nie troszczył jak on, nikt nie wypowiadał słów z taką czułością, nikt nie poświęcał mi tyle wolnego czasu. A ja uwierzyłam w jego miłość , zapewnienia, Nie ukrywał przed nikim swoich uczuć , nawet przed mamą zachowywał się jak bym była jego narzeczoną a nie dziewczyną. Pokochałam go , taką miłością która mogłaby doprowadzić do zatracenia. Nie mieliśmy żadnych problemów między sobą, nie kłóciliśmy się, nie przerażała mnie wizja małej wymiany zdań bo wiedziałam , że w związku jest to nieuniknione. Sielanka jednak szybko się skończyła. Przyczyną była jego mama, zabierała mu coraz więcej czasu, ograniczała jego czas i tym samym nasze spotkania. Jest ona po dwóch rozwodach i ma tylko jednego syna, więc wiedziałam , że musi on pomóc swojej mamie. jednakże moja cierpliwość powoli dobiegała końca. Ta kobieta dosłownie wszędzie z nim jeździła i chodziła. Zabierała go nawet do drogerii kiedy wychodziła wybierać lakier do paznokci. Nad jezioro jechała razem z nami, do mojej babci też , w końcu nie wytrzymałam. Powiedziałam mu otwarcie, że taki układ mi się nie podoba i poprosiłam żeby coś z tym zrobił. Odpowiadał mi , że jestem najważniejsza i jego mama nie stanie pomiędzy nami. Taka sytuacja trwała jeszcze przez 2 miesiące. Wszystko się skomplikowało kiedy jego mamusia zabrała go w góry, ponieważ pragnęła ,żeby dotrzymał jej towarzystwa. Wyjechali na 7 dni. Początkowo dzwonił wieczorami, potem już tylko pisał , a na koniec zamilkł. Byłam zbulwersowana, że człowiek , który poświęcał mi każdą chwilę nie jest w stanie nawet się odezwać. Po powrocie doszło do jednego spotkania , takiego gdzie mogliśmy normalnie sami porozmawiać spokojnie. Zapewniał mnie o swoim uczuciu i miłości , powiedział jednak , że mam się nie martwić bo teraz będziemy spotykać się rzadziej. Ok. Przyjęłam to do wiadomości , ale on się nie odzywał, każdego dnia dostawałam zdawkowe sms. Byłam załamana i przerażona bo nie wiedziałam co się dzieje , zadzwoniłam do niego w czwartek , zapytałam czy on mnie jeszcze kocha ( wiem upokorzyłam się ) on odpowiedział , że "przecież wiesz " powiedział , ze tak, w sobotę po całym dniu i wysłaniu do niego sms na którego nie odpisał weszłam na gg, tam dostałam wiadomość. "coś miedzy nami się zmieniło, coś prysnęło, dajmy sobie czas potem zobaczymy co dalej" Nie będę opisywać stanu w jakim się znalazłam. To był koszmar , który odbywał się w realnym życiu. Bolało i boli nadal. Oczywiście do żadnej rozmowy już nie doszło. Nie odezwał się ani on ani ja. Po tym co napisał odpowiedziałam: Dobrze skoro uważasz żeby dać sobie czas to zgadzam się na to , mam nadzieję , że nie zniszczysz tego co wspólnie stworzyliśmy. I koniec, zero kontaktu, najgorsze jest to , że go widuje dwa razy w tygodniu i nie mogę tego zmienić. Za każdym razem gdy go widzę ból pojawia się na nowo, jeszcze niedawno płakałam . widząc go z daleka, będąc w tym samym pomieszczeniu. Teraz powstrzymuje łzy , otwieram się jak jestem sama w swoim pokoju. Jak mam jechać w tamto miejsce i wiem , że znów będę przeżywać katusze nie mogę za siebie. Tak bardzo bym chciała żyć normalnie, skupić się na czymś innym , złagodzić ból kiedy go widuje.
Bardzo proszę o pomoc, ja sobie już nie radzę. W domu nikt mnie nie rozumie. A ja przechodzę emocjonalną gehennę.