Mam problem, jestem od roku w zwiazku z druga osoba.. Wszystko bylo dobrze do momentu wspolnego wyjazdu za granice kiedy to zamieszkalismy razem ze soba.
Moze to smiesznie zabrzmi ale od pewnego czasu jestem strzepkiem emocji. Nie pamietam co mowie, zmieniam zdanie i sie szybko denerwuje.
Zaczelismy mieszkac razem i cos we mnie peklo...
zaczelo mi wszystko przeszkadzac, kazda wada..
Nagle zaczelo brakowac wspolnych tematow.. ucieklem w siedzenie przed komputerem, bo siedzenie w ciszy z druga osoba potrafi byc meczace...
to nie ta wymarzona romantyczna cisza...
Wszystko co sie miedzy nami dzieje jest na bierzaco meldowane ,,tesciowej´´ wieczne pretensje o wszystko, zero checi do sprzatania, wszystko trzeba palcem pokazac, zostawianie obsmarkanych chusteczek na stole przez caly dzien, ostatnio nawet wdepnalem w gume do zucia. Na zwrocenie uwagi reakcja jest jedna: Ja mam jazdy, ja sie czepiam, ze przeciez nic sie nie stalo.. Jestem facetem, piore, zmywam, szoruje kibel a moze czasem zostane wyreczony w pozamiataniu i zmyciu podlogi. Czy ja sobie dalem wejsc na glowe? Czy mieszkam z newyrosnietym bachorem?
uczucie chyba juz mocno wygasa.. Pierwszy raz w zyciu przekonalem sie ze mozna byc tak roznym od siebie. Nie jestem swiety, nie mam mocnych nerwow i tez czasami krzykne. Ale generalnie nie jestem osoba ktora lubi wszystko dusic w sobie. Na poczatku jak sie poznalismy to rozmow bylo bez granic. Teraz nawet gdy zapytam kto dzwonil to odpowiedz jest niewazne albo mama. Ale nie ma czegos takiego jak: A wiesz rozmawialismy z mama np o urlopie (czy o czymkolwiek innym co mogloby pokazywac relacje tej mojej polowki z matka) Na wszystko o co zapytam odpowiedz jest jedno badz dwu slowna.
To jest meczace kiedy chce sie podtrzymac temat z kims kto Cie blokuje.
Podsumowujac, jestesmy za granica, czuje sie samotny, nie jestem na tyle odwazny by rozstac sie bo boje sie ze jesli kazdy z nas bedzie musialo wynajac mieszkanie to sobie nie poradzimy finansowo. A jezyk jeszcze nie do konca opanowany i zarobki nie duze.
To niemozliwe, ze czlowiek moze miec tyle obaw.
Niewiem czy potrzebuje wsparcia, czy podpowiedzi, dialog nie pomaga... Jedyne w czym mozemy sie razem dogadac to dziecinne wyglupy. Ale zycie osob ktore maja juz ponad 20 lat i nie sa na garnuszku rodzicow nie moze przeciez opierac sie na smianiu sie pol dnia i kolejne pol laskotaniu, chcialbym czasem powaznie porozmawiac.
1 2013-02-02 03:41:23 Ostatnio edytowany przez Wieczornik (2013-02-02 14:28:00)
Podobne tematy
A powiedziałeś jej o tym wszystkim co Cię boli?
Dokładnie powinieneś z nią porozmawiać. Powiedzieć co czujesz, co Cie denerwuje itd. Napewno też uslysysz coś od niej . Najważniejsza jest rozmowa.
Oczywisce ze tak, przez ten rok zdazylismy wiele razy rozmawiac na rozne tematy i poruszac kwestie tego ze cos nam w sobie nie odpowiada. Zawsze konczy sie na obietnicach obu stron, tylko ze ja swoje dotrzymuje i to jest ta roznica. Czy to moze byc oznaka tego ze jednak nie wszyscy dorastamy w jednym czasie i ze ktos nie mial wystarczajaco duzo czasu by sie pewnych rzeczy nauczyc ?