Hej wszystkim!
A więc mój ślub się odbył 26 stycznia, (dzień po moim pierwszym poście) i dzięki wam myśli o nie zaakceptowaniu mojego ciała przez mojego męża, odeszły w tamten dzień w nie pamięć. Stresu było nie mało, lecz uspokoiła mnie myślą ,że dzięki temu dniu będę dla kogoś ważna przez całe życie. Gdy wypowiedziałam przysięgę małżeńską, łzy mi poleciały same ,ze szczęścia.Wesele było udane, a noc poślubna gorąca.
Dzięki temu dniu zrozumiałam,że żeby być kochanym trzeba mieć to coś w środku, a nie na zewnątrz.