netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czy to juz koniec

110 odpowiedzi13 108 wyświetleńzałożony przez walczacy, 23.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 111 ]

1 Ostatnio edytowany przez walczacy (2013-01-23 10:48:40)

Temat: Czy to juz koniec

Witam 
Dwa tygodnie temu zona oznajmila mi ze mnie juz nie kocha i ze chce separacji po 10 latach zwiazku.
Swiat sie dla mnie zawalil nie  wiem co robic .Duzo rozmawiamy powiedziala ze nic juz do mnie nie czuje .Ze za kazdym razem gdy sie ze mna kocha  traci czastke siebie .Ze jest nieszczesliwa w naszym zwiazku.prosilem ja zeby dala mi szase .Dowiedzialem sie tez ze byla od krok od zdradzenia mnie .Mowila ze na poczatku myslala ze to z nia jest cos zle  ze nic juz domnie nie czuje .Ale ten ktos uswiadomil jej ze jednak u niej jest wszystko ok. Mamy typowe problemy  brak komunikacji awantury o byle co  byc moze zabila nas rutyna  i nuda w domu nie wiem.
dzis zaczynamy terapie  lecz ona stwierdzila ze to ma mi pomoc z nia sie rozstac bo ona juz podjela decyzje.
jak sadzicie czy sa szanse  aby zona jednak zmienila zdanie i zostala ze mna . Walcze o nia juz dwa tygodnie  Ale szans na razie nie widze...
Sam wczoraj rozmawialem z terapeta par ktory dal mi troche nadzieji mowiac ze podczas terapl ludzie czesto zmieniaja zdanie ....
ja chce ratowac nasz wiazek a ona juz jest daleko pozanim  co robic .Cytuje jej slowa:ja jestem juz doleko z przodu i niechce mi sie czekac na ciebie.

2

Odp: Czy to juz koniec

Jeśli żona oznajmiła jasno, że już Cię nie kocha i nie chce z Tobą być, to uważam, że najlepszym wyjściem z tej sytuacji jest pogodzenie się z faktem, że to koniec.
Im wcześniej to zrobisz, tym lepiej dla Ciebie.
Odwagi.

Nie chciałbyś przecież, by żona została z Tobą z litości, bez uczuć.

3 Ostatnio edytowany przez walczacy (2013-01-23 10:54:33)

Odp: Czy to juz koniec

Mamy 9letniego syna ktory jest do nas obojga przywiazany .Rozmawiamy o mojej wyprowadzce podziale obowiazkow nad nim o Wszystkim co wiaze sie z zakonczeniem zwiazku ... JESTESMY NA PRZYJACIELSKIEJ STOPIE .pozostaje tylko ten bol w sercu i swiadomosc ze moge ja stracic na zawsze..
I ciagla nadziej  ze terapia pomoze mi znia byc dalej....

4

Odp: Czy to juz koniec

Wiem, że to bardzo trudne.
Ale nie ma sensu walczyć o kogoś, kto ma Cię gdzieś.

Jeszcze nadejdzie dla Ciebie czas radości.

5

Odp: Czy to juz koniec

Dzis przynioslem jej piekny bukiet kwiatow .Ona stwierdzila ze juz ich niechce  ...To bylo jak obdarcie mnie ze resztek nadzieji.
Zawsze wszystko planowalismy razem w przyszlosc ..Lecz tego  ja nie przewidzialem

6

Odp: Czy to juz koniec

Witaj,
Sytuacja nie do pozazdroszczenia choć sam byłem w o wiele gorszej.

Pytasz co zrobić, co jeszcze można zrobić, jak tą zaistniałą sytuację można uratować?
Powiem Ci szczerze jak tylko się da i z ręką na sercu - po swoim już - zakonczonym - 8 miesięcznym doświadczeniu w walce o związek - nie zrobisz na teraz niewiele, żeby nie powiedzieć że już nic.
To z pewnoscia Ci tu juz niestety wszyscy powiedza a moja poprzedniczka ma racje, bolesna ale jednak.
Wiem, że jesteś gotów dla żony stanąć na czubkach włosów, góry przenosić, przytaszczyć całą kwiaciarnię na plecach z różą w zębach, ognisko pod wodą rozpalić itd.... tym nic nie zdziałasz a na Twoją lubą podziała to jak płachta na byka - utwierdzisz Ją w w przekonaniu słuszności Jej decyzji.
Daj Jej teraz przestrzeń, odsuń się w cień i zajmij się sobą. W żadnym razie nie proś o powrót, nie zmuszaj Jej do rozmów, nie wyznaczaj czasu na zmiany. Odsuń się, stań się trochę nieosiągalny, tajemniczy, niezależny. OBSERWUJ Z DYSTANSEM a nade wszystko nie daj się prowokować, bo mimo tego, że być może też i Ona była nie w porządku, to teraz bardzo potrzebuje argumentów, że dobrze robi, "bo Ty taki piiiiii byłeś". Z wyczuciem prowadź rozmowy. I nie pozwól sie wpędzać w poczucie winy, bo gdy tylko zaczniesz przepraszać, starać sie byc lepszym to tak, jakbyś potwierdzał, ze było miedzy Wami źle.
Na takie zachowania będzie czas dopiero po Jej powrocie do związku.
Czy jest ktoś trzeci... takiej opcji nie dopuszczasz do myśli, nie zgadzasz się z tym... ale niestety tak może też być, że jednak jest ten ktoś a Twoja zona go 'kryje". Oby nie.

Zastosuj się do tego - metoda 34 kroków przeznaczona dla małżeństw w kryzysie:
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe  - z tym bym trochę polemizował jeśli ktoś Nas faktycznie i szczerze wspiera.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj jej. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kina, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w kontakcie z nią (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jej jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących związku do chwili, gdy Ona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie ona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z nią, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Ona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.

Nie ujawniaj się Jej z tą metodą, że ją znasz... bo jak dobrze je poczytasz i zrozumiesz, to one są skierowane na Ciebie i zmiany w Tobie a nie do Niej czy też o Niej. Poza tym te pkt nie są po to by przełamać niechęć partnerki/partnera do ratowania związku, tylko o pokazanie Twojego szacunku do samego siebie, kreowania nowego, lepszego 'ja'.
Jeśli możesz to poszukaj i obejrzyj sobie film Ognioodporny - przysłuchaj się co mówią.
Terapia to dobry krok i na jej podstawie pracuj nad sobą.
Prawdopodobieństwo happy-endu jest jednak malo prawdopodobne
Książka Dobsona "miłość wymaga stanowczości" na "dzień dobry" do czytania. Jest do ściągnięcia w pdf-ie.
Pomyśl też nad seminarium na dvd "przez śmiech do lepszego małżeństwa" - jego spot i w/w film jest na youtube.

7

Odp: Czy to juz koniec

Dziekuje bardzo za rade.
Pozostaje kwestja wyprowadzenia z domu niby mam czas do czerwca bo tak ustslilismy.Ale czy czekac do konca czy odejsc wczesniej ?
Zdaje sobie sprawe ze to dlugi okres. Czy dac jej juz odejsc teraz czy czekac  na skutki terapi?

8

Odp: Czy to juz koniec

Walczący,

nie zatrzymasz jej siłą. Daj czas czasowi, co ma byc to będzie. Niczego nie przyspieszysz. Ona musi teraz ochłonąć, w niej też buzują emocje. Może stać sie teraz nawet agresywna werbalnie wobec Ciebie - własne doświadczenie, i wiele razy spotkałam się z tym na forum.

Jak mój mąż odszedł załamałam się, teraz jest ze mną o wiele lepiej. Wyprowadził się z domu z dnia na dzień. Wtedy myślałam, że gdyby został, to byłoby inaczej, miałabym większe szanse go odzyskać. Z perspektywy czasu, bardzo się cieszę, że się tak postąpił - piszę o wyprowadzce.

Tak na prawdę nie wiem, jakby było, gdyby został, ale czuję, że byłoby ze mną gorzej. Widzieć na codzien, czuć jego niechęć, "nienawiść", czasem obojetność - to by mnie jeszcze bardziej zniczyło.

Nikt nie da Ci rady, co masz zrobić, aby ... . Traktuj to forum jako formę terapii. Czytaj, pisz. Odskocz od rzeczywistości. Tutaj zostaniesz zrozumiany, a to bardzo dużo. Masz szansę poznac bardzo wartościowych, otwartych dla Ciebie ludzi.

Metoda 34 kroków jest trudna na początku do zrealizowania, ale z czasem przynosi ulgę. Otworzysz się na siebie.

9

Odp: Czy to juz koniec
bags napisał/a:

Witaj,
Sytuacja nie do pozazdroszczenia choć sam byłem w o wiele gorszej.

Pytasz co zrobić, co jeszcze można zrobić, jak tą zaistniałą sytuację można uratować?
Powiem Ci szczerze jak tylko się da i z ręką na sercu - po swoim już - zakonczonym - 8 miesięcznym doświadczeniu w walce o związek - nie zrobisz na teraz niewiele, żeby nie powiedzieć że już nic.
To z pewnoscia Ci tu juz niestety wszyscy powiedza a moja poprzedniczka ma racje, bolesna ale jednak.
Wiem, że jesteś gotów dla żony stanąć na czubkach włosów, góry przenosić, przytaszczyć całą kwiaciarnię na plecach z różą w zębach, ognisko pod wodą rozpalić itd.... tym nic nie zdziałasz a na Twoją lubą podziała to jak płachta na byka - utwierdzisz Ją w w przekonaniu słuszności Jej decyzji.
Daj Jej teraz przestrzeń, odsuń się w cień i zajmij się sobą. W żadnym razie nie proś o powrót, nie zmuszaj Jej do rozmów, nie wyznaczaj czasu na zmiany. Odsuń się, stań się trochę nieosiągalny, tajemniczy, niezależny. OBSERWUJ Z DYSTANSEM a nade wszystko nie daj się prowokować, bo mimo tego, że być może też i Ona była nie w porządku, to teraz bardzo potrzebuje argumentów, że dobrze robi, "bo Ty taki piiiiii byłeś". Z wyczuciem prowadź rozmowy. I nie pozwól sie wpędzać w poczucie winy, bo gdy tylko zaczniesz przepraszać, starać sie byc lepszym to tak, jakbyś potwierdzał, ze było miedzy Wami źle.
Na takie zachowania będzie czas dopiero po Jej powrocie do związku.
Czy jest ktoś trzeci... takiej opcji nie dopuszczasz do myśli, nie zgadzasz się z tym... ale niestety tak może też być, że jednak jest ten ktoś a Twoja zona go 'kryje". Oby nie.

Zastosuj się do tego - metoda 34 kroków przeznaczona dla małżeństw w kryzysie:
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe  - z tym bym trochę polemizował jeśli ktoś Nas faktycznie i szczerze wspiera.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj jej. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kina, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w kontakcie z nią (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jej jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących związku do chwili, gdy Ona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie ona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z nią, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Ona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.

Nie ujawniaj się Jej z tą metodą, że ją znasz... bo jak dobrze je poczytasz i zrozumiesz, to one są skierowane na Ciebie i zmiany w Tobie a nie do Niej czy też o Niej. Poza tym te pkt nie są po to by przełamać niechęć partnerki/partnera do ratowania związku, tylko o pokazanie Twojego szacunku do samego siebie, kreowania nowego, lepszego 'ja'.
Jeśli możesz to poszukaj i obejrzyj sobie film Ognioodporny - przysłuchaj się co mówią.
Terapia to dobry krok i na jej podstawie pracuj nad sobą.
Prawdopodobieństwo happy-endu jest jednak malo prawdopodobne
Książka Dobsona "miłość wymaga stanowczości" na "dzień dobry" do czytania. Jest do ściągnięcia w pdf-ie.
Pomyśl też nad seminarium na dvd "przez śmiech do lepszego małżeństwa" - jego spot i w/w film jest na youtube.

bags, przepraszam bardzo, ale ta metoda jest w tej sytuacji bez ssensu

ja nie wiem czemu upierasz się, że to jest taka dobra, skuteczna metoda na małżeństwa w kryzysie, jesli, wg mojego rozpoznania - nie zadziałała ani w twoim przypadku, ani w przypadku daniela, ani żabki. ani..

przepraszam, pytanie ogólne stawiam
CZY JAKIEKOLWIEK MAŁŻENSTWO W KRYZYSIE NA TYM FORUM ZESZŁO SIĘ DZIEKI TEJ CUDOWNEJ METODZIE?/
dla mnie ta metoda ma za zadanie uwolnić  NAS SAMYCH od zalezności uczuciowej i zachowawczej od toksycznego związku. to metoda na uczenie się siebie, słuchanie siebie, odkrywanie siebie i przestanie bycia trującym bluszczem dla naszego partnera

jak to może pomóc walczącemu, któzy pisze o:
awanturach
nudzie
rutynie
zaniedbaniu
prawie zdradzie - a więc zaangazowaniu zony w inne relacje??


przecież jesli walczący ostentacyjnie będzie udawał, że zona, która przy nim już nie trwa, nie istnieje - nie istnieje dla niego - TO CZY ON COŚ WYWALCZY?
czy sądzisz, że ona poczuje brak walczącego, jesli teraz już ten brak czuje?
jesli już go nie ma przy niej?


naprawde nie przesadzajmy. to nie jest metoda dla związków w kryzysie
to jest metoda, aby człowiek, który ma w głowie poczucie, nie potrafię bez niej/bez niego zyc.. sie od tej myśli uwolnił
tak zadziałało np u zakochanego daniela, który odpuscil a nawet przeprowadza teraz rozwód, a  pół roku się miotał zyjąc tylko z nią o niej dla niej przez nią...
uwolnił siebie
i uwolnił ją

taka jest moc tej metody


walczący
terapia jest wazna
to, że idziecie na terapie może sprawić, że ona się emocjonalnie otworzy
że zdefiniuje co jest nie tak, czego jej brakuje
decyzja o odejściu jest dla niej na pewno wynikiem wielu przemyśleń i nieprzespanych nocy
nie chce z niej zrecygnowac, bo brakuje jej wyobraźni, żeby przekonać się, że moze byc inaczej
ona tego nie widzi
terapia może pomóc wam okreslić sswoje marzenia i może się odnajdziecie?

lepiej obejrzyj taki film (jak się pomylę, poprawcie mnie) ognioodporni???
jakoś tak, o takiej sytuacji, jak twoja
ona chce odejśc, bo się wypaliła
a on przestaje "walczyć" o związek. zaczyna ją obdarowywać uwagą - bez zobowiązań, bez liczenia na wzajemność, z serca i szczerze..
jak dla mnie to lepsza metoda;)

powiodzenia

10 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-01-23 17:03:20)

Odp: Czy to juz koniec
walczacy napisał/a:

Dziekuje bardzo za rade.
Pozostaje kwestja wyprowadzenia z domu niby mam czas do czerwca bo tak ustslilismy.Ale czy czekac do konca czy odejsc wczesniej ?
Zdaje sobie sprawe ze to dlugi okres. Czy dac jej juz odejsc teraz czy czekac  na skutki terapi?

czekaj, nie wyprowadzaj się;)
to twój czas i twoja szansa

ale przyjmij, że jesli do czerwca ona nie zmieni zdania, bedziesz gotowy odejśc

11

Odp: Czy to juz koniec

Za dwa tygodnie mamy zaplanowany urop  .Spedzimy  go osobno ja u swoich rodzicow ona u swoich to da nam troche odsapnac od siebie .I zobaczyc wszystko z innej perspektywy .Postaram sie nie narzucac  jej ,nie wchodzic jej w przestrzen.Chodz wiem ze bedzie to trudne .mamy swoj podzial obowiazkow .Ja pracuje w nocy ona w dzien, widzimy sie 2 do 4 godzin chodz ona stara sie ograniczyc to do minimum.
Do tego dochadza inne rzeczy jak silownia moja czy  jej ,treningi syna 5 razy w tygodniu no  ktore chodzimy z nim na przenian .Wlasnie sobie uswiadamial ze tak naprawde to sie mijalismy gdzies ze zyjemy obok siebie nie zaspakajac potrzeb drugiej osoby .

12

Odp: Czy to juz koniec

pewnie tak jest walczący
tylko jak ty (jako facet;)) nie obraż się) byłeś ukierunkowany na prace zarabianie - ona czuła się bardzo samotna
pewnie spotkała kogoś kto miał dla niej czas, kto jej słuchał, dla kogo była mądra, kto był z nią zafascynowany
zrozumiała, że nie czuje tego z tobą od dawna
jest uczciwa, więc nie ciągneła tego dalej
jest uczciwa, więc nie chce oszukiwać ciebie

ale , może w sobie odnaleźć to uczucie..
prziecież było między wami

a jej podejście, i to , że chce odejśc, świadczy o tym, że chce być szczęsliwa i jest na to gotowa
może być szczęsliwa z tobą..

obejrzyj ten film
niestety nie mam linka, ale go sobie obejrzałam
on jest chrześcijanski taki, ale to akurat nie ma znaczenia

13

Odp: Czy to juz koniec

Moja zona jest bardzo inteligentna  i piekna kobieta . .ma swietna prace . Ja do tego ja popchnelem namowilem ja na studia ,na zrobienie prawa jazdy.Co pewnie po czesci doprowadzilo do tego ze uwiezyla w siebie stala sie silna i niezalezna.Rozwinela sie gdy ja stalem w miejscu.
W jednej z naszych rozmow w ciagu tego tygodnia powiedziala mi ze ona mnie o to nie prosila .Ze gdybym nie umowil spotkania z instruktorem nauki jazdy  nigdy by prawa jazdy nie zrobila . Powiedzialem jej kiedys motywujac ja do pujsci na studia:Mozesz dalej robic kanapki albo isc do szkoly .
Teraz jest spelniona zawodowo,piekna i atrakcyjna kobieta ,z cudownym synem.Jedyne czego jej brak to szczescia i milosci w zwiazku.
Czy jaj moge to jeszcze jej dac .....
Oby dane bylo mi sie przekonac

14

Odp: Czy to juz koniec

Czyli już masz co jej wylewać i wytykac? Ze dzięki tobie jest jaka jest i jest niewdzieczna?
Ja sadze ze jest taka jaka jest bo potencjał jest w niej. O tak by taka była.
Nie jest taka dzięki tobie. Tak jak ty nie jestes taki dzięki niej.
Rozumiesz?

Nie wyrzucaj jej tego. Na tym polega związek i małżeństwo. I rodzina. Na wspieraniu sie nawzajem...

15

Odp: Czy to juz koniec

Dziekuje za dobra rade niegdy nie porusze tego tematu.
Wlanie  takich rad mi potrzeba.
Doswiadczenia innych osob i wskazowek jak postepowac co czynic .
Co sadzicie czy moge jej zaproponowac obejrzenie tego filmu razem .

16

Odp: Czy to juz koniec

Wiem ze ja bylem tylko tym impulsek ktory ja do tego pchnal.
Wiem ze ona to wszystko osiagnela dzieki samej sobie .
Wiem ze zaniedbywalem ja kiedy mnie potrzebowala .
Ale ona musi tez wiedziec  ze czasem wszyscy sie gdzies zagubiamy  i potrzebujemy kogos kto wskarze nam droge
Chce zeby dala mi szase naprawic  to co sie rozpadlo...tylko tyle chce   szansy .....

17 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-23 19:15:59)

Odp: Czy to juz koniec

"Dowiedzialem sie tez ze byla od krok od zdradzenia mnie .Mowila ze na poczatku myslala ze to z nia jest cos zle  ze nic juz domnie nie czuje .Ale ten ktos uswiadomil jej ze jednak u niej jest wszystko ok."

- nie była krok od zdrady. Ona Ciebie zdradziła. Emocjonalnie.
Dopuściła trzecią osobę do Waszego związku.
To właśnie ten romans spowodował że odpłynęła od Ciebie.
Nie obwiniaj się.
Nie ma idealnych ludzi. Nie ma idealnych partnerów. Nie ma idealnych związków.
Problem polega na tym żeby starać naprawiać relacje kiedy są złe, a nie szukać potwierdzenia własnej wartości w osobach spoza związku.
Żonie widocznie spodobała się ta druga opcja. Nie konsultowała tego z Tobą, to jej decyzja i jej wina.

Teraz manipuluje Tobą i wmawia Ci całe zło tego świata.
Żebyś się nie zdziwił za kilka tygodni, że ten "ktoś' jednak nie tylko ją "uświadomił" co do jej wartości ale coś więcej i dalej jest z nim.
Spróbuj się dowiedzieć, coś więcej o tej relacji z "kimś".
Przypuszczalnie będzie unikała rozmowy, bagatelizowała temat, zasłaniała się brakiem pamięci.
Czy żona intensywnie trzyma komórkę przy sobie, siedzi przy komputerze, często ma spotkania z koleżankami, w dziwnych porach wraca do domu ?

Zadbaj o siebie.
O swoje zainteresowania, hobby, sylwetkę, rozwój osobisty.
Nie wywalczysz tego co chcesz kiedy będziesz na nią nalegał, przekonywał itp.

Kobieta z reguły chce odejść kiedy mocno trzyma się "drugiej gałęzi".
Co jest tą "drugą gałęzią" ?
- facet ?
- dążenie do niezależności ?

Spytaj siebie co wiesz o żonie, jakie są jej priorytety, cele jak się zmieniły w ciągu ostatnich miesięcy.
Może to da Ci "natchnienie" co do planu odzyskania zony.

Niestety, kariera, pieniądze często przewracają priorytety, wartości moralne.
Nie omija to również kobiet, a czasami kiedy przedtem czuły się niedowartościowane ( ale niekoniecznie były tak traktowane),
uwalnia to wszelkie hamulce.

18 Ostatnio edytowany przez bags (2013-01-23 21:19:03)

Odp: Czy to juz koniec
End_aluzja napisał/a:
bags napisał/a:

Witaj,
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj...
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Ona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.

bags, przepraszam bardzo, ale ta metoda jest w tej sytuacji bez ssensu

ja nie wiem czemu upierasz się, że to jest taka dobra, skuteczna metoda na małżeństwa w kryzysie, jesli, wg mojego rozpoznania - nie zadziałała ani w twoim przypadku, ani w przypadku daniela, ani żabki. ani..

przepraszam, pytanie ogólne stawiam
CZY JAKIEKOLWIEK MAŁŻENSTWO W KRYZYSIE NA TYM FORUM ZESZŁO SIĘ DZIEKI TEJ CUDOWNEJ METODZIE?/
dla mnie ta metoda ma za zadanie uwolnić  NAS SAMYCH od zalezności uczuciowej i zachowawczej od toksycznego związku. to metoda na uczenie się siebie, słuchanie siebie, odkrywanie siebie i przestanie bycia trującym bluszczem dla naszego partnera

Skoro wzielas na "tapete" Daniela, to racz poczytac jego ostatnie posty.
Sam pamietam jak kiedys pisal, ze zona dostrzega to, ze chlop sie stara, kijem wisle zawraca, ale... no wlasnie tu jest jej i tylko jej czcze gadanie "ale ja nie moge..."

End_aluzja napisał/a:

jak to może pomóc walczącemu, któzy pisze o:
awanturach
nudzie
rutynie
zaniedbaniu
prawie zdradzie - a więc zaangazowaniu zony w inne relacje??

A co szanowny autor ma za jazdy teraz od malzonki?
awantury o tym, ze dziewoja sie nudzi, ze niby jest daleko z przodu od Niego, ze byla zaniedbywana i ze prawie - o zgrozo, bo padne ze smiechu po wlasnych doswiadczeniach - nie doprawila mu rogow... przez kogo??? Ano wlasnie przez Niego.
Wybacz Endi ale jakos nie dopatrzylem sie i nie doczytalem takich stwierdzen od Naszego kolegi w Jego elboratach.
Chlop by dla niej nieba uchylil a dostaje od swojejlubej newsa, ze przez Niego zona nie poszla w tango z gachem.
Ona po Nim jedzi rowno walcem wkomponowujac w fuge miedzy kafelkami a on jej bedzie w podziekowaniu za to kwiaciarnie taszczyl na plecach? Gdzie tu sens i logika???
Miala zapewne wszystko podawane na tacy od meza z milosci, a schizy i jazdy my robi za 1 "cos" "bo prawie poszla w bok"... nie prawie a na pewno! Pkt 32 sie klania. kurtyna opadnie, zdechna motylki i przyjdzie szara codziennosc, ze u gacha jest odwrotnosc meza... nadmiar "cosia" i wielkie nic z calej reszty...  Tu tez chcesz dolozyc wine autora za skok zony?

Metoda jest po to, by chlopak odpuscil z rozpiesczaniem na tej "wojnie" zony z Nim i dal jej fory w tej je wizji szklanych domow z gachem... bo im wiecej napiera na nia, to tym bardziej oddala to i wqwia zone!

End_aluzja napisał/a:

tak zadziałało np u zakochanego daniela, który odpuscil a nawet przeprowadza teraz rozwód, a  pół roku się miotał zyjąc tylko z nią o niej dla niej przez nią... uwolnił siebie i uwolnił ją.

Przepraszam, ze co???
On jej nie uwolnil, to On jest jej za to wdzieczny, wdzieczny do kwadratu, ze laska startuje z rozwodem... On tylko w razie czego "dopelni" za nia formalnosci... Daniel doskonale przerobil kila poczatkowych punktow i dobitnie zrozumial 32. w tej jego zagrywce zony o malzenstwo. Ze mna jest identycznie.
Ona widzac i doceniajac jego starania... kwituje ta swoja radosc ROZWODEM??? Nie badz smieszna. To ma byc nagroda dla Daniela za Jego wklad w zwiazek? po nocych zapier... do niej z chusteczkami - za przeproszeniem Danielu jesli to czytasz - w samych slipkach???

Endi...
zastanow sie co stukasz na klawiaturze i poczytaj dla jasnosci watek i posty Daniela z watku Fluffiego.

19

Odp: Czy to juz koniec

Bags. Ja napisałam. Ze u każdego z was metoda 32 kroków pozwoliła uwolnić sie od toksyczny relacji. Dostrzec jej toksycznosc i uzależnienie od drugiej strony. I zacząć od nowa

Napisałam ze nikt na tym forum nie napisał- ludzie. Zastosowalem metodę 32 kroków i odnalezlismy sie na nowo...
Ta metoda pomaga sie rozstać.
Nie pomaga sie odnaleźć. Takie jest moje zdanie.

20

Odp: Czy to juz koniec

End-andaluzja, walczący pyta o poradę jak naprawić związek, a Ty podsuwasz mu poradę :
"Ta metoda pomaga sie rozstać.
Nie pomaga sie odnaleźć. Takie jest moje zdanie."

nie masz innego zestawu porad ?

21 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-01-23 23:43:56)

Odp: Czy to juz koniec

Ta metoda w przewrotny sposób uświadamia osobom, które uważają, ze nie potrafią żyć bez swojego partnera, ze potrafią bez niego żyć.
Ta metoda stosowana przez mojego partnera bluszcza toksycznego pozwoli na to bym odetchnela z ulga bym otrzymała swoją życiowa przestrzeń bym nie czuła sie zewsząd otoczona swoim partnerem
Ta metoda pomaga w relacjach zależnej od partnera zony uświadomić mężowi, ze Zona nie jest tak bardzo zależna zeby czuł sie pewnie.

Ta metoda to świadome i konsekwentne sterowanie swoimi zachowaniami.

A prawda jest taka ze zachowanie zmienia nas. I my sie pod jej wpływem zmieniamy. Stajemy sie wolni i niezależni.

Ja nie proponuje walczącemu latanie za Zona z wywalonym jezorem i dawanie jej kwiatów.
Zauważ ze nigdy tego nikomu nie proponowałam. Danielowi także nie.

Ja mu proponuje zeby dbał o siebie i o to co dla niego ważne. Zeby nie ukrywał uczuć a jeśli chce dać szanse. To niech ja da. Tylko niech określi do kiedy.

Bags. Dzisiaj tłumaczysz walcZacemu ze Zona be. On cacy. I ma odpuścić bo ona nie jest tego warta.
Co zrobiłeś. Co poświęciłes. Na co byłeś gotów ZANIM ty sam nie podjąłes swojej własnej decyzji?
Co to da ze podsuniesz walczącemu ocenę sytuacji i własny osad i rady co ma z tym zrobić?
Przecież wszyscy wiemy, ze najlepsze co dostaliśmy z tego forum do towarzyszenie nam w naszej sytuacji. To uwaznosc i wrażliwość na to co przeżywamy.

Walczący. Mozesz liczyć na nas. Ze zrozumiemy twoje podejście i działania. I będziemy gdy będziesz nas potrzebował.
Ale to ty sam podejmiesz wszelkie decyzje.

22

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

End-andaluzja, walczący pyta o poradę jak naprawić związek, a Ty podsuwasz mu poradę :
"Ta metoda pomaga sie rozstać.
Nie pomaga sie odnaleźć. Takie jest moje zdanie."

nie masz innego zestawu porad ?

Andy. Ja odniosłam sie konkretniE do sławnej tutaj metody 32 kroków. PrZytaczanej ostatnio prawie w każdej sytuacji jako sposób na wszystko.
Ta akurat metoda- gdy ja uważnie przeczytasz- pomaga sie rozstać.
A przykłady osob które ja stosowały to poswiadcza.
No chyba ze zaraz pojawi sie tutaj pełno osob które zastosowaly te metodę i teraz żyją długo i szczęśliwie... Z osoba wobec której ja stosowały...

23

Odp: Czy to juz koniec
End_aluzja napisał/a:

Bags. Ja napisałam. Ze u każdego z was metoda 32 kroków pozwoliła uwolnić sie od toksyczny relacji. Dostrzec jej toksycznosc i uzależnienie od drugiej strony. I zacząć od nowa

Napisałam ze nikt na tym forum nie napisał- ludzie. Zastosowalem metodę 32 kroków i odnalezlismy sie na nowo...
Ta metoda pomaga sie rozstać.
Nie pomaga sie odnaleźć. Takie jest moje zdanie.

Toksyk czy nie to ta metoda jest do tego, by odnalezc siebie, swoja wartosc i szanowac swoja godnosc poprzez wszelkie "zarzuty" partnera. Tak jak w tej sytuacji autora watku, Jego luba widzi drzazge w oku meza ale belki we wlasnym oku to juz nie. pomrocznosc jasna czy co?
Bo w amoku ratowania tonacego statku zwanego zwiazkiem zatracamy siebe na rzecz zatrzymania partnera za wszelka cene. 
Rozstac sie... a kto powiedzial, ze wszystko jest wieczne? Nawet malzenstwa gdzie przysiegano sobie milosc do grobowej deski sie rozpadaja, bo partner odchodzacy myslal, ze "zestarzejemy sie razem" a walczacy - po rozstaniu - "nie sadzilem, ze tak szybko to nastapi".
Teraz na topie jest wymiana sprzetu na nowy zamiast go naprawic...
"wymienie Cie na lepszy model..." jak brzmia slowa jednego z utworow.

Za zdrade odpowiada kto: zdrajca czy zdradzony?
A co jesli pretekstem rozstania jest ukrywanie zdrady i wmawianie winy niewinnego i oddanego partnera? kto jest winny: odchodzacy czy porzucony?

Malzenstwo to nie restaurcja czy pub... ta metoda to karta menu, by potem nie miec zbednych torsji, bo sie przejadlo wszystko walka o partnera i zatraceniem w imie czegos fikcyjnego w efekcie koncowym.

24

Odp: Czy to juz koniec

I właśnie tak uważam bags.
Ta metoda stawia nas w innym miejscu wobec partnera.
Ona pozwala nam zauważyć siebie.
smile
I nauczyć sie ze życie nie kOnczy sie na niedojrzalej żonie toksycznej teściowej zdradzajacego męża czy egoistycznej żonie- jak u walczącego...

25

Odp: Czy to juz koniec

A ja jednak powiem Ci inaczej. Walcz, nikt na forum Ci raczej nie pomoże bo was nie zna. To Ty znasz wasz związek najlepiej. Pomyśl co mogłoby was odratować i walcz smile Nie poddawaj się, nic nie stracisz jak spróbujesz smile Świat należy do odważnych

26

Odp: Czy to juz koniec

Walczący. Ale tak szczerze ci powiem ze nie pamietam na tym forum
Podobnej historii w której walka prZuniosla efekt...
Ja sadze ze faktycznie najważniejsze to żebyś ty sie odnalazł. Skupił na sobie. Czego ty chcesz. Czego potrzebujesz...

27 Ostatnio edytowany przez walczacy (2013-01-24 01:07:49)

Odp: Czy to juz koniec

Po rozmowie z terapelta ktora wlasnie skonczylismy wiem juz nie nie ma nas  ze jestem tylko ja.
I wiem ze nie mam juz po co walczyc  o zone moge walczyc juz tylko o siebie.
Terapeltka po 20 minutach naszej wspulnej rozmowy zaczela przygotowywac mnie do odejscia  do zycia samemu.
Miedzy mna a zona nie ma konfliktu jako tako w tej chwili .Ona juz odeszla a ja musze do tego dorosnac

28

Odp: Czy to juz koniec

Walczący. WalcZ o siebie. Warto!

29

Odp: Czy to juz koniec

Czuje ze bede czestym gosciem tutaj zeby nie zwariowac  w samotnosci 4 pustych scian.

30

Odp: Czy to juz koniec

przecież są sprawdzony metody nawiązywania dialogu między partnerami.
Kryzysy, zwątpienia występują w prawie każdym związku.
Sztuką jest szukanie wspólnego mianownika.
Nawiązania dialogu który daje nić porozumienia, chęć odrzucenia bagażu nieporozumień z przeszłości.
TO działa.
Sam to przeszedłem.
Wystarczy szczera chęć naprawy związku przez obie strony.
Problem powstaje kiedy nie ma 2 stron ale są 3...i ta trzecia wyciąga jedną na zewnątrz związku...

31

Odp: Czy to juz koniec

quote=Andy1234]"
Spróbuj się dowiedzieć, coś więcej o tej relacji z "kimś".
Przypuszczalnie będzie unikała rozmowy, bagatelizowała temat, zasłaniała się brakiem pamięci.
Czy żona intensywnie trzyma komórkę przy sobie, siedzi przy komputerze, często ma spotkania z koleżankami, w dziwnych porach wraca do domu ?

Wiem ze taka pokusa istnieje ,ale wg mnie po co dodatkowo sie ranić?Kolega wyżej mądrze napisał.Ja uważam że lepiej zająć się sobą.Nie będzie Ci łatwo,ale zrób coś miłego dla siebie.Nie myśl o niej tylko o sobie.Ona zadbala o siebie wystarczająco dobrze.Trzymaj się...

32

Odp: Czy to juz koniec
walczacy napisał/a:

Czuje ze bede czestym gosciem tutaj zeby nie zwariowac  w samotnosci 4 pustych scian.

Witaj.
Jestem w bardzo podobnej sytuacji .
Mieszkamy jeszcze razem, ale mój mąż też odszedł emocjonalnie , jest teraz daleki, obcy, niecierpliwy ...  zbyt wiele się miedzy nami wydarzyło ...
Niby daliśmy sobie jeszcze szansę, ale w rozmowach przebija temat braku miłości, braku uczuć, braku zaufania, rozstania , sprzedaży domu ... też tak jak Wy potrafimy rozmawiać spokojnie, jesteśmy na stopie koleżeńskiej ....
Kiedy słyszę od niego, że się wypalił, że nie wie czy mnie kocha, kiedy słyszę o kobiecie z która zaangażował się nie tak dawno emocjonalnie - serce mi pęka . Wypłakałam wiele łez. Rozumiem Cie doskonale.
Dobrze, że założyłeś ten wątek, będę zaglądać , też potrzebuję wsparcia.

33

Odp: Czy to juz koniec

Dzis powiedzialem jej a wlasciwie zapytalem : Wiem ze masz prawo do szczescia ale czy zdajesz sobie ze jezeli to jest chwila slabosci zachcianka krzywdzisz nie tylko mnie ale i naszego syna .
Odpowiedziala mi ze wie i ze jezeli sie myli to ona bedzie musiala z tym zyc .W tej chwili jest pewna na 100%ale co bedzie za rok ?
Kto wie czy ja ciagle bede czekal gdzies w poblizu........  Serce az peka.....

34

Odp: Czy to juz koniec

Kruszynka1"Wiem ze taka pokusa istnieje ,ale wg mnie po co dodatkowo sie ranić?Kolega wyżej mądrze napisał.Ja uważam że lepiej zająć się sobą.Nie będzie Ci łatwo,ale zrób coś miłego dla siebie.Nie myśl o niej tylko o sobie.Ona zadbala o siebie wystarczająco dobrze." - Zgadzam się, najlepiej zadbać o siebie, zainwestować w siebie. Walczący już wystarczająco zadbał o zonę. To on ją pchnął do zadbania o siebie, umożliwił rozwój. W zamian otrzymał od niej .....
Teraz przyszedł czas żeby zajął się sobą.

Co do wiedzy - uważam że zawsze lepiej wiedzieć co inni szykują dla nas. Wtedy można ocenic nasze szanse, przemyśleć sposób działania - również w aspekcie prawnym, finansowym.

35

Odp: Czy to juz koniec

Nie mam zamiaru gmerac w jej sprawach zreszta juz dawno pozmieniala hasla na poczcie( zawsze mielismy swobodny dostep do swojej poczty)zmienila tez kod w telefonie troche to boli bo pozbawila mnie programu TV;).
Niechce wiedziec czy jest teraz ktos trzeci  czy go niema wole zyc w niewiedzy.....bede lepiej spal..
Jest za to wielki bul i tesknota za czulascia..

36

Odp: Czy to juz koniec

sen jest fajny, ale przebudzenie się może być bardzo nieprzyjemne...

37

Odp: Czy to juz koniec
walczacy napisał/a:

Niechce wiedziec czy jest teraz ktos trzeci  czy go niema wole zyc w niewiedzy.....bede lepiej spal..
Jest za to wielki bul i tesknota za czulascia..

Jest ktoś trzeci. Kobieta jest istotą która kieruje się emocjami - widać swoje emocje ulokowała już gdzie indziej.
Ale gmeranie , śledzenie, kontrolowanie sprawi największy ból Tobie. Jestem na etapie walczenia z moim kontrolowaniem , nie potrafię zaufać. Ból jest ogromny kiedy wchodzę do pokoju męża i słyszę tamtą kobietę w słuchawce po drugiej stronie. Nie chcę  tego przeżywać, ale to jest silniejsze - jak masochizm.

38

Odp: Czy to juz koniec

walczący, w tej sytuacji metoda trzydziestu kilku kroków jest dobra - bo pozwoli ci skupić się na sobie i odciąć emocjonalną pepowinę od żony..
dzieki temu będziecie stać na podobnych pozycjach..
przeczytaj to uwaznie..

39 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-24 11:41:31)

Odp: Czy to juz koniec

"czy zdajesz sobie ze jezeli to jest chwila slabosci zachcianka krzywdzisz nie tylko mnie ale i naszego syna .
Odpowiedziala mi ze wie i ze jezeli sie myli to ona bedzie musiala z tym zyc " - tak, jest ktoś 3 sad

Dowody mogą się przydać do uzyskania rozwodu z jej winy, walki o syna.
Bądź do wywołania szoku u żony poprzez zdarcie zasłony z jej oszustwa, zdemaskowania kłamstwa jakoby to Walczący jest sprawcą jej nieszczęść.
W przyszłości syn nie będzie mógł być karmiony informacjami jaki to niedobry Walczący był dla mamusi.

Teraz to walczący jest pokazywany światu jako tez "zły".
Po zdemaskowaniu nie będzie mogła dalej prowadzić tej gry, rodzina, znajomi, syn dowiedzą się że to Ona rozwaliła rodzinę dla zaspokojenia własnej przyjemności.

co to za "terapeuta" który po 20 minutach rozmowy wie wszystko i może postawić diagnozę ????

40

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

tak, jest ktoś 3 sad

Dowody mogą się przydać do uzyskania rozwodu z jej winy, walki o syna.
Bądź do wywołania szoku u żony poprzez zdarcie zasłony z jej oszustwa, zdemaskowania kłamstwa jakoby to Walczący jest sprawcą jej nieszczęść.
W przyszłości syn nie będzie mógł być karmiony informacjami jaki to niedobry Walczący był dla mamusi.

Teraz to walczący jest pokazywany światu jako tez "zły".
Po zdemaskowaniu nie będzie mogła dalej prowadzić tej gry, rodzina, znajomi, syn dowiedzą się że to Ona rozwaliła rodzinę dla zaspokojenia własnej przyjemności.

co to za "terapeuta" który po 20 minutach rozmowy wie wszystko i może postawić diagnozę ????

Andy, naprawdę uważasz, że takie zagrywki są rozwiązaniem? Naprawdę nie można się zakochać, będąc w stałym związku? Należy się męczyć z niekochaną osobą do końca życia i pokazywać dziecku beznadziejny model związku, w którym ludzie żyją obok siebie, a nie ze sobą? Jeśli tylko obie osoby mają klasę i nieco godności, mogą spokojnie dogadać się co do opieki nad dzieckiem bez wywalania brudów i wzajemnego oskarżania. A gra dzieckiem (zobacz, jaka mamusia zła, tatusia i Ciebie opuściła) jest dla mnie chwytem poniżej pasa i wyrazem totalnej obrzydliwości. Siłą walczący nie zmusi żony do kochania go, może jedynie zrobić wszystko, aby dziecko, które oboje kochają, jak najmniej ucierpiało, nie sądzisz?

41 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-01-24 12:22:57)

Odp: Czy to juz koniec
bugenwilla napisał/a:

Andy, naprawdę uważasz, że takie zagrywki są rozwiązaniem? Naprawdę nie można się zakochać, będąc w stałym związku? Należy się męczyć z niekochaną osobą do końca życia i pokazywać dziecku beznadziejny model związku, w którym ludzie żyją obok siebie, a nie ze sobą? Jeśli tylko obie osoby mają klasę i nieco godności, mogą spokojnie dogadać się co do opieki nad dzieckiem bez wywalania brudów i wzajemnego oskarżania. A gra dzieckiem (zobacz, jaka mamusia zła, tatusia i Ciebie opuściła) jest dla mnie chwytem poniżej pasa i wyrazem totalnej obrzydliwości. Siłą walczący nie zmusi żony do kochania go, może jedynie zrobić wszystko, aby dziecko, które oboje kochają, jak najmniej ucierpiało, nie sądzisz?

Jestem tego samego zdania .
Też z mężem się pewnie rozstanę , dojrzewam do tej decyzji z każdą chwilą - ale na pewno nie będę z nim walczyć, wyciągać brudów .
Będzie żal , złość, ból ,  poczucie braku stabilizacji i poczucie odrzucenia bo to przecież on nie chce lub nie potrafi już nic z siebie wykrzesać  , będzie mnóstwo innych emocji - ale na pewno nie będę z nim drzeć kotów.
Trzeba przeżyć tą żałobę , odpłakać , odcierpieć w sobie  dla dobra własnego, żeby zawiść nie zeżarła  i nie spowodowała zgorzknienia całkowitego.
Dla dobra dziecka tez bedzie lepsze żeby rozstać się w kulturalny sposób . Dziecko cierpi najbardziej , widzę po mojej 12-letniej córce jak bardzo jest zagubiona w tej sytuacji , naprawde nie chcę jej dokładać opowieściami jaki to ojciec jest niedobry - przecież to jest jej tatuś, ona go kocha i on ją też kocha. To nie wina dziecka że nasze drogi sie rozeszły więc nie sprawiajmy żeby czuło sie winne  z powodu kochania i mamy i taty .

42

Odp: Czy to juz koniec

Super, kobieto w rozterkach, że są jeszcze kobiety z klasą na tym świecie smile Podziwiam i życzę, żeby się wszystko Tobie dobrze ułożyło

43 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-24 15:29:58)

Odp: Czy to juz koniec
bugenwilla napisał/a:

Andy, naprawdę uważasz, że takie zagrywki są rozwiązaniem? Naprawdę nie można się zakochać, będąc w stałym związku? Należy się męczyć z niekochaną osobą do końca życia i pokazywać dziecku beznadziejny model związku, w którym ludzie żyją obok siebie, a nie ze sobą? Jeśli tylko obie osoby mają klasę i nieco godności, mogą spokojnie dogadać się co do opieki nad dzieckiem bez wywalania brudów i wzajemnego oskarżania. A gra dzieckiem (zobacz, jaka mamusia zła, tatusia i Ciebie opuściła) jest dla mnie chwytem poniżej pasa i wyrazem totalnej obrzydliwości. Siłą walczący nie zmusi żony do kochania go, może jedynie zrobić wszystko, aby dziecko, które oboje kochają, jak najmniej ucierpiało, nie sądzisz?

Czy mozna się zakochąc  w kimś innym spoza związku ?
- oczywiście można. Tak samo jak można skoczyć z 10 pietra.
Uczciwy człowiek, jeżeli związek go nie satysfakcjonuje zaczyna walke o związek. Jeżeli to walka nic nie przynosi wtedy kończy związek.
Dopiero potem zaczyna rozglądać się za nowym partnerem.
Odwrotna kolejność do oszustwo.
Działanie godne kanalii, zdrajcy.
Decyzja o szukaniu "lepszego modelu" bez starania się o poprawę istniejącego związku, jest niezależną decyzją zdrajcy, który nie liczy się ze zdaniem partnera, dzieci, zaspokajając jedynie swoje własne potrzeby.
Tylko zdrajca jest winny za zdradę, rozwalenie rodziny. 

Gra dzieckiem jest perfidna.
Nie namawiam do niej. Proponuję ZABEZPIECZYĆ się przed nią.
Żona, tak jak w tej chwili zwala cała winę na walczącego (przemilczając, ukrywając prawdziwy powód), z dużym prawdopodobieństwem będzie sprzedawała tę bajeczkę dziecku.
Bedzie robiła z siebie "świętą" a pokrzywdzoną smile
Tak wychowywany syn, będzie unikał kontaktu z ojcem.
Walczący nawet nie będzie miał szansy na przekonanie dziecka że nie jest "złem wcielonym".
Zauważ, że kobiety są uprzywilejowane w sprawach opieki nad dzieckiem. Sądy w 99% procentach przyznają opiekę matce.
Ojciec może liczyć jedynie na łaskę dopuszczenia do bycia dochodzącym tatusiem, o ile matka mu to umożliwi. sad

Co do klasy i godności dwóch osób - TAK, jeżeli obie osoby ją mają.
Partner który zdradza i nie poczuwa się do winy, nie jest osobą z klasą a tym bardziej z godnością.
Zdradzacz wytoczył wojnę podjazdową, więc jak to na wojnie - będą ofiary.
Jest tylko kwestia kto będzie ofiarą - zdradzacz czy zdradzony. Dziecka z całą pewnością już nią jest.
Zdradzany może się oczywiście od razu poddać, ale ze świadomością konsekwencji tej decyzji. Konsekwencji prawnych, finansowych a również rodzinnych - utrata kontaktu z dzieckiem.


Zdrada to egzekucja na partnerze, bez sądu, bez prawa do obrony i bez jego wiedzy.

kobieta w rozterkach napisał/a:

Też z mężem się pewnie rozstanę , dojrzewam do tej decyzji z każdą chwilą - ale na pewno nie będę z nim walczyć, wyciągać brudów .
Będzie żal , złość, ból ,  poczucie braku stabilizacji i poczucie odrzucenia bo to przecież on nie chce lub nie potrafi już nic z siebie wykrzesać  , będzie mnóstwo innych emocji - ale na pewno nie będę z nim drzeć kotów.
....
Dla dobra dziecka tez bedzie lepsze żeby rozstać się w kulturalny sposób . Dziecko cierpi najbardziej , widzę po mojej 12-letniej córce jak bardzo jest zagubiona w tej sytuacji , naprawde nie chcę jej dokładać opowieściami jaki to ojciec jest niedobry - przecież to jest jej tatuś, ona go kocha i on ją też kocha. To nie wina dziecka że nasze drogi sie rozeszły więc nie sprawiajmy żeby czuło sie winne  z powodu kochania i mamy i taty .

- hm, co do wyciągania brudów, kiedy samemu ma się dużo na sumieniu to rzeczywiście wygodniej jest je przemilczeć i oczekiwać druga strona też je przemilczy. Szczególnie kiedy jest się poniekąd winnym załamania i powrotu do nałogu...
Można również kulturalnie się rozwieść przyznając się uczciwie, kulturalnie, do winy...

44

Odp: Czy to juz koniec

Andy, oczywiście, że zdrada jest zła i ja nikomu jej nie polecam ani jej nie pochwalam. Mówisz, że związek za wszelką cenę należy ratować - ale czasem naprawdę nie ma czego ratować. Czasem ludzie po prostu przestają się kochać, więc w imię czego mają się szarpać i walczyć, skoro na przykład jedna strona jest kompletnie wypalona i nie zależy jej na związku? Oczywiście zgadzam się tu całkowicie z tym, że najpierw należy kończyć związki, a dopiero potem zaczynać nowe, ale nie zgadzam się co do walki o związek za wszelką cenę - czasem nie ma to racji bytu.
I uważam, że w każdym przypadku warto rozwieść się kulturalnie- czy była zdrada, czy jej nie było, bo wzajemne oskarżanie się i obrzucanie błotem ani nie przyniesie ulgi, ani na dłuższą metę satysfakcji, a niesmak pozostanie.
I nie zakładajmy od razu, że matka będzie buntować dziecko przeciwko ojcu - takiej sytuacji też sobie nie wyobrażam i byłaby ona okropna. Owszem, sądy zazwyczaj przyznają dziecko matce, ale wystarczy odrobina dobrej woli z obu stron, aby zgodnie i wspólnie się dzieckiem opiekować.
Poza tym nie wiemy, czy żona walczącego go zdradziła - czasem naprawdę miłość się wypala bez udziału osób trzecich.

45 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-24 16:05:26)

Odp: Czy to juz koniec

bugenwilla, nie pisałem że trzeba związek ratować "za wszelką cenę".
gdzie tak napisałem ?

Napisałem natomiast "Jeżeli to walka nic nie przynosi wtedy kończy związek."
I tu się chyba zgadzamy.

Co do buntowania dziecka - tak jak pisałem, osoba która winą za rozpad związku obarcza partnera, nie poczuwając się do swojej winy ( a zdradziła przynajmniej emocjonalnie - do tego się przyznała), z dużym prawdopodobieństwem będzie tą samą bajkę opowiadała dziecku, rodzicom, rodzinie.

Zgadzam się, zawsze warto rozwieść się kulturalnie.
Ale to kulturalne podejście do rozwodu, wymaga również przyznania się przyznania się przed sądem do swojej winy.
Bez konieczności "wywlekania brudów" przez drugą stronę.
I nie mam tu na myśli obrzucania się wyimaginowanymi oskarżeniami (obrzucania błotem) w celu osiągnięcia swojej korzyści.

46

Odp: Czy to juz koniec

Oczywiście, zgadzam się również z tym

47 Ostatnio edytowany przez walczacy (2013-01-24 16:55:44)

Odp: Czy to juz koniec

W chwili obecnej jestesmy na przyjaznej stopie  .Duzo rozmawiamy wyjasniamy dyskutujemy ja pokazuje jej dowody tego ze mozemy znowu byc razem.A ona ze tego juz nie chce.Ze chce dla siebie czegos innego i chce to poszukac .Dzielimy sie obowiazkami w stosunku do syna :Ja dalej go woze i obieram ze szkoly chodze z nim na te treningi na ktore chodzilem.
Rozmawiamy o opiece nad nim w czasie dni wolnych.Pelna kultura.Naszym celem jest zostac w przyjazni  ze wzgledu na dobro dziecka.Wiem ze byl ktos trzeci po tym jak mi powiedziala  :Ze uswiadomila sobie ze potrafi jeszcze cos czuc nie wiem pozadanie w stosunku do kogos innego .I wie ze z nia jest wszystko oki
Zapytala sie mnie czy chce zyc tak dalej wiedzac ze ona ktoregos dnia  ulegnie ?
Mnie juz nie kocha boli ja gdy ja dotykam za kazdym razem traci czastke siebie gdy sie kochamy.
Byc moze tamtej osoby  juz nie ma a moze jest ciagle nie dostepna dla niej.
A sam fakt pozadania kogos innego sprawil ze zwatpila w nas .
Zapytala czy chce trwac w zwiazku bez milosci ....bo ona nie chce.
Nie chce oklamywac mnie a przedewszystkim syna ze nic sie nie stalo .Ze dalej jestesmy kochajaca sie rodzina na pokaz.
Kazdy z nas ma prawo szukac szczescia ....
Ja pewnie bede czekal gdzies w poblizu Jej  tak dlugo jak dlugo bede ja jeszcze kochal...
Nie wiem  nie umie powiedziec kiedy ja uwolnie sie  Z milosci do niej..  i zaczne szukac znowu szczescia dla samego siebie

48

Odp: Czy to juz koniec
walczacy napisał/a:

W chwili obecnej jestesmy na przyjaznej stopie  .Duzo rozmawiamy wyjasniamy dyskutujemy ja pokazuje jej dowody tego ze mozemy znowu byc razem.A ona ze tego juz nie chce.Ze chce dla siebie czegos innego i chce to poszukac .Dzielimy sie obowiazkami w stosunku do syna :Ja dalej go woze i obieram ze szkoly chodze z nim na te treningi na ktore chodzilem.
Rozmawiamy o opiece nad nim w czasie dni wolnych.Pelna kultura.Naszym celem jest zostac w przyjazni  ze wzgledu na dobro dziecka.Wiem ze byl ktos trzeci po tym jak mi powiedziala  :Ze uswiadomila sobie ze potrafi jeszcze cos czuc nie wiem pozadanie w stosunku do kogos innego .I wie ze z nia jest wszystko oki
Zapytala sie mnie czy chce zyc tak dalej wiedzac ze ona ktoregos dnia  ulegnie ?
Mnie juz nie kocha boli ja gdy ja dotykam za kazdym razem traci czastke siebie gdy sie kochamy.
Byc moze tamtej osoby  juz nie ma a moze jest ciagle nie dostepna dla niej.
A sam fakt pozadania kogos innego sprawil ze zwatpila w nas .
Zapytala czy chce trwac w zwiazku bez milosci ....bo ona nie chce.
Nie chce oklamywac mnie a przedewszystkim syna ze nic sie nie stalo .Ze dalej jestesmy kochajaca sie rodzina na pokaz.
Kazdy z nas ma prawo szukac szczescia ....
Ja pewnie bede czekal gdzies w poblizu Jej  tak dlugo jak dlugo bede ja jeszcze kochal...
Nie wiem  nie umie powiedziec kiedy ja uwolnie sie  Z milosci do niej..  i zaczne szukac znowu szczescia dla samego siebie ..

walczący, poszukaj Daniela (poprostudaniel) znajdziesz go na kilku wątkach. on przeszedł podobna droge, tylko jego zona nie chciała się bardzo długo okreslić i łudziła go nadzieją.. pogadaj z nim - on wie, jak się przez to przechodzi, co zostaje i co może byc dalej...)

49

Odp: Czy to juz koniec

Moja zona  sie raczej jasno okreslila podczas wczorajszej terapi ze jest zemna i wspiera mnie ale jest tu poto aby mi latwiej bylo sie pogodzic  z jej odejsciem .I szans na szczesliwy koniec nie widzi.Zeby terapia sie powiodla trzeba dwojga osob  a ja bylem tak po prostu juz sam.
Nie zadawalem pytan o tamten incydent  bliskiej zdrady .
Bo wiedzialem ze to i tak nic nie zmieni a tylko moze pogorszyc nasze stosunki..

50 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-24 17:28:22)

Odp: Czy to juz koniec

"Zapytala sie mnie czy chce zyc tak dalej wiedzac ze ona ktoregos dnia  ulegnie ?"
przecież już uległa, przynajmniej emocjonalnie
"A sam fakt pozadania kogos innego sprawil ze zwatpila w nas ."
to jest potwierdzenie.

"Zapytala czy chce trwac w zwiazku bez milosci ....bo ona nie chce.
Nie chce oklamywac mnie a przedewszystkim syna ze nic sie nie stalo .Ze dalej jestesmy kochajaca sie rodzina na pokaz."
Manipulacje.
- co sprawiło że pozbyła się miłości do Ciebie ?
Ten ktoś,
Może opowie kto to jest, w czym jest lepszy od Ciebie, dlaczego uważa że syn go zaakceptuje ?
czy nie uważa że masz prawo wiedzieć kto będzie wychowywał Twojego syna ?
- nie chce okłamywać przede wszystkim syna - a jaką "prawdę", a może raczej jaką część prawdy chce mu powiedzieć ?
czy ma na uwadze również uczucia syna do Ciebie ?
Czy pozwoli żeby syn został z Tobą ?

"Kazdy z nas ma prawo szukac szczescia ...."
- tak, ale nie kosztem nieszczęścia innych.

Przedtem kochała Ciebie, teraz kocha innego a Ciebie już nie kocha.
Gdzie gwarancja że za chwilę przestanie kochać jego a zacznie kochać Ciebie albo kogoś innego.

Nie podjęła ŻADNEJ walki o związek.
Zarówno decydując się na zdradę, rozwijając w sobie uczucie do innego mężczyzny jak i teraz kiedy chce odejść.

Niestety, wszystko wskazuje na to że wybrałeś sobie na partnerkę wybrakowany model...
Im prędzej się zaczniesz dbać o siebie, tym prędzej się z tym pogodzisz.

51

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

"Zapytala sie mnie czy chce zyc tak dalej wiedzac ze ona ktoregos dnia  ulegnie ?"
przecież już uległa, przynajmniej emocjonalnie
"A sam fakt pozadania kogos innego sprawil ze zwatpila w nas ."
to jest potwierdzenie.

"Zapytala czy chce trwac w zwiazku bez milosci ....bo ona nie chce.
Nie chce oklamywac mnie a przedewszystkim syna ze nic sie nie stalo .Ze dalej jestesmy kochajaca sie rodzina na pokaz."
Manipulacje.
- co sprawiło że pozbyła się miłości do Ciebie ?
Ten ktoś,
Może opowie kto to jest, w czym jest lepszy od Ciebie, dlaczego uważa że syn go zaakceptuje ?
- nie chce okłamywać przede wszystkim syna - a jaką "prawdę", a może raczej jaką część prawdy chce mu powiedzieć ?
czy ma na uwadze również uczucia syna do Ciebie ?
Czy pozwoli żeby syn został z Tobą ?

"Kazdy z nas ma prawo szukac szczescia ...."
- tak, ale nie kosztem nieszczęścia innych.

Przedtem kochała Ciebie, teraz kocha innego a Ciebie już nie kocha.
Gdzie gwarancja że za chwilę przestanie kochać jego a zacznie kochać Ciebie albo kogoś innego.

Nie podjęła ŻADNEJ walki o związek.
Zarówno decydując się na zdradę, rozwijając w sobie uczucie do innego mężczyzny jak i teraz kiedy chce odejść.

Niestety, wszystko wskazuje na to że wybrałeś sobie na partnerkę wybrakowany model...
Im prędzej się zaczniesz dbać o siebie, tym prędzej się z tym pogodzisz.

Andy, ja nie rozumiem, muszę przyznać, Twojego toku myślenia...
Jakie manipulacje? Kobieta mówi uczciwie, że nie kocha, że nie chce mamić go nadzieją na dalsze wspólne życie, że powinni się rozstać, bo ona nie kocha! Co ma jeszcze powiedzieć? Ok, zauroczyła się kimś innym, ale to jeszcze nie zbrodnia, to się zdarza nagminnie! I o co ona ma walczyć, skoro go NIE kocha? Walka ma sens, jeśli obie strony czują to samo i obie strony pragną ratować związek. Piszesz, że nie można być szczęśliwym kosztem innych. Czyli co, Twoim zdaniem ona ma się poświęcić, aby walczący był szczęśliwy, tak? Ma przy nim trwać z litości, z poczucia winy? Z tego powodu, że nie może być szczęśliwa, bo on wtedy będzie nieszczęśliwy? Strasznie radykalne sądy wydajesz

52 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-24 17:57:38)

Odp: Czy to juz koniec

bugenwilla, związek to nie jest piaskownica w której jeżeli mi się nie spodoba to biorę zabawki i szukam przyjemniejszej.

Zdaje się jest to zasadnicza różnica w podejściu pomiędzy mężczyznami a kobietami.
Związek, rodzina to również obowiązek.
Dbanie o drugą osobę, dzieci tworzenie, dawanie siebie.

piszesz - zauroczyła się to jeszcze nie zbrodnia, to zdarza się nagminnie -
no nie rozumiem.
z powodu jej zauroczenia rozwala się rodzina, cierpią ludzie i niby nic takiego się nie stało ??

o co ma walczyć skoro go nie kocha ?
- o to co zaniedbała dopuszczając do "zauroczenia"
Chociaż wątpię żeby to było tylko zauroczenie, zazwyczaj decyzja o odejściu jest podejmowana kiedy mocno trzyma się "drugiej" gałęzi. Czyli kiedy wie, że ten "ktoś" będzie z nią, obiecał jej to.

Manipulacje - ponieważ mówi tylko cześć prawdy. W ten sposób wygląda, jak to określiłaś na "uczciwą". Świadoma socjotechnika.

co do szczęscia kosztem nieszczęścia innych - no nie rozumiem w czym wątpliwości. Wystarczy odrobina empatii..
Wprowadziła osobę trzecią do związku, dla swojej przyjemności motylków w brzuchu ( niestety motylki dosyć szybko umierają ..), nie liczyła się jaką krzywdy wyrządza mężowi, synowi. Dalej uważasz że ma prawo do SWOJEGO szczęścia nie zważając na innych, mówiąc kolokwialnie - po trupach ?

Nie róbmy z miłości bożka, dla którego wszystko i wszystkich można poświęcić.
To zwykły egoizm, poparty wychowaniem na romansach.
Miłość to nie jest zauroczenie, motylki w brzuchu.
Nie jestem zwolennikiem zawierania małżeństw w tym czasie. To czas zaślepienia, amoku w którym nie widzi się żadnych wad u partnera.
Prawdziwa miłośc przychodzi później, kiedy świadomie podejmujemy decyzję.

53

Odp: Czy to juz koniec

niedaleko pojawił się inny wątek, z zapytaniem, a jak kobieta ma stabilny związek z lekko nudnawym partnerem, rutyna i brak zainteresowania to czy ma prawo do skoku w bok i jakiś tam emocji na boku...

a mamy tutaj historie kobiet, które walczyły o uczucia mężów, który nagle poczuł coś do koleżanki w pracy.. rok miotania się, walki, rok zlizywania jego życzeń z twarzy, gotowości na każdy gest pana i włądcy żeby pokazać, że jest się lepszą od tamtej, że ona bardziej i lepiej kocha niż tamta..
monia już po rozwodzie
ewka w trakcie (prawdopodobnie)
więc jesli zona walczącego powiedziała -nie kocham i nie wierzę, że jeszcze raz pokocham
to moim zdaniem postępuje uczciwe
nie raz tutaj pisaliśmy - chcesz czegoś innego? nie masz w związku tego, o czym marzysz? to się suczo najpierw rozwiedź a potem uruchom przedziałek... (parafrazując kriss)

zona walczącego oceniła sswoje uczucia, zdecydowała, że nie chce oszukiwać ani jego, ani siebie, ani syna

NIE WIEMY, czy nie walczyła. nie wiemy, czy przez ostatni rok nie próbowała odbudowac czegoś między innymi, nie próbowała się znowu zakochać.. tego nie wiemy...

54

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

bugenwilla, związek to nie jest piaskownica w której jeżeli mi się nie spodoba to biorę zabawki i szukam przyjemniejszej.

Zdaje się jest to zasadnicza różnica w podejściu pomiędzy mężczyznami a kobietami.
Związek, rodzina to również obowiązek.
Dbanie o drugą osobę, dzieci tworzenie, dawanie siebie.

piszesz - zauroczyła się to jeszcze nie zbrodnia, to zdarza się nagminnie -
no nie rozumiem.
z powodu jej zauroczenia rozwala się rodzina, cierpią ludzie i niby nic takiego się nie stało ??

o co ma walczyć skoro go nie kocha ?
- o to co zaniedbała dopuszczając do "zauroczenia"
Chociaż wątpię żeby to było tylko zauroczenie, zazwyczaj decyzja o odejściu jest podejmowana kiedy mocno trzyma się "drugiej" gałęzi. Czyli kiedy wie, że ten "ktoś" będzie z nią, obiecał jej to.

Manipulacje - ponieważ mówi tylko cześć prawdy. W ten sposób wygląda, jak to określiłaś na "uczciwą". Świadoma socjotechnika.

co do szczęscia kosztem nieszczęścia innych - no nie rozumiem w czym wątpliwości. Wystarczy odrobina empatii..
Wprowadziła osobę trzecią do związku, dla swojej przyjemności motylków w brzuchu ( niestety motylki dosyć szybko umierają ..), nie liczyła się jaką krzywdy wyrządza mężowi, synowi. Dalej uważasz że ma prawo do SWOJEGO szczęścia nie zważając na innych, mówiąc kolokwialnie - po trupach ?

pewnie, że zycie to nie piaskownica
pewnie, że to jej wina, że się zauroczyła, zrobiła pierwszy krok, drugi, trzeci, może po czwartym powiedziała stop, a może poczekała do 16 kroku...

ale to nie zmienia faktu, że nie ma nic walczącemu do zaoferowania

i jesli jest taka własnie, jak ją andy opisałeś - to tym bardziej walczący ma prawo uwolnić się od toksycznej, manipulującej relacjami kobiety, prawda?
bo ona dowiodła, że o jego dobro i szczęscie nie dba....

55 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-24 18:19:18)

Odp: Czy to juz koniec

Tu się z Tobą zgadzam.
Dlatego napisałem,
"Niestety, wszystko wskazuje na to że wybrałeś sobie na partnerkę wybrakowany model...
Im prędzej się zaczniesz dbać o siebie, tym prędzej się z tym pogodzisz."

Nie róbmy z miłości bożka, dla którego wszystko i wszystkich można poświęcić.
To zwykły egoizm, poparty wychowaniem na romansach.
Miłość to nie jest zauroczenie, motylki w brzuchu.
Nie jestem zwolennikiem zawierania małżeństw w tym czasie. To czas zaślepienia, amoku w którym nie widzi się żadnych wad u partnera. Szalona burza hormonów która z czasem przemija.
Prawdziwa miłośc przychodzi później, kiedy świadomie podejmujemy decyzję.

56

Odp: Czy to juz koniec

Ja zdaje sobie sprawe z tego ze ja zaniedbalem.I to jest Fakt.
Mowi mi ze  mowila ze  sygnalizowala ze jest  nieszczesliwa .
moze mowila za delikatnie a ja czulem sie za pewnie.
Ale w pewien sposob ona tez doprowadzila do smierci naszego zwiazku.
Moze trzeba bylo tupnac mocniej  krzyknac opanietaj sie zadbaj o mnie ......
Teraz to ja juz moge tylko czekac na jej opamietanie  tak dlugo na ile starczy mi milosci dla niej...

57 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-01-24 18:16:41)

Odp: Czy to juz koniec

sygalizowanie, dawanie znaków smile
a nie można było po prostu o tym powiedzieć.
Zacząć rozmowę, postawić sprawę jasno ...

Te gadki o "sygalizacjach" to próba samousprawiedliwienia siebie.
Sygnały często bywają nieczytelne,
nawet pociągi przy czynnych sygnalizatorach wpadają na siebie sad

Nie podjęła rozmowy, nie wskazała problemu.
Sygnały smile migowe ?

58

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

przecież są sprawdzony metody nawiązywania dialogu między partnerami.
Kryzysy, zwątpienia występują w prawie każdym związku.
Sztuką jest szukanie wspólnego mianownika.
Nawiązania dialogu który daje nić porozumienia, chęć odrzucenia bagażu nieporozumień z przeszłości.
TO działa.
Sam to przeszedłem.
Wystarczy szczera chęć naprawy związku przez obie strony.
Problem powstaje kiedy nie ma 2 stron ale są 3...i ta trzecia wyciąga jedną na zewnątrz związku...

czasem jest trudno sie dogadac jesli druga osoba nie jest sklonna na kompromis,przeciez  malzenstwo to jeden wielki kompromis.

59

Odp: Czy to juz koniec

i tu masz rację walczący
powinna tupać noga i szucać w ciebie talerzami,
żebys zrozumiał, żebyś pojął....

i tu masz rację andy, że idziemy w te zauroczenia, romanse i się tłumaczymy, że to silniejsze
a to my robimy kolejne kroki i za to odpowiadamy
nikt inny tylko my...

i czasami tak myślę, jak czytam tutaj posty młodych osób - czy to już miłośc, bo na mnie spojrzał, czy on chce ze mną być, bo ze mną sypia, ale nie rozmawiamy za dużo, czy jestem jego dziewczyną, bo uprawiamy seks dwa razy w tygodniu, czy tylko koleżanką/ czy to miłośc, jak dał mi numer telefonu, czy mam o niego walczyc, bo powiedział mi, że nic do mnie nie czuje...

więc jak czytam, te posty - to myslę sobie, że jakoś tak wszystcy zapominają, że miłośc to nie te cholerne motylki - że one są dobre na start - a poza tym miłośc to szacunek, lojalnośc wobec partnera, zaufanie i wiara we wspólną przyszłość

a akurat mam takie wrażenie, że takie elementy jak zaufanie, szacunek i lojalnośc to dzisiaj nic nie znaczące słowa

przykład - pateflony pospolite wracają do żon z podkulonym ogonem, ale nie pozwolą złego słowa na sucz powiedzieć.. a suczy na zonę gadali jak najęci...


więc motylki poczuję, stanie mi.. kurcze MIŁOŚC!!!! lece jak w dym.
a potem ten dym zostaje.. i pozoga

60

Odp: Czy to juz koniec

walczacy az serce peka jak to czytam..

61

Odp: Czy to juz koniec
natalka1 napisał/a:
Andy1234 napisał/a:

przecież są sprawdzony metody nawiązywania dialogu między partnerami.
Kryzysy, zwątpienia występują w prawie każdym związku.
Sztuką jest szukanie wspólnego mianownika.
Nawiązania dialogu który daje nić porozumienia, chęć odrzucenia bagażu nieporozumień z przeszłości.
TO działa.
Sam to przeszedłem.
Wystarczy szczera chęć naprawy związku przez obie strony.
Problem powstaje kiedy nie ma 2 stron ale są 3...i ta trzecia wyciąga jedną na zewnątrz związku...

czasem jest trudno sie dogadac jesli druga osoba nie jest sklonna na kompromis,przeciez  malzenstwo to jeden wielki kompromis.

natalka - ale to nieprawda i największy błąd

wiesz co to jest kompromis? to sytuacja, kiedy dwie strony rezygnują z jakis swoich racji i potrzeb, żeby zażegnać konflikt

czy miłośc jest konfliktem i problemem? czy związek to problem, wojna i burza??

jezeli w miłości ze swoim partnerem idziesz na kompromis, to taj, jakbys oddawała siebie po kawałeczku.. najpierw palec, potem jedno oko, potem wątroba..
i w tym samym czasie twój partner robi to samo

co wam zostaje? co macie dalej? jak zbudujecie swój związek bez najwazniejszych organów?
bez swoich potrzeb, osobowości, relacji

jesli w związku musisz z czegoś zrezygnować.. to nawet nie zauwazysz, jak poczujesz się sama, biedna i samotna... i on też

małżeństwo to konfrontacja naszych potrzeb, planów i osobowości
i w ramach tej konfrontacji  ( w negocjacjach konfrontacja oznacza pozytywne i szczere przedstawienie swoich potrzeb -nie inteeresów- przez dwie strony i szukanie rozwiązan dobrych dla każdej ze stron) rozmawiamy otwarcie i szukamy takich rozwiązan, które sa spełnieniem dla nas wszystkich..

62

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

Tu się z Tobą zgadzam.
Dlatego napisałem,
"Niestety, wszystko wskazuje na to że wybrałeś sobie na partnerkę wybrakowany model...

Jesteś bardzo zatwardziały w swoich poglądach , oceniasz nie znając ani ludzi ani  całej prawdy, do tego masz zdeczka za mały szacunek do kobiet ... bezkompromisowy twardy facet , tak Cie odbieram.
Trochę pokory człowieku , bo chyba wszystkiego w życiu jeszcze nie przeżyłeś. Życie nie jest tylko czarne i tylko białe - jest cała gama szarości . Bardzo łatwo jest ferować wyroki odsuwając na bok uczucia i emocje , stojąc z boku.

Zarzuciłeś mi , ze najpierw to ja nie byłam w porządku i dlatego nie chcę teraz wyciągać brudów ... być może ja zaczęłam, ale on skończył tym samym. I na pewno nie jest to powód braku chęci obrzucania się błotem. Nie czuję się ani gorsza od męża ani lepsza .... skrzywdziliśmy się wzajemnie bardzo najpierw brakiem bliskości , zaniedbaniem siebie , trudnością w komunikacji, brakiem uwagi i troski , w końcu odejściem emocjonalnym i fizycznym.
I teraz oboje ponosimy konsekwencje.
Pamiętaj - nie ma dymu bez ognia , dlatego  wina za rozpad związku nigdy nie leży po jednej stronie.
Osoba zdradzająca , która odchodzi też czuje negatywne emocje: smutek, przykrość, żal , wyrzuty sumienia , rozterki - nie oceniaj tak łatwo - nie zdziwiłabym się, gdybyś nigdy nie przeżył poważnego kryzysu w małżeństwie , zdrady a ferowane wyroki opierał tylko na swoich zatwardziałych poglądach na życie.

63

Odp: Czy to juz koniec

Andy1234

ciekawa jestem ile masz lat, jakie doświadczenia życiowe. Czytam Cię i jakbym czytała siebie.
Zostałam zdradzona, jego szczęście kosztem mnie i dzieci, nie było próby ratowania związku, nawet sygnału, że coś jest nie tak. Od jakiegoś czasu szukał nowej miłości. Odszedł dopiero jak znalazł. Był okres, gdy nie był jej w 100% pewny (mężatka z dzieckiem wink ) i wtedy jeszcze mnie łudził, a życie to nie piaskownica... wink
I co? Teraz mam, dla dobra dzieci, dać im moje błogosławieństwo? Wręcz przeciwnie. Starsza córka wie wszystko. Psycholog powiedział mi, że dzieci powinny widzieć, że to boli, że rozstanie to nie jest naturalna normalna rzecz, jak wyrzucenie niechcianej zabawki. Pobraliśmy się po 2 latach znajomości, po 25-tce, pierwsze dziecko 2 lata po ślubie; nic na wariata wink

Jeszcze przed rozstaniem mówił, że z dziećmi będzie widywał się codziennie, młodszej na pytanie czy przeprowadzi się z nami odpowiedział, że rodzice chcą od siebie odpocząć. I co ja miałam jej odpowiedzieć, gdy po miesiącu zapytała czy już odpoczęliśmy od siebie? Łzy stanęły mi w oczach..., nie ze względu na mnie, tylko na dziecko.
Nie da się opisać, co się czuje, gdy trzeba prostować zachowanie tatusia, któremu odwaliło...

64

Odp: Czy to juz koniec

Zadam pytanie: dlaczego to ty masz się wyprowadzić ? Czy opiekę nad dzieckiem przejmie żona ? Przecież to ona was opuszcza, bo zrobiła się niezależna, kobieta sukcesu, zostawiła się daleko za sobą rozwijając się, a ty stałeś w miejscu.
Ja rozumiem, że się "fajno" rozstajecie, ale czemu rezygnujesz ze swojego prawa. Co się dzieje, jak mąż opuszcza żonę ? Poczytaj sobie posty jakie rady idą w kierunku żony.
No chyba, że faktycznie wyprzedziła ciebie o wiele długości. Zasuwaj do adwokata, bo ona już tam prawdopodobnie była.

65

Odp: Czy to juz koniec
Andy1234 napisał/a:

sygalizowanie, dawanie znaków smile
a nie można było po prostu o tym powiedzieć.
Zacząć rozmowę, postawić sprawę jasno ...

Te gadki o "sygalizacjach" to próba samousprawiedliwienia siebie.
Sygnały często bywają nieczytelne,
nawet pociągi przy czynnych sygnalizatorach wpadają na siebie sad

Nie podjęła rozmowy, nie wskazała problemu.
Sygnały smile migowe ?

Tak, wiem .... faceci to tylko faceci - powinno się im mówić jasno, wyraźnie i drukowanymi literami ...
-przykro mi , że nie spędzasz ze mną czasu ... tylko nie wszyscy ludzie tak potrafią , czasem ta sygnalizacja polega na tym, że kobieta podchodzi do męża przyklejonego od kilku godzin do monitora , mówi "może się kawy napijemy , może na zakupy pojedziemy , może byśmy gdzieś poszli" na co słyszy " nie przeszkadzaj mi teraz, bo prowadzę wojnę na metinie" .... i tak raz , drugi, trzeci , dziesiąty - i w końcu odpuszcza bo ileż można żebrać o czas ....

Jeśli nie wiadomo o co chodzi kobiecie - to chodzi o uwagę. Jeśli facet traktuje kobietę jak dodatek do swojego życia , jak mnie traktował zawsze mój mąż - jesli ja mu pokazuję, że brakuje mi tego, tego i boli mnie to i to - a on mi mówi, że przesadzam i sobie wymyślam a on nie będzie się zmieniał , czyli nie liczy się z moimi uczuciami , to sorrry ... jak tu można coś bardziej sygnalizować?

Zawsze coś jest powodem , a potem są konsekwencje - obie strony są winne.

Posty [ 1 do 65 z 111 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026