witam,
mam 30 lat jestem w związku mał. 4,5 roku. Mamy 2 synów ( 2 latka i 0;5 ). Dla znajomych i rodziny jeszcze do niedawna stanowiliśmy zgraną, zgodną parę. Wydawać by się mogło, że już w życiu tyle przeszłam, że to co mnie do tej pory nie zabiło to mnie wzmocniło.Niestety czuję, że za dużo już tego i że nie daję rady. W telegraficznym skrócie: małżeństwo moich rodziców rozpadło się jak miałam 4 latka, był alkohol i przemoc w rodzinie,moja mama wychowywała nas sama, zmarła jak miałam 19 lat, mój świat zawalił się doszczętnie, tata mimo tej sytuacji nie interesował się mną i siostrą, musiałyśmy radzić sobie same. Następnie była śmierć mojej babci, mimo, ze miała syna to ja mimo młodego wieku podjęłam się opieki nad chorym na parkinsona dziadkiem, który zmarł w 2011r. Opiekowałam się nim 5 lat. Następnie założyłam rodzinę, zaszłam w ciąże, poroniłam ( bardzo to przeżyłam, nie czując wsparcia w swoim mężu). Kiedy tydz. po zabiegu i pochowaniu naszego dziecka przyjechali do nas znajomi, mąż wyszedł z propozycją pojechania na dyskotekę, wyszłam z pokoju bo nie wierzyłam sama w to co słyszę, wróciłam zapłakana, powiedziałam, że absolutnie ja nigdzie nie jadę, a on " że mojej łaski nie potrzebuje i że kierowce to ma na tel". Nie pojechał wtedy tylko dlatego, ze okazało się, ze akurat dyskoteki w ten weekend nie było. Teraz twierdzi, ze był pod wpływem alk. i zebym do tego nie wracała.W 2011 urodził się nasz synek, a w tym roku urodził się drugi szkrabik. Niestety po raz kolejny przeżyłam trudne chwile bo synek urodził się z wadą serduszka, w 6 tyg. przeszedł operację, prawie dwa miesiące spędziłam przy jego łóżeczku w szpitalu. Bóg miał nas w opiece i wszystko poszło ok, teraz tylko kontrole i modlitwa o to by wada nie wróciła, bo niestety jest takie ryzyko. Generalnie mimo, że jestem w miarę młoda to niektórzy twierdzą, ze mam bagaż życiowych doświadczeń staruszki. Generalnie uchodzę, za silną osobę, ale to tylko pozory. Moje małżeństwo polega na tym, że mąż rano wychodzi do pracy i nic go nie interesuje, ja zostaje ze wszystkim sama. Pranie, sprzątanie, gotowanie to sprawy w których mąż pomaga od swięta, jak ma dobry humor. Twierdzi, ze on ma inne obowiązki np. wymiana klocków ham. w samochodzie. Żenada. Jak można porównywać coś co się robi miliny razy do rzeczy którą wykonuje się, np. raz na rok. On twierdzi, ze się czepiam. Ostatnio ustaliliśmy że będzie wynosił śmieci, niestety to też muszę robić ja bo on ciągle zapomina. A ja jak mu mam przypominać i słyszeć w kółko "zapomniałem" to sama wolę to zrobić. Sfera łóżkowa też pozostawia wiele do życzenia. Nigdy nie było tak jak być powinno. On zawsze sex pojmował bardzo przyziemnie, a ja potrzebuje czułości, delikatności, całej tej otoczki. On nigdy nie potrafił tego zapewnić jako mężczyzna. On jest moim pierwszym partnerem, a ja jego kolejną kobietą. Zawsze się czułam z tym źle, uważałam, ze on ma zajebiste doświadczenie, że moje poprzedniczki były dużo lepsze, odważniejsze, dawały mu dużo więcej niż ja poprzez swoje ciągłe zahamowania, blokady. Nigdy nie dał mi odczuć, że to ja jestem wyjątkowa, nie potrafił mnie w odpowiedni sposób wprowadzić w sferę sexu. a jako mężczyzna i to z doświadczeniem tego właśnie od niego oczekiwałam. Wszystko było i jest takie mechaniczne, przyziemne. Teraz dochodzi problem niewyspania, zmęczenia. Totalnego braku ochoty na sex z mojej str. Zawsze byłam mu wierna, nigdy nie szukałam niczego na boku, wszelkie relacje z mężczyznami, które mogłyby negatywnie wpłynąć na nasze małżeństwo zakończyłam. Niestety on nie. Ostatnio okazało się, że jeździ na basen z naszym synkiem i umawia się tam ze swoją byłą dziewczyną, która zabiera swoją córkę. On uważa, ze ja jestem nawiedzona i, ze nie ma w tym nic złego. Przeprowadziłam rozmowę również z tą kobietą i ona uważa, ze nie ma w tym nic złego, ze oni sobie jak ludzie porozmawiają, ze oni się tam nie piep..... To były jej słowa. Ta dziewczyna swego czasu go zdradziła, dostała od niego w twarz, rozstali się z hukiem, on to bardzo przeżył a teraz spotyka się z nią za moimi plecami twierdząc że wszystko ok? Po przetrzepaniu tel okazało się ze z nią pisał ostatnio w nocy 3 godz. Podobno mieli sprawę do obgadania, ale ja nie muszę o tym wiedzieć Dodam, że miał ją wpisaną w tel. jako Witek. Twierdzi, ze to ja jestem nie w porządku bo mi nic nie może powiedzieć bo zaraz awantura, że jestem chorobliwie zazdrosna. On zawsze należał do grona facetów, którzy potrzebują adorowania od innych, w ten sposób czuje się chyba taki zaje, maczo. Było wiele kłótni na ten temat, on wiedział, że mi nie odpowiada trójkąt on, jego koleżanki i ja. mówił, ze to się zmieni, ze nie będzie. I tak żyjemy od awantury do awantury, od jednej szansy do kolejnej. to jest jakieś chore. dla mnie rodzina jest najważniejsza, a nie koledzy, znajomości, umawianie się z innymi za jego plecami. Nie wiem czy jest jeszcze jakaś szansa na uratowanie tego małżeństwa. Kocham go i chciałabym tworzyć taką kochającą sie rodzinę, wspólnie spędzać czas, żeby mnie nie oszukiwał.żeby zaczął więcej czasu z nami spędzać, a nie tylko laptop i oglądanie seriali, ciągłe kłamstwa i mataczenia. Mam już dosyć tych wszystkich rodzinnych imprez gdzie mam się uśmiechać i pokazywać jaką jesteśmy szczęśliwą rodziną. Mąż kiedy siada do obiadu to od razu włącza tv i patrzy się w nią jak zahipnotyzowany, a ja potrzebuje z nim rozmowy, zapytania się jak dzień, jak się czuje?Czy to tak wiele????
Podobne tematy
[...]
mam 30 lat jestem w związku mał. 4,5 roku. Mamy 2 synów ( 2 latka i 0;5 ). [...]Dodam, że miał ją wpisaną w tel. jako Witek.
Twierdzi, ze to ja jestem nie w porządku bo mi nic nie może powiedzieć bo zaraz awantura, że jestem chorobliwie zazdrosna. On zawsze należał do grona facetów, którzy potrzebują adorowania od innych, w ten sposób czuje się chyba taki zaje, maczo. Było wiele kłótni na ten temat, on wiedział, że mi nie odpowiada trójkąt on, jego koleżanki i ja. mówił, ze to się zmieni, ze nie będzie. I tak żyjemy od awantury do awantury, od jednej szansy do kolejnej. to jest jakieś chore. dla mnie rodzina jest najważniejsza, a nie koledzy, znajomości, umawianie się z innymi za jego plecami. Nie wiem czy jest jeszcze jakaś szansa na uratowanie tego małżeństwa.
Kocham go i chciałabym tworzyć taką kochającą sie rodzinę, wspólnie spędzać czas, żeby mnie nie oszukiwał.żeby zaczął więcej czasu z nami spędzać, a nie tylko laptop i oglądanie seriali, ciągłe kłamstwa i mataczenia.
Mam już dosyć tych wszystkich rodzinnych imprez gdzie mam się uśmiechać i pokazywać jaką jesteśmy szczęśliwą rodziną. Mąż kiedy siada do obiadu to od razu włącza tv i patrzy się w nią jak zahipnotyzowany, a ja potrzebuje z nim rozmowy, zapytania się jak dzień, jak się czuje?Czy to tak wiele????
Aila, pozwolę sobie na kilka ważnym - moim zdaniem - pytań:
Jak poznałaś Witka?
Czy Twoja niezrealizowana potrzeba czułości nie idzie aby w parze z brakiem realizacji "potrzeby adorowania" męża?
Czy możliwa jest miłość ("kocham go") bez akceptacji, zaufania, szacunku?
Jeśli "rodzina jest najważniejsza" to przecież wtedy mąż nie jest najważniejszy, poza małymi wyjątkami na wynoszenie śmieci. ale to jest zaledwie przydatność. sposób użycia, dość symboliczny, bo w końcu śmieciarz nie jest zajęciem chwalebnym, ale jest to jakaś informacja typu "jak do tylu spraw się nie nadajesz, to przynajmniej wynieś śmieci".
Szansa? Szansa dla kogo?
Kto nie wie, z Was dwojga, jak stworzyć "kochającą się rodzinę"? On nie wie? Ty wiesz? Skoro wiesz, dlaczego tego nie robisz?
Czy takie pytania "jak minął dzień?, "jak się czujesz?", to już rozmowa, czy tylko podtrzymanie znajomości? A może wywiad? Przepytywanka? Zaspokojenie "babskiej" ciekawości?
Na koniec pozytywna propozycja: zacznij rozmowę od tego, jak ciężko pracujesz przez cały dzień, bez cienia wyrzutu i pretensji, z radością, bo robisz to z miłości do dzieci i do męża; o właśnie wyprałaś koszule, majtki, skarpetki i życzysz mu miłego dnia w świeżym ubraniu, pachnącym, a do tego kanapeczki do pracy, a potem miłej kąpieli na basenie i wdzięczność, że zajmuje się synem, że uczy go pływać, że pokazuje mu, jak być mężczyzną, ojcem, mężem, i Ty to czujesz, bo podziwiasz go za to, że jest z Tobą, pomimo, że to czasami trudne do wytrzymania.
Chciałabyś usłyszeć od Niego, że lubi wracać do domu, że rozmowy z "byłą" przestały go cieszyć, odkąd może widzieć Twój uśmiech i słuchać takich słów?
Witaj.Moj zwiazek malzenski sie rozpadl z wielu przyczyn,dzis z perspektywy czasu oceniam ze podstawowa przyczyna to byl brak dialogu,spokojnej rozmowy o naszych potrzebach,oczekiwaniach,sugestiach co partner powinien w nim czynic a czego nie,znalezienia kompromisow na zasadzie ty dasz z siebie"to" to ja dam z siebie"to",ty zrezygnujesz z "tego" to ja zrezygnuje z "tego".Druga przyczyna to wlasnie awantury ktore robila mi moja byla o wszystkie bzdury typu smieci,bolala mnie od tego glowa wolalem tez zajac sie autem itp.Trzecia przyczyna to znikomosc seksu byla bardziej zainteresowana byla dziecmi i soba a ja znalazlem sie na ktoryms tam planie pokutowalo wtedy moje ego.Ale nie bylem az tak malo odpowiedzialny,z takimi pomyslami jak ta dyskoteka.Ja to widze tak,ale nie obraz sie,robisz z siebie kupe nieszczescia ledwo wystajaca z trawy.W drugim zwiazku kobieta bez awantur jasno definiowala swoje oczekiwania,zrobila czytelny zakres obowiazkow i odpowiedzialnosci,energicznie realizowala to co przypisala sobie, spokojnie patrzac na moje poczynania jakos mnie to zmobilizowalo nawet do przyslowiowego wyrzucania smieci.Nie chodzi o dominacje,o jasnosc i konkrety.Dala mi pelna swobode ale jak byly problemy to tylko uslyszlem"a od czego mam faceta w domu,to TY masz problem rozwiaz go" to mnie tez dopingowalo tym bardziej ze nie podwazala moich decyzji a jak wtopilem to nie bylo ciosania kolkow na glowie tylko krotkie zdanie"myslenie chyba nie jest Twoja mocna strona"bardziej pobudzala moje ambicje niz awanturowala sie.Byla wyrozumiala(na basen z kolezankami nie chodzilem itp),nie bolala Jej glowa nawet o 3 rano i ten "temat" nie byl nigdy karta przetargowa.Wszyscy zaraz Cie pewno pociesza,powiesza pewnikiem psy na Twoim mezu.Ja jestem przekonany ze to po stronie kobiety jest dbanie o prawidlowe relacje w zwiazku i dazenie do wciagniecia w to partnera nawet gdy jest oporny.Moze Tobie na niewiele sie przyda ta wypowiedz.
Ajla, a dlaczego nie pójdziecie wszyscy razem na basen?
"Wszyscy zaraz Cie pewno pociesza,powiesza pewnikiem psy na Twoim mezu.Ja jestem przekonany ze to po stronie kobiety jest dbanie o prawidlowe relacje w zwiazku i dazenie do wciagniecia w to partnera nawet gdy jest oporny.Moze Tobie na niewiele sie przyda ta wypowiedz."
Mayk222, Nie zgadzam się z tym twierdzeniam. Związek to dwie osoby i oboje muszą się starać o dobre relacje. Jeżeli robi to tylko kobieta i od "x" czasu dąży do wciągnięcia w to partnera, to najbardziej cierpliwy człowiek wyjdzie z siebie i zacznie się czepiać mając nadzieję, że to może pomoże. Przynajmniej wyrzuceniu z siebie negatywnych emocji.
Oczywiście taka postawa nie doprowadzi do niczego dobrego. Ale jak skłonić partnera do spokojnej rozmowy , do dialogu?
Mój mąż zaczyna rozmawiać dopiero wtedy, gdy zacznę się go czepiać. Wówczas wyleje z siebie wszystko, w taki sposób, że miesiąc dochodzę do siebie. Taka sytuacja ma miejsce raz na pół roku. Mimo moich najszczerszych starań on nie mówi o tym czego pragnie, potrzebuje itp.
Możemy gadać o pierdołach, o innych ludziach, śmiać się ze wszystkiego i niczego....ale gdy temat poruszy nas, tego co ja czuję lub gdy chcę się dowiedzieć o nim, co dotyczy sfery uczuciowej, to następuje milczenie...lub humorystyczna zmiana tematu. I jak długo tak można?
Jeżeli facet, czy też kobieta jest oporna na rozmowy o uczuciach, o problemach, to ta druga strona sama nie zdziała wiele.
Zgadzam się, że "odtwarzanie w kółko jednej i tej samej płyty" nie poprawi sytuacji, tak samo jak włażenie w 4 litery szanownemu panu...
Może niech Ajda jeszcze robi kanapki mężowi na basen - obowiązek, no bo przecież mąż zgłodnieje. No ale niech też nie zapomni o 3 kawałkach ciasta na deser, żeby mógł poczęstować swoją koleżankę.
Animus,
1. Witek to wpis w tel. mojego męża, tak dla zmyłki żebym nie wiedział, że to jego była dziewczyna . Znam ją przez moją siostrę, razem chodziły do szkoły i się kolegowały. znam ją już kilkanaście lat, niestety nie jest to dziewczyna ciesząca się dobrą opinią.
2. Masz rację, nigdy w jakiś szczególny sposób nie adorowałam męża, tutaj mogę się bić w piersi i mieć do siebie pretensję. Mam tylko jeden problem jak adorować męża, który Cię oszukuje, nie dotrzymuje danego słowa. Czy taki mąż zasługuje na adorowanie? Mówił, że się zmieni, ze zerwie te niepotrzebne relacje z koleżankami, ze nie są one mu do niczego potrzebne, że to ja się liczę. I co? I na obiecankach się kończyło.
3. Kocham go i dlatego tak to wszystko mnie boli, to co on mi serwuje. Wbrew pozorom ufam mu i naprawdę nie kontroluje go tak jak inne małżeństwa kontrolują siebie. Często nawet padało stwierdzenie naszego znajomego do zony" nie możesz wziąć przykładu z Wiolki, nie kontrolować mnie, ona nie wydzwania do męża co chwilę, on jej mówi, ze jest tu i tu i ona mu wierzy, a Ty ciągle mnie kontrolujesz". Jeśli chodzi o akceptację, to naprawdę wiele jestem w stanie tolerować i zaakceptować, wydaje mi się, ze każda akceptacja jest dopuszczalna w pewnych granicach. Ja mam te granice ściśle określone np. nie mam nic przeciwko, jeśli na mieście przez przypadek spotka swoją którąś z byłych dziewczyn, porozmawia z nią, to jest dla mnie takie normalne. Niestety umawianie się za moimi plecami i spędzanie wspólnie czasu z inną nie jest w porządku i trudno oczekiwać ode mnie akceptacji takiego zachowania. Szacunek??? I tu chyba w naszym związku brak tego elementu. Trudno o szacunek, kiedy dwie strony wzajemnie sie ranią i sprawiają sobie przykrość, wykrzykując słowa na zasadzie kto kogo bardziej zrani swoja wypowiedzią.
4. Wynoszenie śmieci nie jest dla mnie żadną ujmą na honorze. Chodzi tu raczej o poczucie obowiązku, o nie olewanie tego co do mnie należy. Nigdy nie dawałam mojemu mężowi odczuć, ze do niczego się nie nadaje tylko do wyrzucania śmieci. Jest typem złotej rączki, zawsze go chwaliłam i doceniałam za to co robił, byłam z niego dumna, o czym on wiedział.
5. Pytania typu " jak minął dzień" nie są dla mnie żadnym rodzajem przepytywanki. Są dla mnie rodzajem rozmowy, dialogu, a tego właśnie brakuje u nas w związku.
6. Co do Twojej propozycji to kilka słów wyjaśnień. Swego czasu wstawałam o godz. 5:30 robić mu śniadanko, ciepłą herbatkę i kanapeczki do pracy. Ja miałam do pracy na 7, więc robiłam to specjalnie dla niego bo mogłam sobie jeszcze spać.Niestety nagminnie zdarzało się, że mój mąż olewał to i twierdził, że nie pójdzie na 6 tylko na 7:00 mimo, ze miał problemy w pracy z nagminnymi spóźnieniami co jest do tej pory. wtedy krew mnie zalewała, bo ja się poświęcałam, a on to miał w tyłku, ważniejszy był on i jego potrzeba snu. Każdego by to chyba wkurzyło. żeby jedna strona sie poswieciła to druga musi to docenić, wtedy to ma sens. Ztym basenem to też nie jest tak super jak sobie myślisz. On przez dluższy czas jeździł na basen z kuplami i koleżankami z pracy. Dwa razy w tyg. o godz. 19:00 brał torbę i wychodził. Nieważne było czy dzieci płaczą, czy są wykąmpane bo przecież on był umówiony. Po basenie tradycją się stało że jechali również do Mc na fastfoodowe żarełko. Gdzie tu sens??? Przecież miał jeździć po to by kondycję poprawić, dla zdrowia, a okazało sie, że względy towarzyskie wzięły górę. Po licznych awanturach wymusiłam na nim, że ma zabierać synka. I tak jest, ale teraz sobie znowu znalazł towarzystwo, swoją eks.Ja też bym tak chciała, wyjść z domu, ze znajomymi miło spędzić czas, ale jakbym tak robiła to bym była wredną matką. To, ze on tak robił to nic złego w jego ocenie. Pewnie, ze mogę spróbować Twojego sposobu, ale uważam, ze on na to nie zasługuje.Zresztą chyba mnie rozumiesz???
Lilia 86,nie bylo sugesti o robieniu kanapek na basen,przesadzilas deko.Podalem moje spostrzezenia z autobiografi.Tez bylem oporny i trudny ale pewne opisywane czynniki zmienily mnie,moje podejscie do prawidlowych relacji,a ten podstawowy to dialog a z niego wynika cala poprawna reszta.
7 2013-01-18 15:34:13 Ostatnio edytowany przez ajla (2013-01-18 15:35:58)
Ja to widze tak,ale nie obraz sie,robisz z siebie kupe nieszczescia ledwo wystajaca z trawy.
W drugim zwiazku kobieta bez awantur jasno definiowala swoje oczekiwania,zrobila czytelny zakres obowiazkow i odpowiedzialnosci,energicznie realizowala to co przypisala sobie, spokojnie patrzac na moje poczynania jakos mnie to zmobilizowalo nawet do przyslowiowego wyrzucania smieci.Nie chodzi o dominacje,o jasnosc i konkrety.Dala mi pelna swobode ale jak byly problemy to tylko uslyszlem"a od czego mam faceta w domu,to TY masz problem rozwiaz go" to mnie tez dopingowalo tym bardziej ze nie podwazala moich decyzji a jak wtopilem to nie bylo ciosania kolkow na glowie tylko krotkie zdanie"myslenie chyba nie jest Twoja mocna strona"bardziej pobudzala moje ambicje niz awanturowala sie.
Wszyscy zaraz Cie pewno pociesza,powiesza pewnikiem psy na Twoim mezu.Ja jestem przekonany ze to po stronie kobiety jest dbanie o prawidlowe relacje w zwiazku i dazenie do wciagniecia w to partnera nawet gdy jest oporny.Moze Tobie na niewiele sie przyda ta wypowiedz.
Nie obrażam się, mayk,można pomyśleć ze jestem kupą nieszczęścia, ale chyba nie zaprzeczysz, ze życie ostro daje mi w kość. Mayk ja nie jestem typem awanturnicy, raczej jestem ostoja spokoju, niestety pewne sprawy mnie przerastają i nerwy mi puszczają . Nie chcę, zeby na moim mężu wieszali psy. Oczekuję tylko obiektywnej oceny. Z tym dbaniem o relację, stanowczo sie nie zgadzam!!! Dwie strony powinny o to zabiegać i pielęgnować!!!!! Zapewniam Cię,że Twoja wypowiedź jest dla mnie cenna i daje mi do myslenia za co Ci dziękuję.
to go zostaw.. naprawiac cos tylko z jednej strony to troche bez sensu.
Wiem ze latwo mowic, ale albo wlasnie sie zaprzesz i stanowczo mu powiesz co i jak, albo po prostu sie z nim rozstan..
9 2013-01-18 16:18:33 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2013-01-18 16:27:50)
"Mayk222, Nie zgadzam się z tym twierdzeniam. Związek to dwie osoby i oboje muszą się starać o dobre relacje. Jeżeli robi to tylko kobieta i od "x" czasu dąży do wciągnięcia w to partnera, to najbardziej cierpliwy człowiek wyjdzie z siebie i zacznie się czepiać mając nadzieję, że to może pomoże. Przynajmniej wyrzuceniu z siebie negatywnych emocji. "
Mayk222, ten akapit był odpowiedzią, na to z czym się nie zgadzam. Chodziło mi o to, że to tylko kobiety wina, że nie umie dotrzeć do opornego faceta.
Tak jak Ajla cenię Twoją wypowiedź i wyciągam również wnioski dla siebie.
Uważasz, że byleś oporny i trudny, ale zmieniłeś się, Twoje podejscie do dialogu. Tak samo każdy inny oporny facet też mysi zdać sobie sprawę, ze swojej oporności i chcieć z tym walczyć. Sama kobieta nie da rady, nawet gdyby była najlepszym psychologiem.
Co do kanapek, pewnie że przesadziłam. Ktoś inny pisał o adorowaniu i rozpieszczaniu faceta. Jak najbardziej jestem ZA tym. No ale do jakiego stopnia? Gdzie jest granica?
Na dłuższą metę się nie da tak żyć, gdy człowiek mimo najszczerszych starań nie czuje się doceniony, mało tego jak Ajla jest wręcz ignorowany.
Takie postępowanie sprawi tylko, że jej mąż będzie te wszystkie starania traktował, jak coś oczywistego i gdy zabraknie czegoś, to o a będzie winna.
Mąż Ajli musi również uświadomić sobie, gdzie leży problem i chcieć się z nim zmierzyć!
Ucieczka w świat towarzystwa i koleżanek im nie pomoże.
ja również uważam, że nie powinnaś go już rozpieszczać, bo on tego w ogóle nie docenia...jeżeli szczera rozmowa nie wchodzi w grę, to może jakaś terapia..jesteś kłębkiem nerwów, nie jest to dobre ani dla Ciebie, ani dla dzieci, ani dla niego. NAjgorszy jest brak wsparcia z jego strony, w ciężkich sytuacjach..a może to jego sposób na przetrwanie?? znasz męża lepiej niż my..
btw...wydaje mi się, że im bardziej my - kobiety wchodzimy facetom w tył.ek(obiadki, kanapeczki, prezenciki, gazetki, piwko itd), tym bardziej oni przestają to doceniać...
11 2013-01-19 06:02:45 Ostatnio edytowany przez ajla (2013-01-19 06:04:24)
Ajla, a dlaczego nie pójdziecie wszyscy razem na basen?
Może niech Ajda jeszcze robi kanapki mężowi na basen - obowiązek, no bo przecież mąż zgłodnieje. No ale niech też nie zapomni o 3 kawałkach ciasta na deser, żeby mógł poczęstować swoją koleżankę.
Lilia86, nie jest możliwe żebyśmy szli razem bo musielibyśmy wziąć ze sobą 0,5 rocznego synka, a on jest po operacji, teraz jest zima, okres wzmożonych zachorowań, to byłoby nierozsądne i zbyt niebezpieczne dla niego. Były ustalenia, że małego będziemy zostawiać u teściów, a my na basen w 3 będziemy chodzić, niestety mąż pokłócił się ostro z teściem i ten wariant odpadł.
Co do tych kanapek, to dodam, że może jeszcze będę przygotowywała mu "niezbędnik basenowy" do kanapek i ciasta dorzucę jeszcze szampana i truskaweczki coby mieli jeść i pić w jakuzzi
Stokroteczka1, popieram, nie ma co, serca wykładać jeśli mąż przechodzi, kopie je i mówi, że to wątroba. Naprawdę starałam się być wzorową żoną i matką. Jedyne co mogę sobie zarzucić to "apatie" seksualną. On jednak wie dlaczego tak jest. Jestem osobą wierzącą, nie było mi łatwo kiedy w narzeczeństwie dochodziło między nami do zbliżeń, a później w konfesjonale nie dostawałam rozgrzeszenia. Czułam się jak margines społeczny. Byłam rozdarta. Później to poronienie, myśli, ze nie jestem 100% kobietą, że coś ze mną nie tak skoro mój organizm nie potrafi donosić ciąży. Później kolejna ciąża i strach o nią, czy znowu nie skończy się dramatem, myśli, czy uprawiając sex w ciąży nie zaszkodzę dzidziusiowi. Zrozumieją mnie pewnie nieliczni, Ci którzy mieli podobne doświadczenia. Później małe dzieci, nieprzespane noce, zmęczenie. Mój mąż nigdy nie wstawał w nocy do synków. Uważał, że musi być wypoczęty bo on do pracy idzie. Rozumiałam to i nie wymagałam od niego tego. Do czasu gdy dotarło do mnie, że na pisanie smsów po nocach, oglądanie seriali ma jednak czas i siłę. Nie mam słów do niego, żadna rozmowa nie przynosi efektów, bo on nie widzi nic złego w swoim zachowaniu. Kiedy sprawa jest postawiona na ostrzu noża, to wtedy dla świętego spokoju mówi mi, że się zmienni. Jaki jest sens ciągnąć to skoro np. dla mnie takie spotkania za moimi plecami są czymś niedopuszczalnym w małżeństwie, on mi obiecuje, ze nie będzie, a swojej eks mówi, ze on nie chce kończyć z nią znajomości ( ona mi to powiedziała podczas ostatniej rozmowy tel.) Błędne koło:(
tak czytam i myślę, że to dość częsty wątek na tym forum, żenią się dwudziestolatki mają dzieci a potem po 30 nagle dopada ich ciężar i rutyna życia, bo żona w domu z dziećmi, a mąż w pracy by utrzymać rodzinę, zero wspólnych tematów, zero urozmaiceń i jeszcze ta pewność, że przez najbliższe lata nic się nie zmieni, jeżeli ludzi łączy prawdziwe uczucie, wpólna pasja itp. to jest szansa, że da się to przetrwać
to o czym piszesz ajla świadczy niestety o tym, że żyjecie obok siebie w oddzielnych światach, a twój mąż zaczyna szukać sposobów by "urozmaicić" sobie życie i twoje żale i krzyki niestety nie odniosą żadnege efektu
raczej możliwe, że w tym co poradził animus jest żdziebko prawdy bądź szczęśliwa pokazuj mężowi że jesteś szczęśliwa dbaj o siebie swoje samopoczucie i wygląd nic tak nie dopinguje faceta do zajęcia sie własną żoną jak jej widoczne szczęście wtedy facet zaczyna się obawiać, że żona ma kogoś i włącza mu się zazdrość
przemyśl też nieco swoje nastawienie do życia bo z tego co napisałaś o swoim życiu masz zadatki by zrobić z siebie męczennicę, która "niesie swój krzyż"
Lilia. Ty napisalas... Jeśli facet jest oporny na rozmowy o uczuciach i problemach.
Anja ty napisalas ze naprawdę Starasz sie być wzorowa Zona i matka...
Lilia. Ja sobie od razu wyobrazilam jak jestem twoim mężem. Płeć sie nie liczy. A ty zaczynasz jakaś gadke w rodzaju- pewnie książkowy początek- wiesz czuje ze.. A co ty czujesz? I od razu cchce zwiewac. Bo wiem jak to sie skończy. Chcesz pomarudzic. Ponarzekac. Wyzalic sie obwinic mnie za gradobicie i trzęsienia ziemi.
Wiesz dlaczego wysnulam ten wniosek? Bo napisalas ze twój mąż nie rozmawia o uczuciach i problemach a to znaczy ze to dwa tematy nierozerwalnie związane.
Anja- wzorowa zono i matko. A co to Znaczy? Co robi wzorowa Zona i matka? Zgadne... Ma Pełno obowiązków. Na pewno czystość w domu świadczy o niej i dzieci muszą być schludne bo to tez świadczy o niej. Życie składa sie z całej tony zadań i trzeba je z poświęceniem dźwigać.
Myśle ze z jednej strony jest tak ze masz swoje wyobrażenie o wzorowej rodzinie. Której nie mialas. I masz ambitny plan. Taka rodzine będziesz miała. Wzorowa. I czujesz sie za to odpowiedzialna. I wszystkim stawiasz poprzeczkę.
Po drugie. Już dawno zauważyłam ze jest tak ze wiele kobiet wchodzi w role. I to maksymalnie dwie. Zapominając o innych.
Np kobieta narzeczona jest zakochana otwarta sZczesliwa. Kobieta Zona ma obowiązki jest odpowiedzialna za umyty kibel i zaczyna non stop marudzic. Bałagan śmieci nic mi nie pomagasz... Co to w ogóle znaczy nic mi nie pomagasz? Mycie naczyń to naprawdę moje zadanie w którym pomaga mi mąż? A z jakiej racji przepraszam? Jakby bozia stworzyła mnie do mycia naczyń zamiast krwi miałabym płyn do naczyń.... Jestem taka zapracowana taka zmęczona mógłbyś chociaż ( w nawiasie ty beznadziejny egoistyczny nieudaczniku który nie spełnia mOich oczekiwań....) wynieść śmieci!
Kobieta matka jest ... Tylko matka. Odpowiedzialna jest nie tylko za radosne uśmiechy dzieci ale tez za odcień ich kupy. Dzieci stają sie jej własnością a ona własnością dzieci. Nie ma ze
Ledwo stoi. Ze jest przeziebiona. Dzieciaczek musi na slacerek bo inaczej ona na pewno będzie zła matka. Kobieta matka najczęściej jet tylko matka. Rola zony schodzi na dalszy plan- bo to oznacza tylko i wyłącznie obowiązki a nie relacje. Natomiast zdecydowanie przestaje być
Kochanka przyjaciółka normalna kObieta.
Jest zmęczona. Jest poświęcona. Jest swieta.
Jest nieludzka. Zapomina o sobie. Nie dba o siebie I swoje potrzeby. Więc tak samo nie
Potrafi tak naprawdę słuchać potrzeb innych. I mąż i dzieci maja spełniać jej wyobrażenia. Bo o a nie dba o ich potrzeby. Nie słucha swojego instynktu bo go zagluszyla obowiązkami.
Człowiek który nie szanuje siebie. Nie szanuje innych.
Człowiek który nie potrafi określić swoich potrzeb który nie dba o siebie. Nie potrafi określić potrzeb i dbać o swoje dzieci. Dopóki są małe to pol biedy bo maluchy sie podporzadkuja. A jak dzieciak ma nascie lat. I nieudolnie- bo przecież w domu to akurat nie miało znaczenia- próbuje określić swoje potrzeby cele uczucia- to jest jatka i bunt.
A matka sie tak poswiecala..
I ostatnia rzecz. Ona sie tutaj przewija na tym forum. Kupczenie seksem. Sprzedawanie seksu w zamian za usługi wypełnienie obowiązków siedzenie cicho.. Małżeńska prostytucja.
Widzisz kochanie? Jak umylles naczynia to ja od razu jestem mniej zmęczona i gotowa na seks..
Nie dbanie o swoje potrzeby i niesłychanie siebie powoduje ze przestajemy Wogole odczuwać sferę fizyczna. Seksualna. Ona jest tak samo zaniedbana jak nasz rozwój.
Jeśli nie nauczysz sie autorki słuchać swojego ciała. I czerpac po prostu przyjemności z seksu. To zawsze będziesz sie czuła przymuszona. Nieatrakcyjna. Niezaspokojona.
Seks? Czasami bo jak człowiek zmęczony to łatwiej zasnąć. Czasami bo rozladowuje stres. Czasami bo po prostu fajnie tak zakOnczyc dzien. Czasami bo jestem dzisiaj taka śliczna. Czasami bo chce cie obdarować najlepszym co mam. Czasami bo chce od ciebie wszystkiego. Czasami bo tak.
To nie karta przetargowa. To nie nagroda.
I nawet nie chodzi mi o kObiety które traktują siebie jak prostytutki- seks to wymiana dóbr.
Ale wyobrażam sobie jak musi czuc sie facet który wie ze dla swojej zony jest nieatrakcyjny ona go nie chce i nie potrzebuje i robi mu łaskę.
Wtedy z jego strony seks jest rozladowaniem napięcia. Nie dzieli sie z kobieta. Nie daje jej spełnienia. Nie uczy sie być najlepszym kochankiem dla niej. Bo przecież ona nie kocha sie z nim dla niego samego. I sam seks nie ma dla niej wartości. Więc to nie działa...
A co mówi Twoja godność na poświęcaniu snu, żeby robić mężowi śniadanie i herbatki? Co mówi na te spotkania z jego byłą i nocne smsy? Jeśli ktoś nie ma szacunku do siebie, to inni też go nie będą szanować.
W Twoim poście piszesz, że zawsze tak i tak było - więc dlaczego postanowiliście założyć rodzinę?
Związek budują dwie osoby i obie są za niego odpowiedzialne.
15 2013-01-19 14:09:50 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2013-01-19 14:21:17)
Ajla wybacz, przecież to oczywiste, że z tym malutkim synkiem, to niemożliwe wyjść na basen.
Najbardziej rozsądna rada, jak mi przychodzi do głowy, to nakłonić Twojego męża na terapie dla małżeństw.
Oczywiście te rady, żebyś zaczęła myśleć o sobie i swoim dobru są jak najbardziej słuszne. Mogą okazać się pomocne.
End_aluzja: "Lilia. Ja sobie od razu wyobrazilam jak jestem twoim mężem. Płeć sie nie liczy. A ty zaczynasz jakaś gadke w rodzaju- pewnie książkowy początek- wiesz czuje ze.. A co ty czujesz? I od razu cchce zwiewac. Bo wiem jak to sie skończy. Chcesz pomarudzic. Ponarzekac. Wyzalic sie obwinic mnie za gradobicie i trzęsienia ziemi. "
Książkowy początek, to miał miejsce, gdy to właśnie mój obecny mąż skłaniał mnie na początku do wyrażania swojego zdania i mówienia " nie", gdy czegoś nie chciałam lub gdy robiłam coś wbrew mojej woli. Oboje pochodzimy z rodzin, gdzie nie rozmawiało się o uczuciach. Do mnie zawsze padało zdanie od mamy : " musimy porozmiawiać" i wiem , że to działa jak płachta na byka. Wydaje mi się, że unikam tego typu sformułowań, ale jak na 7 - letnie małżeństwo mój mąż nawet po spojrzeniu potrafi rozpoznać, że chcę się dowiedzieć czegoś, na co on nie ma ochoty się wypowiadać. Może robię jakieś błedy, ale naprawdę nie wiem, jak inaczej można... Już naprawdę się dużo zmieniłam.
Pomarudzić, ponarzekać.... NIE. Sprawić, żeby coś od siebie, o sobie mówił. Jak to on odbiera?Może tak, jak Ty to widzisz.
"Wiesz dlaczego wysnulam ten wniosek? Bo napisalas ze twój mąż nie rozmawia o uczuciach i problemach a to znaczy ze to dwa tematy nierozerwalnie związane. " - na razie nie wiem co o tym myśleć.... Nierozerwalnie - nie, ale znacząco powiązane....
Myślę, że to nie jest dobre miejsce do pisania o moich problemach. Chciałabym, żeby skupić się w tym temacie na sytuacji ajli.
Ja już dostałam sporo rad na tym forum i sama nie wiem, czy potrafię nam pomóc ( mojemu małżeństwu). Już brakuje mi sił...
Jeżeli chiałabyś jeszcze coś w mojej sprawie napisać, to odświeżę swój wątek.
"Ja jestem przekonany ze to po stronie kobiety jest dbanie o prawidlowe relacje w zwiazku i dazenie do wciagniecia w to partnera nawet gdy jest oporny."
w tym co napisał mayk222 i w wywodzie End_aluzja jest niestety dużo prawdy
niestety bo to na kobiecie skupia się najwięcej odpowiedzialności w związku, jak sobie wychowasz partnera/męża, na jakiego się zdecydujesz takiego masz
jestem kobietą i wcale to mnie nie cieszy, że faceci to duże dzieciaki które trzeba wychowywać gdy są w związku i do których trzeba mieć odpowiednie podejście właśnie takie jak opisuje to mayk222: "jasno definiowala swoje oczekiwania,zrobila czytelny zakres obowiazkow i odpowiedzialnosci,energicznie realizowala to co przypisala sobie", "Nie chodzi o dominacje,a o jasnosc i konkrety"
Jestem kobietą i w ogólke mi się nie podoba, że tak jest ale niestety jest. Bo nasi faceci kiedyś tam byli wychowywani przez swoje matki a te matki niestety porobiły mnóstwo błędów i dlatego mamy takich facetów jakich mamy duże dzieciaki, którym trzeba jasno określać obowiązki, komunikować potrzeby i uczyć, że żony/partneki nie traktuje się jak matki, która gotowała sprzątała usługiwała a pozatym siedziała w domu i czekała na synka gdy ten się bawił. Część facetów na swoją partnerkę przerzuca wzór matki która robiła za niego wszystko, dlatego gdy wiążesz się z facetem musisz go wychować na partnera, ale też pamiętać, że musisz wychować dzieci, a zwłaszcza synów na odpowiedzialnych mężczyzn w przyszłości, nie dawać im wzoru matki polki męczennicy.