syla135 napisał/a:rozumiem ze chcialas rady jak dziewczyne wygonic, z tym ze skoro jest taka brudaska to znaczy ze nie ma wiekszego okropienstwa niz na sama robi. choc byloby mozna zyc po swojemu czyli sprztac i drzec sie na nia ze ma posprztac, ale do tego trzeba miec nerwy, moja siostra z natury jest taka ze ciagle sprzata, i gdy jestesmy razem w mieszkaniu rodzicow to mam ochote uckeikac bo wiadomo mam male dzieci i ciagle krzyczy ze jest brudno wiec na mnie to dziala a nie wiem czy na nia.
poza tym, co do lodowki uwazam ze mozna podzielic sie polkami w lodowce zeby bylo uczciwie, rachunki po polowie, ale w takich ustaleniach musza i rodzice pojsc na reke i ona, choc mam wrazenie ze jakby rodzice sie zgodzili to by ja ustawili.
poza tym to widac taki typ PASOZYTA i ty jej nie wychowasz, byl na to czas, 25latka to juz uksztaltowana osobowosc wiec nie wierzylabym w zmiane charakteru czy zachowania. taka ma logike po co isc do pracy jak mama, tata da...proste!
uwazam ze rodzice tez widza ze jest lewusem i tez niechca miec w domu owoc swego niepowodzenia wychowawczego.
a co do obiecania mieszkania po slubie..
ciekawe czy rodzice nie mysleli o tym ze jak slub to i dziecko, wiec przepisza wnukowi i tak mysle ze bedzie bo przeciez jakby chcieli przepisac synowi to juz by to zrobili i pamietaj o tym jak bedziesz po slubie na te 80osob i beda kolejne warunki...
postaw sie w sytulacji rodzicow, jak oni maja przesrane, musza wybierac miedzy dwojgiem dzieci wiedza ze corke unieszczesliwia gdy sciagna ja do siebie.
Na nią nie działa zupełnie nic - ani prośby, ani groźby. Ona jest taka, że robi sobie herbatę, miesza cukier, łyżeczka do zlewu. Robi kolejną herbatę, to samo. A jak łyżeczki się skończą, to bierze z nowego kompletu (chociaż i tak go schowaliśmy i nie przyszło mi do głowy, że będzie wolała go poszukać niż umyć łyżeczkę). Z talerzami podobnie. A jak już nie ma nowego czystego, no to weźmie jakiś ze zlewu, przeleje wodą, niby umyje... A jak zobaczyłam taki "umyty" talerz to aż mi się niedobrze zrobiło - cały tłusty i omasklany - i jak można z czegoś takiego jeść?
Podział półek w lodówce to dobry pomysł, nie wiem czy mimo wszystko nie wyjadałaby z naszych półek, ale spróbować można
Rachunki na pół, to też kwestia dogadania z rodzicami, myślę, że po prostu zaczną za nią płacić za jej część...
Rodzice właśnie uważają, że ona jest święta. Wszystko jej się należy i nic nie musi robić. Jak mój luby mówi mamie, że syfu narobiła i nie posprzątała po sobie, to "przecież pozmywała po jedzeniu" mając na myśli ten tłusty, omasklany talerz, widząc go jednak zupełnie czystym. A jak Ci nie pasuje, to "pozmywaj drugi raz" i taka to gadka z nimi. Traktują ją jak małą dziewczynkę, a przecież dziecko się utrzymuje, nie każe mu pracować, nie zmusza się do sprzątania, a jak już umyje talerz, to ma prawo być nadal brudny, bo przecież to tylko dziecko, to i tak trzeba się cieszyć, że zechciało mu się podjąć próby mycia.
Oni chcieliby, żeby przyszła do nich mieszkać, proponowali jej to wiele razy, chcą mieć swój "skarb" przy sobie, ale jej jest wygodnie mieszkać osobno.
Co do mieszkania, to na "gębę" należy do mojego lubego, wyremontował je, rodzice powiedzieli, że przepiszą po ślubie. Nie było mowy o żadnym dziecku, ale w sumie nigdy nie wiadomo. Chociaż wydaje mi się, że rodzicom chodzi o to, żeby ich syn w końcu się ustatkował i dlatego chcą przepisać dopiero po ślubie, żeby miał motywację jak najszybciej do tego dążyć.
Widząc tą beznadziejną sytuację i wizję mieszkania z śmierdzielami, wiele razy mówiłam lubemu, żeby odpuścił. Że zdrowie jest ważniejsze od rzeczy materialnych i pieniędzy. Ale chyba nie ma się co dziwić, że szkoda mu tej kasy wyrzucać w błoto...
konstantynopolitanczynka napisał/a:a. głośny seks w miejscu i czasie w jakim Wam przyjdzie ochota, najlepiej by siostra często na Was tak wpadała (wiem niewygodne, bo jak tak można
)
Głośny seks już próbowaliśmy, ale jedynie w pokoju. Skarżyła się wtedy mamie, że jesteśmy głośno, no i trochę mi było wstyd przez kilka dni, jak mój luby powiedział, że mama mu zasugerowała, żebyśmy byli trochę ciszej... A żeby na nas wpadała, musielibyśmy uprawiać seks w przedpokoju. Ale nie wiem czy to najlepszy pomysł...
konstantynopolitanczynka napisał/a:b. chodznie po mieszkaniu i darcie ryja - tzn. śpiewanie glośno, dużo, fałszując. Można pójść o krok dalej i zainwestować w jakiś wyjątkowo trudny do opanowania instrumen muzyczny, na którym to zawsze chciałaś się nauczyć grać. Trenować w godzinach wieczornych i rannych, czasami nocnych.
To jest świetnym pomysłem. Przynajmniej dopóki sąsiedzi nie zaczęliby się skarżyć... bo mieszkanie jest w bloku. Ale za śpiewanie przed 22 chyba nic nie grozi 
konstantynopolitanczynka napisał/a:c. może jakiś zwierzak (o ile chcemi zgotować mu taki smutny los zamieszkania w chlewie, może świnka?), opcja jeśli siostra jest na coś uczulona, bądż ma fobie na punkcie jakiś stworzeń (taki ptasznik błękitny jest niezwykle efektowny, wystarczy kilka razy wypuścić go na spacer po mieszkaniu co by siostra zapoznała się z nowym pupilkiem)
Ze zwierzątkiem wydaje mi się do zrobienia. Co do pająków, to niestety ja się ich przeraźliwie boję, więc raczej odpada.
konstantynopolitanczynka napisał/a:d. sabotaż. Serio. Nie wiem czy Ty albo chłopak znacie się na elektronice i informatyce. Popsuć telewizor, oczywiście nie w oczorzucający się sposób, czyli nie za pomocą młotka, tylko jakoś subtelnie. Tu coś poprzestawiać, tam coś odkręcić, ten kabelek podłączyć inaczej. Komupter, zainfekować i starać się to robić regularnie. Najlepiej tak by w końcu płyta główna padła. Może wymienić jedną część na inną słabszą i spowodwać zwarcie?
Informatykiem jest chłopak siostry, więc komputera jej nie "zepsujemy", bo on łatwo odkryje co jest grane. Ale z telewizorem spróbujemy 
konstantynopolitanczynka napisał/a:e. zapraszanie znajomych (swoich) i robienie wstydu (to w zależności jak bardzo siostra przejmuje się innymi osobami).
Ona nie przejmuje się niczym, wstyd to my sobie tylko robimy, kiedy zapraszamy znajomych...
konstantynopolitanczynka napisał/a:f. skoro nie chcesz chować lodówki do pokoju, to robienie zakupów w takiej ilości, by starczyło tylko dla Was. Najlepiej robić super wypasione, pachnące i aromatyczne obiadki, wypieki i deserki, które sprawią, że ślinka leci, zapach jest rozniesiony po całym mieszkaniu, a jak siostra zajrzy by się poczęstować to pogonić (tak wiem, okrutne i niehumanitarne, ale wojna nigdy nie jest humanitarna)
Pomysł z podzieleniem półek w lodówce jest trochę lepszy, a w razie jakby wyjadała z naszych półek, to można posunąć się do kroków, jakie przedstawiłaś...
Dziękuję Ci bardzo, dałaś mi dużo do myślenia, kreatywność się we mnie obudziła ;D
nika29 napisał/a:być może autorka wątku ma klasę i nie będzie robiła czegoś takiego.
Klasa klasą, ale jeśli chodzi o szczęście związku, to można o niej na chwilę zapomnieć... jak wyżej: cel uświęca środki!