witam wszystkich którzy to czytają.
pierwszy raz jestem na forum w zyciu...
mam dosc...
glosy osób z zewnatrz BARDZO mi sie przydadza...jesli ktos mialby chwile czasu, aby przeczytac co nastukam to prosze o opinie...
mam chlopaka ktory jest, nie wiem jak to napisac, dziwny????
mieszka z rodzicami, bo tak latwiej, jest jedynakiem i nie lubi swoich rodziców. w lutym minał 2lata a ja nie znam jego rodziców, bo ich nie lubi i nie chce zeby wiedzieli ze ma dziewczyne, zeby cokolwiek wiedzieli o jego zyciu prywatnym...nigdy nikomu nie powiedzial ze kogos kocha(dziewczynie, bo dziadkom kiedys powiedzial, z tego co mi mowil)i tu prawie 2lata jestesmy razem, a ja tego nie uslyszalam... nie ma seksu(co mi nie przeszkadza), bo dopiero po slubie. Nigdy nie bylam u niego i nie poznalam babci, ciotki i reszty. Tylko raczyl poznac mnie z kuzynem(moze3razy przelotem sie widzielismy...)
Znam jego przyjaciela od serca(tez jakos 3razy go spotkalam) i kilku kolegow, ktorych juz wczesniej i tak znalam... To wszystko. Moj tata go nie lubi, siostra tez i przyjaciolka...mama raczej tez nie przepada, bo on jest zarozumialy i ZAWSZE WSZYSTKO WIE!
i teraz problem...ja nie uwazam, ze jestem bez zarzutu...robie sceny zazdrosci...i pretensje...naleze do osob, ktore nie zawsze sa usmiechniete, bo czesto trace humor i jestem zmierzla...
nie czuje sie przy nim wartosciowa, on sam jest wiecznie niezadowolony i czuje bezsens zycia...
oczywiscie zrywalam juz chyba sto razy, a pozniej stwierdzalam, ze jednak to ma sens...
i tak tkwie w tym z nadzieją, że bedzie dobrze. A bedzie...?
Przychodzi taki moment, ze mysli sie tylko o tych dobrych sytuacjach...i tu one byly, tylko wydaje mi sie, ze on mysli o sobie i nie potrafi mnie pokochac tak jak ja...to tak boli...
jakis czas temu bardziej sie staral, a po moim ostatnim zerwaniu juz tego nie ma...powiedzial, ze go bardzo zranilam...a chcialam sie rozstac, bo nie rozumiem tego ze nie mowi, ze mnei kocha i nie znam jego rodziny... ![]()
czuje sie beznadziejna i boje sie samotnosci jak ognia!!!!!!!!!
:"(
jakby w glowie miala szatana, ktory mowi: "bedziesz sama i nigdy nie znajdziesz nikogo, bo on byl tym jedynym, z kazdym nastepnym bedzie tak samo!"
nie jestem typem imprezowiczki i obracam sie wsrod ludzi ktorych znam...to jaka perspektywa poznania kogos...
nie daje rady. Powinnam zajac sie praca i obowiazkami, ale nie potrafie funkcjonowac...
co tu zrobic...