Jakiś czas temu, pomimo bardzo dobrego ogólnego stanu zdrowia zdarzyło mi się omdlenie, może nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że po ocknięciu zaczęłam mieć straszne duszności, kołatanie serca i w efekcie strach, że zaraz ponownie stracę przytomność i najpewniej umrę
( to już była schiza). Sytuacja ta zaczęła się powtarzać, te ataki trwały ok 20 min do 60 min. Postanowiłam, że pójdę do lekarza rodzinnego, diagnoza: nerwica. Byłam zdzwiona, ponieważ wszystkiego spodziewałabym sie po sobie, ale nerwica???? no ale ok. Dostałam "tabletki cud" ( pramolan) , krople na serce i magnez
, niestety poprawy nie było widać. W wywiadzie nadmieniłam, że jestem po odstawieniu tabletek hormonalnych i że jeszcze przed przyjęciem tabletek odstawiłam dziecko od piersi. Dr przyjęła do wiadomości i zaordynowała przyjmowanie leków psychotropowych.
Po miesiącu kiedy nie widziałam poprawy , wyrzuciłam tablety do kosza i przestałam się nakręcać w momentach kiedy dopadały mnie duszności........... po dłuższym czasie przeszło. Postanowiłam porozmawiać z endokrynologiem, zrobiłam badania i okazało się, że mam totalnie rozregulowaną gospodarkę hormonalną i to mogło być przyczyną dolegliwości. Na szczęście wszystko już mam za sobą i sytuacje te sie nie powtórzyły.
Nerwicy nie mam.
Jestem ciekawa, czy wy też spotykacie się z tak częstą diagnozą: nerwica? czy jesteście kierowane na badania tsh? czy miałyście podobne objawy do moich i czy one nawróciły????