Witam wszystkich serdecznie ![]()
To jak widać mój pierwszy post na forum i czuję się troszkę niezręcznie, gdyż ogólnie nie przywykłam do korzystania z tego typu stron i upubliczniania moich problemów. Desperacja, którą osiągam w rekordowych ilościach od ostatnich miesięcy, skłoniła mnie do podjęcia próby i tutaj więc proszę bardzo o wyrozumiałość
Historia będzie długa więc nie wiem czy ktokolwiek ją przeczyta
Jakiś czas temu poznałam pewnego obcokrajowca, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia - co zupełnie nie jest w moim stylu! W każdym razie pierwszy raz dobiegły mnie psychopatyczne myśli (czyli takie naprawdę daleko wybiegające we wspólną przyszłość
) Początkowo myślałam, że to jednostronna fascynacja, ale co było dla mnie niezwykłym zaskoczeniem, gdy wróciłam już do Polski i trochę w niej odsiedziałam, znalazł drogę do kontaktu ze mną. Dopiero wtedy zaczęliśmy się tak naprawdę lepiej poznawać i co więcej (i gorzej dla mojego serca) okazał się mężczyzną o jakiś kiedyś nawet nie marzyłam, dzielącym moje pasje i imponującym mi. Stał się moją inspiracją. Niestety, spowodowało to, że wpadłam w obsesję i wciąz nie mogę przestać o nim myśleć. Na początku gadaliśmy trochę sugestiami, ostatnimi czasy, przeszło to w bezpośrednie rozmowy o ,,nas". W zasadzie nie jestem zaskoczona, że on nie podchodzi do tego tak entuzjastycznie jak ja. Dzieli nas 2199 km w linii prostej, czasowo zaś 10 lat. Powiedział, że chciałby mieć mnie tutaj, okazać co czuje, ale nie może bo jestem za daleko. Trochę się pokłóciliśmy (ale to akurat robimy często) i zauważyłam w tym moją winę (czepiam się, że za rzadko pisze etc.) więc po pijaku napisałam mu, że zachowuje się tak bo mi się podoba i chyba to wie. On odpisał mi zupełnie beznadziejnie, że nie jest dobry dla mnie, za stary i za daleko.
Oczywiście, rozumiem go, ale przysięgam wam, że czuję że to przeznaczenie, nigdy nie miałam czegoś takiego. Możecie się smiać, ale podobno jeżeli wierzy się w milość, to w przeznaczenie trzeba również
A ja to po prostu czuję.
Uzależniłam się od niego, ostatnimi miesiącami przyjaciele nie poznawali mnie, a ja z resztą nie chciałam spędzać z nimi czasu. Kiedy nie rozmawialiśmy, przeżywałam katusze (nie okazywałam tego oczywiście jemu, wiecie nie wie że jestem taka psychiczna). W zasadzie straciłam ochotę na wszystko. Tak strasznie go kocham i cierpię gdy chcę się komuś zwierzyć i już widzę ten ironiczny uśmieszek... Dlatego przestałam gadać o sobie z kimkolwiek, czuję jakby nikt mnie nie znal.
Ostatnio, weszłam w związek z moim najlepszym przyjacielem, który jest dla mnie jak brat. Nie wiem czemu pozwoliłam sobie na czułosci wobec niego, chyba po prostu bardzo kogoś potrzebowałam, bo moja samotnosc w milosci naprawde jest wykanczajaca. Było to w trakcie bankietu sylwestrowego, trochę mnie poniosło. Czuję się z tym okropnie, ale teraz jest za późno na wszystko, bo co gorsza kiedyś już ze sobą kręciliśmy ale nie wyszło i on miał wyrzuty wobec mnie, że go odrzuciłam. Teraz nie mogę już powiedzieć "nie". Muszę z nim być, ale juz myślę jak sobie z tym poradzę. Wiem, że to w zupełności moja wina, ale po prostu jestem strasznie zagubiona i samotna ze wszystkim. Wiem, ze nigdy nie przestanę kochać tamtego.
Kochane, powiedzcie mi proszę, jak wy byście wybrnęły z tej sytuacji? Jeżeli w ogole widzicie jakieś wyjście...
Pozdrawiam i szczęśliwego nowego roku!!