Tak,na prawdę się jej wyrzekłam. Dopiero niedawno uświadomiłam to sobie,i mówiąc szczerze-nie jest mi z tym źle.
Odnalazłam wewnętrzny spokój,którego mi brakowało.Wyznaczyłam sobie jasne granice,tego czego od innych oczekuje- i poza nie nie wychodzę.Spotykam nowych ludzi i jedyne co moge zaproponować to dobra znajomość, ewewntualnie kiedyś z biegiem lat przyjaźń.Mam świadomość, że moje słowa mogą brzmieć infantylnie jednak pisze to z jasnym przekonaniem.
Życie płynie mi miarowo,spokojnie-bez oczekiwań,tragedii miłosnych czy poczucia niesprawiedliwości.Nie szukam nikogo,i nie mam potrzeby by być komuś potrzebna. Może zabrzmiało to egoistycznie ale faktem jest że czuje że może być już tylko lepiej.Nie zastanawiam się nad tym jaka będę za 30 lat. Nie sądzę bym była zdziwaczała starą panną która masowo kolekcjonuje koty.
1 2012-12-30 02:15:11 Ostatnio edytowany przez pistacjowa (2012-12-30 02:18:20)
Podobne tematy
A ile obecnie masz lat?
Przyłączam się do powyższego pytania. Napisz proszę, ile masz lat. Wówczas może będę w stanie zrozumieć tą decyzję.
Pozdrawiam
Ja wlasciwie moglabym sie podlaczyc do manifestu autorki ;p Jeszcze co prawda nie osiagnelam stanu takiego kompletnego spokoju i pogodzenia z losem, ale mysle, ze to najlepsze, co moge dla siebie zrobic. Ja i milosc nie idziemy ta sama droga.
Ja też mijam $ię z tym uczuciem zwanym miło$cią - jako$ mi to nie dane.
Mam 25 lat.
Przepraszam za spóźnioną odpowiedz,mam dużo na głowie aktualnie.
Mimo wszystko to niesamowite.Nie szarpie się z niczym,niczego udawadniać sobie nie muszę.Życie płynie mi spokojnie-wokół własnych planów,aspiracji i szczytów do zdobycia.
Witaj Pistacjowa może w tej chwili miłość Ci nie potrzebna w końcu wiek 25lat nie dla wszystkich jest czasem na miłość, partnerstwo czy zakładanie rodziny. Dla sporej grupy ludzi to czas na karierę, początek dorabiania się czy nawet szaleństw wiele osób też w tym czasie się usamodzielniło i niekoniecznie chce dzielić się z kimś swoją wolnością,życiową przestrzenią... Może jednak kiedyś, jeżeli będziesz oczywiście chciała ja dopuścić do swojej osoby stanie na twojej drodze miłość i spojrzysz na świat i swoje życie całkiem inaczej...A jeżeli w chwili obecnej jest Ci dobrze tak jak jest to tylko pozazdrościć wewnętrznego spokoju nie każdy go nabył;)
W wieku 25 lat jakoś moje plany nt. życia osobistego były bardzo rozmyte
Męża poznałam później a jeszcze później wyszłam za mąż:)
milość wygląda inaczej gdy sie ma naście, 20 czy 30lat itd, z wiekiem wszystko sie zmienia
Nie miłosci się wyrzekłaś, a poczucie własnej wartości podwyższyłaś i byle co z byle kim Cię nie satysfakcjonuje, a że masz swoje pasje i plany to nie szukasz na już i nie czujesz potrzeby posiadania. Wniosek? Stałaś się doroslą, świadomą kobieta ![]()
a mi się podoba taki motyw. Też uważam, że to jest dojrzałe podejście do sprawy. A się uśmiechnęłam, bo nie dalej jak wczoraj zastanawiałam się nad tym czy by nie- jak Ty to określiłas- wyrzec się miłości. I nie z braku powodzenia, ani z braku w moim otoczeniu naprawdę fajnych mężczyzn, którzy mi się podobają. Tylko dlatego żeby nie robić już niczego dla kogoś. Żeby realizować swoje ambicje (nie są jakieś mega wielkie np. coby mieć mega dostatnie zycie czy cos), marzenia itp. Tylko u mnie to też nie było bez przyczyny- kilka miesięcy temu zostałam zraniona przez Kogoś, Kogo Kocham. Było naprawdę ciężko i fatalnie, też wiem, że teraz nie chcę już być raniona. Może kiedyś jeszcze czas uleczy rany, na pewno. A u Ciebie- Autorko- był powód wyrzeczenia sie milosci- czy po prostu tak sama z siebie doszłas do tego z logicznego punktu widzenia?
Droga Promemorio,
Jestem w stanie zrozumieć Twoje aktualne podejście i szczerze życzę Ci odnalezienia spokoju wewnetrznęgo i swojego miejsca na Ziemi. Nie zostałam przez nikogo zraniona, nigdy nie miałam powodzenia-co w zasadzie nie było żadnym problemem. Przez pewien okres w życiu,próbowałam to zmienić-bezskutecznie.Bezsensownie szarpałam się,traciłam czas i energie.
Z czasem przyzwyczaiłam się do samotności,do wygody wracania o której chce,pełnej niezależności.Któregoś ranka uświadomiłam Sobie że niewyobrażam Sobie spania z kimś,dzielenia czasu,rezygnowania z czegoś dla kogoś.O ile dla przyjaciół czas mam zawsze, dla kogoś innego już nie.Czas mija, a ja nie miewam wątpliwości co do podjętej decyzji.
Catwomen,
Wiem że 25 lat to nie wiele,i może to zabrzmieć jakbym była dziewczynką która nie wie co mówi.Czuje jednak że podjełam dobrą decyzje i zupełnie jej nie żałuje.
Teo,
Dziękuje za pochlebiające stwierdzenie.Nie sądze jednak by chodziło o poczucie własnej wartości.Nie przeszkadza mi zupełnie fakt że miłości w zasadzie nie potrzebuje.Słuchając koleżanek,starszych i młodszych nie rozumiem pędu ku posiadaniu kogoś,ku zakładania podstawowej komórki społecznej.
Agatka001,
Tak,jaknajbardziej-w wieku 25 lat każdy ma swoje priorytety.Miłość była kiedyś w jakimś stopniu dla mnie istotna,ale uznałam że nie jest mi z nią po drodze.A skoro idziemy w dwóch zupełnie różnych kierunkach,nie warto niczego oczekiwać.Mam swoją prywatną listę "rzeczy" których nie będe nigdy mieć.A skoro nie mogę mieć czegoś,bo nie mam na to wpływu,toteż nie warto nad tym się użalać,rozbijać na części pierwsze -tylko dalej iść.
Pozdrawiam ![]()
Pistacjowa - teraz Ci łatwo mówić, ale potem?, piszesz,że nie zastanawiasz sią co będzie za 30 lat - a powinnaś. Przekonasz się jeszcze, że życie potrafi przelecieć jak woda między palcami,nawet się nie obejrzysz jak przyjdzie 30 , 40, 50-tka,a wtedy będzie zbyt późno na cofnięcie czasu.Ale widocznie w tej chwili potrzebny jest Tobie spokój,przemyśl sobie wszystkie za i przeciw i nie mówię od zaraz, ale postaraj sią poznać kogoś wartościowego,kto będzie nadawał na tych samych falach co i Ty,bo młodość minie szybciej niż Ci się wydaje,a wtedy pozostanie pustka i żal za tym co mogło być, a już nie będzie.
Pozdrowionka.Pa.
Ja tam rozumiem Pistacjowa- w koncu szczescie nie zalezy od drugiej polowki.;)
15 2013-08-10 12:53:53 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-08-10 12:54:49)
a mi się podoba taki motyw. Też uważam, że to jest dojrzałe podejście do sprawy. A się uśmiechnęłam, bo nie dalej jak wczoraj zastanawiałam się nad tym czy by nie- jak Ty to określiłas- wyrzec się miłości. I nie z braku powodzenia, ani z braku w moim otoczeniu naprawdę fajnych mężczyzn, którzy mi się podobają. Tylko dlatego żeby nie robić już niczego dla kogoś. Żeby realizować swoje ambicje (nie są jakieś mega wielkie np. coby mieć mega dostatnie zycie czy cos), marzenia itp. Tylko u mnie to też nie było bez przyczyny- kilka miesięcy temu zostałam zraniona przez Kogoś, Kogo Kocham. Było naprawdę ciężko i fatalnie, też wiem, że teraz nie chcę już być raniona. Może kiedyś jeszcze czas uleczy rany, na pewno. A u Ciebie- Autorko- był powód wyrzeczenia sie milosci- czy po prostu tak sama z siebie doszłas do tego z logicznego punktu widzenia?
Jeśli już pracować nad własną psychiką, mniej sie utnie pracując nad uodpornieniem na zranienia, zamiast wylewać całe dziecko razem z kąpielą.
(czy może kąpiel z dzieckiem - wsio rawno)
A pistacjowa to jest Siostra Diesel - przypadek szczególny.
Kurcze, a co z motylkami, z tym stanem zakochania, którego nie da się porównać z niczym innym...? A dotyk, seks, bliskość ?
No tak, są przyjaciele, ale taka intymność nie jest przeznaczona dla przyjaciół. No chyba, że ktoś nie ma takich potrzeb.
Kurcze, a co z motylkami,.....
Muchozol rulez. ![]()
18 2013-08-10 15:18:33 Ostatnio edytowany przez AlwaysAlone (2013-08-10 15:28:50)
Pistacjowa: Muszę napisać, że mi zaimponowałaś
. Jestem w takim samym wieku (no dobra, za parę m-cy będę...). Miłości się wyrzekam, ale przyjaźni zdecydowanie nie. I z tym pierwszym jest mi umiarkowanie dobrze (choć nie zawsze, jak widać) - czas wolno płynie i moge sie zająć tym wszystkim, nazwanym przez innych "pierdołami"
, w sumie to ci trochę zazdroszczę tego całkowitego spokoju mentalnego... Wolność to raz, a dwa rozwijanie swojej osobowości, trzy - swoich pasji. Jedyne co martwi strasznie, to perspektywa samotnej starości
. Ale cieszę się i mam nadzieję, że jest więcej takich "zamrożonych serc" z których powstanie kiedyś prawdziwy diament, a nawet oszlifowany brylant, tak czy siak najprawdziwszy skarb.. ![]()
Tak,na prawdę się jej wyrzekłam. Dopiero niedawno uświadomiłam to sobie,i mówiąc szczerze-nie jest mi z tym źle.
Odnalazłam wewnętrzny spokój,którego mi brakowało.Wyznaczyłam sobie jasne granice,tego czego od innych oczekuje- i poza nie nie wychodzę.Spotykam nowych ludzi i jedyne co moge zaproponować to dobra znajomość, ewewntualnie kiedyś z biegiem lat przyjaźń.Mam świadomość, że moje słowa mogą brzmieć infantylnie jednak pisze to z jasnym przekonaniem.
Życie płynie mi miarowo,spokojnie-bez oczekiwań,tragedii miłosnych czy poczucia niesprawiedliwości.Nie szukam nikogo,i nie mam potrzeby by być komuś potrzebna. Może zabrzmiało to egoistycznie ale faktem jest że czuje że może być już tylko lepiej.Nie zastanawiam się nad tym jaka będę za 30 lat. Nie sądzę bym była zdziwaczała starą panną która masowo kolekcjonuje koty.
...ale Ty się sama okłamujesz...i myślisz, że tak jest fajnie ![]()
A lody pistacjowe fajne....lubisz
?
Pistacjowa: Muszę napisać, że mi zaimponowałaś
. Jestem w takim samym wieku (no dobra, za parę m-cy będę...). Miłości się wyrzekam, ale przyjaźni zdecydowanie nie. I z tym pierwszym jest mi umiarkowanie dobrze (choć nie zawsze, jak widać) - czas wolno płynie i moge sie zająć tym wszystkim, nazwanym przez innych "pierdołami"
, w sumie to ci trochę zazdroszczę tego całkowitego spokoju mentalnego... Wolność to raz, a dwa rozwijanie swojej osobowości, trzy - swoich pasji. Jedyne co martwi strasznie, to perspektywa samotnej starości
. Ale cieszę się i mam nadzieję, że jest więcej takich "zamrożonych serc" z których powstanie kiedyś prawdziwy diament, a nawet oszlifowany brylant, tak czy siak najprawdziwszy skarb..
....ale WY się sami okłamujecie, piszecie tak bo...nie znaleźliście miłości w swoim żywocie, mimo to nie powinno się zamykać na coś takiego chemicznego, toksycznego, czadowego, niekiedy zwariowanego, a czasem poje,,,,go jak miłość
A może...tu chodzi tylko o tę duchową sferę...bo być może cielesna to już zupełnie inna bajka
![]()
Kaja74 napisał/a:Kurcze, a co z motylkami,.....
Muchozol rulez.
Ja tam wole KUROLISZKA ...:D nie mylić z bazyliszkiem ![]()
Mnie się wydaje, że przez snucie takich wniosków ktoś próbuje komuś coś udowodnić, niekoniecznie samemu w to wierząc. To tak, jakbyśmy wmawiali sobie, że ta druga osoba nie jest nam do niczego potrzebna, że życie w pojedynkę jest fajne. Może i jest, ale nie na długie lata.
Nikt nie jest wyprany z uczuć, żeby już dziś, w wieku 25 lat wyrzec się miłości. Bo to tak trochę z Tobą jest- jedyne co możesz zaproponować to bliższą przyjaźń. Ja na przekór myślę, że Ci się jeszcze zmieni. Sieknie Cię tak, że całe Twoje piekne teorie pójdą w łeb, czego osobiście z całego serca Ci życzę. ![]()
Jeśli miłość oznacza emocjonalne rozwolnienie prowadzące do lobotomii pod wpływem strzału z hormonów to też chciałbym się tego pozbyć.
Jeśli miłość oznacza emocjonalne rozwolnienie prowadzące do lobotomii pod wpływem strzału z hormonów to też chciałbym się tego pozbyć.
Ale masz ciekawe definicje miłości, zapewne to nie jedyna...ale skoro przychodzi do głowy to....przechodziłeś przez TAKĄ miłość...:D??
Ale że co? Wali w żyłę hormona?
O nie ! Cofam moje wczesniej sze wypowiedzi w txm temacie. Nie wiem czy to dobrze czy zle,chyba juz sie pomieszalam
takijedenfacet820 napisał/a:Jeśli miłość oznacza emocjonalne rozwolnienie prowadzące do lobotomii pod wpływem strzału z hormonów to też chciałbym się tego pozbyć.
Ale masz ciekawe definicje miłości, zapewne to nie jedyna...ale skoro przychodzi do głowy to....przechodziłeś przez TAKĄ miłość...:D??
To nie moja definicja
Jednak zbyt wiele wpisów na forum sugeruje, że ludziska doświadczają czegoś takiego. ![]()
28 2013-08-12 22:27:52 Ostatnio edytowany przez cloyzy.p (2013-08-12 22:28:40)
Ale że co? Wali w żyłę hormona?
To jakiś twardy drag musi być, co do rozeolnienia i lobotomi prowadzi, jaka z tego przyjemność ...się zastanawiam ? ![]()
Ale że co? Wali w żyłę hormona?
Wiesz...prawie jak dzieci z dworca Zoo ...
Rozumiem autorkę ![]()
Właśnie doszłam do momentu, gdzie stwierdziłam, że nie mam parcia. Samotność fajna rzecz, czasem naprawdę pomaga w uporządkowaniu spraw w głowie. Tym bardziej, że tyle spraw do zrobienia, załatwienia. Gdzie tu czas na miłość??
Proza, proza życia.
31 2014-01-03 18:27:07 Ostatnio edytowany przez słonecznik30 (2014-01-03 18:28:04)
Rozumiem autorkę
Właśnie doszłam do momentu, gdzie stwierdziłam, że nie mam parcia. Samotność fajna rzecz, czasem naprawdę pomaga w uporządkowaniu spraw w głowie. Tym bardziej, że tyle spraw do zrobienia, załatwienia. Gdzie tu czas na miłość??
Proza, proza życia.
Też rozumiem Autorkę:)to odczucie wbrew pozorom świadczy o dojrzałości,pogodzeniu się ze sobą i wsłuchaniu we własne potrzeby.Nic na siłę.Miłość jeśli jest nam dana,sama nas znajdzie.Szkoda czasu na użalanie się nad sobą.Samotność może być wartościowym okresem życia,samopoznaniem,czasem dla pasji:)