Cześć Wam. Panie, jak to jest z Wami z tą częstotliwością? Gdy poznajecie kogoś, na początku tylko smsy, potem postanawiacie się spotkać, jest pierwsze spotkanie i po jakim czasie spotykacie się kolejny razy?
Podobne tematy
Uważam, że jest to sprawa totalnie indywidualna!
Przecież człowiek nie żyje tylko randkami, ma również pracę, obowiązki, hobby, ma również inne "zapotrzeboiwanie" na takie spotkania.
Ja wychodzę z założenia, że zawsze należy odczekać, dać kobiecie odetchnąć, powspominać, pozwolić jej potęsknić i dopiero kolejne spotkanie. Stawiam na co najmniej kilkudniowe przerwy w randkach i stopniowe dozowanie emocji podczas następnych randek
Co to za radość - jak chłop od razu leci na nią jak mucha do miodu. Nawet nie zdąży poflirtować, podroczyć się, pokazać, że trzeba się postarać o nią...
Wszystko zależy z jakimi osobowościami mamy do czynienia
Jedni piszą codziennie sms-y, proponują częste spotkania i że tak powiem są szybcy, a inni powolni, ba wręcz żółwie bywają, choć najlepiej nie przesadzać , nie popadać w żadną skrajność. Spokojnie rozwijać znajomość najlepiej.
Wydaje mi się, ze zależy to od siły zauroczenia
.
Gdy poznałam mojego obecnego faceta byliśmy tak zauroczeni, ze chcieliśmy przebywać ze sobą non stop
. Wiec spotykaliśmy się codziennie z przerwa na sen. Byl to fajny, szalony czas. Nie myśleliśmy wtedy co wypada a co nie.
Można pisać smsy, ale bez szaleństwa.
Mój były kumpel pisał po 30 na dzień, cóż był trochę inny myślałem, bo pisał ok. 80 na dzień łącznie. Potem zrozumiałem że dziś to standart dla nastolatków ![]()
Wydaję mi się, że niektórzy to by chcieli na wszystko wzory matematyczne albo najchętniej używali by kalki do nanoszenia innych zachowań na swoje życiowe sytuacje.
Jak jest ciekawa i gorąca znajomość, to chyba normalne, że dąży się do jak najczęstszych spotkań.
Nie ma reguł. Nie ma zasad. Liczy się to, na co się ma ochotę. Jak partner liczy na to samo, to mamy zaliczony pierwszy test z dopasowania się ![]()
Nie ma reguł. Nie ma zasad. Liczy się to, na co się ma ochotę.
Nawet ludy pierwotne mają zasady.
dorota.f napisał/a:Nie ma reguł. Nie ma zasad. Liczy się to, na co się ma ochotę.
Nawet ludy pierwotne mają zasady.
Odnośnie częstotliwości pierwszych spotkań??? Chętnie posłucham o szczegółach ![]()
Nawet ludzie pierwotni muszą zebrać ileś tam krówek, ileś tam mieć, by w ogóle móc się starać o kogoś i mieć to pierwsze spotkanie. To nie jest jak zjedzenie schabowego co niedzielka ![]()
Dlatego zwiemy ich pierwotnymi.
Jest to doskonała wiedza, czego nie robić, by takiej łaty nam nie przyczepiono ![]()
Trend jest. Dziś to się nazywa - wolność. Robię co lubię i co chcę. Słowa inne, działania te same co zawsze.
Na początku nie przesadzaj z częstotliwością. Staraj się wszystko wyważyć, częstotliwość spotkań, liczbę sms-ów itp. Bądź miły, wyraźnie daj jej do zrozumienia, że o niej pamiętasz i myślisz, ale nie bądź nachalny.
Ja wychodzę z założenia, że zawsze należy odczekać, dać kobiecie odetchnąć, powspominać, pozwolić jej potęsknić i dopiero kolejne spotkanie. Stawiam na co najmniej kilkudniowe przerwy w randkach i stopniowe dozowanie emocji podczas następnych randek
mnie osobiście takie zachowanie i podejście facetów wprawia w obojętność, czyli zupełnie odwrotnie jest u mnie jak napisałeś.
jednak ilość smsów w postaci 80 ba.. nawet 20 dziennie by mnie delikatnie mówiąc przeraziła. do 10 jest ok. ale to też zależy o czym one są.
na początek najlepiej zapytać jak sobie dana osoba wyobraża, jak to u niej wyglądało, dzięki temu będziesz wiedział jak woli ![]()
Ja wychodzę z założenia, że zawsze należy odczekać, dać kobiecie odetchnąć, powspominać, pozwolić jej potęsknić i dopiero kolejne spotkanie. Stawiam na co najmniej kilkudniowe przerwy w randkach i stopniowe dozowanie emocji podczas następnych randek
![]()
Co to za radość - jak chłop od razu leci na nią jak mucha do miodu. Nawet nie zdąży poflirtować, podroczyć się, pokazać, że trzeba się postarać o nią...
Dokładnie tak samo myślę! ;-))
Wydaje mi się, ze zależy to od siły zauroczenia
.
Gdy poznałam mojego obecnego faceta byliśmy tak zauroczeni, ze chcieliśmy przebywać ze sobą non stop. Wiec spotykaliśmy się codziennie z przerwa na sen. Byl to fajny, szalony czas. Nie myśleliśmy wtedy co wypada a co nie.
My mieliśmy dokładnie tak samo
. Pierwsze spotkanie i od razu ogromne zauroczenie, wtedy umówiliśmy się dopiero za dwa tygodnie (okoliczności nie pozwalały inaczej), a potem byliśmy sobą tak zafascynowani, że widywaliśmy się codziennie i codziennie bardziej tęskniliśmy. W weekendy również, choć dzieliła nas odległość 50 km.
Prawdę mówiąc zupełnie nie rozumiem sztucznego stopniowania napięcia, które to niektórym wydaje się wręcz konieczne do zainteresowania sobą drugiej osoby. Czy nie lepiej jest robić dokładnie to, na co mamy ochotę - bez zimnej kalkulacji, wydumanych gierek i podchodów?