Tak jak w temacie jest napisane nigdy nie miałam chłopaka(znajomych tez prawie zadnych). Wiem, że 19 lat to niedużo i ktoś by powiedział, że mam dużo czasu, żeby go znaleźć. W sumie to jest prawda, ale bardzo mnie boli, że wszystkie moje koleżanki mają bądź miały chłopaków. Ja nigdy. Nikt się nawet za mną nie obejrzał. Zrobiłam nawet eksperyment. Szłam po ulicy i patrzylam na facetów. Nikt nawet nie spojrzał.Nie jestem brzydka. Mam normalną urodę, jestem mądra i miła. Widziałam wiele dziewczyn brzydkich, głupich, które miały chłopaków. I czuje się jak jakiś podgatunek. Nie wiem co jest ze mną nie tak. Prawda jest, że nie wychodze na imprezy bo po pierwsze nikt mnie na żadne nie zaprasza, a po drugie nawet jakby zaprosil to bym sie bala isc. Takie obawy sa spowodowane moimi wczesniejszymi doswiadczeniami. W podstawowce, gimnazjum, liceum wszyscy uwazali mnie za nudna, nawet jak z kims rozmawialam to po 3 min sie przesiadal. Kolezanki siebe nawzajem zapraszaly a mnie nigdy. Kiedys sama jedna zaprosilam, ale nie umialam sie nia zajac i widziałam, ze jej się strasznie nudzi. Nigdy potem nikogo nie zaprosilam bo nie chcialam zeby ktokolwie nudzil sie w moim towarzystwie.Na sylwestra tez mnie nikt nigdy nie zaprosil. Nie pilam i nie palilam to nie bylam uwazana za osobe godna uwagi. Także boje sie ze jak pojde na impreze to bede stala w kącie. Jestem przez to niesmiala. Mama mi mowi, żebym wyszla do ludzi itd ,ale to nie jest dla mnie proste. Prosiłabym o jakąś porade od ludzi, ktorzy mieli taki sam problem, ale sobie z nim poradzili, jak mam sie zachowywac w towarzystwie, bo trudno mi sluchac rad od osob, ktore nigdy nie miały problemu w kontaktach z ludźmi. Chciałabym tez dodac,ze to jest pierwszy raz kiedy pisze o sobie na forum, ale moja samotnosc juz jest w takim stadium, ze wolam o pomoc . Z góry dziekuje za każdą poradę i przepraszam za chaotyczną wypowiedź.
Podobne tematy
Przeczytałem Twój post z zainteresowaniem, a teraz siedzę już chwilę, myśli się pojawiają i nie bardzo wiem, co Ci napisać.
Właściwie, to sama sobie odpowiedziałaś. Piszesz bardzo ładnie i wcale nie nudno. Można wyobrazić sobie, że jesteś osobą wrażliwą i nietuzinkową. I to już jest wystarczający powód, aby wśród pozorantów nie znajdować odpowiedniego towarzystwa.
W tym świecie, gdzie szybki i łatwy sukces kończy się równie szybko i łatwo, Twoje życie może być zupełnie inne. Jeśli nie spanikujesz i nie pójdziesz w populizm i taniość.
Interesujące życie towarzyskie można mieć, gdy się odnajdzie grupę ludzi o podobnym sposobie myślenia. Ale Ty nie piszesz o samotności. Piszesz o nudzie. Mam na to pewne proste lekarstwo, które w przynajmniej jednym przypadku okazało się bardzo skuteczne.
Jak Ty rozumiesz rozmowę?
No ja też mam 19 lat i nie mialam nigdy związku na dluższa mete, na krótką tez się nawet nie udawaly. Wkurza mnie tez to, że kolezanki opowiadają o swoich podbojach miłosnych itp.. Np teraz kupuja, szaleją po sklepach co by tutaj kupic dla swoich facetów, a ja? No ograniczam się do rodziny.. No ja nie mam problemu z znajomymi, przjaciółmi, wiem że moge na nich liczyć i wiem ze zakopią mi doła, np jakaś spontaniczną imprezą. Hmm.. No jeżeli się nie spróbujesz, to sie nie przekonasz, skąd wiesz, że na imprezie bedziesz w koncie stala, ubierz się wystrzalowo, zrób zajebisty makijaż i nie pozwól, żeby ktoś zobaczyl, że rozp...rdala Cie od środka. Baw się! Może nie wiem, zapisz się na fitness, tam tez można spotkac fajnych ludzi.. Może jakiś portal imternetowy i umów się do kina. Sposobów jest mnóstwo!
Tylko nie bój się
Korzystaj i szalej, bo takie mlode jak dzis, nie będziemy juz nigdy
Pozdrawiam Cieplutko :*
Piszę właśnie o samotności. Nie mam znajomych, nie mam z kim gdzie iść. Nie pójde sama do kina, czy do kawiarni, bo czuję się głupio. Czuję się niedoceniona przez ludzi. Nikt nie zauważa, że jestem inteligenta czy wrażliwa. Wszystkich to nudzi. Żadnych koleżanek, nie mówiąc o zainteresowaniu ze strony płci przeciwnej.
5 2012-12-20 01:02:08 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-20 01:05:46)
No ja też mam 19 lat i nie mialam nigdy związku na dluższa mete, na krótką tez się nawet nie udawaly. [...] Sposobów jest mnóstwo!
Tylko nie bój się
Korzystaj i szalej, bo takie mlode jak dzis, nie będziemy juz nigdy
Pozdrawiam Cieplutko :*
Nata93, sposobów na co? Na nieszczęście? Mnóstwo sposobów na nieudane "związki" krótkodystansowe? Jednonocne? O tak, tych sposobów jest mnóstwo. Wystarczy nie używać głowy, tylko traktować głowę jak miejsce do tapetowania.
A z ciepłymi pozdrowieniami to się nie wygłupiaj w mroźną zimową noc.
Blablabla333, wszystko zależy nie od tego, że nie masz z kim iść, ale od tego gdzie chcesz iść.
Świat wypełniony jest różnego rodzaju propozycjami. Prywatki i imprezy, czy dyskoteki, nie są jedynymi.
Szkoda, że nikt nie zauważa, że jesteś inteligentna i wrażliwa, bo to znaczy, że Ty także tego nie zauważasz. A do tego potraktowałaś mnie dość lekceważąco, bo ja to zauważyłem. I nawet mnie to nie znudziło. Nie wiem, czy mam Cię przeprosić za takie potraktowanie? To, oczywiście, żart.
Zauważ, ile jest sklepików z "chińszczyzną". Taniocha. A po tygodniu przestaje działać. To może warto odkładać przez jakiś czas i oszczędzać, aby kupić coś bardziej trwałego i wartościowego?
Nie piszesz o samotności. Piszesz o osamotnieniu, o alienacji, odmienności. To bardzo cenne. To Twoje bogactwo.
Ponowię pytanie: czym jest dla Ciebie rozmowa?
Można wyobrazić sobie, że jesteś osobą wrażliwą i nietuzinkową.
Raczysz żartować tak? Poprawna polszczyzna to wcale nie jest dowód czegokolwiek.
Ja widzę małą, przerażoną dziewczynkę. Niedojrzałą, zamkniętą w sobie i żyjącą przeszłością. Bo taki obraz osoby mi się jawi, kiedy w wieku 19 lat wspomina doświadczenia z podstawówki, które żyją w niej do tej pory.
Może tak pora dorosnąć?
Blablabla333 - piszesz, że nikogo nie znasz, nikt cie nie docenia itp. No trudno, żebyś poznała kogokolwiek skoro siedzisz w domu. Rusz leniwe dupsko z fotela i jak radzi Nata93 zapisz się na jakiś fitness, czy coś innego. Idź do kawiarni czy do kina lub pubu. Nawet sama. A choćby po to, że zawsze stwarzasz sobie w ten sposób okazję do poznania kogoś, uczysz się przebywania wśród ludzi, zawsze będziesz mieć tematy do niezobowiązujących rozmów. A tak to o czym pogadasz? O siedzeniu w domu i wypalaniu oczu od tv/komputera czy książek?
Szczerze mówiąc to nikogo nie obchodzi czy jesteś wrażliwa. Ba - większość uważa to za wadę. Ja również. Dlaczego? Bo w dzisiejszym świecie za tym pojęciem kryje się jedynie nieśmiałość i kompleksy.
A czy jesteś inteligentna? Pobożne życzenia. Osoby inteligentne znają swoje mocne i słabe strony. Pracują nad sobą i pracują nad stwarzaniem sobie okazji do polepszenia swojego życia. Ty nic z tego nie robisz. Po prostu siedzisz zamknięta w swoim własnym świecie licząc na gwiazdkę z nieba albo cud jakiś. To tak nie działa. Nigdy nie działało i nie będzie działać. Książę na białym koniu nie przyjedzie po ciebie, bo nawet cię nie zauważy. Musisz wyrwać się z domu. Chcesz poczytać ulubioną książkę? Ubierz się stylowo, walnij sobie fajny makijaż i idź ją poczytać w kawiarni/pubie. Wiele klimatycznych miejsc tego typu ma swój własny zasób książek. Przy okazji poznasz nowe miejsca i może, powtarzam może, ktoś do ciebie zagada. I wtedy masz okazję błysnąć swoimi mocnymi stronami.
Nie pójde sama do kina, czy do kawiarni, bo czuję się głupio.
Dlaczego?
Ja mam swój ulubiony lokal, do którego często chodzę poczytać, czy poprzeglądać internet, czasem na obiad, gdy mam wisielczy nastrój i nie mam ochoty na pogawędki, i nigdy nie poczułam się z tego powodu głupio. Nie spotkałam się też z ani jedną niepokojącą reakcją na to, że leżę sobie na pufach, popijam gorącą czekoladę i czytam Stephena Kinga, być może dlatego, że nie jestem jedyną osobą na sali, która siedzi w pojedynkę.
Animuss. Przepraszam, że nie odpowiedziałam na pytanie, ale nie wiedziałam w jakim kontekście pytasz o ta rozmowę. Dla mnie rozmowa jest sposobem na wyrażanie swoich opinii, emocji, a także sposobem na szukanie pomocy i zrozumienia. Do Yoghurta. Jeśli uważasz, że wrażliwośc jest wadą to chyba nie ze mna jest coś nie tak tylko z tobą.
9 2012-12-20 01:38:16 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-12-20 01:39:06)
Och doprawdy? A jak objawia się twoja wrażliwość? Płakaniem w poduszkę, bo twoje rówieśnice maja chłopaków, a ty siedzisz sama?
Sama pisałaś, że nigdzie nie wychodzisz i słowem się nie zająknęłaś na temat swoich pasji. Więc co? Sztuka odpada, wystawy odpadają, fotografia odpada, muzea, galerie, zabytki odpadają. Nie udzielasz się jako wolontariuszka w żadnej organizacji działającej na rzecz wymierających dzieci czy głodnych zwierząt (czy tam odwrotnie). Także i na tym polu skucha i to taka, że aż się od podłogi odbiło. Co zatem pozostaje oprócz książki, filmu i internetu?
Czy to jest wrażliwość? Nie - to jest niedojrzałość, bo żyjesz w świecie iluzji nie mając kompletnego pojęcia gdzie jest najbliższe schronisko obok ciebie, co grają w twoim kinie/teatrze, jakie są urokliwe miejsca w twojej okolicy, czy choćby jakie mają wystawy sezonowe w najbliższym muzeum/galerii.
A skąd wiesz, że nie wiem gdzie jest najblizsze schronisko i wszystko co wymieniles?
11 2012-12-20 01:48:20 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-20 01:53:01)
Animus napisał/a:Można wyobrazić sobie, że jesteś osobą wrażliwą i nietuzinkową.
Raczysz żartować tak? Poprawna polszczyzna to wcale nie jest dowód czegokolwiek. [...]
Może tak pora dorosnąć? [...]
Szczerze mówiąc to nikogo nie obchodzi czy jesteś wrażliwa. Ba - większość uważa to za wadę. Ja również. Dlaczego? Bo w dzisiejszym świecie za tym pojęciem kryje się jedynie nieśmiałość i kompleksy.
A czy jesteś inteligentna? Pobożne życzenia.[...] I wtedy masz okazję błysnąć swoimi mocnymi stronami.
Aż nadto "dobrych" rad dla jętki jednodniówki.
Nie yoghurt007, nie żartuję. Może poprawna polszczyzna nie jest dowodem czegokolwiek, ale jej brak na pewno jest dowodem czegoś bardzo dobitnym.
Dorosnąć? Do czego? Do zniszczenia siebie? Wielu na tym forum do tego dorosło, z pewnością i na pewno dość szybko.
Na szczęście nikogo nie obchodzi wrażliwość. Słusznie. Co za precyzja w myśleniu. Właśnie dlatego z kimś, kto jest NIKIM i nie ceni wrażliwości nie warto się zadawać, nawet po "zabójczym" i "zajebistym" makijażu.
Większość może sobie uważać za wady, co tylko zechce. Większość osiąga tylko standardy, a standard to przeciętność. Wobec przeciętności można się czuć onieśmielonym, nawet więcej - zażenowanym. Ja to czuję, kiedy czytam standardowe i przeciętniackie wypociny, które nie powodują kompleksów tylko dlatego, że megalomania nie produkuje kompleksów, bo do takich "pobożnych życzeń" trzeba mieć ponadprzeciętną inteligencję, to znaczy taką, która pozwala na przewidywanie. Przeciętna inteligencja nie trudzi się aż tak bardzo, bo stwarzanie nowych okazji do poznawania zalet i korzystania z tego, co jeszcze zaleta jest, stanowczo jej wystarcza.
Wystarcza, wystarcza na to błyśnięcie.. jakie to adekwatne pojęcie. Błyskaj yoghurcie007 i... niech Ci te błyski pozwalają na chwilowy, fragmentaryczny ogląd rzeczywistości.
A skąd wiesz, że nie wiem gdzie jest najblizsze schronisko i wszystko co wymieniles?
Blablabla333, yoghurt007 nie wymaga od siebie tak dużo, żeby wiedział. On ma okazję napisać parę dowodów na brak swoich kompleksów, więc korzysta. Błyska sobie słowami, póki mu jego bateryjka energizer pozwoli. A jak się wyczerpie, to przestanie błyskać.
A skąd wiesz, że nie wiem gdzie jest najblizsze schronisko i wszystko co wymieniles?
Och to proste. Dziecinnie proste.
Wrażliwość polega na empatii i otwartości. Otwartości na piękno, na krzywdę, na umiejętności wczuciu się w sytuację. Ty kompletnie nie masz nic z tych cech. Jesteś zamknięta w sobie, niedowartościowana, boisz się wyjść sama choćby na kawę. Jak miałabyś zatem współpracować w ramach wolontariatu z innymi ludźmi, aby pomagać np w schronisku? Jak miałabyś pomagać w organizowaniu zbiórek jedzenia, odzieży, pieniędzy dla zwierząt czy biednych ludzi, skoro boisz się rozmawiać i przebywać z ludźmi? Wybacz, ale te cechy wzajemnie się wykluczają. Znam wiele wrażliwych osób i kilku artystów oraz ludzi działających w różnych wolontariatach. Można wiele o nich powiedzieć, ale nie to, że są samotni czy zamknięci w sobie.
Animus - domyślam się po twoim nicku, że gdzieś tam psychologii polizałeś. A przynajmniej filozofii. Jako "yntelygent" powinieneś wiedzieć, że brak kontaktu z ludźmi skutkuje zaburzeniami. Skoro Blablabla333 była wiecznie wyalienowana (choć wyalienowała się sama), to jej rozwój emocjonalny jest w tyle w porównaniu do rówieśników. Skoro nigdzie nie wychodzi, nigdzie nie bywa, nigdzie się nie udziela, to jak ma rozwijać swoją "wrażliwość"? I przede wszystkim wrażliwość na co?
Dziewczyna ma 19 lat i nie wie co ma zrobić, a chciałaby mieć koleżanki, kolegów, chłopaka może. Sorry, ale Ameryki nie odkryję - jak nie wyjdzie z domu do ludzi, to nikogo nie pozna. Tutaj nie ma czarów. Inteligencją czy rzekomą wrażliwością może skusić potencjalnego partnera, ewentualnie może sobie dobrać podobnych sobie znajomych. Ale nie ma najmniejszych szans ich poznać, póki będzie siedzieć w domu. A do zaniedbanej i zapuszczonej młodej kobiety nie podejdzie nikt, choćby nie wiem jak piękne wnętrze miała. Żyć w społeczeństwie też trzeba umieć. A ryby nie łapiesz na hak, ale na dobrą przynętę. I przede wszystkim nad wodą.
Yoghurt. Wyobraź sobie, że akurat jestem wrażliwa bo mam do czynienia z ludźmi w hospicjum. Od dziecka, razem z moją mamą, która jest pielegniarką, do nich chodzilam i pomagałam. Jeśli chodzi o moje wychodzenie na zewnątrz. Właśnie mój problem polega na tym, że nie jestem zapuszczona , zaniedbana czy nie chodze do kina itd. Chodze,ale sama co nie zmienia faktu, że głupio mi tak siedzieć w nim samej. Jestem normalna i nie wiem dlaczego nikt się mną nie interesuje. Uważaja mnie za nudną i nigdzie nie zapraszają. Wszędzie i zawsze sama.
Blablabla333.:: A próbowałaś nawiązać znajomość z osobą o kilka lat starszą?
Ita. Nie miałam jeszcze okazji ;/
Yoghurt. Wyobraź sobie, że akurat jestem wrażliwa bo mam do czynienia z ludźmi w hospicjum. Od dziecka, razem z moją mamą, która jest pielegniarką, do nich chodzilam i pomagałam. Jeśli chodzi o moje wychodzenie na zewnątrz. Właśnie mój problem polega na tym, że nie jestem zapuszczona , zaniedbana czy nie chodze do kina itd. Chodze,ale sama (...)
Nie pójde sama do kina, czy do kawiarni, bo czuję się głupio. Czuję się niedoceniona przez ludzi.
Mama mi mowi, żebym wyszla do ludzi itd ,ale to nie jest dla mnie proste.
No nie wiem, może dlatego, że jesteś obłudną kłamczuchą? Piszesz o wrażliwości, a dopiero przyciśnięta do ściany zaczynasz o tym mówić. I najlepsze jest to, że stoi to w sprzeczności z twoimi poprzednimi słowami. Ok, udzielasz się w hospicjum (w co wątpię), a jednocześnie piszesz, że czujesz się niedoceniona i że wyjście do ludzi nie jest dla ciebie proste. Dla mnie to sprzeczność nie do pogodzenia.
Motywu z kinem to nie wspomnę nawet. Jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że masz znajomych, którzy cię zapraszają, gdzieś tam nawet od czasu do czasu wychodzisz, ale "to nie jest łatwe", "nie czujesz się swobodnie" itp. Już teraz zalatuje mi to lekkim werteryzmem typowym dla 12-15stolatek.
17 2012-12-20 03:08:21 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-20 03:14:02)
Blablabla333 napisał/a:[...]
Och to proste. Dziecinnie proste. [...]
Animus - domyślam się po twoim nicku, że gdzieś tam psychologii polizałeś. A przynajmniej filozofii. Jako "yntelygent" powinieneś wiedzieć, że brak kontaktu z ludźmi skutkuje zaburzeniami. Skoro Blablabla333 była wiecznie wyalienowana (choć wyalienowała się sama), to jej rozwój emocjonalny jest w tyle w porównaniu do rówieśników. Skoro nigdzie nie wychodzi, nigdzie nie bywa, nigdzie się nie udziela, to jak ma rozwijać swoją "wrażliwość"? I przede wszystkim wrażliwość na co?
[...] A ryby nie łapiesz na hak, ale na dobrą przynętę. I przede wszystkim nad wodą.
Pięknie piszesz. Dziecinnie prosto, ale jakże otwarcie. Z tej otwartości widać wiele.
Psychologia nie jest do lizania, ale do studiowania. Do lizania są lizaki... do dziecinnego lizania.
Zaburzeniami skutkuje nie tylko brak kontaktu z ludźmi. Zaburzeniami, niekiedy znacznie poważniejszymi, skutkują kontakty z nieodpowiednimi ludźmi.
Sięgasz po kategorię wieczności, a Twoje słowa obracają się w przyziemnej doczesności, żeby nie napisać efemerycznej doczesności. Mamisz, siebie i nie tylko. Rozwój emocjonalny nie polega na potęgowaniu emocji, ale na ich transformacji. Niektórym larwy emocji nigdy nie pozwalają na lot w blasku słońca.
Takie larwy emocji są najlepszą przynętą na łapanie rybeczek, których nie łapie się na przynętę (jak mniemasz), ale na hak właśnie. Wtedy ani larwa emocji, ani rybeczka nie rozwinie się, bo hak nie jest możliwością rozwojową, jest końcem wolności i końcem rozwoju.
Blablabla333 napisał/a:(...)
Blablabla333 napisał/a:[...].
Blablabla333 napisał/a:[...].
No nie wiem, może dlatego, że jesteś obłudną kłamczuchą? [...].
A może dlatego, że obłuda (ułuda) nie pozwala Ci, yoghurcie007, zobaczyć kłamstwa obłudnego w Twoich imaginacjach. Jak nie wiesz, to nie kombinuj, nie konfabuluj. Przyznaj się do niewiedzy i przestań pitwasić żałosne domysły.
18 2012-12-20 05:08:55 Ostatnio edytowany przez Ita (2012-12-20 05:13:35)
Ita. Nie miałam jeszcze okazji ;/
W szkole miałam bardzo podobny problem do Ciebie - nie umiałam odnaleźć się w grupie rówieśniczej. Z początku, jak to dzieciak, też czułam się z tym źle, jednakże z czasem doszłam do wniosku, że moim jedynym problemem była po prostu zbyt duża dojrzałość. Miałam zawsze bardziej poukładane w głowie, byłam bardziej ustabilizowana emocjonalnie, a co za tym idzie, co innego mnie interesowało i miałam inne pomysły na wypełnienie czasu wolnego. Kiedy to pojęłam, przestałam się dziwić, że się ze mną nudzili i uważali, że niczego fajnego nie wnoszę.
Nie pozwoliłam, aby wspomnienia ze szkolnych murów miały jakikolwiek wpływ na moją przyszłość. Wtedy byłam dzieckiem, teraz jestem już dorosła. Czasy podstawówki nie mają już najmniejszego znaczenia i nie powinny mieć wpływu na to, co jest teraz. Myślę, że te dwa ostatnie zdania, powinny stać się również Twoją dewizą.
Co prawda problemy z nawiązywaniem znajomości wśród rówieśników nie zniknęły. W dalszym ciągu odnoszę takie wrażenie, jakby byli za mną daleko w tyle. Nie mam z nimi o czym rozmawiać, większość z nich nadal uważa, że jestem nudna, więc robię rocznikowi 94 przysługę, i omijam jak się tylko da, ludzi w tymże urodzonych.
Nie zmienia to jednak faktu, że mam znajomych. Znajomych dużo starszych od siebie, okrzepłych po hulankach na dyskotekach, z którymi mam wspólny język, w których znajduję zrozumienie. Mam również chłopaka - jesteśmy ze sobą prawie rok, jest ode mnie starszy o 11 lat. Abstrahując jednak od osób, które mam wokół siebie, to najbardziej lubię czas spędzony sam na sam ze sobą. Lubię pójść do teatru w pojedynkę, w drodze powrotnej zahaczyć o ulubiony lokal i napić się czerwonego wina obserwując pędzący tłum za oknem, a potem spacerkiem wrócić do domu. Uważam taki czas za najbardziej konstruktywny, sprawia mi on najwięcej przyjemności. Wtedy wyciszam się i naprawdę relaksuję.
W moim przypadku znajomości ze starszymi osobami były strzałem w dziesiątkę. Coś mi mówi, że u Ciebie może być podobnie, ale musisz pojąć, że żaden obcy człowiek nie zapuka do drzwi Twojego mieszkania z zapytaniem, czy może zostać Twoim znajomym. Musisz otworzyć się na ludzi, stworzyć okazję, aby mieli możliwość Cię poznać. Jeżeli tego nie zrobisz, nadal będziesz gnuśnieć w domu, użalając się, że prawie nie masz znajomych, że Twoje koleżanki mają chłopaków, a Ty nie.
W swoim poprzednim poście zadałam Ci pytanie, dlaczego czujesz się głupio idąc sama do kina czy kawiarni. Co prawda olałaś mnie z góry na dół, ale w ramach konkluzji nawiążę jeszcze do tamtej wypowiedzi.
Nie zbudujesz zdrowej, koleżeńskiej relacji, nie odnajdziesz się w społeczeństwie, do póki nie nauczysz się być sama ze sobą. Znajomi mają swoje życia - swoje rodziny, swoje prace, swoje pasje, swoje obowiązki, swoje problemy i innych znajomych. Nikt nie będzie w stanie zapewniać Ci codziennie optymalnej dawki towarzystwa i rozrywki. Co zrobisz, gdy nikt nie będzie miał możliwości się z Tobą zobaczyć? Zaczniesz z nudów znowu się uskarżać, że nikt Cię nie docenia? Czy masz jakieś zainteresowanie, hobby, ulubione zajęcie, którymi mogłabyś wypełnić sobie czas?
Sa dwie opcje albo ruszysz swój tyłek za osobami podobnymi do Ciebie i zaczniesz ich szukać na forach, portalach itp albo ruszysz tylek i zaczniesz sie zajmować osobami w twoim otoczeniu.
Nigdy nie jest tak że ludzie sami przychodzą. Ludzie pewnie nawet nie wiedzą jaka jestes bo ich unikasz, bo nie mówisz nic.
Ja swoich przyjaciół mogę policzyć na palcach jednej ręki i są to osoby specyficzne które nie bywają to tu to tam mamy o czym gadać bo mamy inne priorytety.
Jestem specyficzna co nie zmienia faktu że lubie ludzi i podchodze do nich pierwsza z facetami problemu nie miałam w sumie nigdy obecnego mam z internetu i tez jest specyficzny moze dlatego sie dogadujemy
Jest wiele osób nieśmiałych specyficznych, inteligentnych które narzekaja na samotność. Zrób coś z tym. Wyjdź do ludzi, zagadaj kogoś ale nie szukaj przyjaciół w ludziach z którymi sie nie dogadasz... pustych lasek żyjących od imprezy do imprezy facetów którzy chca tylko zaliczyć.
Ilość przyjaciół facetów to nie trofea... jeżeli ktoś sie tym chwali... to smutne... to wartość którą się zdobywa całę życie i nie można jej tak po prostu mieć.
Animus - skończ pierniczyć głupoty, bo z twojej pisaniny nic nie wynika. Nie odpowiedziałeś choćby na jedno postawione przeze mnie pytanie. A tymczasem przyłapałem ją już na dwóch kłamstwach.
Widziałeś kogokolwiek, kto ma problem w kontaktach z ludźmi, kto udzielałby się w hospicjum? Bo to mi zakrawa na bardzo kiepski żart, bo trzeba być bardzo otwartym i empatycznym człowiekiem, aby coś takiego robić. A tacy ludzie nie mają problemów z nawiązywaniem kontaktów. Wcześniej pisała, że nie chodzi sama do kina, potem, że jednak chodzi. No naprawdę...
Podejrzewam, że gdybym dalej drążył temat, to wyszłoby więcej kwiatków tego typu.
W wieku 19 lat wspominanie, że kiedyś tam w podstawówce jakaś koleżanka się u niej nudziła i dlatego nikogo nie zaprasza do siebie, to faktycznie jest szczytem dojrzałości emocjonalnej i wrażliwości. Dla mnie to są jakieś jaja, żeby takim pierdem sprzed tylu lat się przejmować. Wyrazem dojrzałości nie będzie również olewanie interlokutorów. A olała i twoje pytania i pytania Ity. Dopiero przyparta agresywnym tonem moich wypowiedzi raczyła udzielić jakichkolwiek, bardziej szczegółowych informacji. Choć również bardzo oględnych i niewiele wnoszących na dobrą sprawę.
Z resztą...popatrz właśnie na Itę. To u niej możesz mówić o inteligencji, wrażliwości i dojrzałości. Widzisz różnicę pomiędzy nią, sposobem w jaki się wypowiada i treścią jej postów, a Blablabla333 ?
Chciałaś opinii kogoś kto miał podobnie, ja miałam podobnie kiedyś. Nadal nie jest super ale przynajmniej wychodzę z domu, mam z kim czasem skoczyć na imprezę, do pubu itp. Tez jestem nieśmiała i w towarzystwie sie zamykam. Lepiej sie czuje gdy jestem z max dwoma osobami, pomijając imprezy może. Dawno temu siedziałam w domu non stop bo nikt mnie nie zapraszał nigdzie, nie wiedzialam jakto jest nawet spotkac sie z koleżanką. Troche zmieniło sie w liceum, samo z siebie. Dogadałam sie z paroma koleżankami tam. Teraz an studiach też są dwie takie osoby z którymi mogę wyjść, jest też ktoś poza studiami. Nigdy nie będzie idealnie, wiem to. Ale te pare osób chociaż by się przydało Tobie. Jak to zmienić? Masz 19 lat, przypadkiem nie idziesz na studia albo do szkoły policealnej? nowe osoby, nowe możliwości. Ja też nie posiadam zainteresowań a potrafie pogadać z kimś. O pracy,studiach,wyrazić swoją opinię na dany temat. A uwierz mi, jestem zamknięta w sobie.
Yoghurt, na internecie tez można poznać kogoś( jeśli mówimy o chłopaku).:)
Ja sie przylanczam do zdania Yoghurta.
Jak sie nic z siebie nie daje, to dlaczego ma sie czegos oczekiwac od ludzi? Jak nikogo nie zapraszasz, to wiekszosc mysli, ze ich nie lubisz. Taki signal wysylasz.
O tym kinie, to sie usmialam
- przeciez tam sie idzie, zeby zobaczyc film, a nie miec towarzyskie dyskusje. To samo z kawiarnia- jak z nazwy wynika, idzie sie tam, zeby pic kawe i sobie poczytac, pogapic sie na innych ludzi, a niekoniecznie spotkac sie z kims.
Nie ma innego wyjscia z Twojego problem, jak tylko ruszyc cztery litery i wyjsc do ludzi. No chyba, ze wolisz sie nad soba w domu uzalac.
Moi znajomi( byli i obecni) którzy nie mają problemów w kontaktach towarzyskich i mają znajomych/chłopaka/dziewczynę też nie chodzą sami do kina czy do kawiarni
to nie jest żadne wyjście, w takich miejscach raczej sie nie myśli o poznaniu nowych ludzi, tylko traktuje sie je w kategorii wyjść towarzyskich właśnie. Ona musi wejść w nowe środowisko jak praca czy uczelnia/szkoła żeby wkońcu coś zmienić.
E tam, ja chodze sama do kina, bo mnie denerwuje jak ludzie gadaja i wierca sie podczas projekcji, a do kawiarni ide, zeby byc w fajnym otoczeniu i sobie poczytac albo maile powysylac. Nigdy sie glupio nie czuje. Moze nabralam angielskich zwyczajow? Tutaj sie nikt nie krepuje siedzeniem samemu, nawet z pintem piwa, no bo wlasciwie dlaczego mialby sie przejmowac co sobie mysla ludzie, ktorych nie zna?
Animus - skończ pierniczyć głupoty, bo z twojej pisaniny nic nie wynika. Nie odpowiedziałeś choćby na jedno postawione przeze mnie pytanie. A tymczasem przyłapałem ją już na dwóch kłamstwach.
Widziałeś kogokolwiek, kto ma problem w kontaktach z ludźmi, kto udzielałby się w hospicjum? Bo to mi zakrawa na bardzo kiepski żart, bo trzeba być bardzo otwartym i empatycznym człowiekiem, aby coś takiego robić. A tacy ludzie nie mają problemów z nawiązywaniem kontaktów. Wcześniej pisała, że nie chodzi sama do kina, potem, że jednak chodzi. No naprawdę...
[...]
Yoghurt007, od tonu agresywnego i epitetów to jesteś specjalistą. Od futurologii psychologicznej (pisanie o tym, czy coś wynika, czy nie wynika) to jesteś specjalista opcjonalnym, jednostronnym.
Co do pytań, na które miałbym nie odpowiedzieć, to nie zauważyłem. Może powtórzysz?
Merytoryczna dyskusja bazuje na tym, co wiemy, a nie na domysłach i własnych ograniczeniach. To, że nigdy nie widziałeś kogoś, to nie znaczy, że tego kogoś nie ma - to kanony logiki.
Pomoc nie polega na agresywnym pisaniu, ale na trafnej diagnozie i obraniu strategii wyjścia. Pseudopsycholog Yoghurt007 stracił "pacjentkę" i się wkurzył, że się nie zgodziła z nietrafioną diagnozą, więc zaczął pomówienia o kłamstwa. Ot co? Lekarzu, najpierw ulecz samego siebie.
Pytanie do adlernewman: w którym momencie znalazłaś informację Blablabla333, że nic od siebie nie daje? Najpierw konkret, potem wnioski.
Nikt mnie nie przekona do porównywania postu Ity i postów Blablabla333, bo to absurd, jak każde porównywanie bez jasnych kryteriów, według uznaniowego "widzi-mi-się".
Zakładasz sobie jakieś cechy wolontariuszy, nie znajdujesz ich u Blablabla333 i wysnuwasz wniosek, że to nie prawda, że ona żartuje w kwestii hospicjum.
Kto tu pierniczy?
ja nie koniecznie byłam empatyczna i otaczało mnie grono ludzi a udzielałam się w wolontariacie... to się nie wyklucza.
Hmmm, mnie się wydaje, że sama sobie stwarzasz problem i jak ktoś powiedział - wieje werteryzmem. Nie masz w klsie ani jednej takiej spokojnej jak Ty osoby, z którą możesz złapać kontakt? Nie chodzisz np. na fitness czy jakieś warsztaty, gdzie możesz kogoś poznać? Skoro w różnych sytuacjach siedzisz w kącie, nie zagadaujesz, to jawisz się innym jako odludek, któremu pasuje bycie na boku. Nie rezygnuj z wychodzenia do ludzi.
Animus - nie zakładam, że żartuje, ale że kłamie i wymyśliła to na poczekaniu. A w tobie widzę kolejnego Nihilistę, czy Sun on cloudless sky. Ten sam pseudo psychologiczno-filozoficzny bełkot, z którego naprawdę nic nie wynika - choć zapewne sam siebie zadziwiasz swoją błyskotliwością, intelektem i oczytaniem. Oraz faktem, że "dostrzegasz więcej niż inni"...choć to jedynie twoja fantazja....
Nie trzeba być geniuszem, aby wiedzieć, że osoby pomagające innym na zasadzie wolontariatu (czy generalnie udzielające się w czynie społecznym w ten czy inny sposób), to osoby bardzo wrażliwe, ciepłe, otwarte, cechujące się dużą empatią i lubiące przebywanie wśród ludzi i razem z ludźmi. To są osoby, które nie robią tego, aby być docenione czy podziwiane. Oni to lubią, lubią kontakt z innymi i tworzenie (jakikolwiek proces twórczy czy ochronny by to nie był). To nie są teorie wyssane z palca. To praktyka. Które z tych cech ma Blablabla333? Żadnej. Ona stroni od ludzi, unika ich, boi się kontaktu z nimi. Jest zamknięta w sobie i wystraszona. Tacy ludzie nie tylko nie biorą udziału w takich przedsięwzięciach od strony organizacyjnej, ale nawet od strony szeregowego uczestnika. Jeśli w ogóle bierze udział to na zasadzie obserwatora.
Osoba udzielająca się w hospicjum bałaby się wyjścia do ludzi? Naprawdę w to wierzysz? Bo to absurd pokroju astronauty z lękiem wysokości i otwartej przestrzeni.
Co do pytań, na które miałbym nie odpowiedzieć, to nie zauważyłem. Może powtórzysz?
Ależ proszę: w czym takim dostrzegasz jej rzekomą inteligencję i wrażliwość? I nie mam tutaj na myśli wrażliwości na krytykę, bo to nie wrażliwość sensu stricte, a zwykłe przewrażliwienie i niedojrzałość.
Pytanie do adlernewman: w którym momencie znalazłaś informację Blablabla333, że nic od siebie nie daje? Najpierw konkret, potem wnioski.
Pytanie do ciebie: a zauważyłeś, aby cokolwiek z siebie dawała gdzieś? Jeśli tak, to komu, gdzie i kiedy? Bo ona nawet nie szuka okazji do poznania nowych ludzi, nikogo i nigdzie nie zaprasza, nie inicjuje rozmów zniechęcona kilkoma nic nie znaczącymi wpadkami w PODSTAWÓWCE. I to jest właśnie konkret świadczący o jej lenistwie i niedojrzałości. Próbujesz doszukać się czegoś, czego po prostu nie ma.
maoam - nie zgodzę się z twoim brakiem empatii. Gdyby tak było, to nie założyłabyś swojego tematu "pranie mózgu". Ten problem (wyimaginowanych wyrzutów sumienia) kompletnie by nie zaistniał wtedy...
Póki Blablabla333 nie wyjdzie do ludzi, nie zacznie z nimi przebywać, rozmawiać i spędzać z nimi czas, póty nic się nie zmieni.
Animus, przeciez pisze, ze nikogo nie zaprasza, do nikogo nie gada, nigdzie nie wychodzi, a jak juz gdzies wyjdzie to stoi jak niemota. Tak na powaznie, chcialbys z kims takim spedzac czas? Ja sie nie dziwie, ze sie ludzie przesiadaja, jak Autorka liczy na to, ze beda ja zabawiac, a sama ani me ani be. Nawet nie wiem jaka inteligencja czy inne walory jest na nic, jezeli ich na wierzchu nie widac.
Wszystko co mówicie jest prawdą. Zachowuje sie tak a nie inaczej, bo wiele razy kiedyś próbowałam zmienić moje zachowanie, ale nic nie wychodziło, więc stwierdziłam, że nie warto już próbować. Jak już z kimś próbowałam gadać o czymkolwiek to widziałam, że ta osoba się nudziła. Jak byłam na imprezie to nie wiedziałam do kogo mam zagadać. Jestem miła dla ludzi. Jak już zaznajomię się z kimś to oni i tak nie mają ochoty na dalszą znajomość. Czuję się nieciekawą osobą. Poprostu nie wiem jak to zmienić. Wyjde do ludzi i co? co mam robić, o czym rozmawiać, nie wiem.
Nie czytałam wszystkich postów, jedynie pierwszy i chciałam tyulko dodać:
Jesli jeszcze raz będziesz miała ochotę zrobić eksperyment na ulicy z facetami- to prócz patrzenia im w oczy jeszcze się....usmiechnij ![]()
Mężczyźni WBREW POZOROM nie lubią smutasów!!
32 2012-12-20 18:20:31 Ostatnio edytowany przez ban (2012-12-20 18:28:22)
Blablabla333!
Po pierwsze faceci nie patrzą się na kobiety tak, aby kobiety widziały, że się na nich patrzą. Zrób sobie eksperyment -- weź na ulicy jakąś laskę i zobacz kto się na nią patrzy. Potem się zastanów, czy ona wie, że ten ktoś się na nią patrzy. Następnie sprawdź, czy ten facet co się tak gapił jest sam czy z żoną.
Po drugie jeśli jesteś przeciętna, to znaczy że jesteś ładna. Ale jeśli jesteś nieszczęśliwa, to faceci pewnie to wyczują dość szybko -- nieszczęśliwa, smutna, skrzywdzona przez życie. Nie musisz być głupią wariatką, ale uśmiech jest wskazany.
Po trzecie -- jak siedzisz dużo w domu, to małe jest prawdopodobieństwo, że spotkasz tam fajnego chłopaka.
Nikt się nawet za mną nie obejrzał. Zrobiłam nawet eksperyment. Szłam po ulicy i patrzylam na facetów. Nikt nawet nie spojrzał.Nie jestem brzydka. Mam normalną urodę, jestem mądra i miła.
Nieprawda, że nikt się nie objerzał. Pytanie -- czy jesteś zadbana? Włosy czyste? Paznokcie zadbane? Czy wyglądasz jak szara myszka albo w wyciągniętym swetrze, glanach i czarnych dżinsach albo w spódnicy po kostki jak żona Boryny z chłopów?
Posłuchaj mamy -- muisisz wyjść do ludzi. Proponuję, abyś zaczęła pić -- na przykład piwo, albo Baileys. Nie musisz palić, ale napić się czasem warto. Jeśli ktoś uważa to za głupią radę, to niech przestanie całkowicie pić.
W tym Twoim nastawieniu do siebie, w Twoim myśleniu o sobie, kryje się rozwiązanie problemu.
Uważasz się za nieciekawą? To stań się osobą ciekawą.
Nie wiesz, o czym z innymi porozmawiać? To słuchaj ich. Gdy ich usłyszysz naprawdę, gdy przestaniesz zastanawiać się nad sobą i nad tym, jak zostaniesz ocenioną, gdy umilknie w Twej głowie pytanie "co mam powiedzieć", to okaże się, że rozmowa nie jest problemem.
Zamiast próbować, zrób to (bez próbowania). ![]()
Też mam 19 lat i też jestem samotna
Ostatnio jednak zaznajomiłam się z jedną dziewczyną. Na razie to tylko zalążki koleżeństwa, ale bardzo miło mi się z nią przebywa i rozmawia. Kiedyś miałam więcej znajomych, miałam nawet kilka 'przyjaciółek', ale mam wrażenie, że ta przyjaźń była jednostronna, bo gdy po skończeniu liceum chciałam się z nimi spotkać, nie odpowiadały. I właściwie wszystkie moje kontakty kończą się po paru latach i już nie rozmawiamy. Więc teraz próbuję znaleźć nowe towarzystwo.
To wydaje się takie proste, żeby po prostu wyjść do ludzi. Ale niektórzy nie potrafią tak po prostu podejść do byle kogo i się zapoznać. Ja zawierałam znajomości zwykle z osobami, z którymi 'musiałam' zawrzeć znajomośc, bo siedziałyśmy w jednej ławce, musieliśmy zrobić wspólnie projekt, mieszkaliśmy razem. Zawsze musiała być bardzo odpowiednia okazja. Nie zagadałabym nigdy osoby, która już z kimś rozmawia (chyba, że w pilnej sprawie), bo nie lubię się wtrącać do rozmowy. Podchodzić do kogoś specjalnie po to, żeby porozmawiać, też nie bardzo lubię. Ale pracuję jeszcze nad tym ![]()
Próbuję teraz bardziej desperackiego wariantu, mianowicie zagadałam na fb kolegę, który ma bardzo podobny gust muzyczny do mnie. A nóż będę miała z kim pogadać na temat muzyki XP Jeśli nie, to nie ryzykuję niczym, bo poza fb nie widziałam go nigdy. Może spróbuj też takiej taktyki, poznawania ludzi przez internet na podstawie zainteresowań, albo dołącz do jakiejś grupy, np. wolontariatu, żeby być 'zmuszona' do zawarcia znajomości ![]()
I przy prowadzeniu dyskusji, najlepiej skup uwagę na rozmówcy. Nie mów dokładnie tego, co chcesz powiedzieć, tylko to, co Twój rozmówca chciałby usłyszeć. Zauważyłam też, że niektóre koleżanki lubią, kiedy je się pyta o coś, o czym chciałyby porozmawiać. (np. niedawno moja współlokatorka kłóciła się z chłopakiem przez telefon, westchnęła, coś powiedziałam o tym, że chłopaki inaczej myślą, ona wyraźnie się uradowała że porozmawiamy o tym, i ostatecznie zdecydowała że on i tak jest kochany). Jeśli nie wiesz, o czym rozmawiać, najlepiej zachęć rozmówcę do mówienia o sobie. Ludzie lubią mówić o sobie.
Nie mów dokładnie tego, co chcesz powiedzieć, tylko to, co Twój rozmówca chciałby usłyszeć.
Cóż za debilizm. Jest właśnie odwrotnie. Przede wszystkim uważnie słuchaj i obserwuj rozmówcę, a jak już mówisz, to tylko to, co chcesz powiedzieć, a nigdy to, co inni chcą usłyszeć.
Faktycznie ludzie lubią mówić o sobie. Ale rozmawiać o sobie już niekoniecznie, bo to jednak jest różnica. ![]()
36 2012-12-21 12:02:26 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-21 12:18:40)
Animus - nie zakładam, że żartuje, ale że kłamie i wymyśliła to na poczekaniu. A w tobie widzę kolejnego Nihilistę, czy Sun on cloudless sky. Ten sam pseudo psychologiczno-filozoficzny bełkot, z którego naprawdę nic nie wynika - choć zapewne sam siebie zadziwiasz swoją błyskotliwością, intelektem i oczytaniem. Oraz faktem, że "dostrzegasz więcej niż inni"...choć to jedynie twoja fantazja.... [...]
Czyja to fantazja, to widać, bo ja nigdzie nie pisałem, że "dostrzegam więcej niż inni". Lubisz poprzekręcać, w imię bełkotu nie pseudofilozoficznego. Ale z tym nihilizmem to jesteś blisko, tyle, że w Twoim przypadku jest nihilizm epistemologiczny (ponieważ nie jesteś w stanie zrozumieć, to myślisz, że z tego nic nie wynika i szlag Cię trafia na myśl, że ktoś może być lepszy od Ciebie i coś jednak z tego "bełkotu" rozumieć).
A oto dowody poprzekręcania cytatów, które były przyczyną totalnego braku możliwości zrozumienia (a może czytasz zbyt pobieżnie):
Można wyobrazić sobie, że jesteś osobą wrażliwą i nietuzinkową.
a w innym miejscu:
Szkoda, że nikt nie zauważa, że jesteś inteligentna i wrażliwa, bo to znaczy, że Ty także tego nie zauważasz
[...]
I przy prowadzeniu dyskusji, najlepiej skup uwagę na rozmówcy. Nie mów dokładnie tego, co chcesz powiedzieć, tylko to, co Twój rozmówca chciałby usłyszeć. [...]
Świetny przepis. Możesz w przyszłości próbować zostać politykiem. Będą okazywali, że Cię lubią tak długo, jak długo będą musieli.
Dobrze, że nie znam się tak dobrze na debilizmie jak yoghurt007, który napisał:
Cóż za debilizm.
Ale widocznie nie przeszedłem specjalistycznego szkolenia dla agentów 007 (to chyba kryptonim pełni szczęścia w kabinach oznaczonych jako OO i WC)
oo
Pewnie na tym szkoleniu zrozumiał gównianą pełnię szczęścia: Trust me, when I woke today I had no plans to be so sexy...but shit happens ! Deep in my soul there is a warrior that I'm afraid of...
Teraz lepiej rozumiem niechęć do nihilizmu: pełny nocnik jest najlepszym zaprzeczeniem nihilizmu.
Animus - wciąż nie odpowiedziałeś na moje pytania dot. autorki wątku, a zamiast tego skupiłeś się na mnie. I po raz kolejny napisałeś dużo słów, z których nic nie wynika. Wrócę do dyskusji z tobą jak tylko odpowiesz rzeczone pytania.
Off top. Off top!
Mailujcie do siebie poza Forum, jezeli chcecie sobie dogryzac.
PS. Masz racje.
39 2013-01-06 23:48:20 Ostatnio edytowany przez Zuzaa (2013-01-06 23:51:45)
Blablabla333 napisał/a:Ita. Nie miałam jeszcze okazji ;/
W szkole miałam bardzo podobny problem do Ciebie - nie umiałam odnaleźć się w grupie rówieśniczej. Z początku, jak to dzieciak, też czułam się z tym źle, jednakże z czasem doszłam do wniosku, że moim jedynym problemem była po prostu zbyt duża dojrzałość. Miałam zawsze bardziej poukładane w głowie, byłam bardziej ustabilizowana emocjonalnie, a co za tym idzie, co innego mnie interesowało i miałam inne pomysły na wypełnienie czasu wolnego. Kiedy to pojęłam, przestałam się dziwić, że się ze mną nudzili i uważali, że niczego fajnego nie wnoszę.
Nie pozwoliłam, aby wspomnienia ze szkolnych murów miały jakikolwiek wpływ na moją przyszłość. Wtedy byłam dzieckiem, teraz jestem już dorosła. Czasy podstawówki nie mają już najmniejszego znaczenia i nie powinny mieć wpływu na to, co jest teraz. Myślę, że te dwa ostatnie zdania, powinny stać się również Twoją dewizą.
Co prawda problemy z nawiązywaniem znajomości wśród rówieśników nie zniknęły. W dalszym ciągu odnoszę takie wrażenie, jakby byli za mną daleko w tyle. Nie mam z nimi o czym rozmawiać, większość z nich nadal uważa, że jestem nudna, więc robię rocznikowi 94 przysługę, i omijam jak się tylko da, ludzi w tymże urodzonych.
Nie zmienia to jednak faktu, że mam znajomych. Znajomych dużo starszych od siebie, okrzepłych po hulankach na dyskotekach, z którymi mam wspólny język, w których znajduję zrozumienie. Mam również chłopaka - jesteśmy ze sobą prawie rok, jest ode mnie starszy o 11 lat. Abstrahując jednak od osób, które mam wokół siebie, to najbardziej lubię czas spędzony sam na sam ze sobą. Lubię pójść do teatru w pojedynkę, w drodze powrotnej zahaczyć o ulubiony lokal i napić się czerwonego wina obserwując pędzący tłum za oknem, a potem spacerkiem wrócić do domu. Uważam taki czas za najbardziej konstruktywny, sprawia mi on najwięcej przyjemności. Wtedy wyciszam się i naprawdę relaksuję.
W moim przypadku znajomości ze starszymi osobami były strzałem w dziesiątkę. Coś mi mówi, że u Ciebie może być podobnie, ale musisz pojąć, że żaden obcy człowiek nie zapuka do drzwi Twojego mieszkania z zapytaniem, czy może zostać Twoim znajomym. Musisz otworzyć się na ludzi, stworzyć okazję, aby mieli możliwość Cię poznać. Jeżeli tego nie zrobisz, nadal będziesz gnuśnieć w domu, użalając się, że prawie nie masz znajomych, że Twoje koleżanki mają chłopaków, a Ty nie.
W swoim poprzednim poście zadałam Ci pytanie, dlaczego czujesz się głupio idąc sama do kina czy kawiarni. Co prawda olałaś mnie z góry na dół, ale w ramach konkluzji nawiążę jeszcze do tamtej wypowiedzi.
Nie zbudujesz zdrowej, koleżeńskiej relacji, nie odnajdziesz się w społeczeństwie, do póki nie nauczysz się być sama ze sobą. Znajomi mają swoje życia - swoje rodziny, swoje prace, swoje pasje, swoje obowiązki, swoje problemy i innych znajomych. Nikt nie będzie w stanie zapewniać Ci codziennie optymalnej dawki towarzystwa i rozrywki. Co zrobisz, gdy nikt nie będzie miał możliwości się z Tobą zobaczyć? Zaczniesz z nudów znowu się uskarżać, że nikt Cię nie docenia? Czy masz jakieś zainteresowanie, hobby, ulubione zajęcie, którymi mogłabyś wypełnić sobie czas?
Ita - mam do Ciebie ogromną prośbę - czy mogłabyś się jakoś ze mną skontaktować? email, gg, obojętnie? bardzo chciałabym z Tobą porozmawiać. Jeśli w ogóle jest to możliwe, mój email jest widoczny. Bardzo proszę o kontakt.
Ważne jest, żebyś spróbowała zaakceptować samą siebie, znaleźć swoje dobre, mocne strony. Daj ludziom szansę poznania Ciebie. Jeśli masz jakieś hobby to zapisać się na jakieś zajęcia, tam również możesz kogoś poznać. Trochę wiary w siebie;)