jestem z dziewczyną 2,5 roku. nie kocham jej, tzn tak mi się wydaje. niestety ale rutyna źle wpływa na nasz związek. już od dłuższego czasu myślę, żeby to zakończyć. po prostu chyba się już wypaliło, przynajmniej u mnie, bo ona mnie na pewno kocha, wiem to. ale po co mam ją oszukiwać no i przede wszystkim siebie.
w pracy mam koleżankę która mi się podoba, i z którą chciałbym być chyba na obecną chwilę. najgorsze jest to, że nie wiem co ona czuje bo co chwilę mówi coś innego. zaczęło się jakieś pół roku temu, pierwszy skok w bok właśnie z nią. od tego czasu co jakiś czas się spotykamy, zawsze mówiła że kocha swojego chłopaka i powtarza że żałuje że coś tam miedzy nami zaszło, i chciałaby zapomnieć o tym(ale u niej zapomnieć to góra kilka tygodni^^). zawsze działaliśmy po jakimś browarze. ostatnio znów, tylko teraz z tą różnicą że to ona zrobiła pierwszy krok jeśli można to tak nazwać
no i zaczęła się głupia dyskusja, czy mi na niej zależy, co ja czuję do niej, i co by było gdyby na tą chwilę mi powiedziała że chce ze mną być, no i powiedziała że się stęskniła i że działam na nią jak magnez. a ja jak zwykle albo przytakiwałem albo tłumiłem w sobie uczucia. jestem typowym introwertykiem jakby co
jeszcze nic jej na dobrą sprawę nie wyznałem ale na pewno po mnie to widać. chyba xd no skończyło się na łóżku, rano przytulanie etc. aż w końcu poszliśmy do domu. po południu piszę do niej jak tam no i zaczyna się to co zwykle, że zapomnijmy o tym blablabla. że to ostatni raz xd. i nie wie jak wytłumaczyć to że ona tak wczoraj do mnie mówiła.
czy kobiety muszą być takie skomplikowane? o czym ona może myśleć? na kim jej zależy naprawdę? czy nie lepszą opcją będzie zrezygnować z z tej i z tej? z drugiej strony strasznie obawiam się samotności
co zrobić?