Drogie forumowiczki/ forumowicze. Bardzo prosze o pomoc jestem już na skraju wyczerpania.
Jestem z A 1,5 roku. Jest to trudny ale intensywny zwiazek, dużo wspolnych planów, dużo wspolnego czasu. Trkatujemy siebie nawzajem powaznie nasi rodzice nas tez.
Na poczatku listopada tata mojego A wyladował w szpitalu po dlugich i wyczeroujacych badaniach okazało sie ze to nieuleczalny rak złosliwy zoładka, tacie zostało kilka tygodni. Cal rodzina pograzona jest w smutku calymi dniami siedza w szpitalu, spedzaja z tata jak najwiecje czasu sie da. Ja niestety nie radze sobie z tym, ze A nei przyjmuje ode mnie jakiekolwiek pomocy, owszem rozmawiamy o tym ale nie chce ani przyjac zaproszenia na swieta dla siebie i mamy oraz brata od moich rodziców, nie chce zebym pomogla cos w domu zrobic zeby mame odciazyc, odrzcua pomoc i wsparcie. nawet nie pytajac mamy czy przypadkiem ona nie chce przyjechac do mojej rodizny na swieta albo zeby chociaz zrobila zkaupy u nich w domu albo posprzatala a wiem ze ona by sie z tego uczeszyla i by ja to odciazylo chcociaz nie musial by po calodniowym pobycie w szpitalu stac przy przyslowiowych garach. niestety A odrzucaakazda moja pomoc, nie daje sobie pomoc, odrzuca moje wsparcie. czuje sie nie potrzebna i odrzucona. zahcowuje sie jka mnie by ta sytacja nei dotyczyla a mnei tez ona martwi i wywoluje placz i stres.
nasze zycie juz nigdy nie bedzie wygladac tak samo. juz nigdy nie bedziemy beztrosko spedzac weekendu nocujac u siebie. nie pojedziemy na wakacje nie zamieszkamy razme bo bedzie musial zajmwoac sie mama. wiem ze w takij sytuacji czlowiek ma prawo miec odchyly tylko, ze dla mnie do za duzo. bedzie mial mniej czasu dla nas, dla mnie a ja juz nigdy nie bede najwazniejsza bo bedzie zmusial zajac sie mama i bratem. a ja chcilabym byc obecna w tej sytuacji. nie potrafie sobie z tym poradzic. nie mam sily juz wysluchwiac kolejnego nie nie nie, nie chce, niedzieki , nie musisz, nie wiem , moze. niee. ;(
dodatkowo A dzis w nerwahc sypał tekstami "odczep sie, nie podolasz temu, zaslugujesz na cos lepszego, itp itd mnie to okropnie boli i wywoluje histerie. wiem ze on nei mowi tego na powazniei tak nei mysli ale czemu w ogole sie martwi sie o to ze tak bardzo rani mnie takie slowa? czemu nie chce dac mi pomoc i pokazac ze moga na mnie liczyc?
Podobne tematy
dlaczego pytasz jego o to zeby pomoc mamie?poprostu spytaj o to wlasnie ja,tak samo zapros ja na te swieta.chyba nie potrzebne ci jego pozwolenie?napewno bedzie jej milo
Zgadzam się z Klementynką.
Jeśli chcesz pomóc jego mamie, pomóż jego mamie.
tylko wiem, ze A bedzie wsciekly ze bez uzgodnienia z nim wtracam sie i gadam z jego mama ze najpierw powinnam jego zapytac o zdanie.
Trochę dramatyzujesz.Ja się nie dziwię,że on nie chce myśleć o świętach,pewnie w ogóle mogłoby ich dla niego nie być.Nie powinnaś narzucać się ze swoimi propozycjami,jego mamie też.Gdyby mi umierała bliska osoba byłabym zła jesli ktoś truł by mi o świętach.Moja mama zmarła w listopadzie i uwierz gdyby nie syn to świąt bym nie wyprawiała wcale.Co do przyszłośći -czy jego mama potrzebuje stałej pomocy?Dlaczego wasze życie ma się skończyć?Z opieką nad starszą osobą można sobie poradzić i wszystko pogodzić -jeśli się chce.Też mówię to z własnego doświadczenia -mama długo chorowała,gdy nie moglam być przy niej bo wymagała opieki 24 h.na dobę była poiekunka ,inni członkowie rodziny.
mart92, w Twojej wypowiedzi widzę duże skupienie na samej sobie. Martwisz się tym, że nie jesteś potrzebna, że jesteś odsunięta na bok, że przestałaś być najważniejsza. Tymczasem w tej sytuacji nie chodzi o Ciebie - podmiotem powinien być Twój facet i jego rodzina. Nie oczekuj, że w tak ciężkiej, bolesnej dla A. sytuacji życiowej będziesz wciąż najważniejsza. Nie wciskaj pomocy na siłę tylko dlatego, że chcesz poczuć się potrzebna i chcesz spełnić misję troskliwej dziewczyny. Pozwól A. samemu zdecydować o tym, czy i jakiej pomocy chce. Możesz dać znać, że w razie potrzeby jesteś tuż obok, gotowa do wspierania go i pomocy, ale nie narzucaj się.
hej ile brat ma lat? a mama? pracuje?ile mama ma lat? pewnie po 50tce.
to nie tak, ze bedzie musial sie zajmowac caly czas, jezeli mama jest pracujaca i sprawna to bedzie ok.
poczekaj za pół roku rok przejdzie to, a potem zajmie sie toba i rodzina z roba.
ciesze sie, ze chcesz pomoc jego mamie:)fajna bedzie z ciebie synowa
mart92, w Twojej wypowiedzi widzę duże skupienie na samej sobie. Martwisz się tym, że nie jesteś potrzebna, że jesteś odsunięta na bok, że przestałaś być najważniejsza. Tymczasem w tej sytuacji nie chodzi o Ciebie - podmiotem powinien być Twój facet i jego rodzina. Nie oczekuj, że w tak ciężkiej, bolesnej dla A. sytuacji życiowej będziesz wciąż najważniejsza. Nie wciskaj pomocy na siłę tylko dlatego, że chcesz poczuć się potrzebna i chcesz spełnić misję troskliwej dziewczyny. Pozwól A. samemu zdecydować o tym, czy i jakiej pomocy chce. Możesz dać znać, że w razie potrzeby jesteś tuż obok, gotowa do wspierania go i pomocy, ale nie narzucaj się.
a ja mysle, ze poczula sie wykluczona a myslala,ze juz prawie nalezy do rodziny.
ja moze nie na temat, ale bylo mi smutno gdy pominieto mnie na chrzcinach:(
mama nie pracuje bo nie musiala, ma 41 lat, brat 17.
po prostu myslalam ze moje zycie inaczje sie potoczy, a teraz wiem ze bedzie inaczje, myslalam ze A mysli o mnei powaznie, ze jestem kims waznym kogo nie odsunie w trudnej chwili tylko wlasnie w takiej trudnej chwili bede podpora.
A może w tych poniżej zacytowanych słowach jest rozwiązanie Twego problemu?
(...)zahcowuje sie jka mnie by ta sytacja nei dotyczyla a mnei tez ona martwi i wywoluje placz i stres. (...)
Twój partner ma trudny czas, zmaga się i ze swymi trudnymi uczuciami, i z uczuciami swego ojca, i z uczuciami swej mamy. Ma jeszcze, w imię Twej pomocy dla niego, zmagać się z Twymi uczuciami? Czyli zamiast pomocy ma mieć dodatkowe obciążenie? Czy Ty aby nie przesadzasz?
Jego ojcu pozostało kilka tygodni życia.
Rozumiem to, że Twój partner chce maksymalnie ten czas wykorzystać. Że chce przeznaczyć ten czas dla ojca, którego zaraz nie będzie. Ty tego nie rozumiesz? Czemu?
A myślenie w takiej sytuacji "on nie myśli o mnie poważnie" jest, delikatnie rzecz nazywając, nieetyczne.
11 2012-12-13 20:06:04 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-12-13 20:08:04)
matka ma 41 lat? to piekny wiek mozna nawet isc gdzies sprzątac, skoro nie umie nic poza pracą w domu.
jezeli mama nie znajdzie pracy to nie ma zrodla utrzymania, bo nie dostanie renty po mężu,bo jest mloda i sprawna.
jezeli nie dostanie, to znaczy ze twoj chlopak i jego brat mają mamę do opieki. kurczę:(
nie skupiaj sie na swoim bólu, pomysl jaka to tragedia dla nich.
zobaczysz ze bedzie cie kochal 2 razy mocniej.
brat na szczescie skonczy szkole i za rok dwa moze juz sie utrzymywac sam.
pozostaje kwestia mamy-musisz sie liczyc z mieszkaniem u niej, bo :
nie zrobi sama opłat, nie ma na zycie, jezeli w koncu dostanie jakas rente to nie stac jej na samodzielne zycie.
przepraszam ze ja w takiej chwili pisze takie rzeczy, ale wlasnie ten temat mial dotyczyc i mnie:(
Może zwyczajnie nie rzucaj ciągle nowych propozycji pomocy, tylko powiedz mu, że bez względu na to, co się stanie zawsze będziesz przy nim i zawsze może na Ciebie liczyć. I zapewnij go, że Ty chcesz przy nim być, bo go kochasz na dobre i na złe. Jak już on się otrząśnie z szoku, przejdzie ten trudny dla niego czas i sytuacja stanie się stabilniejsza to z pewnością Wasze relacje także dojdą do normy. Teraz daj mu się pogodzić z sytuacją, daj mu troszkę spokoju, nie zamęczaj go. Jak będzie wiedział, że jesteś obok i może na Ciebie liczyć to w razie potrzeby na pewno poprosi Cię o wsparcie. I nie wymagaj od niego, by dbał o to, byś w tej chwili czuła się potrzebna czy aby podkreślał Twoje miejsce w jego życiu. To nie jest odpowiedni moment.
mama poradzi sobie finansowo ponieważ przejmuje emeryture po tacie. tata to wysoko postawiony wojskowy. brat dostanie rente po ojcu.
ja chciałbym tylko zeby nasze relacje sie nie zniszczyly przez to, zeby nasz plany i nasz zwiazek byl silniejszy po tym. chciałabym po jakims czasie uslyszec " jesteś najwazniejsza, dziekuje ze przy mnei bylas, nikt nigdy nie byl dla mnie tak wazny. kocham cie i wiem ze to juz na zawsze"
mama poradzi sobie finansowo ponieważ przejmuje emeryture po tacie. tata to wysoko postawiony wojskowy. brat dostanie rente po ojcu.
ja chciałbym tylko zeby nasze relacje sie nie zniszczyly przez to, zeby nasz plany i nasz zwiazek byl silniejszy po tym. chciałabym po jakims czasie uslyszec " jesteś najwazniejsza, dziekuje ze przy mnei bylas, nikt nigdy nie byl dla mnie tak wazny. kocham cie i wiem ze to juz na zawsze"
Przeciez to nagi egoizm z tej wypowiedzi wychodzi!
Kobito, ukochany ojciec mu umiera, a Ty tylko sie o siebie troszczysz? Chcesz uslyszec, ze "Ty jestes najwazniejsza"? Co za brak taktu.
Na Twoim miejscu nawet jezeli jestes tylko zainteresowana soba, to bym sie zamknela przy chlopaku. Po prostu nie wypada.
u A w domu panuja trudne realcje, do momentu dowiedzenia sie o chorobie ojca nie bylo miedyz nimi zadnej rodzinnej normlanie ralcji, kazdy sam sobie. i stweirdzenie ze ukochany ojciec jest bledne bo on nie mial nigdy cieplej relacji z ojcem.
Często, w obliczu śmierci (przepraszam za patos), ludzie dokonują zmian w swych relacjach z innymi (bliskimi). Często te ostatnie dni, tygodnie, wykorzystują na powiedzenie sobie choć części tego, czego do tej pory sobie nie powiedzieli. Często w te dni budują taką relację, o której do tej pory tylko marzyli.
Z jednym Twym stwierdzeniem się zgodzę.
W tej sytuacji nie jesteś najważniejszą.
A czemu miałabyś być?
To nie Twój ojciec jest śmiertelnie chory, to nie Twój ojciec umiera. Ale nawet w takiej sytuacji osobą najwazniejszą byłby Twój ojciec, nie Ty.
i nigdy już nasze wsólne życie nie bedzie takie same, nigdy nie bedziemy jzu tylko we 2, nie zalozymy normalnej rodziny, nie wyprowadzimy sie..
to mnie tez martwi ![]()
Jest okres przedświąteczny, czas robienia porządków.
Może oprócz tradycyjnych domowych porządków, zrób porządek w swej głowie i w swym sercu?
Moim zdaniem, to najwyższa pora.
Jest okres przedświąteczny, czas robienia porządków.
Może oprócz tradycyjnych domowych porządków, zrób porządek w swej głowie i w swym sercu?
Moim zdaniem, to najwyższa pora.
co masz konkretnie na mysli? co sugerujesz?
Temat wątku dotyczy choroby i śmierci ojca partnera, natomiast główne słowo w Twych postach, to "JA", odmieniane przez przypadki.
Proponuję, byś przestała tak bardzo zajmować się swoją osobą, byś choć część swej uwagi przerzuciła na inne osoby z Twego otoczenia. Proponuję, byś ze swym partnerem rozmawiała na temat tego, jak wasz związek ma wyglądać. Proponuję, byś pozbyła się stereotypowego myślenia na temat związku i relacji w nim panujących. Proponuję, byś przestała uważać się za pępek świata i przestała narzekać, że inni tego nie widzą. Proponuję, byś przestała być egzaltowaną panienką. Proponuję kontakt z rzeczywistością. Proponuję, byś stała się osobą dorosłą i odpowiedzialną.
To wszystko jest możliwe. ![]()
nie znasz mnie i aspektów mojego życia dlatego uwaząm ze naskakiwanie na kogoś kto sie pogubił nie jest w porzadku!
To prawda, wiem o Tobie tylko tyle, ile o sobie napisałaś.
Nieprawda, nie naskakuję na Ciebie. Moje posty były efektem Twoich, a ostatni post napisałam na Twoją prośbę skierowaną do mnie osobiście.
Rozumiem Twe niezadowolenie. Też kiedyś byłam zła, gdy inni pokazywali mi rzeczywistość, której nie chciałam zobaczyć.
Jeśli się "pogubiłaś" (cokolwiek przez to słowo rozumiesz), to moje posty mogą być kompasem, byś znalazła wyjście. Jeśli chcesz.
ja po prostu sie boje ze nie podołam, ze moje zycie zmieni sie diametralnie a przywyczajenie do tego jak bylo przed tym wszystkim nie pozowli mi byc spokojna i szczesliwa.
Współczuję Ci. Współczuję tego, że różne rzeczy sobie wyobrażasz, że tworzysz coraz straszniejsze wizje, zamiast zejść na ziemię (i nie jest to żadne napadanie na Ciebie). Dlatego napisałam wcześniej, byś zobaczyła innych i zajęła się innymi osobami. Dlatego namawiam, byś porozmawiała z partnerem (oczywiście nie teraz, gdy umiera jego ojciec).
Nie podołasz? Czemu nie podołasz i dlaczego? Zamiast bać się, że nie podołasz, zajmij się odpowiedzią na pytanie "Co mam zrobić, by podołać?". Szczęście zaś buduj w sobie, nie uzależniaj go od innych osób i sytuacji.
I, już filozoficznie, życie ciągle się zmienia, nic nie jest stałe.
boje sie ze nie ptzerwamy tej proby jako para. owszem moj partner mowi ze spokojnie nic sie nie zmienia itp ale mamy strasznie nerwowa sytacje teraz i nie wiem czy bedziemy umieli to pokonac. a szczęscie uzalezniam od niego i od naszego zwiazku bo jestem osoba z bordeline i mam panicnzy lek przed odrzuceniem.
(...)jestem osoba z bordeline i mam panicnzy lek przed odrzuceniem.
I tutaj tkwi przyczyna takiej, a nie innej, treści Twych postów. Pomocą w rozwiązaniu Twoich problemów jest terapia.
I miałam nosa, gdy napisałam, byś nie uzależniała swego szczęścia od nikogo.
Bycie odpowiedzialnym za czyjeś szczęście jest olbrzymim ciężarem - nie znam osoby, która by to udźwignęła.
Uświadom sobie jedno jeszcze: Twój partner jest człowiekiem, nie zaś podporą dla Ciebie, wokół której możesz się oplatać i żywić się jego kosztem. On nie jest drzewem, Ty - nie jesteś jemiołą.
Przeczytaj zdania z mej sygnatury; wielu osobom pomogły w trzeźwym spojrzeniu na rzeczywistość.
uczeszczam na terapie. owszem po wyjsciu od teraperuty dzien 2 jest ok, potem wszystko wraca do normy, strach, placz histeria.
najgorszy jest paniczny strach przed jego odejsciem. to mnie niszczy. zzera.
Stąd to Twoje parcie na bycia najważniejszą.
Stąd Twa złość, gdy Twoje źródło zasilania zdecydowało o ograniczeniu dostaw energii.
Zachęcam Cię do intensywnej pracy nad sobą (nie tylko w czasie sesji terapeutycznych) i nieuleganiu nastrojom. ![]()
Mart, powinnaś zdać sobie sprawę, że chwile, które w tej chwili przeżywa, są dla Twojego chłopaka bardzo trudne, a Ty je jeszcze bardziej utrudniasz. W obliczu śmierci, a tym samym ze świadomością rychłego odejścia bliskiej osoby, ta możliwość spędzenia z nią ostatnich chwil, powiedzenia tego, co do powiedzenia jeszcze pozostało, pożegnania się, być może wyjaśnienia czegoś istotnego, stoi ponad wszystkim, a tym samym wszystko inne na jakiś czas odchodzi na bok. Ale to nie jest tak, że Ty nagle przestałaś się liczyć, Ty po prostu w hierarchii ustąpiłaś miejsca tacie. Na chwilę. Człowiek w takich momentach jest zaabsorbowany tym co się dzieje, zaczyna myśleć zupełnie innymi kategoriami, być może pewnych rzeczy nie zauważa, ale to nie jest przeciw komukolwiek wymierzone, jest za to zupełnie naturalne. Wszystko inne może przecież zaczekać, a śmierci nie da się przegonić. Kiedy tata odejdzie na wszystko będzie już za późno, Ty natomiast jesteś i będziesz.
Widzisz, Twój chłopak potrzebuje dojrzałego wsparcia i zrozumienia, Ty natomiast zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko. Bądź mu podporą, zapytaj wprost czego od Ciebie oczekuje, a potem postaraj się mu to dać. Za to nie narzucaj się ze swoją pomocą i nie uszczęśliwiaj na siłę.
Kilka lat temu znalazłam się w podobnej sytuacji do Twojej. Wówczas odchodził ojciec mojego męża, właściwie nie było żadnej nadziei, a ja dzień po dniu obserwowałam jak to męża boli, ale zamiast dokładać własnych problemów starałam się odjąć mu tych jego. Wzięłam na siebie część męża obowiązków, załatwiałam czasochłonne sprawy urzędowe, nie oczekiwałam pomocy w domu. W takiej sytuacji ważne jest, aby dać drugiej osobie spokój i poczucie, że gdy będzie nas potrzebować, to będziemy. I bądźmy. Nic więcej.
Dlaczego tak dramatyzujesz? Dlaczego ta śmierć, Twoim zdaniem, tak radykalnie wpłynie na Wasz związek?
Dramatyzuje bo boje sie ze A w pewnym momecie bedzie mial tak skrajne uczucia ze ja sama nie bede w stanie pociagnac dalej tego zwiazku i ze przywyczai sie do tego ze jest mnie mniej face to face w jego zyci ua wiecej telefonicznie. a smer wplynie radyklanie dlatego, ze dotychczas nie bardzo go interesowalo to co u mamy sie dzieje i u brata i u taty teraz bedzie musial przejac obowaizki glowy rodiznny i wiecje byc z nimi niz w naszym zwiazku.
Nadal nie rozumiem-dlaczego on ma przejąć obowiązki głowy rodziny?Co jest nie tak z jego mamą-nie poradzi sobie?
Mart, jest w Tobie bardzo dużo zaborczości. Bez względu na okoliczności oczekujesz pełnego skupienia uwagi na sobie, a każdy czynnik, który ją od Ciebie odciąga odbierasz jak ogromne zagrożenie. To może zmęczyć.
bo sie poczuwa do tego zeby zajać sie mama i bratem, bedzie musial zalatwiac wszystkie sprayw urzedowe, utrzymac ich 3, wozic ich wszedzie.
Mama jest dorosła, zdrowa, brat prawie pełnoletni, na pewno będzie im na początku trudno oswoić się z nową sytuacją, ale przecież nie wymagają stałej opieki. Wspomniałaś, że mama nie zostanie bez środków do życia, nie rozumiem więc dlaczego Twój chłopak miałby ich utrzymywać? Dlaczego ma poświęcić swoje życie komuś, kto tego zupełnie nie potrzebuje? Mało tego, to byłby bardzo niezdrowy układ.
Przesadzasz ,być może na początku będzie trochę pomagał rodzinie ,ale nie ma wobec nich żadnych obowiązków,ile lat ma jego brat,bo w przypadku śmierci ojca należy mu się renta po nim.Jesli matka nie jest starą kobietą to też sobie poradzi.To pierwsza sprawa ,a drugie to życie przynosi nam różne przeciwności,niekiedy tak jest,że trzeba się kimś zaopiekować i świat się przez to nie wali.Nigdy nie żyjemy w idealnym raju jaki sobie wymarzymy.Twoi rodzice też mogą kiedyś potrzebować pomocy,tak już jest ,to część naszego życia i trzeba się z tym pogodzić.
Racjonalnie myslac, nikt Cie nie zostawi. To jest sytuacja przejsciowa. Twoj chlopak nie kocha Cie mniej.
Uspokoj sie.
Wg mnie to przesadzasz i to ostro,sprawy urzedowe załatwi dośc szybko jeśli przyjdzie taka potrzeba,pozatym piszesz ze ona bedzie miała po ojcu pieniądze ,a brat rente ,to wcale nie bedzie musiał ich utrzymywać ,nie wiem o czym ty mówisz,po co miałby dodatkowo ich utrzymywać.Nie uwazam ze przez jego mame czy brata mozesz stracić chłopaka,przeciez obiadów nie bedzie gotował i sprzatał w domu ,bedzie tak jak dawniej,z tym ze muszą oni uporac sie z cierpieniem i nową sytuacją.Daj kobieto na luz,i ciesz sie życiem a nie zaprzątaj sobie głowy i nie myśl na zapas.Pozatym jest dużo rodzin gdzie jest tylko jeden rodzic bo np są po rozwodzie itd i co osoba z takiego domu nie ma szans na zwiazek bo musi sie przykładowo zajmować zdrową mamą lub ojcem?bez przesady a jego mama da sobie rade jest jeszcze dosc młoda,jak przejdzie to najgorsze to wszystko raczej pomału wróci do normy.