Trochę nie wiedziałam gdzie założyć swój wątek zobaczymy czy udało mi się dobrze wybrać.
Chciałabym trochę z Waszą pomocą poukładać swój światopogląd. Niektóre z Was mają o wiele więcej doświadczenia ode mnie więc jestem otwarta.
Mój problem polega na tym, że najprawdopodobniej przez niską samooceną i generalnie złe zdanie o sobie mogę stracić mężczyznę. Zaczynam być głupio zazdrosna i wpadam w jakieś niekontrolowane fochy. Niby rozumiem, że to katastrofa i strasznie nie dojrzałe, ale ciężko mi nad tym panować. Mój facet jest normalny nie krzyczy nie bije, dba o mnie. Ba czasami w domu robi więcej niż ja. Ma pracę wyjazdową więc często go nie ma, czasami widujemy się tylko w weekendy. Zamieszkaliśmy razem jakieś 1,5 roku temu.
Czasami dochodzę do wniosku, że on się odsuwa ode mnie i zaczynam panikować i szukam kontaktu z nim...on 400 km ode mnie a ja dzwonię i szukam bliskości....nie chce mu nadskakiwać chce pomóc sobie z moją niepewnością. Bo jeśli nawet kiedyś się rozstaniemy to przecież to nie będzie koniec świata...ale moje życie jest tak podporządkowane tej relacji, że nawet do rodziców już nie jeżdżę sama. Do kina chodzę tylko z nim....wszystko z nim a samej mi się nie chcę ![]()
Mam problem z nawiązywaniem i utrzymywaniem relacji międzyludzkich. Pewnie wszystko wynika z niskiej samooceny. Miałam nie najłatwiejsze dzieciństwo. Do tej pory ojciec nie chcę mnie poznać choć kilka razy nawiązałam z nim kontakt (byłam wpadką nieślubną).
Chodziłam nawet kiedyś na terapię i wydawało mi się, że będzie po niej lepiej bo teorię ogarnęłam...wiem, że wszystko jest we mnie i że nie jestem taka beznadziejna, że to kwestia nastawienia.
Tak sobie myślę, że powinnam się zastanowić co chciałabym robić i zająć się rzeczami niezależnymi od mojego związku jakiś taniec...może siłownia, nauka pływania. Taka próba wypełnienia sobie czasu czymś ważnym dla mnie.
Ale ja chce być kochana i wielbiona, potrzebuję bliskości...a czuję, że przez moje fochy i nie najlepsze zachowanie facet się odsuwa.
To głupie i poniżej poziomu wszelkiego, ale gdy zostawił otwartą rozmowę z koleżanką to przeczytałam ją...dowiedziałam się, że jego sprawy sercowe raz lepiej raz gorzej i tyle....mam do siebie żal, że przeczytałam tą rozmowę, bo tak nie wolno. Więcej tego nie zrobię, ale od tamtej pory szaleję, że faktycznie nie jest fantastycznie. Kiedy jest lepiej w takim razie?