Witam Was serdecznie. Napiszę bo nic innego mi nie zostało.
Jestem półtora roku po ślubie cywilnym, pół po kościelnym. W październiku była 4 rocznica naszego związku.
Zastanawiam się czy wszystko nie poszło za szybko. Zacznę od tego, że odkąd pamiętam cały czas się kłóciliśmy. Na początku kiedy poznałam męża miał problem z grami na maszynach za pieniądze. Walczyłam z tym długo, przegrywał dużo pieniędzy. Pożyczał u znajomych, doszło do tego, że mama musiała mu wziąć małą pożyczkę na spłatę. Nigdy mi się do tego nie przyznał dopiero po półtora roku naszego związku, kiedy to zmuszeni byliśmy na wspólną rozmowę z jego mamą. Czyli do rego mnie okłamywał. Pomijam fakt, że było jeszcze parę innych kłamstw kiedy się poznaliśmy, a które wyszły później jak twierdzi mąż nie chciał mnie denerwować. Sprawa z maszynami zakończyła się po setnej kłótni kiedy zagroziłam po raz setny, że go zostawię bo nie wyobraźam sobie zakładać rodziny i mieć dzieci z człowiekiem, który zamiast kupić dzieciom piluszki wrzuci pieniądze do maszyny. Po ciężkich bojach dotarło. Ale, ale...
Do tego dochodzi alkohol... Mąż piwkował sobie odkąd pamiętam. Nigdy piwko mi nie przeszkadzało. Sama lubię się napić. Ale on jak zacząLł to zatrzymać się nie mógł. Nie twierdzę, że chodzi "na czterech" chociaż i tak się zdarzało, ale praktycznie cały czas jest na rauszu lub lekko pijany. Nie jest tylko w takim stanie kiedy serio nie ma w jakiś dzień na nic czasu. Przed małżeństwem doszło w końcu do kłótni, po której go zostawiłam. Traktowałam to jednak bardziej jako terapię wstrząsającą. Za szybko się złamałam i już po 2 dniach byliśmy razem. W ciągu tych 4 lat słyszałam milion obietnic. Wszystkie zostały złamane. Poznaję go już po 1 piwie a on mnie cały czas kłamie, że nic nie pił. Wiele razy miał rozmowę z teściową, groziła mu nawet, że jesr w stanie wyrUcić go z domu, zadzwonić do pracy fdzie popija i porozmawiać z szefem nawet za cenę zwolnienia jeśli nie pójdzie na terapię. I nic. Obietnice, 2 tygodnie spokoju i to samo. Ostatnia kłótnia była ostra. Zagroziłam rozwodem, zdjęłam obrączkę. Bolało
usłyszałam wiele przykrych rzeczy. Kiedy powiedziałam, że mam dość usłyszałam tylko, że jeśli tego serio chcę to nie będzie robił mi pronlemów przy rozwodzie. . Do tego wszystkiego dochodzi to, że dostaliśmy mieszkanie z miasta i jesteśmy w trakcie remontu. Kredtt wzięła nam moja mama bo nam nie udzielono. I to kolejna rzecz która nas powiązała a ja nawet nie wiem czy chce dalej z nim być. Jesrem nieszczęśliwa. W ogóle nie rozmawiamy ze sobą, kiedy tylko jest w pracy uciekam do rodziców, znajomych gdzie znów czuję, że żyję:( w domu się duszę. Mieszkamy z teściową. . Oddaliliśmy się od siebie. Od 5 miesięcy nie spaliśmy ze sobą a jesteśmy pół roku po ślubie. Remont nie cieszy, kiedy pomyślę, że w nowym domu będę czekała na pijanego męźa. Tata mEża pijak. Ja nie mam ochott sie calowac, nie spie po nocach bo chrapie. Do pracy chodzę jak zombi. Magisterki mam 3 strony bo nie mogę się skupić na tym. SzczEścia doznaję kiedy jestem wśród rodziny i znajomych i o nim nie myślę i w tedh czuję, że dalabym wszystko by cofnąć xzas ;( więc już chyba nie kocham. co robic ![]()
Podobne tematy
2 2012-12-12 13:34:41 Ostatnio edytowany przez kornelcia1825 (2012-12-12 13:35:40)
witaj podzielona! moim zdaniem twoj maz sie nie zmieni. ja mam podobnie od 8 lat. wczesniej mi to nie przeszkadzalo bo bylismy tylko para i razem imprezowalismy, ale 4 lata temu wzielismy slub i mamy 2 dzieci. teraz mi to przeszkadza i ciagle sie o to klucimy... a on twierdzi ze probuje go zmienic i ze go ograniczam. przestalam juz wierzyc ze sie zmieni i przestanie popijac. i te jego ciagle obietnice ktore maja waznosc maxymalnie do 3 tygodni a potem robi to samo i zapomina. ostatnio coraz czesciej mysle o odejsciu. tez czasami tak mam ze wydaje mi sie ze juz go nie kocham... alkohol potrafi bardzo poroznic ludzi...
Podzielona..
Musisz się zastanowic nad tym, co jest dla Ciebie najlepsze.... Ja mam 24 lata, ponad temu zakończyłam ok. 5,5 letni związek. Na szczęście pomimo, że dośc długi okres mieszkaliśmy razem, nie zdecydowałam się sformalizowac tego związku, ponieważ ciągle nie byłam pewna...
Ale nie o mnie...
Przede wszystkim musisz podjąc decyzję, czy chcesz byc z tym człowiekiem- znam bardzo dużo młodych małżeństw, które zostały zawarte tylko i wyłącznie z potrzeby bycia z kimś bądź też ucieczki z domu rodzinnego...Akceptowały swoich partnerów razem ze wszystkimi wadami dla powyższych powodów. Efekt jest taki, że żyją w nieszczęśliwych związkach... dla "poprawy" więzi małżeńskiej zdecydowały się na dziecko a teraz są nieszczęśliwe, zaniedbywane...i.... kompletnie uzależnione od swoich partnerów....Ty masz to szczęście, że nie macie dziecka, więc nie jest za późno na podjęcie takiej decyzjii.
Każdy popełnia błędy i wplątuje się w różne związki... sztuką jest spojrze sobie i znajomym w oczy i stwierdzic, że to był błąd. Nie jest za późno aby go naprawic... w zasadzie to nigdy nie jest, to jest Twoje życie i tylko od Ciebie zależy jak zamierzasz je spędzic...
Wiem, że decyzja jest trudna, ponieważ dobrze znam ten rodzaj przywiązania...niemniej jednak najważniejsze decyzje w życiu zawsze są trudne... Ja jestem już ponad rok sama i nie jest mi łatwo ale tak już w życiu jest, że na prawdziwe szczęście pracuje się długo... tylko bezwartościowe rzeczy przychodzą łatwo...
Odpowiedz sobie na pytanie, czy jesteś na tyle silna aby walczyc o swoje życie, czy zamierzasz do końca życia życ w świadomości, że nie chciało Ci się pracowac nad swoim szczęściem
I jak już to gdzieś pisałam- Ludzie w końcu wiążą się po to, aby żyło im sie lepiej a nie gorzej, lepiej byc nieszczęśliwym samotnie niż nieszczęśliwym z kimś...
4 2012-12-12 14:02:59 Ostatnio edytowany przez podzielona (2012-12-12 14:18:49)
witaj podzielona! moim zdaniem twoj maz sie nie zmieni. ja mam podobnie od 8 lat. wczesniej mi to nie przeszkadzalo bo bylismy tylko para i razem imprezowalismy, ale 4 lata temu wzielismy slub i mamy 2 dzieci. teraz mi to przeszkadza i ciagle sie o to klucimy... a on twierdzi ze probuje go zmienic i ze go ograniczam. przestalam juz wierzyc ze sie zmieni i przestanie popijac. i te jego ciagle obietnice ktore maja waznosc maxymalnie do 3 tygodni a potem robi to samo i zapomina. ostatnio coraz czesciej mysle o odejsciu. tez czasami tak mam ze wydaje mi sie ze juz go nie kocham... alkohol potrafi bardzo poroznic ludzi...
J też już straciłam wiarę. Po prostu za wiele obietnic. Wiem, że ja też składałam obietnicę, przysięgę - na dobre i na złe. Ale je§li on nie chce iść do lekarza i na moje pytania kiedy w końcu przestanie pić odpowiada, że nie przestanie nigdy bo lubi pić to co ja mogę? Czy to oznacza, że mam na dobre i złe do końca pozostać z nim nieszczę§liwa i robić krzywdę naszym przyszłym dzieciom? Jesteśmy jeszcze młodzi, w przyszłym roku mam 25 lat, mąż 30. być może się pomyliliśmy? Może ułożę sobie jeszcze życie na nowo? Nie koniecznie z kimś innym bo tna tę chwileę czuję, że po prostu chciałabym być sama i byłoby mi lepiej niż ciągle się kłócąc. Myślę też o nim. Jeśli ja nie będę szczęśliwa to nie będę potrafiła dać szczęścia jemu. Może on też ułoży sobie życie na nowo. Jestem tak zrezygnowana, że jestem w stanie zostawić mu te nasze mieszkani, w ktorym nie spędziliśmy jeszcze ani jednego dnia, niech sobie spłaca ten kredyt i żyje. Nie chodzi mi o te mieszkanie mogę zostać z niczym. Tylko to mieszkanie to kolejny problem bo wszyscy powiedzą, że nie wiadomo czego chciałam, mam męża nowoczesne mieszkanie i zostawiłam to wszysyko nie wiadomo dlaczego.
5 2012-12-12 14:57:21 Ostatnio edytowany przez podzielona (2012-12-12 15:10:21)
Ajć pdzepraszam, coś mi się tu pokopiowało.
Tak to bardzo trudna decyzja. Tym bardziej kiedy po kolejnej kłótni mąż staje się lepszy, szkoda, że na chwilę... Ale wtedy jet ciężej bo pojawia się jakaś nadzieja. Nie jestem jednak w stanie tak żyć jużzawsze.boje się,że życie mi ucieknie a ja będę dalej nieszczęśliwa. Ponadtoboję się, że ucierpi na tym moje zdrowie. Zawsze byłam nerwusem, a teraz nie spie po nocach, mam bole w okolicach klatki piersiowe, trudnosci z oddychaniem, ataki paniki, no moze nie do kona paniki ale potrafi mi sie tak zmienic nastroj z minuty na minute ze plaxE jak bobr i az sie zanosze i nie potrafie sie uspokoic. Biore tabletki uspokajajace
i mysle nad wizyta u psycjologa lub psychiatry. Zawsze chcialam miec taka rodzine ja mialam w cxasach dziecinstwa. Wszyscy znajomi powtarzaja mi ze podziwiaja mouch rodzicow.... ![]()
nie wiadomo dlaczego??? bo jestes nieszczesliwa. przeciez nie jestes z nim dla kogos tylko dla siebie. i jesli on nie potrafi dac ci tego czego pragniesz to jeszcze mozesz wszystko zaczac od nowa sama. ja niestety mam 2 dzieci i jest mi troche trudniej ale tez powaznie mysle nad rozstaniem...
jak czlowiek mysli o rozstaniu to w glowie pojawiaja sie rowniez te dobre chwile z nim... a razem z nimi nadzieja ze moze ostatnia szanse dac itp. a potem kolejny zawod
mino wszystko nie jest latwo odejsc
Dziękuje wszystkim za odpowiedzi.
Na prawdę jestem w kropce
przedwczoraj znów popijał, wczoraj tak się pokłóciliśmy, że nawet nie wiem bo jak wrócił z pracy to spałam. Nie chciało mi się na niego czekać i ciągnąć przegadywanki.
Muszę zaznaczyć, że mąż nigdy nie był dla mnie agresywny, ale zdarzało mu się odezaać w stylu zdu**aj podczas kłótni, ale nie jestem bez winy bo nie zostawałam mu dłużna
i tu kolejne pytanie? Jak dwoje kochających się ludzi może się tak do siebie odnosić? Brak szacunku... Coraz częściej myślę o tym, że to nie prawdziwa miłość, że tak się nie zachowują ludzie, którzy się kochają. Wypaliło się? A może oboje idealizowaliśmy to na swoje potrzeby? On długo był sam, a ja związałam się z nim bardzo szybko po rozstaniu z byłym. Może bałam się samotności? Mam tyle pytań w głowie, na które nie potrafię odpowiedzieć
Podzielona... powiem ci co ja o tym wszystkim myślę...
Jeśli przez tyle czasu on nie zmienił swojego zachowania, to już go nie zmieni...
Nie ma co liczyć na nagły "cud"...
Ja na Twoim miejscu już teraz złożyłabym pozew o rozwód. Nie tłumaczyłabym go, ze nie jest taki zły bo "nie był wobec Ciebie agresywny"... jeszcze tego by brakowało? Chcesz na to czekać? Kto wie, czy za parę lat tak się nie stanie, gdy dojdą dodatkowe problemy, dodatkowa odpowiedzialność w postaci dzieci... Chcesz zafundować dzieciom takie atrakcje w domu?
Ja nawet nie będę tu się rozpisywać nad tym, że nie rozumiem dlaczego z nim w ogóle jeszcze jesteś...nie rozumiem po co pół roku temu wzięliście ślub kościelny... Cywilny ślub w niczym nie pomógł, to jeszcze sobie poprawiłaś kościelnym... ahhhh...
Krótko mówiąc...dziewczyno uciekaj póki czas... facet jest nieodpowiedzialnym gówniarzem... nie nadaje się ani na męża ani tym bardziej na ojca. Całe szczęście, że dzieci nie macie. Jesteś jeszcze młoda i znajdziesz sobie kogoś wartościowego, kto będzie Cie szanował i wspierał w życiu. Nie niszcz sobie życia na samym jego starcie...