Witam,
Mam pytanie do osob bedacych w trakcie rozwodu... => rozwod na moja prosbe.
Zyjecie juz wlasnymi zyciami? Kazdy chodzi swoimi sciezkami?
Sama jestem w takiej sytuacji, razem mieszkamy z mezem pod jednym dachem i zaczynam sie meczyc.
Ogolnie mam wrazenie ze do niego dociera tylko czesciowo slowo "rozwod". Albo raz dociera raz nie (nadzieja??). Z jednej strony rozumie powage sprawy, bylismy razem u adwokata, notariusza, zalatwial akt slubu, urodzenia... A z drugiej strony dwa razy zaproponowal mi (???) ponowne spanie razem, ale z dala od siebie
, spacery, wyjscie na rower, wspomne zakupy, kino...oczywiscie odmowilam.
Dodam, ze jemy razem, raz on przygotowuje z zakupionych przez siebie produktow raz ja...Moze to jest blad?
Dodam tez ze maz raz jest bardzo mily i prawi mi komplementy a raz zlosliwy, robiacy uwagi...Tak jakby mial dwa oblicza...Dodatkowo raz jest mezczyzna a raz malych chlopcem w krotkich spodenkach....
Chcialabym sie dowiedziec jak Wy dajecie sobie rade z taka sytuacja...
Dzieki za uwagi i porady!!
powodzenia wszystkim bedacym w takiej sytuacji.