Pewnie po napisanej przeze mnie wiadomości spotkam się z wieloma komentarzami krytyki...
Od zawsze jestem nieśmiałą i spokojną osobą i głównie przez to moje kontakty z mężczyznami są prawie zerowe...
Nigdy nie byłam w stałym związku, może przez to, że jestem zamknięta w sobie. Rodzina i znajomi mówią, że nie powinnam mieć powodów do kompleksów, że wizualnie nic mi nie brakuje ale ja widzę u siebie same wady i nigdy nie czułam się atrakcyjną kobietą.
Po tylu latach bycia samemu ciężko mi wyobrazić sobie życie w związku. Ciężko mi odbyć luźną rozmowę z mężczyzną na randce, wszystkie znajomości kończyły się po jednym spotkaniu. Nie umiem flirtować, być pociągająca i seksowna...
Wiadomo, każdy ma potrzeby, ostatnio bardzo często myślę o seksie, czasem nawet zastanawiam się jak by było, gdybym umówiła się z kimś na niezobowiązujące spotkanie...może to sprawiłoby, że stałabym się śmielsza...choć boję się, że mogłabym trafić na kogoś o chorych skłonnościach lub czymś zarazić...albo potem nie mogłabym spojrzeć w lustro, bo czułabym się jak prostytutka...lub okazałoby się, że ten z którym poszalałam jest znajomym jakiegoś znajomego...
Pewnie niektórzy stwierdzą, że lepiej czekać na tego jedynego, jednak skoro nie udało mi się z nikim związać, to ciężko uwierzyć, że lada dzień pojawi się rycerz na białym koniu;P. Wszyscy mówią, że jestem strasznie spokojna i niewinna ale to co się kotłuje w moich myślach...tylko ten blokujący wstyd...
Już nie chcę być taka niewinna i cnotliwa...
Czy Wy też macie takie chore myśli jak ja;)?
Podobne tematy
Chore myśli? Fantazje seksualne chore nie są. Często fantazjuję - czy to o dziewczynach/kobietach, które znam, czy tez o kompletnie nieznajomych, które gdzieś minąłem na ulicy. To normalne, naturalne i zdrowe.
Odradzam ci i czekania na tego jedynego i pójścia z pierwszym lepszym. Po prostu znajdź faceta, przy którym czujesz się spokojnie, pewnie i bezpiecznie. I pociągnij temat dalej. 25 lat to faktycznie już dużo, ale przynajmniej nie dorabiasz ideologii do swoich problemów z otwartością i poznawaniem ludzi. Czy w tej sprawie myślałaś o psychologu? Wstyd i zamknięcie się w sobie, które utrudniają czy wręcz uniemożliwiają nawiązanie jakiejś bliższej relacji z mężczyzną jest poważnym problemem. I seks ich nie rozwiąże.
Zgadzam się z Yoghurtem - sam sex nie rozwiąże problemu. Chodzi raczej o chorobliwą nieśmiałość o brak umiejętności luźnej rozmowy z mężczyzną. Sex powinien być tylko naturalną kontynuacją takiej milej znajomości. Jeśli pójdziesz z kimś do łóżka tylko po to aby mieć to za sobą to nie wiem czy to cokolwiek dla Ciebie zmieni. Nie wiem czy staniesz się od tego bardziej skora do kontaktów z mężczyznami. Raczej w to wątpie. Ale może się myle.
Może wizyta u psychologa dałaby lepsze rezultaty. Musisz się przełamać,uwierzyć w siebie i stawić czoła wyzwaniu jakim jest dla Ciebie w tej chwili spokojna rozmowa z interesującym dla Ciebie facetem. Musisz się poczuć w męskim towarzystwie swobodnie, pewnie i naturalnie. Potem sama starać się przejmować inicjatywę. Może zaprosić kolegę do kina czy na kawę. I nie bron się przed buziakiem w policzek
bo zostanie to źle odebrane przez faceta ![]()
4 2012-11-17 20:37:48 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-11-17 20:58:05)
25 lat to wcale nie tak dużo, jak na dziewicę. Być może obniża się w ostatnich czasach bariera wiekowa, ale każdy ma własny czas, nie musi się porównywać z innymi i mieć z tego powodu kompleksy. Odradzam pójście na spotkanie w tym jednym celu z pierwszym lepszym. A co będzie, jeśli akurat dzień po takim spotkaniu poznasz kogoś interesującego? Nie byłoby szkoda? Na początku ważne jest zrozumienie, współpraca. Ważne, żeby się dobrze czuć w swoim towarzystwie - to jest minimum. Ja myślałam, że zawsze będę dziewicą. Miałam dużo kolegów, kumpli, przyjaciół, ale z nikim nie stworzyłam odpowiedniej więzi. Do czasu, aż przestałam szukać, miałam 21 lat, przestałam o swoim dziewictwie ciągle myśleć. I wtedy poznałam swojego dzisiejszego narzeczonego
Jak się nie szuka, odpuści sobie, to się ktoś ciekawy przytrafi. Ja miałam nastawienie, żeby się cieszyć życiem, nawet nie wiem kiedy się zakochałam. Wystarczy przestać się spinać. A co inni myślą, to ich sprawa! Nie mówię, że od razu poznasz miłość swojego życia, tego to się nie jest pewnym od razu. Jest taka stara zasada: miej wulgaryzm, a będzie ci dane!
Wydaje mi się, że Twoim problemem może być jednak problem z nawiązaniem znajomości z chłopakiem. To może wyjdź do ludzi, niech zaufane osoby pomogą wkręcić się w jakieś towarzystwo, ale bez presji, że zaraz poznasz kogoś do rozdziewiczenia
Pozostaje ćwiczyć swoje umiejętności w tym zakresie, a na potrzeby seksualne dobre są też i własne paluszki, czy choćby wibrator ![]()
Hmm już sama nie wiem. Prawie rok temu byłam 5 razy u Pani Psycholog ale nie czułam, żeby te rozmowy z nią pomagały mi w jakimkolwiek stopniu...Miałam wrażenie, że jest zbyt miła i pobłażliwa, tzn. za bardzo usprawiedliwia moje postępowanie, bo np. w gronie najbliższej rodziny zawsze słyszę, że się nad sobą rozczulam, użalam, powinnam się wziąć w garść i to lenistwo...
Wierzycie, że psychologia, wizyty u specjalistów pomagają? Może znacie wśród swoich znajomych przypadki, zmianę zachowań na bardziej pozytywne dzięki pomocy psychologów?
Nie szukam desperacko faceta i nie chcę stracić dziewictwa na siłę;P, tylko czasem mi żal, że inni (także sądząc po tutejszych opisach:P) używają i cieszą się życiem, bliskością drugiej osoby a u mnie panuje ciągła monotonia;). Flirty, dwuznaczności, pikanteria, to na pewno jedne z elementów sprawiających, że codziennie życie staje się o wiele bardziej urokliwe:)).
Tangerine, jeśli uważasz, że jesteś w stanie pójść z nieznajomym do łóżka to czemu nie spróbujesz mniej diametralnych kroków? Może spróbuj zaczepić jakiegoś chłopaka? Może spróbuj postawić sobie za punkt honoru, żeby się z Tobą drugi raz umówił? Może potrenuj flirtowanie? Te wszystkie kroki wymagają podobnej odwagi jak pójście z kimś do łóżka a są mniej obciążające psychicznie (i bezpieczniejsze fizycznie
).
7 2012-11-17 22:21:49 Ostatnio edytowany przez lecytynka1200 (2012-11-17 22:25:53)
Trenowanie flirtowania to dobry pomysł. Ćwiczyłam na swoich kolegach
Zwłaszcza na jednym , o którym wiedziałam, że jest gejem, umówiliśmy się, że razem będziemy ćwiczyć, nie tylko sam na sam, ale też przy ludziach
A może do lustra ćwicz wypowiedzi? Miałam problem z tym, że nie umiem flirtować, poderwać tego, który mi się podoba. Ale to mi minęło
Może znajdź jakieś zajęcie, hobby, ale takie, które wymaga pójścia gdzieś do ludzi, nie malowanie w swoim pokoju, ale jakiś kurs? Oddając się pasji człowiek odkłada na bok pewne problemy interpersonalne. Tylko dobrze, gdy się w tej pasji nie zamykamy na innych ludzi. W dziedzinie, w której się dobrze czujesz, swobodnie, może też łatwiej będzie dogadać się z człowiekiem, który podziela pasję? W takiej sytuacji można się czuć pewniejszym siebie.
A psycholog? Może nie trafiłaś na dobrego ![]()
Hmm już sama nie wiem. Prawie rok temu byłam 5 razy u Pani Psycholog ale nie czułam, żeby te rozmowy z nią pomagały mi w jakimkolwiek stopniu...Miałam wrażenie, że jest zbyt miła i pobłażliwa, tzn. za bardzo usprawiedliwia moje postępowanie, bo np. w gronie najbliższej rodziny zawsze słyszę, że się nad sobą rozczulam, użalam, powinnam się wziąć w garść i to lenistwo...
Wierzycie, że psychologia, wizyty u specjalistów pomagają? Może znacie wśród swoich znajomych przypadki, zmianę zachowań na bardziej pozytywne dzięki pomocy psychologów?
Nie szukam desperacko faceta i nie chcę stracić dziewictwa na siłę;P, tylko czasem mi żal, że inni (także sądząc po tutejszych opisach:P) używają i cieszą się życiem, bliskością drugiej osoby a u mnie panuje ciągła monotonia;). Flirty, dwuznaczności, pikanteria, to na pewno jedne z elementów sprawiających, że codziennie życie staje się o wiele bardziej urokliwe:)).
To zależy czy to doświadczony psycholog a jeśli masz kompleksy , to lepiej idź do psychoterapeuty.
Ćwiczenie flirtowania jest żenujące jak dla mnie. Ludzie są ze sobą często przez powody których sami wyjaśnić nie mogą, a Wy Jej doradzacie że ma wyćwiczyć schemat zachowań który zagwarantuje jej chłopaka - związek?? Porada z kategorii bravogirl...
Psychologów sobie odpuść, dorabianie teorii do rzeczywistości za wiele nie pomorze. Wg mnie wszystko jest kwestią spotkania odpowiedniej osoby z którą bez problemów będziesz się dogadywać. ![]()
Wiek nie ma znaczenia, kto kiedy zaczął, każdy pisze swoją książkę i Ty zrób tak samo. Jeden się żeni po 40stce drugi w wieku 18 lat - każdy ma inaczej. Myślę że powinnaś się naprawdę dobrze zastanowić czy Ty naprawdę tego chcesz, czy może to otoczenie na Tobie to wymusza? Nie doszukałem się w Twoich postach słowa "samotność".
ps. też miałem kiedyś takie zmartwienie, ale mi przeszło z wiekiem
Zmiana priorytetów życiowych dużo daje. Możesz sobie myśleć że coś przegapiłaś, że coś Cię ominęło. Nie mamy na to wpływu, życia nie zaplanujesz, wszystko samo przyjdzie z czasem. Skup się na dniu dzisiejszym, żeby nie żałować że zmarnowałaś go na roztrząsanie 'kłopotu', podczas gdy mogłaś zrobić coś innego fajniejszego ![]()
Psychologów sobie odpuść, dorabianie teorii do rzeczywistości za wiele nie pomorze. Wg mnie wszystko jest kwestią spotkania odpowiedniej osoby z którą bez problemów będziesz się dogadywać.
A jak ma kompleksy?
Ćwiczenie flirtowania jest żenujące jak dla mnie. Ludzie są ze sobą często przez powody których sami wyjaśnić nie mogą, a Wy Jej doradzacie że ma wyćwiczyć schemat zachowań który zagwarantuje jej chłopaka - związek?? Porada z kategorii bravogirl...
Że co?
Ćwiczenie flirtowanie = trenowanie umiejętności luźnej rozmowy z płcią przeciwną.
Ćwiczenie flirtowania = poprawa własnej samooceny
Ćwiczenie flirtowania = wyjście do ludzi
Umiejętność flirtowania nigdy nikomu chłopaka nie zagwarantuje. I wcale nie ma tego na celu.
Flirt=związek? Filozofia rodem z bravogirl...
singiel84 napisał/a:Psychologów sobie odpuść, dorabianie teorii do rzeczywistości za wiele nie pomorze. Wg mnie wszystko jest kwestią spotkania odpowiedniej osoby z którą bez problemów będziesz się dogadywać.
A jak ma kompleksy?
Nie rozumiem pytania. ???
Umiejętność flirtowania nigdy nikomu chłopaka nie zagwarantuje. I wcale nie ma tego na celu.
W takim razie po co poruszony został temat flirtu?
Flirt=związek? Filozofia rodem z bravogirl...
Od rozmowy się wszystko zaczyna, choć w sumie spojrzenia są pierwsze ![]()
Flirt proponowałam jako przełamanie pewnej bariery. Dziewczyna rozważa w desperacji pójście z nieznajomym do łóżka (bo to ma ją niby "ośmielić" w stosunku do płci przeciwnej). Zaproponowałam mniej radykalne rozwiązania na "ośmielenie".
Dlaczego został poruszony temat flirtu? Bo autorka tematu stwierdziła, że byłoby miło poflirtować?
Ja z umiejętnością flirtowania się nie urodziłam. A z kolegą wpadliśmy na taki pomysł, bo on i ja sobie totalnie nie radziliśmy, trwało to jakiś czas. I co nam to dało? On jest trochę bardziej wygadany, a ja też stałam się pewniejsza siebie. To nie wyglądało, jak lekcje z notatkami czy coś
przeplataliśmy flirt ze zwykłą rozmową na każdy temat... Teraz o tym nie myślę jako o jakieś lekcji czy coś, po prostu, zdobyłam punkt charyzmy ![]()
A flirtować można z kimkolwiek, byle nie "atakować" jakiejś pary. Ale dla osoby nieśmiałej też dobrze ćwiczyć rozmowę? Czyli po prostu rozmawiać
Jest to jakaś propozycja, żeby się nie zamęczać swoim problem, a coś zrobić.
Flirt proponowałam jako przełamanie pewnej bariery. Dziewczyna rozważa w desperacji pójście z nieznajomym do łóżka (bo to ma ją niby "ośmielić" w stosunku do płci przeciwnej). Zaproponowałam mniej radykalne rozwiązania na "ośmielenie".
Nie jestem pewien czy próba zmiany charakteru jest dobrym rozwiązaniem. [szukanie jedno nocnej przygody dla pozbycia się balastu jest zdecydowanie kiepskim pomysłem]. Z tego co zauważyłem to ta cała nieśmiałość z czasem mija, zwłaszcza wtedy gdy musimy zmierzyć się w dniu codziennym, raz za razem, z codziennymi sytuacjami. Każdy ma swój jakiś tam wewnętrzny zegar.
Singiel, czy Ty czasem nie traktujesz słowa "flirt" zbyt poważnie? To nie jest równoznaczne z podrywem, z zabawą uczuciami innych, z polowaniem ani z niczym innym drastycznym. To po prostu zwykła umiejętność zabawy słowami, sprytnej riposty - może być formą zwykłej luźnej rozmowy.
Tangerine nie musi zmieniać swojego charakteru, żeby się lepiej poczuć. Nie musi z cichej dziewczyny zamieniać się w salonową lwicę. Ale lekkie "podreperowanie" kontaktów z płcią przeciwną na pewno by jej nie zaszkodziło. Tym bardziej, że jej samej własna nieśmiałość przeszkadza. Jeśli coś przeszkadza - można przecież próbować to zmieniać. W granicach przez siebie akceptowalnych.
po prostu trening czyni mistrza.. tak jest ze wszystkim. Trzeba się przełamać i tyle
Singiel, czy Ty czasem nie traktujesz słowa "flirt" zbyt poważnie? To nie jest równoznaczne z podrywem, z zabawą uczuciami innych, z polowaniem ani z niczym innym drastycznym. To po prostu zwykła umiejętność zabawy słowami, sprytnej riposty - może być formą zwykłej luźnej rozmowy.
Tangerine nie musi zmieniać swojego charakteru, żeby się lepiej poczuć. Nie musi z cichej dziewczyny zamieniać się w salonową lwicę. Ale lekkie "podreperowanie" kontaktów z płcią przeciwną na pewno by jej nie zaszkodziło. Tym bardziej, że jej samej własna nieśmiałość przeszkadza. Jeśli coś przeszkadza - można przecież próbować to zmieniać. W granicach przez siebie akceptowalnych.
vinnga - Singiel84 jest 28letnim prawiczkiem. To chyba wiele by wyjaśniało, prawda?
vinnga - Singiel84 jest 28letnim prawiczkiem. To chyba wiele by wyjaśniało, prawda?
I co, poczułeś się lepszy?
yoghurt007 no to chyba cios poniżej pasa... jego życie, jego sprawa ![]()
A nie szkoda tak czekać, aż się wyrośnie z nieśmiałości? Kiedy to już mniej się myśli, co ludzie powiedzą, co ktoś pomyśli, tylko trzeba załatwić jakąś sprawę samodzielnie. Ale w międzyczasie lata lecą, potrzeby narastają, młodszym się już nie będzie... Jeśli to narasta do rangi problemu, to ciężko tak sobie odpuścić i stwierdzić: może kiedyś. Można czekać, ale można też spróbować się przełamać. Chociaż małymi krokami, rozmawiać z kimś i nie obiecywać sobie, że ta osoba będzie kimś ważnym, tylko mieć radość z tej sytuacji.
Tu chyba głównie chodzi o nieśmiałość. Można ją oswajać, wiem to po sobie ![]()
Nie. To po prostu wiele wyjaśnia w temacie. Dziewictwo w wieku 20paru lat wiąże się ze sporymi kompleksami czy innymi problemami z samym sobą. Tu nie chodzi stricte o nieodbycie stosunku seksualnego, ale o nieumiejętność otworzenia się na drugiego człowieka przeciwnej płci, zbytnie zamknięcie w sobie, zaniżoną samoocenę, skrajną nieufność, silne kompleksy itp.
Tłumaczy to też przesadzone (zbyt silne) reakcje na tematy powiązane z relacjami damsko-męskimi. A tak właśnie reagujesz na wzmianki o flircie czy tak jak teraz, na moją uwagę. To nic osobistego - a tak to odebrałeś.
Nie. To po prostu wiele wyjaśnia w temacie. Dziewictwo w wieku 20paru lat wiąże się ze sporymi kompleksami czy innymi problemami z samym sobą. Tu nie chodzi stricte o nieodbycie stosunku seksualnego, ale o nieumiejętność otworzenia się na drugiego człowieka przeciwnej płci, zbytnie zamknięcie w sobie, zaniżoną samoocenę, skrajną nieufność, silne kompleksy itp.
Tłumaczy to też przesadzone (zbyt silne) reakcje na tematy powiązane z relacjami damsko-męskimi. A tak właśnie reagujesz na wzmianki o flircie czy tak jak teraz, na moją uwagę. To nic osobistego - a tak to odebrałeś.
Niestety 'to' np. mi nic nie wyjaśnia w temacie czymkolwiek 'to' by nie było. I nie wciskaj mi że nie było tu nic skierowanego do mnie w tej wypowiedzi Twojej, bo jednak pojawił się tam mój nick.
Niestety jesteś kolejną osobą która łączy dziewictwo 20parolatka\tki z kompleksami lub co gorsza z problemami z samym sobą. Nie przeczę że tak może się zdarzyć. Aczkolwiek nie utożsamiałbym tego tak jednoznacznie. Dla wielu osób poznanie tej 'ostatniej' osoby jest swego rodzaju drogą przez 'przerobienie' wielu\kilku partnerów. W ten sposób osoby które nie czynią tak postrzegane są jak ułomne i opóźnione. "Bo jeżeli ja miałem ich już tyle albo byłem w jednym związku tak długo, to sory ale ty też musisz tak mieć zanim nauczysz się być partnerem tak jak ja mogę nim być" - to jest mniej więcej takie rozumowanie, które szczególnie seksu się tyczy. Jakby nasz temperament zależał od ilości odbytych stosunków.
Mało kto też bierze pod uwagę wiek, to że ktoś nie był w związku nie jest równoznaczne z tym że nie jest dojrzały. Nie ilość partnerów a dojrzałość czyni nas gotowymi do zdrowej relacji z drugim człowiekiem.
***
Sprostowanie odnośnie flirtu - dla mnie jest to taka luźna pogawędka jak vinnga to ujęła, ale dodałbym że w tle zawsze jest podtekst czegoś więcej. Inaczej nie nazywałoby się tego flirtem a zwykłą rozmową. Czy flirtujemy z osobami tej samej płci? Nie, rozmawiamy z nimi.
Niestety 'to' np. mi nic nie wyjaśnia w temacie czymkolwiek 'to' by nie było. I nie wciskaj mi że nie było tu nic skierowanego do mnie w tej wypowiedzi Twojej, bo jednak pojawił się tam mój nick.
Oczywiście, że pojawił się twój nick - wszak mówiłem o tobie. Ale nie był to osobisty przytyk, ale zwykłe stwierdzenie faktu.
Nie ilość partnerów a dojrzałość czyni nas gotowymi do zdrowej relacji z drugim człowiekiem.
I twoja reakcja ewidentnie świadczy o dojrzałości, tak? Jakoś nie widzę, aby ktoś poza prawiczkami (bo o dziwo dziewice tak nie mają) tak się pieklił o seksualną przeszłość....lub jej brak. I albo dorabiacie sobie filozofię do niej, albo całkowicie negujecie doświadczenia z tego płynące.
I twoja reakcja ewidentnie świadczy o dojrzałości, tak? Jakoś nie widzę, aby ktoś poza prawiczkami (bo o dziwo dziewice tak nie mają) tak się pieklił o seksualną przeszłość....lub jej brak. I albo dorabiacie sobie filozofię do niej, albo całkowicie negujecie doświadczenia z tego płynące.
A które dokładnie słowa świadczą że się pieklę o przeszłość seksualną lub jej brak? Hmm? Natomiast ja mogę odczuć że stawiasz się wyżej nad osobami nie będącymi w związku - vice versa.
Sadzę że umyślnie robisz niedopowiedzenia w postach żeby ktoś odpowiedziała tak jak tego chcesz. Podpuszczasz- próbujesz mnie wrzuć do jednego wora z facetami którzy już dawno zostali po banowani na tym forum.
***
O przeszłość partnera również i dziewice się "pieklą", z tym że kobiety raczej się z tym nie obnoszą. [już nie chce się wdawać w to jaki sens ma bycie pierwszym z punktu widzenia biologi, bo ta śpiewka jest wszystkim dobrze znana i bądź co bądź kobiety w tej ewolucyjnej strategii mają łatwiej]. Również faceci po przygodach mają tendencję o czepianie się przeszłości partnerki.
I zrozum że nie o przeszłość mi tu chodzi a pochopne ocenianie ludzi tak jak Ty to robisz. I w sumie nie musisz się z tym czuć źle, bo wszelakie postawy homofobiczne w tym kraju to zjawisko powszechne. Wejdź na fora zagraniczne np. anglojęzyczne, hasło: 'old virgin' lub podobne, zobacz jak się ludzie wypowiadają. O 180 stopni inaczej.
26 2012-11-18 23:15:02 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-11-18 23:16:05)
Szczerze mówiąc fora anglojęzyczne mnie nie interesują - żyjemy w Polsce. A jak widać, to zdecydowana większość prawiczków ma z tym koszmarny problem. I albo czepiają się innych o ich przeszłość, albo próbują zanegować znaczeniu swojego niedoświadczenia - co z kolei ty robisz. Owszem - są wyjątki. Jak zawsze. Ale to nie wyjątki stanowią regułę.
Fakt, że inni zostali zbanowani, a ja nie, świadczy raczej o tym, że mieli spory problem ze sobą, z zachowaniem dystansu i z własną emocjonalnością.
I co ma ocenianie prawiczków/dziewic do homofobii? Czy ja insynuowałem tutaj jakiejś dziewicy lub prawiczkowi, że są homoseksualistami, a przez to są gorsi od "normalnych" ? No nie. Orientacja nie ma tutaj wielkiego znaczenia. Po prostu widać na przykładzie autorki tego wątku gdzie i w czym leży problem: a jest to właśnie wstyd i nieumiejętność otworzenia się na drugą osobę. I to jej słowa - a nie moje rzekome "pochopne ocenianie". "Późnodziewictwo" jest tylko efektem tego. Nie przyczyną.
vinnga napisał/a:Flirt proponowałam jako przełamanie pewnej bariery. Dziewczyna rozważa w desperacji pójście z nieznajomym do łóżka (bo to ma ją niby "ośmielić" w stosunku do płci przeciwnej). Zaproponowałam mniej radykalne rozwiązania na "ośmielenie".
Nie jestem pewien czy próba zmiany charakteru jest dobrym rozwiązaniem. [szukanie jedno nocnej przygody dla pozbycia się balastu jest zdecydowanie kiepskim pomysłem]. Z tego co zauważyłem to ta cała nieśmiałość z czasem mija, zwłaszcza wtedy gdy musimy zmierzyć się w dniu codziennym, raz za razem, z codziennymi sytuacjami. Każdy ma swój jakiś tam wewnętrzny zegar.
A tak z ciekawości - skąd się bierze umiejętność flirtowania? Wrodzona zdolność, z domu, od starszych kolegów/ koleżanek? Tak z ciekawości pytam...
To trzeba mieć we krwi choć podobno można się również tego nauczyć, jednak wtedy traci się spontaniczność moim zdaniem.
No to nie miałam szans i tak...
To trzeba mieć we krwi choć podobno można się również tego nauczyć, jednak wtedy traci się spontaniczność moim zdaniem.
Chetnie poslucham o tej teorii bo moja matke mozna uznac za jakakolwiek kobiete ale napewno nie za osobe umiejaca flirtowac
Wiec niby we krwi to ja powinnam miec kawaleczki lodu. Tak nie jest ![]()
TwilightSparkle napisał/a:To trzeba mieć we krwi choć podobno można się również tego nauczyć, jednak wtedy traci się spontaniczność moim zdaniem.
Chetnie poslucham o tej teorii bo moja matke mozna uznac za jakakolwiek kobiete ale napewno nie za osobe umiejaca flirtowac
Wiec niby we krwi to ja powinnam miec kawaleczki lodu. Tak nie jest
Ja jestem zimna suka
z całym błogosławieństwem tego faktu.
25 lat to faktycznie już dużo
Haha, no ręce opadają... A ciekawe, co byś powiedział na 30-letnie, 40-letnie czy choćby nawet 50-letnie dziewice (takowe przecież też istnieją!). Że z księżyca spadły? :>
tak potwierdzam są i czekają na tego jedynego i nie wstydzą się bo chcą to dać temu jedynemu a wiem coś o tym.......
yoghurt007 napisał/a:25 lat to faktycznie już dużo
Haha, no ręce opadają... A ciekawe, co byś powiedział na 30-letnie, 40-letnie czy choćby nawet 50-letnie dziewice (takowe przecież też istnieją!). Że z księżyca spadły? :>
O ile nie są to siostry zakonne to znaczy, że mają jakiś problem ze sobą. 30, 40 czy 50 lat w "czystości"???....odpowiedzi same się pchają na usta.
A może widziałaś w tvn jak 50 latka chciała sprzedać dziewictwo za 500 tys a po roku już tylko za 400 tys to jest śmieszne. Nie każdy jest taki , że daje już w wieku nastu lat a są też przekonania religijne. A to wszystko nie ma znaczenia i nie o wstyd chodzi bo ważna jest rozmowa z partnerem a w tym przypadku chodzi o seks , którego pragnie a nie wie jak go zainicjować by nie wyszła na zacofaną
O ile nie są to siostry zakonne to znaczy, że mają jakiś problem ze sobą. 30, 40 czy 50 lat w "czystości"???
No cóż, mało ludzi to pojmuje. Przeczytaj sobie mądry post PiotrrtoiP:
tak potwierdzam są i czekają na tego jedynego i nie wstydzą się bo chcą to dać temu jedynemu
Tu tkwi cała kwintesencja dochowania czystości.
Ja nie rozumiem czemu 30latka chcialaby ofiarowac komukolwiek dziewictwo? Co niby druga osoba z tego ma? Podjarke ze byl pierwszy? No byc moze ale juz o tej 30letniej dziewicy nie mozna powiedziec ze byla jego pierwsza. Chyba ze facet do 30 roku zycia siedzial na bezludnej wyspie sam z wlasna reka
Suma sumarum ona oddaje facetowi dziewictwo a facet jej nic. Kiepska jak dla mnie wymiana. 40letnia dziewica? Evenement.
Albo bez potrzeb. Alby ze zbyt wygorowannymi ![]()
.....................bo ważna jest rozmowa z partnerem a w tym przypadku chodzi o seks , którego pragnie a nie wie jak go zainicjować by nie wyszła na zacofaną
Co oznacza, że ma problemy z komunikowaniem się z osobą teoretycznie najbliższą co nie dziwi skoro przez te 30, 40 czy nawet 50 się tego nie nauczyła.
Tu tkwi cała kwintesencja dochowania czystości.
Kwintesencja no i owszem, tyle że desperacji która z czystością nic wspólnego nie ma.
40letnia dziewica? Evenement. Albo bez potrzeb. Alby ze zbyt wygorowannymi
Tak czy owak sytuacja nie do pozazdroszczenia.
No pewnie ze nie do pozazdroszczenia.
Ja bym sie nie zamienila z 30letnia dziewica.
i to tkwi w psychice. Nie było za młodu a potem wstyd mocniejszy od pragnienia seksu i to narasta. Potem może wychodzić coś innego od założenia i to okaże się mocniejsze. Szybciej się związek rozwali niż przezwycięży to co było. Jak ktoś chce może odszukać mojego tematu w zwiazek na odleglosc i pokrewne
aristokratka napisał/a:yoghurt007 napisał/a:25 lat to faktycznie już dużo
Haha, no ręce opadają... A ciekawe, co byś powiedział na 30-letnie, 40-letnie czy choćby nawet 50-letnie dziewice (takowe przecież też istnieją!). Że z księżyca spadły? :>
O ile nie są to siostry zakonne to znaczy, że mają jakiś problem ze sobą. 30, 40 czy 50 lat w "czystości"???....odpowiedzi same się pchają na usta.
Dokładnie. Tu już musi być coś na rzeczy - jakieś głębokie kompleksy, duże problemy emocjonalne. Na ten temat było wiele dyskusji na tym forum - również z osobami, które do tej 30stki dobiegają i wciąż są dziewicami (niezależnie od płci). W miarę rozmowy coraz dobitniej i wprost było widać desperację i potężne problemy z komunikowaniem się i wartościowaniem. Co gorsza, bardzo często były to osoby mało stabilne emocjonalne i czasem agresywne - czy to względem siebie samych czy innych. Ktoś, kto w wieku 30stu lat ma mi do zaoferowania tylko i wyłącznie "czystość" (co też jest pojęciem śliskim i względnym)....to jest dla mnie nikim. Kawałek błony (której równie dobrze może nie być) nie ma dla mnie żadnej wartości. W tym wieku to ja oczekuję wykrystalizowanych potrzeb, dojrzałości (na wielu płaszczyznach), szczerości, otwartości, braku skrępowania w dyskusji, zaufania.
Chyba ze facet do 30 roku zycia siedzial na bezludnej wyspie
Pamiętaj, że nie wszyscy są tacy sami ;]
Kwintesencja no i owszem, tyle że desperacji która z czystością nic wspólnego nie ma.
A dlaczegoż desperacji? Skoro dziewczyna/kobieta postanowiła, że dochowa czystość dopóki nie pozna tego jedynego, to gdzie tu występuje desperacja? :>
O desperacji można powiedzieć np. wtedy, gdy dziewczyna za wszelką cenę chce stracić dziewictwo, bo większość jej koleżanek już dawno współżyła. Bo inni pomyślą, że jest zacofana. Bo taka jest moda, itd. itd. I co, taka sytuacja jest w porządku? Godna pozazdroszczenia?? Żenada.
I to jest właśnie ta presja społeczna, która niejako nakłania do deprecjonowania wartości. Niejedna osoba uległa tej presji, mimo że inaczej by postąpiła. Lecz presja była dla takiej osoby silniejsza. Jednak istnieją i takie osoby (choć niewiele), że nie ulegają tej presji. I chwała im za to. Ważne, żeby iść zgodnie z własnym sumieniem, a nie za tym, co inni promują (wcale nie pod kątem pozytywnym).
oczekuję wykrystalizowanych potrzeb, dojrzałości (na wielu płaszczyznach), szczerości, otwartości, braku skrępowania w dyskusji, zaufania.
Zgadzam się z tym - to są niezwykle istotne kwestie w przypadku bycia w związku. Ale - litości! - mam wrażenie, że według was dziewice to jakieś bezwartościowe osoby, których nie stać jest na szczerość, zaufanie, wierność itp.
No po prostu brak słów
Tak jak już napisałam i jeszcze raz powtórzę: mało osób to rozumie w tym dzisiejszym zepsutym świcie. Niestety. Ale niech każdy myśli jak chce. Ważne, żeby iść zgodnie z własnym sumieniem i w ogóle nie przejmować się tym co inni mówią :]
Nie jest pewnikiem ze dziewictwo w poznym wieku oznacza dysfunkcje
A dlaczegoż desperacji? Skoro dziewczyna/kobieta postanowiła, że dochowa czystość dopóki nie pozna tego jedynego, to gdzie tu występuje desperacja? :>
O desperacji można powiedzieć np. wtedy, gdy dziewczyna za wszelką cenę chce stracić dziewictwo, bo większość jej koleżanek już dawno współżyła. Bo inni pomyślą, że jest zacofana. Bo taka jest moda, itd. itd. I co, taka sytuacja jest w porządku? Godna pozazdroszczenia?? Żenada.
Jeśli takie postanowienia robi sobie 20 latka to nie ma w nich nic dziwnego ale jeśli przez kolejne dekady w nich trwa to znaczy, że jest z nią coś nie tak. Nie potrafi znaleźć się wśród ludzi a z kawałka błony robi świętego graala, którego i tak nikt już nie szuka bo się przeterminował. I to jest właśnie żenada!!!
I to jest właśnie ta presja społeczna, która niejako nakłania do deprecjonowania wartości. Niejedna osoba uległa tej presji, mimo że inaczej by postąpiła. Lecz presja była dla takiej osoby silniejsza. Jednak istnieją i takie osoby (choć niewiele), że nie ulegają tej presji. I chwała im za to. Ważne, żeby iść zgodnie z własnym sumieniem, a nie za tym, co inni promują (wcale nie pod kątem pozytywnym).
Zawsze jest na coś presja społeczna więc to żadne tłumaczenie. Poza tym jeśli dla kogoś wartością samą w sobie jest kawałek tkanki to ...w zasadzie komentarz jest zbędny poprzez swoją oczywistość.
TwilightSparkle napisał/a:Kwintesencja no i owszem, tyle że desperacji która z czystością nic wspólnego nie ma.
A dlaczegoż desperacji? Skoro dziewczyna/kobieta postanowiła, że dochowa czystość dopóki nie pozna tego jedynego, to gdzie tu występuje desperacja? :>
O desperacji można powiedzieć np. wtedy, gdy dziewczyna za wszelką cenę chce stracić dziewictwo, bo większość jej koleżanek już dawno współżyła. Bo inni pomyślą, że jest zacofana. Bo taka jest moda, itd. itd. I co, taka sytuacja jest w porządku? Godna pozazdroszczenia?? Żenada.I to jest właśnie ta presja społeczna, która niejako nakłania do deprecjonowania wartości. Niejedna osoba uległa tej presji, mimo że inaczej by postąpiła. Lecz presja była dla takiej osoby silniejsza. Jednak istnieją i takie osoby (choć niewiele), że nie ulegają tej presji. I chwała im za to. Ważne, żeby iść zgodnie z własnym sumieniem, a nie za tym, co inni promują (wcale nie pod kątem pozytywnym).
yoghurt007 napisał/a:oczekuję wykrystalizowanych potrzeb, dojrzałości (na wielu płaszczyznach), szczerości, otwartości, braku skrępowania w dyskusji, zaufania.
Zgadzam się z tym - to są niezwykle istotne kwestie w przypadku bycia w związku. Ale - litości! - mam wrażenie, że według was dziewice to jakieś bezwartościowe osoby, których nie stać jest na szczerość, zaufanie, wierność itp.
No po prostu brak słów
![]()
Tak jak już napisałam i jeszcze raz powtórzę: mało osób to rozumie w tym dzisiejszym zepsutym świcie. Niestety. Ale niech każdy myśli jak chce. Ważne, żeby iść zgodnie z własnym sumieniem i w ogóle nie przejmować się tym co inni mówią :]
Aristokratko - jakąż to wartością jest kawałek błony między nogami? Jakąż to wartością jest nieumiejętność nawiązania głębszej relacji? Jakąż to wartością jest nieumiejętność zaspokojenia własnych potrzeb? Niestety, w przypadku "późnodziewictwa" scenariusz prawie zawsze jest ten sam. Widać to było po wielu, wielu zakładanych tutaj wątkach. Najpierw jest wywyższanie się (choć nie zawsze świadome), ze względu na rzekome wartości, których nijak te osoby nie potrafiły uzasadnić, ani obronić. W międzyczasie jest zazdrość o seksualną przeszłość partnera. I to chorobliwa, niszcząca zazdrość. Kiedy już te osoby poznawały co to seks, jak to wygląda i jaką frajdę daje...wiśta wio - trzeba nadrobić stracony czas. Inne wypadki to kompletni desperaci/desperatki z próbami samobójczymi na koncie. Miłość do grobowej deski i aktywność seksualna z tylko jednym partnerem? Możliwe, ale większe szanse są na wygranie 6stki w totka. Prędzej czy później zawsze pojawia się ciekawość, a wraz z nią wątpliwości....
jakąż to wartością jest kawałek błony między nogami?
Jakąż to wartością jest nieumiejętność nawiązania głębszej relacji?
Jakąż to wartością jest nieumiejętność zaspokojenia własnych potrzeb?
Niestety, w przypadku "późnodziewictwa" scenariusz prawie zawsze jest ten sam.
Odpowiedź na pytanie pierwsze: Symboliczną. Symbole nie przez wszystkich ludzi są doceniane. Niektórzy nie widzą różnicy, pomiędzy myśleniem głową, a myśleniem "główką".
Odpowiedź na pytanie drugie: Głębokość relacji nie zależy od głębokości penetracji i w wielu wypadkach jest odwrotnie proporcjonalne na głębokości penetracji.
Odpowiedź na pytanie trzecie: Nieumiejętność zaspokajania własnych potrzeb jest często mylona z zaspokajaniem potrzeby wolności. Człowiek wolny nie wydaje siebie na pastwę instynktów, ale świadomie decyduje o swoich czynach i dysponuje swoim ciałem według własnego uznania, wiedząc, że nie wszystko co słodkie zaspokaja wymagania dietetyki.
"Późnodziewictwo" daje "prawie zawsze" lepsze wyniki od "PÓŹNOMYŚLENIA". Polak i Polka lubią być mądrzy po szkodzie i - jak widać - ta tradycja jest kultywowana z dużym przekonaniem w środowiskach opanowanych przez szlachetne szczepy bakterii.
No to czego symbolem to jest? Tylko nie mów mi "czystości", bo to będzie masło maślane.
Fajnie, że wspomniałeś o głębokości penetracji w kontekście relacji, w momencie, kiedy o seksie samym w sobie wspomniałem tylko w przypadku potrzeb. To jest przewartościowanie seksu. I straszliwe. I również krzywdzące i wypaczające człowieka niesamowicie. Nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie - nie liczy się twoje uczucie, szczerość, oddanie, uczciwość i ogólnie pojęta dobroć. Liczy się jedynie to czy, i z iloma osobami spałeś. Gdzie w tym jakakolwiek wartość? Jak ta symbolika wygląda zatem w praktyce?
A...instynkty....coś pięknego. Fajnie, że przyrównałeś to do odżywiania. Bo akurat nie będzie to jedzenie jedynie słodyczy...ale całkowita głodówka. A to nigdy nie kończy się źle. I tak dla równowagi psychicznej i emocjonalnej potrzebny nam jest dotyk i obecność innej osoby, tak też potrzebny jest nam seks do tych samych celów. Widać to aż nazbyt dobrze....nawet w tym temacie.
Czytasz chyba wybiórczo to forum. Mało to tematów zakładanych przez ludzi, którzy są w swoich pierwszych związkach z pierwszymi seksualnymi partnerami, a w których zionie zazdrością czy wręcz nienawiścią do partnera za to, że on (ona) nie czekał ?
48 2013-01-27 10:50:52 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-01-27 10:54:13)
No to czego symbolem to jest? Tylko nie mów mi "czystości", bo to będzie masło maślane.
Fajnie, że wspomniałeś o głębokości penetracji w kontekście relacji, w momencie, kiedy o seksie samym w sobie wspomniałem tylko w przypadku potrzeb. To jest przewartościowanie seksu. I straszliwe. I również krzywdzące i wypaczające człowieka niesamowicie. Nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie - nie liczy się twoje uczucie, szczerość, oddanie, uczciwość i ogólnie pojęta dobroć. Liczy się jedynie to czy, i z iloma osobami spałeś. Gdzie w tym jakakolwiek wartość? Jak ta symbolika wygląda zatem w praktyce?
A...instynkty....coś pięknego. Fajnie, że przyrównałeś to do odżywiania. Bo akurat nie będzie to jedzenie jedynie słodyczy...ale całkowita głodówka. A to nigdy nie kończy się źle. I tak dla równowagi psychicznej i emocjonalnej potrzebny nam jest dotyk i obecność innej osoby, tak też potrzebny jest nam seks do tych samych celów. Widać to aż nazbyt dobrze....nawet w tym temacie.
Czytasz chyba wybiórczo to forum. Mało to tematów zakładanych przez ludzi, którzy są w swoich pierwszych związkach z pierwszymi seksualnymi partnerami, a w których zionie zazdrością czy wręcz nienawiścią do partnera za to, że on (ona) nie czekał ?
yoghurt007, Twoje wątpliwości i pytania są bardzo ważne. Abyś lepiej zrozumiał symbolikę bez masła maślanego, dla ułatwienia dodam kilka pytań:
Zapewne znasz ludzi, którzy kupują tylko nowe samochody? Objaw niedojrzałości? Lubisz zaopatrywać się w sklepach z odzieżą używaną? Kupujesz tam slipki? A kiedy idziesz do restauracji i kelnerka podaje Ci widelec ze śladami jajecznicy po poprzednim kliencie to prosisz o wymianę sztućców, czy mówisz: - Och proszę się nie fatygować, jestem dojrzałym facetem i nie będę sobie głowy zawracał takim drobiazgiem symbolicznym". Jak będziesz miał jeszcze więcej wątpliwości w sprawie symboliki, jajecznicy i masła maślanego, to chętnie spenetruję temat głębiej.
Przewartościowanie piszesz? Straszliwe? No, może i tak, ale z wyraźną dewaluacją (nie mylić z defloracją). A wypaczające i owszem. Bo ileż to razy można być szczerze oddanym, oddanym dziewiczo, bo przecież o tym piszemy? Ile razy można być tak oddanym? Napiszmy szczerze, bez bajania o cerowaniu cnoty. Jak to jest w praktyce, w tej symbo-licznej praktyce także?
Pewnie, że coś pięknego, zwłaszcza, a dla lepszego zrozumienia, czym jest "Instynkt" odsyłam do filmu pod tym tytułem z Anthony Hopkinsem w roli głównej. Głodówka, twierdzisz. Całkowita głodówka? Po jakim czasie umiera się w wyniku tej seksualnej głodówki? Ha? Po jakim czasie? - pytam.
Myślisz, że żyjesz dlatego, że jesteś dojrzałym facetem i nie zawracasz sobie głowy takim pytaniem, dokarmiając drób w imię instynktownych potrzeb doraźnych? Niepotrzebnie boisz się śmierci głodowej z braku seksu, od tego się nie umiera.
Czytam forum dokładnie i ze zrozumieniem. To zrozumienie pozwala mi mieć świadomość, że rzeczywistość nie kończy się na postach na forum. Forum jest bardziej jak rzeczywistość widziana przez kratki konfesjonału: gdyby jakiś spowiednik chciał sobie zbudować obraz rzeczywistości z tego, co mu ludzie mówią podczas spowiedzi, to by miał fałszywy obraz, bo na forum i w konfesjonale ludzie mówią o tym, co uważają za grzech, problem, brud, rozterkę, trudność etc. To tylko fragment tego bogactwa, jakie może się objawić po bardziej dogłębnej lekturze i penetracji sensu życia.
Zapewne znasz ludzi, którzy kupują tylko nowe samochody? Objaw niedojrzałości?
Ależ znam. Oczywiście, że znam. A ilu znasz takich, którzy kupili jeden nowy samochód i jeździli nim przez 60 lat? Ten kij ma niestety dwa końce.
Piszesz o "dziewiczym oddaniu" itp. W myśl całej romantycznej miłości oczywiście, że odpowiedź brzmi, iż tak - tak można tylko raz. Ale są to wierutne bzdury w starciu z praktyką. W praktyce jest niedojrzałość emocjonalna, zaburzona samoocena itp. Seks pogłębia więzi między dwojgiem partnerów i kiedy jest udany - jest bardzo silnym spoiwem. Kiedy jest marny lub go nie ma, to związki się rozpadają. I nie można mówić, że to były płytkie osoby, nieprawdziwe uczucie, czy związek zdewaluowany jedynie do seksu. Czy ci się to podoba, czy też nie, to z seksem w związku wiąże się wiele różnych emocji. Emocji, których nie da się przekazać/odebrać w inny sposób. To jest poczucie bezpieczeństwa, spełnienia, poczucie bycia atrakcyjnym. To buduje więź i ją umacnia. Niestety dziewice (niezależnie od płci) stoją po drugim końcu tego kija. Jedne dalej, a drugie bliżej - ale po przeciwnej stronie. Niektórym wystarczy szybka nauka. Inne będą musiały zdradzić, zadręczać siebie i partnera psychicznie, czy rozstać się, aby "nadrobić" stracony czas. I tak to wygląda w praktyce.
Myślisz, że żyjesz dlatego, że jesteś dojrzałym facetem i nie zawracasz sobie głowy takim pytaniem, dokarmiając drób w imię instynktownych potrzeb doraźnych? Niepotrzebnie boisz się śmierci głodowej z braku seksu, od tego się nie umiera.
Mam lepsze zajęcia niż pseudo filozofowanie pod tytułem "dlaczego żyję". Jak to ładnie określiłeś "dokarmiam drób" bo to umiem robić i to lubię robić. Sprawia mi to bardzo dużą przyjemność. Odmawianie sobie przyjemności wcale nie uczyni mnie lepszym człowiekiem, a jedynie zgorzkniałym, stale zazdroszczącym innym i patrzącym na nich z pogardą. Bo tak to się kończy w miarę upływu czasu. A efekty frustracji spowodowanej brakiem seksu widać bardzo szybko. I bardzo szybko widać tego efekty jak duża agresja, wybuchowość, rozdrażnienie. I to wśród ludzi, którzy przeszli wszelkie możliwe psychotesty ![]()
Forum jest bardziej jak rzeczywistość widziana przez kratki konfesjonału
I nie bez przyczyny motyw "późnodziewictwa" czy chorej zazdrości o przeszłość tak często się tutaj pojawia. Skoro to takie fantastyczne, to czemu tyle z tym problemów?
Odpowiedź na pytanie pierwsze: Symboliczną. Symbole nie przez wszystkich ludzi są doceniane.
Ach symbolika...

Zapewne znasz ludzi, którzy kupują tylko nowe samochody?
Zapewne wiesz, że zanim auto trafi do salonu a potem ewentualnie do Ciebie to już jeździło nim kilkanaście osób???
Lubisz zaopatrywać się w sklepach z odzieżą używaną? Kupujesz tam slipki?
Nie, kupuje wyłącznie markowe i zmieniam codziennie, Ty rozumiem nosisz je cały czas aby móc celebrować to uczucie świeżości i pierwszości non stop?
A kiedy idziesz do restauracji i kelnerka podaje Ci widelec ze śladami jajecznicy po poprzednim kliencie to prosisz o wymianę sztućców, czy mówisz: - Och proszę się nie fatygować, jestem dojrzałym facetem i nie będę sobie głowy zawracał takim drobiazgiem symbolicznym".
W restauracji jesz sztućcami i na talerzach z których przed Tobą korzystało więcej osób niż Ty w całym swoim życiu poznasz więc lepiej jedź rękoma będziesz pewniejszy.
Jak będziesz miał jeszcze więcej wątpliwości w sprawie symboliki, jajecznicy i masła maślanego, to chętnie spenetruję temat głębiej.
Przedyskutujcie to sobie z proboszczem raz jeszcze, bardziej się postarajcie to wrócimy do rozmowy.
Jeśli takie postanowienia robi sobie 20 latka to nie ma w nich nic dziwnego ale jeśli przez kolejne dekady w nich trwa to znaczy, że jest z nią coś nie tak. Nie potrafi znaleźć się wśród ludzi a z kawałka błony robi świętego graala, którego i tak nikt już nie szuka bo się przeterminował. I to jest właśnie żenada!!!
Zawsze jest na coś presja społeczna więc to żadne tłumaczenie. Poza tym jeśli dla kogoś wartością samą w sobie jest kawałek tkanki to ...w zasadzie komentarz jest zbędny poprzez swoją oczywistość.
Eee tam zaraz postanowienie i święty graal... Ale czy warto iść do łóżka z jakimś palantem, alkoholikiem czy innym Ferdkiem Kiepskim po to tylko żeby poznać co to seks? Można się pewnie zdrowo zniechęcić...
ta błona namieszała. Mowa o dziewictwie a jak ktoś sobie tak zaplanował kiedy to będzie to jego sprawa. Nastka np zaplanuje-pójde na dyskotekę wyrwę kogoś i po sprawie- mało tego tu było? a pamiętacie dyskusję Krzysztofa aż zniknął z forum. Nikt nie mówi. że nie jest wartościową kobietą ta co wcześnie zaczęła ale gdy ta 30-tka dziewica to ma zrytą psychikę. A może jest religijna i czeka do ślubu? A może warto zajrzeć do wątków o oziębłości ? a może o tym, że chciała zaliczyć i była zawiedziona tym pierwszym bo nie było jak oczekiwała.
53 2013-01-27 16:02:37 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-01-27 16:12:11)
I nie bez przyczyny motyw "późnodziewictwa" czy chorej zazdrości o przeszłość tak często się tutaj pojawia. Skoro to takie fantastyczne, to czemu tyle z tym problemów?
Równie często pojawia się także motyw zbyt wczesnego rozdziewiczenia, który niby nie powinien nikomu zawracać głowy, ale jednak jest odwrotnie.
Problem polega jednak nie w tym kiedy, ale z kim. Patałachów na tym świecie jest wystarczająco dużo, żeby nie hołdować łatwiźnie etycznej (tylko etyczny aspekt mnie interesuje, bo w sferę osobistej moralności nie wnikam).
Animus napisał/a:Odpowiedź na pytanie pierwsze: Symboliczną. Symbole nie przez wszystkich ludzi są doceniane.
Ach symbolika...
http://www.mrooczlandia.com/magia/publi … i_nazi.pnghttp://www.stalin.cryptofighter.com/ima … wiazda.jpg
Bardzo podoba mi się ta wykładnia symboliczna w kontekście rozdziewiczania. Dziękuję za przypomnienie, że pewne podejścia mają pochodzenie faszystowsko-lewicowe.
Końcowy Blask widoczny jest w gwieździe, która próbuje zarżnąć (albo zerźnąć) młota poniżej, co udaje się jej ze zmienną sfastyką (czytaj: szczęściem).
To imponujące, jak nieświadomość potrafi olśnić... dwuznacznością.
40letnia dziewica? Evenement.
Albo bez potrzeb. Alby ze zbyt wygorowannymi
Wygórowanymi mówisz?
No ja miałam w życiu 2 okazje.
Jedna to był internetowy erotoman. Mniej więcej w moim wieku, oboje byliśmy pod 30tkę. Z zawodu był bezrobotnym absolwentem LO chociaż przedstawiał się jako informatyk ponieważ trochę grzebał się w sieciach które wtedy przezywały swój rozkwit. Wyhaczył mnie na jakimś czacie czy gg gdzie przebywał poszukując partnerek seksualnych. Oczekiwał urozmaiconego seksu (cyt.ciuszki,ciekawe pozycje) oraz (!) sponsoringu. Nie skorzystałam.
Z drugim gadałam sobie niewinnie na jakimś gg czy innym komunikatorze do czasu kiedy jego dziewczyna znalazła sobie jakiego absztyfikanta na motorze. Wtedy przyjechał na wakacje w moje strony i znajomość przeniosła się do realu. Wykształcenie miał niepełne średnie (i.e. nawet nie próbował podejść do matury) i to pewnie jeden z powodów dla których kompletnie rozmijaliśmy się w kwestii poczucia humoru i planów zyciowych. Oczekiwał od partnerki że urodzi mu dzieci i będzie je wychowywała i gotowała mu obiady i parzyła herbatę podczas gdy on będzie dłubał sobie w warsztacie... nie pozwoliłam rozwijać się tej znajomości poza pewne granice i cokolwiek by nie mówić,dobrze się stało bo jego 'stara' dziewczyna rozstała się z motocyklistą i od razu zapragnął do niej wrócić...
Więcej okazji nie było...
Problem polega jednak nie w tym kiedy, ale z kim. .
Jak dobiegasz 30stki i dalej uważasz, że nie było z kim, to znaczy, że masz bardzo poważny problem z poznawaniem ludzi i doborem towarzystwa, w którym (i z którym) spędzasz swój czas. Żyjesz jedynie w nadziei, że to ktoś znajdzie siebie. Jest to postawa nie dość, że bierna, to jeszcze roszczeniowa (bo tutaj każda jedna osoba oczekuje księcia z bajki lub księżniczki). Ja takich ludzi bardzo nie lubię. Kompletnie niezaradni towarzysko, nieznający się na ludziach, cechujący się naiwnością i nieufnością.
Z resztą przeczytaj post brzydulli. 39 lat i dwie (o ile to tak można nazwać) okazje? Przecież to żenujące kiedy się o tym czyta...
Jak dobiegasz 30stki i dalej uważasz, że nie było z kim, to znaczy, że masz bardzo poważny problem z poznawaniem ludzi i doborem towarzystwa, w którym (i z którym) spędzasz swój czas. Żyjesz jedynie w nadziei, że to ktoś znajdzie siebie. Jest to postawa nie dość, że bierna, to jeszcze roszczeniowa (bo tutaj każda jedna osoba oczekuje księcia z bajki lub księżniczki). Ja takich ludzi bardzo nie lubię. Kompletnie niezaradni towarzysko, nieznający się na ludziach, cechujący się naiwnością i nieufnością.
Z resztą przeczytaj post brzydulli. 39 lat i dwie (o ile to tak można nazwać) okazje? Przecież to żenujące kiedy się o tym czyta...
Dzięki yoghurt ![]()
Po pierwsze, chciałam przez to powiedzieć że przedłużone dziewictwo to nie zawsze kwestia desperackiego bronienia cnoty.
Po drugie, tak, masz rację, nie wszyscy są zaradni towarzysko, znający się na ludziach i brylują w towarzystwie. Masz jakieś rozwiązania? Bo ja też ich nie lubię, mimo że sama do nich należę
Aha, dla wyjasnienia dodam że w tamtych czasach byłam całkiem optymistycznie do siebie i świata nastawiona i wierzyłam że coś ze sobą i ze swoim życiem mogę zrobić, mimo że nie wyglądam jak gwiazda Hollywood.
Nie chodzi mi o obronę cnoty samej w sobie. Ale jeśli przez ćwierć wieku względnie dojrzałego życia nie znalazłaś ani jednej osoby przeciwnej płci (albo i tej samej - bez różnicy) godnej zaufania i atrakcyjnej, a przynajmniej nie uległaś fascynacji i nie poszłaś jej śladem....no to coś z tobą nie tak. Jesteś najwyraźniej wycofana z życia, nie wierzysz w siebie, nie umiesz podjąć działania...
Jaką mam radę? Żadnej. Nie potrzebujesz ich. Czyż nie jest ci dobrze ze swoim dziewictwem w czekaniu na księcia na białym koniu?
mimo że nie wyglądam jak gwiazda Hollywood.
Twoje szczęście gdyż większość dzisiejszych "gwiazd" poza paroma chlubnymi wyjątkami wygląda tak jakby ich trenerem fitnessu i dietetykiem w jednej osobie był dr Mengele we własnej osobie. A tak na poważnie to Yoghurt ma trochę racji w tym co napisał.
Nie chodzi mi o obronę cnoty samej w sobie. Ale jeśli przez ćwierć wieku względnie dojrzałego życia nie znalazłaś ani jednej osoby przeciwnej płci (albo i tej samej - bez różnicy) godnej zaufania i atrakcyjnej, a przynajmniej nie uległaś fascynacji i nie poszłaś jej śladem....no to coś z tobą nie tak. Jesteś najwyraźniej wycofana z życia, nie wierzysz w siebie, nie umiesz podjąć działania...
Jaką mam radę? Żadnej. Nie potrzebujesz ich. Czyż nie jest ci dobrze ze swoim dziewictwem w czekaniu na księcia na białym koniu?
Nie, nie księcia na białym koniu, co nie znaczy że muszę sie rzucać na pierwszego Ferdka Kiepskiego czy internetowego erotomana który wykaże zainteresowanie.
Z tym uleganiem fascynacji to jest także jak nie widzisz zainteresowania z drugiej strony to trzeba ostrożnie, żeby się głupio nie narzucać. A flirtować i zwracać na siebie uwagi nie potrafię. Mówię przecież że zaradna towarzysko nie jestem.
Ale co znaczy "żeby się głupio nie narzucać"? Jak będziesz tak czekać, to ci całe życie przez palce przeleci. Zaryzykuj - najwyżej spalisz buraka i trudno ci będzie z daną osobą porozmawiać przez jakiś czas. Czy to są aż tak straszne konsekwencje dostania kosza, żeby bać się ryzyka?
Ale co znaczy "żeby się głupio nie narzucać"? Jak będziesz tak czekać, to ci całe życie przez palce przeleci. Zaryzykuj - najwyżej spalisz buraka i trudno ci będzie z daną osobą porozmawiać przez jakiś czas. Czy to są aż tak straszne konsekwencje dostania kosza, żeby bać się ryzyka?
Jak jesteś niezaradną towarzysko niezbyt piękną dziewczyną to tak.
I nie mam jakiegoś tam ciśnienia żeby koniecznie zanim umrę stracić dziewictwo.
nikt już nie szuka bo się przeterminował.
Haha, przeterminował
Masz talent do rozśmieszania. Swoją drogą, nie pisz, że NIKT. Nie wrzucaj wszystkich facetów (i kobiet też, bo w sumie ten temat może poniekąd też dotyczyć prawiczków) do jednego worka, bo nie wszyscy są tacy sami. Pamiętaj o tym.
Kawałek błony (której równie dobrze może nie być) nie ma dla mnie żadnej wartości.
Tu chodzi nie tyle o "kawałek błony", co o szanowanie siebie, szanowanie własnego ciała, szanowanie własnej opinii.
Miłość do grobowej deski i aktywność seksualna z tylko jednym partnerem?
Mhm, czyli wg ciebie trzeba zaliczyć kilku partnerów/kilka partnerek i to jak najszybciej, za młodu, żeby tylko nie być posądzonym przez takich jak ty o zacofanie, anormalność. Istna niemoralność do sześcianu
Ach symbolika...
http://www.mrooczlandia.com/magia/publi … i_nazi.pnghttp://www.stalin.cryptofighter.com/ima … wiazda.jpg
I co chcesz przez tą symbolikę powiedzieć? "Wytępić dziewice"? No tak to właśnie odebrałam. (Przy okazji wiemy już, co gloryfikujesz
)
Miłość do grobowej deski i aktywność seksualna z tylko jednym partnerem? Możliwe, ale większe szanse są na wygranie 6stki w totka.
Mam wrażenie, że te ostatnie zdanie napisałeś, bo albo nie znasz realiów, albo chcesz zniechęcić osoby trzecie do czekania na tego jedynego/tą jedyną.
Znam przypadki, w których dziewczyny straciły dziewictwo właśnie pod wpływem presji społecznej, a później bardzo żałowały i nadal żałują. A żałują dlatego, gdyż mentalnie źle się czują z tą zaistniałą sytuacją. Mówią bowiem, że gdyby tylko czas się cofnął, to już by tego nie uczyniły za żadne skarby.
Ponadto są i takie przypadki, w których ktoś nie chce, bądź też ma dylemat czy być w związku z kimś, kto ma na koncie zaliczonych już kilka dziewczyn (czy facetów). Nie ma co się takiemu dziwić, bo to już jest trochę podejrzane, prawda? Na tym forum również można znaleźć tematy związane z tym problemem.
Wątek się nieco offtopuje, dlatego na koniec chciałabym jeszcze wrócić do pierwszego postu, który w tym wątku napisałam. Myślę, że nie ma co dalej przedłużać tej rozmowy, bo i tak wy - yoghurt007 i TwilightSparkle - nie zdołacie mnie przekonać (czy choćby nawet zachęcić) do zmiany moich niezachwianych poglądów co do tej kwestii. No i właściwie to piszemy w kółko jedno i to samo; ja swoje i wy swoje. Ale mam tu ogromną prośbę o to, abyście nie "potępiali" nieco starszych dziewic, bo to po prostu źle o was świadczy. Niech każdy idzie zgodnie z własnym sumieniem.
Tu chodzi nie tyle o "kawałek błony", co o szanowanie siebie, szanowanie własnego ciała, szanowanie własnej opinii.
Wiesz - wcześniej był tutaj temat o dziewictwie i co ono na dobrą sprawę oznacza. Nawet tego nie udało się jednoznacznie ustalić. Poza tym, nie rozumiem co seks ma wspólnego z nieszanowaniem własnego ciała? Seks nie jest niczym złym, o ile nie mówimy tutaj o patologii. Miałem kobietę, kochałem, uprawiałem seks. Nie wyszło i związek się posypał. I co teraz? Mam się biczować do końca życia czy trwać w beznadziejnym i wyniszczającym związku? Czy nie szanowałem siebie? Czy fakt, że uprawiałem przygodny i niezobowiązujący seks z fajnymi i atrakcyjnymi kobietami (które chciały tego samego) to już coś złego i związanego z brakiem wzajemnego szacunku?
Ale mam tu ogromną prośbę o to, abyście nie "potępiali" nieco starszych dziewic, bo to po prostu źle o was świadczy.
Problem w tym, że to ty piszesz o "braku szacunku do siebie" w przypadku osób, które jednak ten seks uprawiają. My nikogo nie potępiamy. Piszemy jedynie, że najczęściej późnodziewictwo, pod płaszczykiem szczytnych idei i wyższych moralnych zasad kryje zwykłe kompleksy, niedojrzałość, niską samoocenę i jeszcze parę innych problemów.
Haha, przeterminował
Masz talent do rozśmieszania. Swoją drogą, nie pisz, że NIKT. Nie wrzucaj wszystkich facetów (i kobiet też, bo w sumie ten temat może poniekąd też dotyczyć prawiczków) do jednego worka, bo nie wszyscy są tacy sami. Pamiętaj o tym.
Zgadza się, jedni potrafią sobie poradzić i żyć a drudzy muszą to sobie jakoś wytłumaczyć, że nie potrafią, nic nowego.
I co chcesz przez tą symbolikę powiedzieć? "Wytępić dziewice"? No tak to właśnie odebrałam. (Przy okazji wiemy już, co gloryfikujesz
)
Poza tym o czym już była mowa masz też problem z percepcją i zrozumieniem a "gloryfikacji" komentować nie będę - sama to za mnie zrobiłaś.
bo i tak wy - yoghurt007 i TwilightSparkle - nie zdołacie mnie przekonać (czy choćby nawet zachęcić) do zmiany moich niezachwianych poglądów
Myślisz, że jesteś tak ważna iż ktokolwiek chciałby abyś zmieniła swoje poglądy?, tak na marginesie to o ile dobrze pamiętam jest chyba takie zwierzę hodowlane, o którym się mówi że nie zmienia poglądów ![]()
I nie mam jakiegoś tam ciśnienia żeby koniecznie zanim umrę stracić dziewictwo.
![]()