Mam problem, a może po prostu muszę o tym komuś powiedzieć, ale nie mam komu. Nie potrafię wierzyć w miłość. To nie tak, że od zawsze miałam w głowie coś takiego. Po prostu kolejne doświadczenia z czasem utwierdzały mnie w tym fakcie coraz bardziej. Bardzo zraniło mnie dwóch chłopaków. Już wtedy miałam z tym problem, kiedy zrobił to pierwszy z nich. I nie w taki sposób, że jedynie zerwał ze mną, nie. Zranił mnie bardzo na wiele sposobów, od zdrade poprzez bardzo dłogie milczenie i nawet zabawianie się moimi uczuciami. Nie potrafiłam sie po tym długo pozbierac i to bardzo zaniżyło moją samoocenę, keidy poznałam tego drugiego chłopaka. On wiedział jak wygląda sytuacja. Zapewniał mnie, że nie każdy jest taki sam, długo starał się abym mu uwierzyła. I popełniłam chyba najwiekszy błąd w życiu, bo uwierzyłam, a on zawiódł mnie niemalże tak samo jak ten pierwszy. Od tamtej pory nie potrafię uwierzyć w miłość i przez prawie rok brzydziłam się mężczyznami. Nie ufałam żadnemu z nich, jeśli którykolwiek starał się do mnie zbliżyć uciekałam od razu, keidy tylko mogłam, albo po prostu zabawiałam się nimi tak jak mną kiedyś ( tak wiem to okropne i brzydzę się tym okresem mojego życia ). Ale mysle też, że bardzo ważnym powodem dlaczego nie potrafię uwierzyć w szczere uczucie kogokolwiek do mnie jest mój ojciec. Kiedy miałam 14 lat dowiedziałam się, że od dawna ma romans z inna kobietą i prawdopodobnie ma z nią również dziecko. Co najgorsze, nie wie o tym moja matka (jestem tego pewna), ani nikt inny z mojej rodziny. Nawet mój ojciec sam nie zdaje sobie sprawy z tego, że o tym wiem i ukrywam to od tak bardzo dawna. Mogłabym powiedzieć, że wychowałam się na kłamstwie i nieszczerym uczuciu, a zdrady moich poprzednich chłopaków ejdynie mnie w tym fakcie utwierdziły. Teraz cos sie zmieniło. Postanowiłam się przełamać i uwierzyć. Poznałam cudownego chłopaka, z którym jestem od pół roku. Myslałam, że wystarczy po prostu ze pozbędę się tych wszystkich myśli i będzie dobrze. Ale juz znów od jakiegoś czasu odzywa się gdzies wewnątrz mnie ten głupi głos NIE, NIE NIE WIERZ MU, ON TEŻ CIE ZRANI. A potęguje to jeszcze fakt, że pare miesięcy temu mój chłopak wyjechał na studia 300 km ode mnie. Byłam pewna, ze to będzie koniec, bo to właśnie od czasu gdy wyjechał odzywa sie we mnie ten niepokój. Nie chodzi tu o związek na odległośc, bo potrafię to wytrzymać. Widujemy się dwa razy, czasem nawet trzy razy w tygodniu, bo co tydzień on przyjeżdza do mnie, bądź ja do niego,a do tego codziennie ponad godzine rozmawiamy przez telefon. Za niewiele ponad pół roku i ja prawdopodobnie z nim zamieszkam, wiec tutaj nie widzę wielkiego problemu. Chodzi mi tylko o zaufanie. Ja nie potarfię mu ufać, mimo tego, że okazuje mi tą miłość, mowi mi, że nigdy nie czuł czegoś takeigo, ja po prostu nie potarfię mu w to wierzyć, bo od razu widze w głowie mojego ojca, ktory mowi mojej mamie "kocham cię". Wydaje mi się wciąż, że to jedynie kwestia czasu, kiedy i on mnie zostawi przy najbliższej okazji i zdradzi. Teraz jeszcze bardziej zaczęłam sie nad tym zastanawiać, bo on chce abym straciła z nim dziewictwo. Nie zrobie tego, bo nie jestem na to gotowa, nie potrafiłabym zrobic tego z kimś komu nie ufam. Tylko problemem jest to, że nie wiem czy kiedykolwiek nadejdzie taki moment, że bede mu potrafiła zaufać. Nie mam pojęcia co zrobić. Nie wiem jak z nim o tym porozmawiać, boję się, że mnie nie zrozumie, że go zranie keidy powiem mu, że nie potrafię tak całą soba uwierzyć w to, że ON MNIE NAPRAWDĘ KOCHA. chciałabym być w końcu szcześliwa, a nie potrafię, nie umiem, boję się, że to też prędzej czy później zacznie odbijać się na naszym związku, że go zranię, albo coś popsuje, bo to może zacząć tworzyć pomiędzy nami jakiś dziwny dystans, głównie z mojej strony. Co mam zrobić?
Podobne tematy
Kochana, nie rób niczego wbrew sobie.
Jeśli on Cię kocha, przystanie na Twoje warunki.
Może pójdziesz na terapię?
Seks z kimś, kto studiuje, nie ma za co utrzymać żony i dziecka, jest głupim pomysłem. Jeśli on naciska, masz odpowiedź dlaczego nie ufasz - bo on nie będąc dojrzały, chce się seksować. Masz zdrowy instynkt samozachowawczy.