netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

ciężkie chwile

89 odpowiedzi11 260 wyświetleńzałożony przez daphny27, 12.11.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » ciężkie chwile

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 90 ]

1

Temat: ciężkie chwile

Nie wiem po co w ogóle piszę ten post. Błaganie o pomoc? I tak już na nią nie liczę. Od dawna w mojej głowie jest tylko jedna myśl - żeby już nie cierpieć, nie czuć tego okropnego bólu, zamknąć oczy na zawsze i w końcu zaznać ukojenia... Mam 27 lat. Jestem dorosłym dzieckiem, alkoholika. Ojciec odszedł od nas, gdy miałam 4 latka, więc nawet go nie pamiętam. Moja siostra popełniła samobójstwo, gdy miałam 11 lat. Skoczyła z wiaduktu. Matka? Pije na umór odkąd pamiętam. Wychowywali mnie dziadkowie. Ucieczką z tego piekła był dla mnie wyjazd na studia do Wrocławia. Tutaj poznałam swoją pierwszą, wielką miłość. 8 cudownych lat razem. 5 lat po ślubie. I nagle, trzy miesiące temu mąż odszedł... Stwierdził, że już nie daje rady psychicznie. Że przerosło go to wszystko. Nie zdawał sobie sprawy, że moje trudne dzieciństwo może tak bardzo na mnie wpłynąć. Na mnie i na niego. Zostawił mnie. Tak po prostu... Wyprowadził się do znajomych. Mi pozwolił zostać w mieszkaniu (nabył je przed ślubem) dopóki nie stanę na nogi. A ja nie potrafię stanąć na nogi. Jedyna osoba, która kochałam, której ufałam, odeszła... Odrzuciła moją bezgraniczną miłość... Nie potrafię sobie z tym poradzić. Mam beznadziejną pracę za 1500zł. Bez żadnej umowy. Dzień nieobecności to dniówka mniej. Więc ostatnio zapieprzałam do biura z zapaleniem oskrzeli i gorączką, żeby tylko nie odjęli mi kasy... Nie stać mnie na wynajem mieszkania. Po opłaceniu rachunków, połowy wspólnego kredytu, ledwo wiążę koniec z końcem. Szukam innej pracy, bądź dodatkowej, wysyłam dziennie kilka cv, ale telefon wciąż milczy. Niby chodzę na jakąś grupę samowsparcia dla DDA, ale g***o to daje. Nie chcę już żyć. Moje życie to jedno, wielkie pasmo niepowodzeń. Nie mam nikogo. Nikt mnie nie rozumie. Jestem sama w mieszkaniu, w którym zostały pogrzebane żywcem wszystkie nasze plany na przyszłość. Czuję ciągły ból, fizyczny i psychiczny. To nie jest spontaniczna decyzja. Myślę o tym od bardzo dawna. Na razie jednak brak mi odwagi. Jak ze wszystkim w życiu. Ale wiem, że zrobię to. Wcześniej czy później. Dzisiaj załamałam się, bo zobaczyłam, że mąż usunął wszystkie nasze wspólne zdjęcia z facebooka. Tak, jakbym nigdy nie istniała. Dla niego już nie istnieję. A ja kocham go całą sobą. Jak ma k***a żyć?! Nie mam już siły... Nie mam nawet żadnych silnych leków w domu, żeby się nawpieprzać i mieć święty spokój. I tak nikt by mnie nie odratował, bo jestem tu sama. Nikt by nawet nie zauważył. Mam dość! Czym zawiniłam, że muszę tak strasznie cierpieć? Nie piszcie, że będzie lepiej. Bo wiem, że nie będzie. Ja już się poddałam. Do tej pory miałam jeszcze maluteńką nadzieję, że jakoś wszystko się ułoży. Ale dzisiaj po raz kolejny usłyszałam "ja Cię nie kocham. Zrozum to wreszcie. Nie chcę z Tobą być. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej". Więc na jaką cholerę ja mam być?! Nie mam NIC! Beznadziejna praca, bez mieszkania, pieniędzy, ukochanej osoby przy boku, bez przyjaciół - bo wszystkich olałam. Bolało mnie patrzenie na ich szczęście. Do domu nie wrócę, żeby po raz kolejny oglądać pijacką gębę matki. Wiem, że to już koniec... Żeby tylko nie bolało. I żeby nie zdążyli odratować.

2

Odp: ciężkie chwile

Dobry wieczor,

Sluchaj, dziekuje za twoja szczerosc, bardzo ona mnie poruszyla....

masz tylko 27 lat  a juz tyle w twoim zyciu zlego?

Proponuje ci przyjazd do mnie na kilka dni, wez sobie urlop!!! przyjazd bezinteresowny, tylko dla ciebie!
Ja jestem osoba bardzo powazna i mysle, ze moge ci pomoc. Moge cie wysluchac... COS WSPOLNIE ZNAJDZIEMY
Jestem mezatka z francuzem, mam male dziecko 3 latniego chlopczyka, czuje sie bardzo samotna, ale nie chce sie nade mna uzalac, mam ochote komus pomoc tak po prostu, nie mam pieniedzy, ni tytulow, ale mysle, ze moglabym cie postawic na nogi psychologicznie, wiec mi powiedz, czy chcesz sobie zmienic nastroj w dobrej i spokojnej atmoswerze? to wszystko co moge ci zaproponowac a!!!
zapomnialam, mozesz tez zwiedzic Paryz...

To nie jest zly zart...

Blanche neige

3

Odp: ciężkie chwile

Bedzie dobrze, poradzisz sobie sama. Ja sama siedzę zagranicą, tez jest ciezko, moj eks, który został w Polsce jest uzalezniony od marihuany, wiele lat bezrobotny i niezdolny do samodzielnego zycia. Tez nie mam tu przyjaciół, dużo ludzi się na mnie wypięło.
Mam tylko siostrę w Polsce, do której mogę jechac jak mi się powinie noga.
Nie wracaj do toksycznej rodziny, matki. Dasz radę, narazie sama, potem znajdziesz nowych ludzi, może porzadnego faceta.
Wielu ludzi tez jest w nieciekawej sytuacji, rozejrzyj sie, nie jestes sama.

4

Odp: ciężkie chwile
blanche neige napisał/a:

Dobry wieczor,

Sluchaj, dziekuje za twoja szczerosc, bardzo ona mnie poruszyla....

masz tylko 27 lat  a juz tyle w twoim zyciu zlego?

Proponuje ci przyjazd do mnie na kilka dni, wez sobie urlop!!! przyjazd bezinteresowny, tylko dla ciebie!
Ja jestem osoba bardzo powazna i mysle, ze moge ci pomoc. Moge cie wysluchac... COS WSPOLNIE ZNAJDZIEMY
Jestem mezatka z francuzem, mam male dziecko 3 latniego chlopczyka, czuje sie bardzo samotna, ale nie chce sie nade mna uzalac, mam ochote komus pomoc tak po prostu, nie mam pieniedzy, ni tytulow, ale mysle, ze moglabym cie postawic na nogi psychologicznie, wiec mi powiedz, czy chcesz sobie zmienic nastroj w dobrej i spokojnej atmoswerze? to wszystko co moge ci zaproponowac a!!!
zapomnialam, mozesz tez wiedzic Paryz...

To nie jest zly zart...

Blanche neige

Wysłałam Ci prywatną wiadomośc na maila.

5

Odp: ciężkie chwile

dziwnaismutna - na mnie już nie działa tekst, że będzie dobrze. Na prawdę. Ja już w niczym nie widzę sensu, Najmniejszego. Nie będzie dobrze. Dla mnie jedynym wyjściem z sytuacji jest zakończenie tego wszystkiego. Bo ja już nie mam siły dłużej cierpieć!

6

Odp: ciężkie chwile

Daphny27, tydzień temu wysłuchałem pewnej osoby, która prowadziła pewne zajęcia. Jest DDA.  Mówiła o swoim ojcu pijaku i o tym, że jej życie nie miało sensu, póki pewnego dnia nie trafiła na ludzi, którzy uwolnili ją od ciężaru i pozwolili zrozumieć, że to, co ją przez wiele lat dusiło i nie pozwalało żyć, to żal do ojca, za zrujnowane życie, złość, nienawiść, wściekłość.

Przebaczyła swojemu ojcu i teraz może już żyć.

Nie jest to jedyna osoba, którą znam, o takim doświadczeniu. Jeśli grupa wsparcia DDA nic Ci nie daje, poszukaj innej. Wiem, że to brzmi abstrakcyjnie.

Samo nic się nie zrobi. Napisz, proszę, co myślisz o propozycji blanche neige.

A może zamiast pisać wolisz porozmawiać? Głos niekiedy jest pełniejszy od liter.

7

Odp: ciężkie chwile

daphny27, tak naprawdę może byc różnie. moze byc lepiej albo moze byc gorzej, duzo gorzej .........:(  nie wiemy co bedzie, ale poki co zostaw za soba co bylo i idz do przodu...zycie to jest w pewnym sensie cierpienie.......:( i walka.

8

Odp: ciężkie chwile

Chodzę na dwie różne grupy. Czasami czuje się lepiej. Ale co z tego, kiedy wracam do pustego mieszkania, które tak niedawno jeszcze razem remontowaliśmy i wracają wszystkie wspomnienia... DDA nie jest moim jedynym problemem. Nałożyły się kilogramy innych, a ja już nie mam siły ich nosić...Najbardziej boli to, że nie mam wsparcia w mężu (jeszcze mężu). Bo tak na prawdę tylko przy nim czuję się bezpiecznie. Czasami przyjeżdża i zostaje na noc. Nie musimy nawet rozmawiać, ale czuję wtedy, że mam wszystko... Spokojnie zasypiam. Nie pamiętam już jak to jest spać dłużej niż 3 godziny. Jak to jest się uśmiechać. Cieszyć ze zwykłych rzeczy. Zawsze byłam duszą towarzystwa. On odchodząc wyrwał całą moją duszę, odebrał radość życia. Zostawił z przekonaniem, że nie zasługuję na szczęście. Bo skoro on nie wytrzymał tego, że jestem depresyjną osobą ze zmiennymi nastrojami, to jak wytrzyma to ktoś inny? Wszystkiemu winna jestem ja. To ja kochałam za bardzo.  A teraz bez tej miłości nie jestem w stanie żyć... Czuję tylko jedną, wielką pustkę. Mnie praktycznie od dawna już nie ma. Ja tylko wegetuję...
Wybaczyć matce? Zrobiłam to już dawno. Tak na prawdę nigdy jej tego nawet nie wypomniałam. Jest chora osobą, tak jak ja... Obwinianie nic nie da. Jestem z nią bardzo związana emocjonalnie, pomimo tego, iż rzadko się widujemy.

9

Odp: ciężkie chwile

Cierpinie i walka... tak, to nasze zycie, ale!!!
mozna o nie sie zatroszczyc, dac mu sens, polubic samotnosc, umiec komunikowac z innymi...

wiecie? moja kolezanka z pracy, walczyla o kontrakt na czas nieokreslnony w branzy medycznej, odwalili ja po dwoch miesiacach, czyli przeciagneli okres probny o dwa miesiace!!, tylko dlatego, ze ma 46 lat i nie podobala sie kierwoniczce, bo niby jest za wola!!!! A ona po ty wszystkim, przychodzila do pracy, znosila ponizenia, obgadywania kolezanek sevisu i dzis, jak w koncu jej przedluzyli, okazue sie, ze nie ma zadnych odrzutow dosji!!!! Tylko ja od samego poczatku ja podziwialam za poziom, ktory ma kulturalny, za mozliwosc pracy...

I dzis jestesmy przyjaciokami... ( ja tez bylam nowa)

Mysle, ze wiekszosc naszych chwil szczesliwych zalezy od ludzi i tego co mamy dobrego w srodku i od kultury tez... OD NATURY mniej wiecej

Blanche neige

10

Odp: ciężkie chwile
daphny27 napisał/a:

[...] Wszystkiemu winna jestem ja. To ja kochałam za bardzo.  A teraz bez tej miłości nie jestem w stanie żyć... Czuję tylko jedną, wielką pustkę. Mnie praktycznie od dawna już nie ma. Ja tylko wegetuję...
[...]

Daphny27, lubisz się obwiniać? Po co Ci te winy?  To może wybacz sobie, bo to także jest ciężar.

Jeśli się kocha, to nie można kochać za bardzo, chyba, że nazywa się miłością więzienie. Odszedł, bo chce złapać oddech.

Twoje wołanie o obecność ... ale jakie wołanie? ... czyje wołanie...? skoro Ciebie nie ma???  Tylko wegetujesz, więc nie musisz walczyć z życiem w sobie, bo jeszcze nie zaczęłaś żyć.  Trudno żyć będąc pustką.

Z pustki nie można nikomu nic dać, a miłość polega na obdarowaniu. Dać komuś pustkę - to faktycznie za dużo.

11

Odp: ciężkie chwile

Bradzo ciekawa wypowiedz Animus,

sklaniam sie nisko do twoich fajnych mysli... CIEKAWE

Blanche neige

12

Odp: ciężkie chwile

Nie napiszę, że będzie dobrze, bo wróżką nie jestem. smile
Nie napiszę, że będziesz szczęśliwą, z tego samego powodu.

Proponuję Ci coś innego - idź do psychiatry. Idź, by potwierdzić lub wykluczyć depresję. By, ewentualnie, Twoją terapię DDA wspomóc farmakoterapią. Do psychiatry nie potrzeba skierowania.

13

Odp: ciężkie chwile

Daphny, nie ma sensu przywoływać śmierci. Ona i tak przyjdzie.

Kilogramy kłopotów? Są tacy, co mają tony...

Jedynym Twoim problemem jest wadliwe oprogramowanie najlepszego komputera na świecie - Twojego mózgu. Polecam książki: "Możesz uzdrowić swoje życie" (Louise L. Hay) i "Potęga podświadomości" (Joseph Murphy).

14

Odp: ciężkie chwile

Spróbuj spojrzeć na swoje życie przynajmniej przez chwile z innej perspektywy. Miałaś w życiu chwile szczęścia i miłości, niektórzy nie doznali tgo szczęścia, są całkiem samotni z podobnymi problemami, brakiem pieniędzy znajomych itd. ja tez nieraz mam takie mysli jak ty z powodu braku nadzieji na to że kiedyś tego szczęścia zaznam, chociaz to co dobre się skończyło to jednak przez chwile byłaś szczęśliwa, więc dlaczego niedługo ma się to nie powtórzyć, myśle że powinnaś poszukać specjalistycznej pomocy, chodzic na spotkania grup wsparcia. Myśle że powinnaś spróbować gdzieś wyjechać poznać innych ludzi i miejsca, wyjazd, oderwanie się przez chwile od tego wszystkiego to naprawde dobry pomysł, pomyśl co ci sprawiało zawsze radość, zajmij się tym, rób dużo rzecz, zapisz się do różnych stowarzyszeń, może wolontariat?? Tam każdy jet bardzo potrzebny, dzieki temu nie będziesz mieć czasu myślec o Nim. To co napisałaś jest decyzją ostateczną nie ma odwrotu, więc przynajmniej spróbuj, choćby ostatkami sił, jeszcze zawalczyć, i nie wstydź się prosić o pomoc

15

Odp: ciężkie chwile

Przerobiłam już te książki krok po kroku. Jakoś specjalnie na mnie nie wpłynęły. Farmakologia? Leczyłam się na depresję kilkakrotnie - Seronil, Fevarin, Effectin i inne cuda. Prochy na sen, po których padałam na stojąco. Wydałam fortunę na niby najlepszych psychiatrów w mieście. Odwiedziłam nawet psychiatryk smile W sumie na siłę mnie tam wsadzili po tym jak chciałam się zabić.  Kilka tygodni na oddziale przybiło mnie jeszcze bardziej. Marzyłam tylko o tym, żeby znaleźć jakiś sznur i się powiesić, ale niestety, wszystko zabierali. Łącznie z ładowarkami, suszarkami i paskami od szlafroka... Ja nie wierzę w to, że ktokolwiek jest w stanie mi pomóc. Bo nie wierzę w to, że ktokolwiek jest w stanie mnie zrozumieć... To nie tak, że nagle się obudziłam po 27 latach i stwierdziłam, że jestem taka biedna i zraniona... To się ciągnie od kilku lat! I kiedy wszystko zaczęło się klarować, zaczęłam pomału wychodzić na prostą, on nagle stwierdza, że ma dość! Kiedy DZIEŃ WCZEŚNIEJ mówił, że mnie kocha. Planowaliśmy wakacje, remont - UWAGA - dziecko! Potem powiedział, że miał nadzieję na to, że dziecko nas uratuje... Podejście dorosłego mężczyzny. A teraz on się bawi, lata po klubach a ja cierpię w samotności i w wolnych chwilach wyszukuję skutecznych metod samobójstwa... Zawładnęło to mną do tego stopnia, że nie jestem w stanie myśleć o czymkolwiek innym. Psychiatra? Po raz kolejny nie dam się w to wciągnąć. Bo to i tak nie przynosi żadnych rezultatów.

16

Odp: ciężkie chwile
daphny27 napisał/a:

[...]Bo nie wierzę w to, że ktokolwiek jest w stanie mnie zrozumieć... [...].

Daphny27, pewnie jest to kwestia wiary. Najgorsze, że Ty sama siebie też nie rozumiesz.

Ale jest pewne światełko w tym tunelu... otóż, kochać  można nawet bez rozumienia.

Masz bogate doświadczenie z psychiatrami. To może czas na autopsychoterapię.

Któż może wiedzieć lepiej od Ciebie, co Ci potrzebne. Jeśli Murphy Ci nie pomógł, to napisz książkę i pomóż takim jak Ty.

17

Odp: ciężkie chwile

daphny27, przesadzilas, on tego nie zwytrzymal i mial prawo odejsc! Moj eks, o ktorym wspominalam, tez sie leczyl na depresje, byl w psychiatryku, do tego uzaleznienie od marihuany. Przez prawie 2 lata slyszlalam dzien w dzien jego uzalanie sie nad zyciem, jak zostal skrzywdzony przez rodzicow i pewnie caly swiat...
odeszlam, bo ile mozna!!!
Zmien nastawienie do swiata, pomysl o tym, moze wtedy wroci albo i Ty poznasz innego mezczyzne. Tylko skoncz z depresja i uzalaniem sie nad soba.

18

Odp: ciężkie chwile

Propozycja wyjazdu na kilka dni do osoby która może Cię wysłuchać i dać trochę nadziei to ciekawa alternatywa. Wyrwiesz się na jakiś czas z otoczenia które ewidentnie przytłacza.Z tego pustego mieszkania, z ciężkiej pracy, zobaczysz coś interesującego. W twoim życiu stanie coś nowego, złamiesz szarą monotonię dnia. Czasami obcy ludzie potrafią, całkiem nieoczekiwanie, bardziej pomóc niż rodzina czy bliscy znajomi. Propozycja warta rozważenia. Pamiętaj, że zawsze jest wyjście z każdej sytuacji i nie jest to na pewno samobójstwo. Wiesz, jest wiele ludzi, którzy daliby bardzo dużo, żeby mieć z powrotem 27 lat. To plus w Twoim życiu, poszukaj ich więcej, jestem pewny, że masz ich naprawdę dużo. Będę trzymał za Ciebie kciuki.

19

Odp: ciężkie chwile

daphny, odpowiedz na jedno pytanie. jakim cudem psychiatrzy, grupa wsparcia, psychotropy, psychiatryk maja Ci pomoc skoro sama ta pomoc odrzucasz?? skoro sama nie chcesz nic zmienic, skoro myslisz tylko o smierci((co wg mnie jest totalnym tchorzostwem)). smierc. jakie to latwe, po co walczyc, po co sie starac, skoro moge zrobic jeden durny krok i to skonczyc. skad ja to znam heh. tez bardzo dlugo walcze z depresja, tez mam jakies tam swoje powody, ale do psychologa nigdy nie poszlam. dlaczego? bo to by bylo dla mnie jak przyznanie sie do porazki. jak nalykalam sie tabletek, chcieli mnie wsadzic do psychiatryka, jednak ja sie nie zgodzilam. nie chcialam, chcialam sie wykonczyc. jedyne co mialam w glowie to ze wroce do domu i znowu sie czegos nazre, ale tak, zeby mnie nikt nie znalazl. wiesz do kiedy tak myslalam? dopoki moj brat, jak wracalismy do domu ze szpitala popatrzyl na mnie i powiedzial" siora, prosze Cie, nie rob tak wiecej" . po powrocie do domu bylo jeszcze gorzej, brat wrocil do miasta gdzie mieszka, ja zostalam sama. tak jak i Ty odwrocilam sie od wszystkich znajomych, baaaaa oni mnie jeszcze dobijali psychicznie, do takiego stopnia sie z nimi poklocilam, ze do dnia dzisiejszego sa moimi wrogami. tzn raczej ja ich, nie oni moimi.
ale ktoregos dnia wstalam rano i pomyslalam"cholera, jestem mloda, cale zycie przede mna, albo cos z tym zrobie, albo naprawde moje zycie nie bedzie mialo sensu"... i walcze!! walcze z moimi demonami przeszlosci juz kilka lat. i wiesz co Ci powiem? spelniam sie, jestem szczesliwa, mimo, ze sama. mimo, ze tyle waznych osob zniknelo z mojego zycia(nie mowie o znajomych) . znikneli?trudno, dam sobie rade bez nich. mam jeszcze moja mame i brata. i to dla nich warto zyc. dla nich warto stac twardo na ziemii...

sama jestes kowalem swojego losu. i albo wezmiesz sie w garsc, przestaniesz sie uzalac, zaczniesz zyc, i byc moze maz zobaczy ze sie zmienilas, a wtedy Ty go nie bedziesz potrzebowala, albo bedziesz dalej wegetowala. wybor nalezy do Ciebie

aha, i moja rada. kup sobie psa. nie wiem, ze schroniska, badz wychowuj od malego. psy bardzo duzo daja. dopoki Ty je kochasz, one oddadza za Ciebie zycie...

20

Odp: ciężkie chwile

Mery90, pies to świetny pomysł, ale jednak jest to dodatkowe obciążenie finansowe.

Czytam Wasze posty z zainteresowaniem. Nie wiem, czy jest choć jeden człowiek, który w życiu nie czuj się podle, depresyjnie. Wiem, że depresja to stan przeciągający się tego złego samopoczucia. Chcę tylko zwrócić uwagę, że każdy stan w jakimś momencie można przerwać.

Z depresją jest pewien problem, bo to chemia mózgu staje przeciwko nam, więc musimy poniekąd walczyć ze swoim mózgiem, który podpowiada nam samobójcze wyjście. I proszę nie pisać, że to nie jest wyjście, że to tchórzostwo, bo przecież wielu nie popełniło samobójstwa tylko dlatego, że się nie odważyli. To nie jest tchórzostwo, to jest ucieczka, a to jest zupełnie coś innego.

Ucieczki nie zawsze bywają skuteczne. Gdybyśmy mieli pewność, że nie ma żadnej rzeczywistości pośmiertnej, to wtedy taka ucieczka może być skuteczna. Takie pewności jednak nie mamy. Jeśli nasz byt po śmierci zależy od tego jak żyliśmy i jak umieramy, wtedy samobójcza ucieczka przed życiem wcale nie musi być końcem zmartwień i cierpień.

I co wtedy? Warto, aby depresyjny stan umysłu objął refleksją i tę kwestię.

21

Odp: ciężkie chwile

Animus - tchorzostwo -> ucieszka przed problemami -> brak odwagi walki z zyciem   - tchorzostwo to jest taki moj skrot mysleniowy

22

Odp: ciężkie chwile

Duźo samobójstw w Twojej rodzinie.
  Słyszałas moźe o uzdrowieniu pokoleniowym.
   Chyba padło na Ciebie...

23

Odp: ciężkie chwile

Nie sztuka umrzeć, sztuka żyć
            W słońcu i kwiatów woni
            Każdy potrafi w ziemi zgnić
            Nie sztuka umrzeć, sztuka żyć
            Mocno zasady tej się chwyć
            Śmierć Cię i tak dogoni
            Nie sztuka umrzeć, sztuka żyć
            W słońcu i kwiatów woni.
                                                                                                                      R. Kwiatkowski

24 Ostatnio edytowany przez daphny27 (2012-11-13 15:09:28)

Odp: ciężkie chwile

Co do zwierzaków - mam pieska i trzy koty. Kolejne zwierzę byłoby już patologią... Oczywiście zwierzątka była nasze wspólne, ale teraz cała odpowiedzialność za nie spadła na mnie... Ale to taki mały szczegół.
Ja tkwię ciągle w fazie zaprzeczenia i niedowierzania. Nie potrafię się pogodzić z jego decyzją. Tym bardziej, że jego zachowanie nie zawsze wskazuje na to, że rzeczywiście jest jej pewny. Przez te 3 miesiące nie było dnia, żebyśmy się ze sobą nie kontaktowali. Zwykle inicjatywa wychodziła ode mnie, bo na początku nie wytrzymywałam godziny bez telefonu bądź smsa do niego. Był płacz, błaganie i szantaż emocjonalny... Później trochę się uspokoiłam. On zaczął wpadać czasami do mieszkania, ale nigdy nie nocował. W tym czasie normalnie współżyliśmy... Pozwoliłam na to, bo tak bardzo go pragnęłam. Dla mnie nadal był mężem, a on po wszystkim często stwierdzał, że dla niego to był tylko seks... Po pewnym czasie nastał trochę lepszy okres w moim życiu. Znalazłam nową pracę, ogłoszenie o tej grupie DDA i zaczęłam chodzić na mityngi. Mąż zaczął sporadycznie nocować w domu. Zwykle jeden dzień w tygodniu, ale i tak cieszyłam się z tego jak dziecko. Po jakimś czasie stwierdził, że wraca do mieszkania, bo męczy go już pomieszkiwanie u znajomych. Zaznaczył, że nie wraca do mnie. Ale ja i tak odebrałam to po swojemu. Zapaliła się iskierka nadziei... Wróci, zobaczy, że pracuję nad sobą, że się zmieniam, może pokocha mnie na nowo... Niby wszystko było dobrze. Ale po kilku dniach wróciłam od znajomych i zobaczyłam, że nie ma jego kosmetyków i walizki. Zadzwoniłam, zapytałam, dlaczego znowu uciekł a on odpowiedział, że "miał taki kaprys". Był w mieszkaniu może 5 dni... I znowu uciekł. Chociaż nie wydarzyło się nic, co mogłoby go zmusić do takiej decyzji... Od tamtego czasu znowu nocuje tutaj sporadycznie. W dalszym ciągu współżyjemy ze sobą. Była też jedna dziwna sytuacja... W naszą rocznicę ślubu, 13 października, zrobiłam dla nas kolację. On przyszedł, zjadł i po godzinie stwierdził, że musi na chwilę wyjść na miasto odebrać od kogoś pieniądze. Miał wrócić za max 2 godziny. Wyszedł przed 22 a wrócił przed 5 rano. Przepłakałam całą noc. Przed wyjściem powiedział jednak, że potrzebuje czasu na zastanowienie się Że ja nie daję mu spokoju, chwili wytchnienia. A on musi nad tym wszystkim pomyśleć... Od tamtego czasu trochę odpuściłam. przestałam dzwonić i pisać tak często jak wcześniej, nie nalegałam, żeby przyjeżdżał. Skupiłam się na sobie, na pracy, na grupie DDA. Zaczęłam rozumieć pewne kwestie, patrzeć na to wszystko z pewnym dystansem. Ale nawet przez moment nie zmieniły się moje uczucia do niego i nadzieja, że wróci... To mi dawało siłę do życia - nadzieja, że to rozstanie jest tylko na chwilę. W ten weekend po raz pierwszy byłam z ludźmi z grupy na imprezie bezalkoholowej. Rozmawialiśmy całą noc. Byłam wśród ludzi, którzy mnie rozumieją, którzy przeszli przez podobne rzeczy, co ja. Mąż przyjechał w sobotę wieczorem. Zobaczył mnie w nowej fryzurze, uśmiechniętą, zadowoloną... Zauważył to od razu. Zamówiliśmy pizzę, został na noc. Rano przytulił się do mnie, znowu się kochaliśmy, wypiliśmy kawę. Zapytałam nieśmiało, czy kiedyś wróci... Odpowiedział, że zadaje głupie pytania. Że myślał, że już jest lepiej, ale najwidoczniej niepotrzebnie przyjeżdżał i zostawał, bo ja odbieram to po swojemu... W niedziele usunął wszystkie nasze zdjęcia z facebooka, oraz znaczniki z moich zdjęć, na których był.
I to mnie przygniotło już totalnie. Nasze wakacje, ślub, wszystkie wspomnienia. Usunął, jak nic nie znaczące śmieci. Ja wiem, że kocham za bardzo. Czytałam nawet taką książkę dla kobiet. Powielam zachowania, które są złe. Ale nie potrafię tego zmienić, bo tak bardzo go kocham. Przez 8 lat był tylko on. Wyręczałam go w wielu rzeczach, może trochę matkowałam, ale nigdy niczego nie zabraniałam. Ktoś w poście wyżej napisał, że uciekł, bo potrzebował odetchnąć. My bardzo często spędzaliśmy czas osobno. Mieliśmy różnych znajomych. Nigdy nie zabroniłam mu wychodzić do miasta, gdy miał na to ochotę. Wszyscy mówili, że zazdroszczą mu tak wyrozumiałej żony. Nawet teściowa zaczęła zwracać mi uwagę, że jestem dla niego za dobra, że za dużo mu pozwalam, że to nie wyjdzie nam na dobre.
I z tym nie potrafię sobie poradzić... Nie mam dla kogo gotować, prać, sprzątać. Wracam do pustego mieszkania, nie mam z kim porozmawiać o tym, jak mi minął dzień... Zasypiam i budzę się sama. Sama jem kolację, sama oglądam tv. Nie mam komu wyprasować koszuli, zrobić rano kawy, umyć plecy... NIE MAM NIC! Straciłam wszystko wraz z jego odejściem. Był całym moim życiem. I nie piszcie, że mam żyć dl siebie. Bo ja nie chcę takiego życia! On był, jest i będzie całym moim życiem. Wszystkim co miałam i co kochałam. To miało być aż do śmierci, tak sobie ślubowaliśmy. Dla mnie ta przysięga miała znaczenie. Jak mam żyć bez jego głosu, uśmiechu, bez czucia jego ciepła, bez wtulania się w jego plecy przed snem. Przeraża mnie myśl o nadchodzących świętach... Przeraża mnie każdy dzień... Każda chwila bez niego. Wszystko odeszło wraz z nim. Myślę, że jemu byłoby lepiej, gdyby w ogóle mnie nie było. Przez jakiś czas by popłakał a potem pogodził się z tym. Ja nigdy nie przestanę go kochać. Wiem to. Znam siebie. I wiem jak bardzo przywiązuję się do ludzi. Nie wyobrażam sobie siebie z kimkolwiek innym. Cały czas wspominam wspólnie spędzone chwile, oglądam zdjęcia, filmy... Nie chcę już tak dłużej żyć. Gdyby wrócił, wszystko miałoby sens. Moja terapia, praca nad sobą... A ja straciłam ten sens wraz z jego odejściem. Dla niektórych to trudne do pojęcia, że można żyć dla kogoś a nie dla siebie. Ale ja tak właśnie robiłam przez całe życie. Najpierw żyłam dla babci, potem dla męża. Zawsze ich potrzeby były ważniejsze od moich. A teraz nie umiem się odnaleźć w swoim własnym świecie samotności... Bo nie ma obok nikogo, dla kogo mogłabym żyć...

25 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2012-11-13 15:11:24)

Odp: ciężkie chwile

nie rozumiem ciebie. Tak tesknisz za sprzataniem i praniem?. ja po pracy jestem tak zmeczona ze za diabla nie mam sily komus sprzatac. wczesniej bylam z facetem, ktory sam sobie prał i sprzatal. nie mam potrezby sprzatania komus. dziwna jestes.

Chcesz to sie zabijaj...wiesz, kogo to naprawde ruszy???, ale lepiej idz sobie poki jeses mloda, silna i mozesz - na spacer i popatrz np. na piekna jesien.

26

Odp: ciężkie chwile

Zawsze, wszystkim, proponuję życie dla siebie.
Proponuję budowanie swego szczęścia w oparciu o siebie.
Zachęcam do życia niezależnego (co nie jest równoznaczne z życiem samotnym).
Namawiam do zobaczenia, że szklanka jest do połowy pełna, nie zaś do połowy pusta.

Można zmienić swój sposób myślenia o sobie, o świecie, o innych. Można, czasem tylko, by to osiągnąć trzeba włożyć sporo swej pracy.
Ale też można nic nie robić, można trwać w beznadziei.
Można myśleć "Czy ja sobie poradzę?", ale też można zastanawiać się "Co mam zrobić, by sobie poradzić?".

27

Odp: ciężkie chwile

Popieram co mówi Wielokropek - życie dla siebie jest fajne i ma sens. A najfajniej jakby spotkały się 2 osoby, które zyją dla siebie i siebie realizują i mogłyby tez zyć razem we dwoje....

Chcesz się na kimś uwisnać, zamknąć go w klatce, prać skarpetki i gotować obiadki, oczekiwać od niego zbyt wiele, a nawet by cię ciagle leczyl z depresji? Nie da rady, tego nikt nie wytrzyma.

28

Odp: ciężkie chwile
dziwnaismutna napisał/a:

(...)A najfajniej jakby spotkały się 2 osoby, które zyją dla siebie i siebie realizują i mogłyby tez zyć razem we dwoje....(...)

Są też osoby (wcale nie jest ich tak mało), które wolą i wybierają życie singla. I których wybór nie jest podyktowany przykrymi doświadczeniami. smile

29

Odp: ciężkie chwile
dziwnaismutna napisał/a:

Chcesz się na kimś uwisnać, zamknąć go w klatce, prać skarpetki i gotować obiadki, oczekiwać od niego zbyt wiele, a nawet by cię ciagle leczyl z depresji? Nie da rady, tego nikt nie wytrzyma.

dokladnie. od ludzi z depresja najczesciej wszyscy sie odwracaja plecami. ile mozna sluchac ze komus jest zle?

i posluchalabym tego, co dwa posty wyzej napisala Wielokropek. swieta prawda.

30

Odp: ciężkie chwile

Nie nie tak, że ja się na nim uwiesiłam! Tak ustaliliśmy z góry. Ja zajmowałam się mieszkaniem i wszystkim, co jego dotyczyło. Mój mąż wychował się w zamożnej rodzinie, więc od zawsze wszystko miał podawane na tacy. Miał sprzątaczkę, resztą zajmował się ojciec, gdy matka od nich odeszła. Gdy po raz pierwszy zaprosił mnie do siebie, miał w pokoju ścieżkę od drzwi do łóżka. Cały pokój zawalony był gratami i ciuchami. Ojciec kazał sprzątać wynajętej pani całe mieszkanie z wyjątkiem jego pokoju. Mąż nie miał żadnych obowiązków. Nie skupiał się nawet szczególnie na nauce, ponieważ ojciec był prezesem prywatnego liceum, do którego uczęszczał. Dopóki mnie nie poznał jego życie było jedną, wielką imprezą. Alkohol, narkotyki i przyjaciele. Ja go trochę od tego wyrwałam. Ojciec się nim nie interesował. Potrafił zadzwonić dopiero po trzech dniach jego nieobecności w domu i zapytać, gdzie jest... Z matką nie utrzymywał długo kontaktów, bo miał jej za złe, że ich zostawiła i miała dziecko z innym. Odnowił z nią relacje dopiero na studiach, za moją namową. I wtedy zaczął nienawidzić ojca. W moim życiu zawsze priorytetem była rodzina, dla niego też. Zawsze mówił, że chce założyć ze mną szczęśliwą rodzinę, mieć dzieci i ciepły dom, którego  nigdy nie miał. Gdy ja sprzątałam, on leżał na sofie i oglądał tv albo grał na x-boxie. I tak było zawsze. Nie żaliłam się, bo lubiłam to. Byłam dumna, gdy inni mówili, że ma żonę idealną. Zawsze wszystko wyprane, wyprasowane, obiad gotowy, kolacja pod nos. Gdy wyjeżdżał w delegację i musiał wstawać o 3 nad ranem, ja wstawałam z nim. Robiłam mu kawę, kanapki na drogę. Bo o to prosił. A nie dlatego, że na nim wisiałam i mu matkowałam! Sam przygotowywał mi rzeczy do pracy i prosił o wyprasowanie! I poza tymi chwilami, kiedy łapałam doła, wszystko było ok. Nigdy nie mieliśmy cichych dni. Owszem, kłóciliśmy się, jak każdy. Ale za chwilę się godziliśmy, potrafiliśmy przeprosić. Nigdy mi nie powiedział, że ma mnie dość. Że ma dość moich zmiennych nastrojów i depresyjnych stanów. Gdy po raz pierwszy byłam w szpitalu przychodził codziennie, Raz nawet przyszedł z wydrukowanymi imionami i ich znaczeniami. Powiedział, że po moim wyjściu zaczniemy się starać o dziecko. To było rok temu...  Pobyt w szpitalu bardzo mnie zmienił. Znalazłam nową pracę w kancelarii prawnej, wyjechaliśmy na wakacje, zrobiliśmy remont sypialni, pod kątem dziecka... W sumie to była niespodzianka. Wróciłam ze szpitala i zobaczyłam, że dorobił w sypialni ściankę z półkami. Powiedział, że to na pieluszki i kosmetyki dla dzidziusia... Wszystko było ok!!! Zbliżyliśmy się do siebie bardzo. Kryzys przyszedł później, gdy poznaliśmy młodsze towarzystwo. Zaczęły się imprezy, co weekend kac. Mąż zaczął coraz częściej wychodzić z nimi na miasto. Coraz więcej pić. Raz nawet wylądował w fosie... Na szczęście jakiś pan wyszedł rano z psem na spacer, zauważył go i zawiadomił służby ratownicze. To był grudzień... Wtedy powiedział, że dostał od życia drugą szansę. Nigdy nie wypomniałam mu tej sytuacji. Każdy ma prawo popełnić jakiś błąd. Trwałam przy nim na dobre i na złe. Dlatego tak bardzo zszokowała mnie jego decyzja o rozstaniu i słowa, że myślał o tym już od pół roku... Tylko, że w ciągu tych miesięcy nie zrobił nic, co mogłoby mnie zastanowić i w jakiś sposób zaniepokoić. Planowaliśmy wakacje, remont, znowu powróciły plany o dziecku - z jego inicjatywy, w czerwcu - miesiąc przed rozstaniem. Już po tym wszystkim doszły mnie słuchy, że od maja kręcił z koleżanką z naszego towarzystwa. Wszyscy się od niego odwrócili, bo to była dziewczyna jednego z nich... Oczywiście mąż wyparł się wszystkiego. A ja mu uwierzyłam...
To tak boli i jest niezrozumiałe. Wszystko było dobrze... Wspaniale udawał, albo rzeczywiście poznał kogoś innego i pogubił się w tym wszystkim. Bo ja nie widzę wytłumaczenia dla całej tej sytuacji. Argumenty, które podał do mnie nie przemawiają.

31

Odp: ciężkie chwile
daphny27 napisał/a:

Nie nie tak, że ja się na nim uwiesiłam! Tak ustaliliśmy z góry (...) Argumenty, które podał do mnie nie przemawiają.

Po czym wylało mu się uszami... Słuchasz co INNI - mąż, przedmówczynie, lekarze mówią? Czy twój mechanizm zaprzeczania się zaciął? BO trwasz przy swoim wbrew wszelkim argumentom i wbrew temu, że Cię to głęboko unieszczęśliwia.
CHCESZ nic nie zmieniać jednocześnie oczekując, że "COŚ" samo się stanie i cała przeszłość zniknie a ty odrodzisz się jako "czysta karta"? Niewykonalne. Życie to nie telenowela...

32

Odp: ciężkie chwile

Nawet Wy mnie nie rozumiecie. Dlatego na początku napisałam, że nie wiem w ogóle po co tu weszłam...

33

Odp: ciężkie chwile
daphny27 napisał/a:

Nawet Wy mnie nie rozumiecie.

DLACZEGO NAWET? Czym/kim ci się jawimy? Za kogo nas masz?
I po co CI to wzbudzanie winy...?

34

Odp: ciężkie chwile

daphny27, a czego się spodziewałaś, że ludzie tutaj będą użalać się nad Tobą i mówić jaka to nie jesteś nieszczęśliwa ? Takiego zrozumienia oczekiwałaś? Ludzie tutaj starają się Ci pomóc pokazują ilość rozwiązań jakie możesz wybrać a Ty do wszystkiego jesteś nastawiona na NIE to nie, tamto nie, żyje tylko dla męża koniec kropka a jak żyłaś zanim go poznałaś jakoś musiałaś. To tylko kwestia wyboru. Musisz CHCIEĆ sobie pomóc a Ty nie chcesz to też jest wybór.

35

Odp: ciężkie chwile

Zanim go poznałam moje życie było jednym, wielkim cierpieniem. Przyjazd na studia był ucieczką od wszystkiego. Ale okazało się, że tylko fizyczną. Bo psychika dała w końcu o sobie znać.
Nie oczekiwałam tego, że ktoś napisze, jaka to ja jestem biedna. Nie oczekiwałam w sumie niczego. Bo jak można wymagać zrozumienia od kogoś, kto najprawdopodobniej nie przeżył tego, co ja.
To jest problem, który siedzi bardzo głęboko we mnie. A ja już, nie mam siły żeby walczyć. Mój mąż nie miał siły i odszedł. Ja nie mam dokąd odejść. Jedyne wyjście, które widzę jest ostateczne. Gdybym miała chociaż cień pewności, że gdy się zmienię on wróci, zrobiłabym wszystko! Ale tej nadziei nie ma. Bo powiedział mi to wielokrotnie. Wiem, cuda się zdarzają, decyzje się zmienia. Ale ja bez tego zapewnienia i pewności nie potrafię zrobić kroku naprzód. Jestem za słaba, żeby się podnieść i żyć dla siebie. To długotrwały proces. Dlatego wmawiam sobie, że to rozstanie jest tylko chwilowe. Że on zrobił to, żeby dać mi powód do działania i zastanowienia się. Tak myślałam dzisiaj przez cały dzień, czy nie zgłosić się ponownie do szpitala... Poprzednim razem byłam tylko tydzień, nie z własnej woli. Może tym razem powinnam poddać się leczeniu? Może to jest jakieś wyjście? Nie chcę być egoistką i robić tak, żeby tylko mi było dobrze. Nie chcę zostawić męża z poczuciem winy, babci, która już jedną wnuczkę straciła. Sama sobie nie dam rady. Innych tez nie chcę obarczać swoimi problemami. Z drugiej strony jednak obawiam się pobytu w szpitalu. Mam bardzo nieprzyjemne wspomnienia stamtąd.

36

Odp: ciężkie chwile

daphny27,
nie chcesz walczyć? To dobrze. Walka to szarpanina, a ona wyczerpuje. Jesteś zmęczoną. Rozumiem.
Uwierz mi, nic nie musisz. Nic nie powinnaś.

Sporo rzeczy jednak możesz.
O sporej ilości rzeczy (i nie tylko) decydujesz.
Sporo chcesz.
Sporo wybierasz.

Możesz podjąć leczenie (mimo strachu, mimo kiepskich szpitalnych doświadczeń).
Możesz żyć dla siebie.
Możesz przestać hamować złość, wówczas przybędzie Ci energii i siły.
Możesz zdecydować o tym, by być szczęśliwą. Być szczęśliwą mimo.

Trzymam kciuki. smile

37

Odp: ciężkie chwile

daphy  wiem, że to jest niesamowicie ciężkie to co teraz przechodzisz.
Nie wyobrażasz sobie życia bez tego faceta, zrobiłabyś wszystko...ale nic na siłę.
Ty go nie kochasz , jesteś uzależniona emocjonalnie od swojego faceta .
To jest bardzo silne uczucie, ale uwierz ,że za jakiś czas to minie. Naprawdę.
Nie odbieraj sobie ostatniej szansy ,żeby z tego wyjśc.
Jest jeden warunek - Twoja chęc . Wiem , chociaż nie masz siły.
Myślę,że dobrym rozwiązaniem byłby ten szpital. Odpoczniesz, poukładasz sobie wszystko w głowie.
Spróbuj indywidualnych rozmów z psychologiem.
Zycie mamy tylko jedno.
Teraz też już o tym wiem..

Pozdrawiam

38 Ostatnio edytowany przez Kaja74 (2012-11-14 17:00:10)

Odp: ciężkie chwile

Chciałam już wcześniej zapytać Ciebie po co zakładałaś ten wątek skoro podjęłaś już decyzję ? I myślę sobie, że może jednak było to wołanie o pomoc, choć możesz zaprzeczać ?
Dostałaś tu porcję mądrych i wartościowych refleksji. Może warto chwycić się ich. Poza tym zobacz, obcy ludzi wyciągnęli do Ciebie rękę. To może również być dla Ciebie dużym wsparciem.Ale trzeba choć odrobinę chcieć..

Pomyślałam też sobie, że rozstanie z partnerem było i jest dla Ciebie jak odstawienie narkotyku, jesteś na wielkim głodzie (to jestem w stanie zrozumieć, bo podobnie przeżywałam rozstania).

39

Odp: ciężkie chwile

Jak najszybciej idź do psychologa! Wystarczy leczenie, uwierz mi!!

40

Odp: ciężkie chwile
Madziarenka napisał/a:

Jak najszybciej idź do psychologa! Wystarczy leczenie, uwierz mi!!

Chyba nie czytałaś od początku wszystkich postów... Mam za sobą już niezliczoną ilość terapii, wizyt u psychiatrów i psychologów, leczenie farmakologiczne i hospitalizację. Problem tkwi we mnie. Bo ja odrzucam wszelką pomoc. Zablokowałam się w swoim świecie i za cholerę nie mogę z niego wyjść.

41

Odp: ciężkie chwile
daphny27 napisał/a:

(...)Problem tkwi we mnie. Bo ja odrzucam wszelką pomoc. Zablokowałam się w swoim świecie i za cholerę nie mogę z niego wyjść.

Gratuluję samoświadomości. I umiejętnie postawionej diagnozy. smile

Z jednym tylko się nie zgodzę.
Z twierdzeniem, że nie możesz z tego wyjść. Możesz, tylko podejmowałaś do tej pory decyzję przeciwną. Stawałaś okoniem, sabotowałaś wysiłki lekarzy i terapeutów w sobie tylko (ja się tylko domyślam) znanym celu.

Możesz trwać w swej decyzji, tyle tylko, że nikt wbrew Tobie, z Tobą, o Ciebie, walczyć już nie będzie.
Inni mogą pomagać Tobie, ale praca do wykonania czeka na Ciebie.
Możesz ją wykonać, możesz jej nie wykonać. To Twoje życie. smile

42

Odp: ciężkie chwile

Dzwoniłam do szpitala. Wczoraj. Powiedzieli, że aktualnie nie mają wolnych łóżek. Kazali dzwonić dzisiaj o 13. Dzwoniła. Nadal nie ma miejsc. I co zrobić w takim wypadku? Człowiek potrzebuje pomocy, dobrowolnie zgłasza się do szpitala i zostaje odesłany z kwitkiem! Co mam zrobić? targnąć się na życie, żeby zabrali mnie karetką? Od razu znalazłoby się miejsce!

43

Odp: ciężkie chwile

Witam,
W prawdzie jestem młodsza od Ciebie, ale moje dzieciństwo wyglądało podobnie. Ojciec alkoholik, żadnych perspektyw.
Powiem szczerze, że takie dzieciństwo strasznie wpływa na późniejsze życie.
Jeśli ktoś jest słaby psychicznie to ciężko mu sobie z tym poradzić.
Ale nie warto marnować przez niepowodzenia tego, co mamy w życiu najważniejsze, czyli daru istnienia.

44

Odp: ciężkie chwile

Najpierw trzeba odnaleźć sens istnienia. A ja go nie widzę. Wszystko mi się w życiu zawaliło. Jeżeli przechodziłaś przez podobne rzeczy, to chociaż w małym stopniu mnie rozumiesz. I kiedy w końcu od tego uciekłam, znalazłam cudownego mężczyznę, marzyłam o kochającej rodzinie i ciepłym domu, on odszedł... Nie chce już dłużej ponosić takiej odpowiedzialności. Byliśmy razem 8 lat. Odebrał mi całą radość, całą nadzieję i cały sens życia. Nie mam nic! Beznadziejną pracę, jestem w jego mieszkaniu, odsunęłam się od znajomych, bo mnie nie rozumieją i nie chcę ich obarczać swoimi problemami. Bez niego jestem nikim. Szarą, beznadziejną osobą bez celu w życiu. Jak można być z kimś 8 lat, obiecywać przed ołtarzem miłość aż po grób i pewnego dnia stwierdzić, że jednak Cię to przerasta! Zaufałam mu! Był jedyną osobą na świecie, dla której zrobiłabym wszystko. Oddałabym za niego życie. A on odszedł... Bo chce być szczęśliwy! Bo uważa, że znajdzie kogoś, kto wyniósł z domu jakieś wartości, kto miał szczęśliwe dzieciństwo. Idzie na łatwiznę, żeby mieć święty spokój. Nie pomyślał o tym, jak bardzo mnie skrzywdził. Jak bardzo złamał psychicznie. Ja nie będę w staniu już nikomu zaufać! Nigdy nikogo nie pokocham, bo nie wyobrażam sobie bycia z kimś innym, niż on.

45

Odp: ciężkie chwile

daphny27 przeczytałam Twoją historię, bardzo Ci współczuję...

W życiu miewamy i piękne chwile i te ciężkie, teraz masz bardzo ciężki okres, ale przetrwasz i to tak jak przetrwałaś wcześniejsze problemy! Dałaś radę i dasz tym razem! Wierzymy tu w Ciebie wszyscy, pamiętaj!

A co do Męża- wiem, jak bardzo boli kiedy ukochana osoba odchodzi i mówi, że już nie kocha.. Wiem jak to boli kiedy widzisz, że ta osoba chce ułożyć sobie życie ale bez Ciebie. To okropny ból.. Ale jeszcze wszystko może się odmienić, ludzie czasem rozstają się i wracają za kilka miesięcy, za pół roku, za rok. I żyją razem szczęśliwie przez długie lata.. Nie poddawaj się teraz, nie możesz, jeszcze wszystko może się odmienić.. A jeśli On nie będzie chciał wrócić? To Jego strata! To On będzie żałował, a nie Ty! A z biegiem czasu, z każdym tygodniem Ty będziesz inaczej to wszystko postrzegała, Twój ból będzie mniejszy.. Jeszcze tyle lat przez Tobą, jak byłaś młodsza to pewnie nie pomyślałaś, że kiedyś spotkasz miłość i wyjdziesz za mąż- tak samo teraz wydaje Ci się to nierealne, że możesz być szczęśliwa, ale życie bardzo nas zaskakuje.. Ja też dostałam mocnego kopa w tyłek od życia i nie wiem jakim cudem, ale żyję.. jakoś żyje.. Podobno kobieta nie jest świadoma tego, ile jest w stanie znieść, ale może znieśc baaaardzo dużo..

Nic sobie nie rób, to nie jest rozwiązanie.. Co do szpitala- bez komentarza.. Człowiek chce pomocy i nie ma gdzie ją uzyskać. Pisz tutaj do Nas dużo, my też będziemy dużo pisać. Trzymaj się mocno!

46

Odp: ciężkie chwile

To jest takie przykre... Rozumiem, że jemu też było ciężko. Może chciał mi pomóc a nie wiedział jak, nie potrafił. I w końcu go to przerosło. Ale czuję do niego ogromy żal. Ogromny. Jestem dobrym człowiekiem, bardzo empatycznym. Kiedyś byłam wolontariuszką w hospicjum, w schronisku dla zwierząt. Zawsze starałam się pomagać, chociaż sama nie miałam wiele. Wiem, że nigdy nie postąpiłabym tak, jak on. Tak się teraz zastanawiam co by było, gdybym np. poważnie zachorowała. Gdybym miała np. raka. A on by odszedł, bo stwierdziłby, że go to przerasta. Dlaczego ludzie decydują się na ślub, przysięgają miłość aż do śmierci a potrafią ich złamać takie, wydawałoby się, przyziemne problemy? Nie mogę tego pojąć. Dla mnie miało to ogromne znaczenie. Wierzyłam, że będzie przy mnie pomimo wszystko. Tym bardziej, że nigdy nie ukrywałam przed nim swoich problemów, swoich doświadczeń z dzieciństwa. Dlaczego wtrącają się w to wszystko postronne osoby? jego znajomi, teściowa, którą przez tyle lat traktowałam jak własną matkę! Zawsze mówiłam, że jest cudowna, że mam szczęście, że mam taką teściową. Często jej się żaliłam, opowiadałam, co mnie gryzie. A teraz dowiaduję się od kobiety swojego teścia, że powiedziała o mnie, że jestem kulą u nogi Mateusza. Że ciągnę go za sobą na dno. Że on zasługuje na kogoś lepszego. I mówiła to na długo przed naszym rozstaniem! Kiedy dowiedziała się, że mąż ma jakieś długi z tytułu niepłacenia składek do US i ZUS. Napisała mi jakiś czas temu maila, że te długi narobił przeze mnie! Bo nie mógł sprostać moim oczekiwaniom! To nie prawda! Ja o tym nic nie wiedziałam! To on często kupował zupełnie niepotrzebne rzeczy. Mieliśmy telewizor, a kupił większy, bo kolega miał taki. Tylko, żeby się pokazać. Chociaż prosiłam, żeby te 2000zł przeznaczył na spłatę zobowiązań. Mam komorników na karku, bo jego długi przeszły na mnie, kiedy w końcu przestał być ściągalny. Zablokowane konto w banku, bo wszedł na nie US. Nie mogę podjąć pracy na umowę, bo zaraz ustawi się kolejka wierzycieli! Jakie ja mam perspektywy?! W jakiej sytuacji on mnie postawił?! Potrafił mi napisać smsa, że ma nadzieję, że znajdę w sobie resztki godności i wyprowadzę się z jego mieszkania! Owszem, mieszkanie jest jego, jako nieruchomość. Ale po ślubie robiliśmy w nim generalny remont ze wspólnych środków! Nawet nie udowodnię tego przed sądem, bo nie mamy paragonów na większość zakupionych rzeczy. Nie mam gdzie się podziać. Nie stać mnie na wynajem innego lokum. Jestem w sytuacji bez wyjścia. Nie podam go nawet o alimenty, bo jest nieściągalny! Pracuje na zlecenie i na umowie ma, że zarabia 300zł. Całość ściąga mu komornik. Resztę pieniędzy dostaje "pod stołem". I nie są to małe kwoty, bo pracuje w branży alkoholowej. Do tego pomaga mu mamusia, prawnik. A ja nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc. Kogo mam prosić? Bezrobotną matkę alkoholiczkę, która od kilkunastu lat jest na utrzymaniu babci? Czy biedną babcię, która z niskiej renty musi utrzymać siebie, wykupić tony lekarstw, opłacić mieszkanie i żywić córkę - nieroba. Nawet bym się nie odważyła. Więc udaję przed nią, że w miarę dobrze zarabiam i daję radę, żeby jej nie martwić. Jak w tym pieprzonym kraju znaleźć pracę, która pozwoli godnie żyć?

47

Odp: ciężkie chwile

Masz swojego psychiatrę ? Może teraz jest odpowiedni moment, by chwycić się farmakologii, by trochę stanąć na nogi i zobaczyć światełko w tunelu. Nie wiem gdzie mieszkasz, u mnie jeśli zgłosisz się na oddział zamknięty i powiesz, że planujesz samobójstwo, miejsce musi się znaleźć. Jeśli chodzisz do psychiatry, on powinien Ci w tym pomóc.
Co z propozycją Blanche Neige ? Rozważyłaś ją chociaż ?
Kilka osób wyciągnęło do Ciebie tutaj pomocną dłoń. Wystarczy po nią sięgnąć.
Jeśli chodzi o faceta...nie jesteś w stanie nikogo zmusić do kochania, możesz jedynie pogodzić się z tym i żyć dalej. Innego wyjścia nie ma.

48

Odp: ciężkie chwile

dokładnie, nie dzwoń do szpitala tylko idź tam, idź na oddział zamknięty i poproś o pomoc.. bo wiesz jak to jest przez telefon.
bardzo Ci współczuję, jesteś w nieciekawej sytuacji.. Twój mąż okazał się naprawdę dupkiem, skoro wiedząc że nie masz pomocy, zostawił Cię w takiej sytuacji.. I te długi ajj.. On narobił długów, a Ty musisz spłacać. Chore to jest hmm

Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Trzeba pomyśleć jakie. A Twoja babcia gdzie mieszka? W tej samej miejscowości co Ty? W mieście mieszkasz czy w mniejszej miejscowości? Jeśli nie doczytałam to przepraszam. Może przeprowadź się do niej choć na trochę. Wiem, że jest tam mama, ale gdzieś musisz mieszkać. Myślę, że przy tak poważnych myślach samobójczych pomoc lekarza jest niezbędna. Trzeba ratować się na wszelki możliwy sposób, trzeba! sad

49 Ostatnio edytowany przez Kaja74 (2012-11-16 14:32:32)

Odp: ciężkie chwile

Czy Ty gdziekolwiek pracujesz, czy byłaś na utrzymaniu męża ?
Masz jakichś dobrych znajomych, przyjaciółkę, kogokolwiek na miejscu, kto mógłby Ci pomóc i chociażby wynajął  Ci pokój ?
Może gdybyś napisała w jakim mieście mieszkasz to ktoś pomógłby Tobie ?
Mieszkanie w miejscu gdzie wszystko przypomina Ci przeszłość, raczej nie jest dla Ciebie zdrowe.

Zapytam jeszcze raz, myślałaś o tej propozycji wyjazdu do Francji ?

50 Ostatnio edytowany przez daphny27 (2012-11-16 15:35:41)

Odp: ciężkie chwile

Pracuję. Ale praca jest taka, że nie mam nawet umowy, spóźniają się z wynagrodzeniem. Miałam dostać całość 5.11 a dostałam 1/3 dopiero 9.11 i z tej 1/3 pożyczyłam jeszcze mężowi 300zł, bo niby nie miał... Teraz mam 3zł w kieszeni... Wcześniej miałam bardzo dobrą pracę, w kancelarii prawnej. Ale po jakimś czasie na część wynagrodzenia wszedł komornik męża... Ta praca niestety przepadła z mojej winy... Gdy mąż odszedł nie dałam rady robić czegokolwiek. Siedziałam przy biurku i płakałam... Wytrzymałam 2 dni i już do pracy nie wróciłam. Leżałam całymi dniami w domu, nic nie jadłam i myślałam tylko o tym, żeby umrzeć. A on w tym czasie pojechał ze znajomymi nad morze. Dwa dni po tym, jak mnie zostawił. Rozmawiałam o tym wyjeździe do Francji, ale nie stać mnie w tej chwili na bilet. Poza tym kontakt jakoś się urwał. Ta Pani nie odpisała już na mojego drugiego maila. Jestem z Wrocławia, babcia mieszka 260km ode mnie. Nie biorę pod uwagę powrotu do domu, nie w takim stanie, w jakim znajduję się obecnie. Od tego zawsze chciałam uciec. Powrót byłby porażką i chyba całkiem bym się załamała... Kilku bliskich znajomych mam, ale mają swoje rodziny, dzieci, nie chcę się napraszać. Poza tym znają moją sytuację i nikt jak dotąd nie zaproponował mi opcji zamieszkania. Sama nie chcę prosić. Poza tym mam 3 koty i psa... I też nie mam serca ich oddać. Są już stare, znajdy ze schroniska. Nie chcę po raz kolejny ich skrzywdzić. A przy okazji siebie, bo to jedyne co mam...

51

Odp: ciężkie chwile

Hmm.. szukaj pracy cały czas szukaj. Wiesz mój mąż chyba 3 czy 4 dni po rozstaniu też pojechał się bawić. A ja siedziałam w domu i wyłam z rozpaczy sad

Postaw sobie cele:
1. mieć gdzie mieszkać- spróbuj na początek wynająć pokoik. Wiadomo na kawalerkę dużo pieniążków trzeba, ale może chociaż mały pokoik, we Wrocławiu napewno jest pełno ogłoszeń tego typu. Nie wiem ile to może kosztować, może 400-500zł? Jeśli chodzi o znajomych to pomyśl, może jest ktoś kto nie ma rodziny/dzieci, chociaż żebyś na początku mogła tam pomieszkać. W sumie nie masz wyboru, musisz coś znaleźć sad( Jeśli nie u znajomych to chociaż mały pokoik wynająć. Nie wiem co ze zwierzętami wtedy, pewnie nie będziesz mogła ich wziąć.. Ale mąż zaraz upomni się o mieszkanie sad

2. znaleźć lepszą pracę- szukaj codziennie, wysyłaj cv gdzie się da. Wiem, że łatwo mówić, bo z pracą pewnie wszędzie jest ciężko, nawet we Wrocławiu , ale masz doświadczenie w kancelarii, a to już dużo.

Musisz pokazać temu dupkowi, że dasz radę bez niego, musisz! smile

52

Odp: ciężkie chwile

Daphny27 z tego co napisałaś wynika że jesteś świadoma tego wszystkiego co się z Tobą dzieje, wiesz dobrze jakie mechanizmy powodują to że obracasz się ciągle w tą samą stronę, podejmujesz te same działania nie chcąc zobaczyć że prowadzą donikąd Ty to wszystko wiesz! Jedynie od Ciebie zależy zmiana, od tego czy podejmiesz decyzję pt kończę z tym, nie chce już takiego życia kręcenia się wkoło od chce mnie do nie chce mnie, od aprobuje mnie to mam dobry humor od neguje mnie to ma zje...any humor i moje życie jest bez sensu, żadna rada złota nie złota jest Ci niepotrzebna bo Ty sama masz cały asortyment w sobie do zmiany kwestia tylko tego żebyś po niego sięgnęła!! Ja Cię rozumiem i nie mogę Ci niczego doradzić ten ten etap którego teraz doświadczasz będzie trwał tak długo jak długo będziesz dawała na to przyzwolenie, a gdzieś miedzy wierszami spisałaś jak dobrze się czułaś biorąc życie w swoje ręce- nowa praca, grupa dda, to dawało Ci kopa i nadzieje na lepsze jutro...
życzę Ci odwagi i chęci do tego żeby o siebie powalczyć o SIEBIE SAMĄ
powodzenia!

53 Ostatnio edytowany przez Kaja74 (2012-11-16 17:14:20)

Odp: ciężkie chwile

Dziewczyny dobrze piszą i podpisuję się pod tym obiema rękami !
Pomyślałam sobie...jest sporo samotnych, starszych ludzi, którzy oddaliby wszystko, by mieć możliwość rozmowy z drugim człowiekiem...więc może opieka nad taką osobą w zamian za pokoik ?
Trudno Tobie prosić o pomoc, ale przyjaciele są od tego, by wesprzeć, nie uważasz ? Nie każdy sam z siebie zaproponuje Ci pomoc (z różnych powodów), ale jeśli Ty sama o nią poprosisz, to nie możesz z góry zakładać, że odwrócą się od Ciebie.

I to jest też ten czas na weryfikację kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto nie.

54

Odp: ciężkie chwile

Dzisiaj nastąpił jakiś malutki "przełomik"". Miesiąc temu wysłałam swoje cv do biura w Holandii. Spontanicznie. Pracowałam już tam 5 lat temu, żeby zarobić na ślub. Mąż oczywiście został we Wrocławiu... Ale mniejsza z tym. Wtedy pakowałam pomidorki na taśmie. Dzisiaj zadzwonili do mnie. Rozmowa cała po angielsku. Trochę się przestraszyłam, bo dawno nie miałam "kontaktu" z językiem... No ale w sumie mam FCE więc coś tam wydukałam big_smile Zaproponowali mi pracę w Amsterdamie. W fabryce Phillipsa, jako kontroler jakości. 9,45?/h na rękę... Wyjazd już 20.11. I nie wiem co robić... Mam bardzo miłe doświadczenia z pracą w Holandii. Zawsze żałowałam, że nie zostałam tam dłużej. Zresztą, namawiałam męża, żeby wyjechać za granicę. Byliśmy młodzi, znaliśmy język, nic nas tutaj nie trzymało. Ale boję się... Tutaj mam grupę DDA, jakieś wsparcie. Boję się, że tam dopadnie mnie jakiś dół i nie dam rady... Z drugiej strony czy to nie jakiś znak? Może ktoś tam, na górze kieruje moim życiem i dał mi niepowtarzalną szansę? Co robić... sad

55

Odp: ciężkie chwile

Ja chyba Cię jednak rozumiem... Odejście partnera, zdradę, nieszczęśliwą miłość przeżywają w tym samym czasie co Ty, miliony ludzi na całej ziemi, co gorsza przeżywali i preżywać będą na okrągło. Nie jesteś pierwsza, ani ostatnia. A to, że rozpaczasz to wcale nie jest dziwne. Dziwne byłoby gdybyś przeszła po rozstaniu z człowiekiem, z którym przeżyłaś 8 lat, nagle do porządku dziennego. Najgorsze jest to, że Wasza relacja nie jest zakończona, Wy ciągle żyjecie jak mąż i żona, spotykacie się i Wasza relacja nie jest wyjaśniona. Ty nawet nie możesz jeszcze przejść żałoby po utracie bliskiej osoby. Robicie sobie nawzajem krzuwdę, nie podejmując jednoznacznej decyzji o rozstaniu czy o byciu parą dalej.

56

Odp: ciężkie chwile

On nie chce wrócić, tak mówi. Ale to fakt, nie zerwaliśmy kontaktu. Nie mieszka ze mną, ale nie wziął wszystkich rzeczy. Dojeżdża czasami i zabiera jakieś ciuchy, zostawiając poprzednie do prania... Tak jak gdzieś wspominałam, czasami nocuje w domu. Współżyjemy wtedy, śpimy razem, potrafi się do mnie przytulić... Mamy kontakt codziennie. A ja się wciąż łudzę... Ciągle mam nadzieję... On powtarza, że nigdy nie wróci, ale jego zachowanie temu przeczy. Chyba, że ja widzę to tak, jak chcę widzieć. To ja nie potrafię odejść... To ja żyję przeszłością.

57 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-11-17 15:08:02)

Odp: ciężkie chwile

Kurczę, jaki fart z tą pracą!

Jedź, kochana, jedź natychmiast! Po co Ci ten patafian? Wpakował Cię w długi i depresję a Ty jeszcze się zastanawiasz? Uciekaj póki możesz. Masz dokąd, praca dobra, zrzucisz garby finansowe i poczujesz się lepiej - jeden problem rozwiążesz.

Masz szczęście, że nie masz z nim dzieci...

58

Odp: ciężkie chwile

Przypomniało mi się powiedzenie "Bóg zamyka jedne drzwi, by otworzyć drugie",  czy jakoś tak smile To może być dla Ciebie szansa na lepsze jutro, na nowe życie. Tak naprawdę nie masz tu NIC i nie masz nic do stracenia. Myślę, że jeszcze Twoje trzymanie się faceta powodować wątpliwości, ale on przecież odszedł.  Życzę Ci podjęcia dobrej (dla Ciebie !) decyzji ).

59 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-11-17 18:07:12)

Odp: ciężkie chwile

daphny, rozumiem, ż kochasz tego faceta... Ale wg mnie on Ciebie wcale, on po prostu wykorzystuje Ciebie jako kasę zapomogowo-pożyczkową, pojemnik na spermę, praczkę i sprzątaczkę...Niemam zamiaru Cię pouczać czy doradzac, mam nadzieję, ze Cię nie uraziłam, ale z boku tak wasza relacja w tej chwili wygląda.

60 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-11-17 18:19:02)

Odp: ciężkie chwile

Wyjazd jest chyba jedynym dobrym wyjściem... Dzisiaj dostałam od niego kilka "miłych" smsów, które po prostu mną wstrząsnęły... Wczoraj wieczorem miał przyjechać do domu, żeby porozmawiać. Ale nie przyjechał, bo jak stwierdził, musi zostać na noc z bratem (brat ma 14 lat a mamusia boi się zostawiać go samego...), bo teściowie wyjechali na jakieś szkolenie. No i powiedział, że przyjedzie dzisiaj. Poprosiłam, żeby pożyczył mi jakieś pieniądze (nie wypominam, że wziął ode mnie tydzień temu 300zł i nie oddał...) bo jestem bez złotówki. I że może jakiś obiad zrobię jak ma przyjechać. Odpisał, że obiad już jadł u mamy i wpadnie na chwilę wieczorem. Odpisałam, że dobrze, że jadł, ale, że ja nic nie jadłam, bo nie mam nawet na chleb... Wiem, żałosne... Ale nie mam nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić o pomoc... No i się zaczęło. Odpisał, że nie ma kasy, bo spóźniają mu się z wypłatą. Że mam 27 lat a nie potrafię o siebie zadbać i sama zaspokoić swoje podstawowe (!) potrzeby. Że moje użalanie się nad sobą już dawno stało się żenujące. Że gdyby mi za to płacili to zostałabym milionerką. Że zachowuję się jak "spam debilka" i gdzie on miał oczy przez te wszystkie lata... Że jak nie ruszę dupy i nie wezmę się za siebie to wkrótce wyląduję na dworcu.  Zrobiło mi się strasznie przykro... Zeszłam do sklepiku pod blokiem, do którego chodzę od 8 lat i po raz pierwszy w życiu poprosiłam szefową, żeby dała mi coś do jedzenia, że w poniedziałek oddam pieniądze. A ona powiedziała "NIE!". Poczułam się jak biedak... Widziałam, że sprzedaje na zeszyt alkohol osiedlowym pijaczkom, a mi odmówiła chleba... Rzeczywiście, jestem beznadziejna... Użalam się tylko nad sobą, zamiast wziąć się w garść i pokazać mu, że daję sobie radę. Powiedziałam mu, że zastanawiam się nad tym wyjazdem a on się tylko zaśmiał i powiedział, że i tak za tydzień wrócę... Dlaczego z ust osoby, która jeszcze niedawno mówiła, że kocha wychodzą takie słowa... To tak bardzo boli...

61

Odp: ciężkie chwile

Mam pytanie, a co jedzą zwierzaki? To są chyba i jego podopieczni...

62

Odp: ciężkie chwile

Uznał, że to ja je naznosiłam, więc to mój problem... Zwierzątka mają na szczęście jedzenie. Ja sama mogę nie zjeść, ale im dam ostatnie. Dla pieska sama gotuję jedzonko na kilka dni. A dla kotów zawsze kupowałam w zapasie puszki, więc głodne nie chodzą.

63

Odp: ciężkie chwile

Przepraszan Ci e Daphny, ale po tym co piszesz, Twój ukochany mąż to wg mnie potwór nie człowiek. On naprawdę zmienił się do tego stopnia tak z dnia nadzień i bez żadnej przyczyny? Jeśli tak, to mam wrażenie, że ma on jakiś poważny problem psychiczny, jest osobą uzależnioną od jakiegoś czynnika typu narkotyki, seks, alkoholitp, albo jest psychopatą. Czy mozesz jakoś logicznie wyjaśnić jego przemianę z Dr Jekkyla w Mrs Hade'a?

64

Odp: ciężkie chwile

No właśnie nie potrafię tego wyjaśnić... Dlatego też nie potrafię się z tym pogodzić i tego zrozumieć... Zawsze był ciepłym, wrażliwym mężczyzną. Potrafił się rozpłakać na filmie albo na widok jakiegoś cierpiącego zwierzaka. Czule się do mnie odnosił, praktycznie do ostatniego dnia... I nagle pokazał swoją zupełnie inną twarz! Zmienił totalnie styl ubierania, fryzurę, zapuścił brodę, zrobił sobie nowy tatuaż. Ubiera się teraz jak cwaniaczek, codziennie inaczej. Fryzurka a`la David Beckham, schudł, zaczął chodzić na siłownię. Nie poznaję go. To nie jest ten sam człowiek. Widzę na fb, że codziennie dodaje nowych znajomych - głównie śliczne kobiety sad Też zastanawiałam się nad tym wszystkim. Kiedyś go nawet delikatnie zapytałam, czy nie potrzebuje pomocy psychologa... Że może wydarzyło się coś o czym nie chce mi powiedzieć... Ale tylko go tym zirytowałam. Stwierdził, że to ja potrzebuję pomocy, że on sobie świetnie radzi, takie życie, jakie prowadzi teraz mu odpowiada, jest w końcu szczęśliwy... Wiem, że ciągle chodzi na jakieś imprezy z młodszym od siebie towarzystwem singli. Jakiś czas temu zapytałam go ile kosztuje wstęp do klubu, bo też chciałam się wybrać ze znajomymi. Odpowiedział, że "dla dupeczek" 20zł. DUPECZEK. Nigdy tak nie mówił... Cały czas wozi się z tym kolegą, u którego mieszka. Powiedział, że zainwestowali razem pieniądze w jakiś interes, ale nie chciał mi powiedzieć w jaki. Odciął się całkowicie od naszego towarzystwa. Widzę też w jego zachowaniu duży wpływ matki. To, jak czasami się wypowiada - to jej słowa. Traktuje mnie jak wroga, jak intruza w JEGO mieszkaniu. Dzisiaj powiedział, że ma nadzieję, że nie zastawię JEGO telewizora w lombardzie jak nie będę miała pieniędzy na życie... To jest straszne. Niemożliwe, żeby ukrywał swoje prawdziwe oblicze przez 8 lat. Nie wierzę, że można się aż tak drastycznie zmienić. Nie wiem co się z nim stało. Czy to wpływ towarzystwa, czy może poznał kogoś... Twierdzi uparcie, że nikogo nie ma. Nie chce się z nikim spotykać, chce być teraz sam. Ale facet nigdy się nie przyzna. Tym bardziej w takiej sytuacji, kiedy wspomina o rozwodzie. Gdyby był w związku działało by to na jego niekorzyść na ewentualnej rozprawie. Nie wiem co mam o tym wszystkim sądzić, jak do niego dotrzeć, jak zrozumieć... Gdy proszę o rozmowę mówi, że nic więcej nie ma mi już do powiedzenia.

65

Odp: ciężkie chwile

Dziwne, naprawdę dziwne... Nigdy się z czymś podobnym nie spotkałam... W takim razie musisz mu uwierzyć, że już Cię nie kocha i że jest mu dobrze bez Ciebie. Wiem, że to bardzo bolesne, prawie nie do zniesienia, ale nie masz wyjścia... Musisz się pogodzić, że to już koniec Waszego małżeństwa. Do związku potrzebne są dwie osoby, jeśli tylko jedna chce tego, a druga nie, nie ma na to rady... Do miłości nikogo nie zmusisz...

Posty [ 1 do 65 z 90 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » ciężkie chwile

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026