Mieszkamy razem od 12 lat, mieliśmy czasami ciężko finansowo, jakoś czasami cudem wiązaliśmy koniec z końcem. Te czasy nas bardzo wzmocniły (chyba ze względu na przeszłość jesteśmy ciągle razem, szkoda nam zaprzepaścić tego co było). w czasie studiów spędzaliśmy czasami całe tygodnie razem (nie utrzymujemy bliskich relacji z kolegami, rodzinami swoimi), chyba że praca nam to uniemożliwiała.
Małżeństwem jesteśmy od 6,5 roku. Mamy dwójke dzieci w wieku 6 i 5 lat.
Teraz po prostu nie dogadujemy się. Często mijamy, nasze dzieci przebywają często z teściem lub moimi rodzicami, o których wpływie na nasze dzieci mamy negatywne zdanie (rozpuszczają).
Mąż przez ostatni rok wysiadał nerwowo, gdy po nerwowej pracy wracał do domu i zastawał np. po 11 h poza domem bałagan od śniadania dzieci (moja mama lub teść budził dzieci, dawał lub też nie, im śniadanie i zawoził do przedszkola, mąż wychodził z domu o 4.40) w kuchni lub też w dużym pokoju. Albo pomieszane ubrania dzieci (mimo że opisałam półki, gdzie co się znajduje, by było łatwiej tym którzy naszymi dzeićmi się zajmują znaleźć odpowiednie ubrania), albo dzieci, które nie chciały zjeść obiado-kolacji z mężem, bo zjadły nie watośiowe posiłki u babci po przedszkolu, a mąż był w stanie odgrzać ok. 18.00 jedynie obiad, pomyć gary, wykąpać dzieci i pójść spać. Na extra potrawy specjalnie dla dzieci nie miał siły.
Ja studiował dziennie przez ostatni rok, byłam w domu jedynie na weekendy.
Od października dojeżdżamy najczęściej razem do pracy po 100 km w jedną stronę, czasami godziny pracy nam się nie pokrywają i przy jednym samochodzie efekt jest taki, że mąż jedzie ze mną na 7.00 tylko po to by mnie do pracy zawieść, a sam zaczyna pracę około godz. 12. Potem ja na niego czekam w pracy, kiedy on skończy. planujemy przeprowadzkę, by tyle nie dojeżdżać, w grudniu powinno się udać w końcu.
Mąż w czwartek wyjechał na 3 tygodniowy, obowiązkowy obóz kondycyjny (wrócił na weekend do domu, by przekazać mi auto). Ja cały ten tydzień byłam na tygodniowym szkoleniu poza domem. Siła rzeczy nasza dwójka dzieci często nie jest pod nasza opieką. Z racji, że pracujemy oboje w służbach mundurowych nie mamy możliwości negocjacji naszych godzin pracy, często decyzje o wyjeździe któregoś z nas zapadają w przeddzień wyjazdu. Jest to trudna sytuacja dla wszystkich.
Nie wiem czy ciężka sytuacja to spowodowała, ale przynajmniej od sierpnia kłócimy się regularnie raz w miesiącu przed moim okresem.
Przyjechałam teraz ze szkolenia, po tygodniu nieobecności do domu, około godz.19, mąż było 16, też wykończony drogą. A tu zero obiadu (wystarczyło wyciągnąć z zamrażalki), syn schodzi na dół do babci i mówi, że tata nie chce mu dać pić i prosi babcie o picie . Zepsuty piec do podgrzewania wody, nie mam jak siebie i dzieci wykapać (maż kapał się przed wyjazdem z obozu). Mój Brat mieszkający za ścianą chce sprawdzic co się dzieje z piecem, ale mój mąż (wyjeżdżający w na całe 3 tyg w nd) mówi by przyszedł jutro, bo jest zmęczony i chce spokoju. (Mój maż nie jest złotą rączką, do tego nie lubi tego mieszkania u mojej babci (i nie angażuje się zbytnio w naprawy), bo jest stare, ma złe rozwiązania, było budowane w latach 60 tych, gdy nie było materiałów budowlanych i ciągle coś się psuje, np. zalewana jest podłoga po każdej kąpieli w łazience, bo jest żle odpływ skonstruowany itp.). mnóstwo takich prozaicznych rzeczy, które powodują, że codzienne życie w tym domu jest uciążliwe.
Przez naszą nieobecności jesteśmy w zasadzie skazani na pomoc przy dzieciach moich rodziców i teścia. Ta intensywna pomoc trwa już 14 m-cy (we wrześniu 2011 poszłam na studia dzienne i byłam jedynie na weekendy w domu, a od października dojeżdżam codziennie 200 km do pracy, najczęściej z mezem, pracujemy w tym samym mieście). Liczymy , że od grudnia przeniesiemy się do miejscowości gdzie pracujemy, dzieci będą za nami popołudniami, skończą się uciążliwe dla nas dojazdy.
Niemniej jednak mamy małżeński MEGA kryzys, mąż nie chce czasami już ze mną rozmawiać, każe mi wyjść , spać poza naszą sypialnia, zdażyło się, że mnie pobił/poturbował. Oboje byliśmy na skraju wyczerpania jakiś miesiąc temu (maż może też i teraz tez ma dość), myślałam już o przeprowadzce jakieś 600km od niego, tam gdzie jest etat i praca dla mnie w stałych godzinach, najprawdopodobniej bez zarywania weekendów, ale przeraziło mnie, że będę bez pomocy kogo kolwiek np. swojej mamy, i że do niej też będę miała 600km i że nie przyjedzie mi ona z dnia na dzień by zając się wnukami (ma też swoje obowiązki i życie) np. w razie mojego ewentualnego szkolenia, które wypadnie z dnia na dzień.
w piątek byłam o 18 w domu, po 6h w drodze. Dzieci bez kolacji, chcą pić, brak ciepłej wody, zapytam męża czemu dzieciom nie dał kolacji - mówi, że go nie prosiły. Pytam jak z tym piciem, że chodzą do babci i mówią ?\że tata nie chce dać im pić?, mój mąż na to, że dzieci chciały tonik (ja im ograniczam picie słodkich napoi) i miały się mnie zapytać czy mogą tonik . Jak miałam jeszcze jakieś pytanie do męże, to się wkurzył nie chiał ze mną rozmawiać, wyjaśnić. Opierałam się o niego, to fizycznie mnie powstrzymywał od kontaktu, przytrzymał moje ręce i trzymał wyciągnięte od siebie, byśmy się nie stykali. Siedzieliśmy tak chwilkę bez słowa, ja się popłakałam siedząc bokiem do niego. Zasnął, Po jakiejś godzinie przebudził się z letargu zapyta\l czy psa wyprowadze.
Byłam zła, że wracam do domu po całym tygodniu poza domem i, że wszystko na mnie czeka (kąpiel dzieci, kolacja, picie, i nawet wyprowadzenie psa-mąż zasnął jak wypił trochę alkoholu i jak się przebudził to pytał czy pójde z psem- nie odpowiedziałam, byłam zła.
Gdy zdazało się, że mąż wracał do domu jako drugi, ja czekam na niego z obiadem, jak nie szedł z psem to ja brałam to na siebie)
W sb pojechałam po elementy do naprawy piecyka, brat naprawił popołudniu piecyk podgrzewający wodę, wspólne z mężem obgadywanie wizji ę przyszłego mieszkania (cały tydzień się nie widzieliśmy), zjadłam z mężem i dziećmi wspólny obiad i na zakupy po kątem przyszłego mieszkania: kafelki, kolory farby itp. Wróciliśmy zmęczeni oboje . Kolacja dla dzieci i spanie. Ja w nd do pracy, wstała o 4.40, wróciłam po 16.00. Mąż w między czasie, o 14.00 miał autobus na 3tygodniowy obóz kondycyjny, minęliśmy się w domu. Zdecydował, że nie będzie na weekendy wracał do domu, bo nie ma dogodnego połączenia (mamy jedno auto i potrzebne jest na codzienne dojazdy do pracy), a dojazd publicznymi środkami transportu jest uciążliwy, to ja z dziećmi na weekendy dojadę do męża i wynajmę jakąś kwaterę i skorzystamy wszyscy z zaplecza sportowego (basen, hala) dostępnego dla męża.
Wieczorem przeczytałam w poczcie mailowej męża list do kolegi (szukałam informacji na temat kuchni, którą chcemy kupić), że przechodzi kryzys małżeński, ze go wkurzam. (ja nie miałam takiego odczucia, że coś znów jest nie tak). Położyłam dzieci i esemey do męża:
- maż: ?ma do ćiebie prośbę, przyjedziesz po mnie w czwartek 29.11, po pracy zabrać mnie z obozu?? (to jakieś 120 km, około 2h w jedną stronę)
-ja: ?będę się stała przyjechać po Ciebie w czwartek (29.11), pewnie wyjdzie w ostatniej chwili, czy dam radę, jak nie będę musiała w pracy zostać?
później
-Mąż ? dojechałem, odpoczywam, wracam dopiero 29.11? (tj. za 3 tyg)
- ja : ?strasznie to brzmi? (ze nie przyjedzie przez 3 tyg)
- mąż: ? ale bez auta, większy sens ma wypoczynek niż tułaczka. Poza tym z tego co pamiętam, w pt dałaś trochę czadu i wolałam się upić. Nie było wspólnego słuchania listy przebojów w radio?
-ja: ? nie dałam czadu, zapytałam tylko o jedną rzecz (kolację dzeici). Jak nie ma mnie cały tydzień też bym chciał wracać do domu gdzie się na mnie czeka, nie koniecznie z robotą, jakimś daniem
(choćby tym co ja przygotowałam tydzień temu i wymaga jedynie rozmrożonym)
np., a nie po ty bym dzieci umyła.
- ja: ?nie wiem też, czemu jak Cię o coś pytam myślisz, że mam pretensje.?
-mąż: ? mógłbym zamówić pizze, ale nie po tych wyrzutach, jak je nazywasz pytaniem. Jak by mnie nie było, miała byś więcej roboty"
-ja: ?pewnie tak? (miałam ochotę co innego napisać, co on takiego zrobił? jedyne co mi do głowy przychodzi to obcięcie włosów dzieciom, może też się nimi w jakiś sposób zajął, nie wiem?, nie było mnie, tylko ścięte włosy dostrzegłam)
- maż:? chodzi mi o to że chciałem z toba posłuchać listy przebojów, ale tego nie było?.?
-ja: ?czemu nie było? Bo się na dole myłam,
(bo nie mieliśmy ciepłej wody, piec się zepsuł)
(mieszkamy w domy, na dole moja babcia, sparaliżowaną, leżąca od 4 lat, tygodniowe dyżuru przy babci pełnią moja mama i ciotka, któraś z nich tam zawsze jest: nocuje, gotuje, sprząta, obsługje babcię),
Potem myłam dzieci. Dzieci za mną goniły, że tata im pic nie chce dać. I po to Ciebie pytałam (czemu nie dam im kolacji, co z tym piciem), bo mnie cały tydzień nie było i skąd mam wiedzieć co się w domu działo. Mam jakieś szczątkowe informacje i chciałam mieć pełny obraz: od 6 ha jestem w drodze, przyjeżdżam i mi dzieci głowę o picie suszą. A jak Ciebie zapytałam, to się zablokowałeś i wolałeś nie gadać .
(on zmęczony, a ja mu głowę suszę, tyle, że od czwartku był na obozie sportowym, sam ustala jakie ćwiczenia, kiedy i jak długo wykonuje, mimo ciężkiego początku tygodnia, miał 2 dni na relax, ale jak mówił powrót do domu miał cięźki przez korki).
A ja dalej zostałam w punkcie wyjścia- braku informacji, z mężem, który nie chce ze mną rozmawiać, bo się wkurzył. A do tego miałam wizję braku ciepłej wody na najbliższy tydzień, z którym ja się będę bujać, bo ty jedziesz.?
Ja:? nie miałam do Ciebie pretensji, raczej dużą pustkę braku informacji po całym tygodniu i wizję problemów (brak ciepłej wody), z którymi muszę się sama zmierzyć ?
-mąż/:? a ja poszedłem spać o 4 rano, bo nikt psa nie wyprowadził? (maż ma problemy ze snem, przypuszczam, że na tle nerwowym ze względu na sytuację w domu, w pracy również nie ma łatwo, jak go coś obudzi w nocy ma trudności z ponownym zaśnięciem, dlatego też do dzieci jak były małe ja wstawała w nocy, nie mąż. Ona pracował, a ja domem się zajmowałam)
-ja: ?czemu nie poszedłeś (z psem), albo mi nie powiedziałeś jak przyszłam? To twoja zasada (ten kto jest w domu wcześniej ma zadbać o psa, albo też nim ten drugi się rozbierze z wierzchnich ciuchów, ma przypomnieć, że trzeba psa wyprowadzić)?
-ja ? winisz mnie za wszystko, że pytam, za psa (że budzi bo nie wyprowadzony) i mam mieć obowiązki jak ty już śpisz, mam nadrabiać obowiązki nasze wspólne?
-ja: ?wiem , że nie jest lekko, dla mnie również?
- maż: ?a dziś rano też psa nie wyprowadziłaś?
(dziś, tj w nd wyszłam z domy do pracy o 5.20, nie sądziłam, że to będzie problem, wyprowadzenie psa dla niego przy wolnym dniu , ale pewnie jakby mąż jechał rano to on by psa wyprowadził, on dojeżdża do pracy te 100km w jedna stronę dziennie od roku, a ja od miesiaca. I po prostu bałam się że mogę nie zdążyć na 7.00 do pracy, brak mi doświadczenia w wyliczaniu czasu drogi).
-ja: ?teraz z nim idę?
_mąż: ? łoł?
-ja: ?to twoje ustalenia? (jeden z nas wyprowadza psa rano, drugi popołudniu)
- ja ?byłam dziś w robocie, ty na wypoczynku?
= mąż: ? nie przyjeżdżaj za tydzień? (do mnie z dziećmi na obóz)
- ja: ?poza tym skąd mam wiedzieć jak mi nie powiesz
(co chcesz bym rano zrobiła)?.
Sam ustaliłeś taka zasadę, jeden rano drugi wieczorem
(idzie z psem)?
(nie zawsze było to przestrzegane, raczej dość swobodnie, jak ustalić bym wieczorem psa wyprowadzała, a on rano powiedziałam mężowi, że najczęściej to jak on idzie z psem to ja mam jakąś prace w domu i potem wychodzi, że on już myśli o pójściu spać, a ja mam robotę (np.mycie naczyń). O to, że się kladę jak on już śpi, też ma często złość (że nie ma sexu, że go budzę), że jestem nie zorganizowana itp.
Często mąż mi mówi, że ma dosyć mojego gadania, marudzenia. Że on zmęczony a ja mu głowę suszę, albo na dzieci krzyczę, czy od nich coś chcę i trajkoczę. Jak widzę, że maż nie chce gadać to staram się skończyć (tak mi się wydaje, on uważa że mam pretensji itp.).dwa razy mnie za to gadanie poturbował (uderzył, poddusił bym już nie gadała, nie panuje czasami nad sobą, jest wybuchowy). Bywa,że mi mówił, że nie dbam o siebie (fryzjera odwiedzam może raz na rok, ma długie włosy, często wiąże w kucyka), chodzę tylko w spodniach itp. (mi tak wygodnie przy dzieciach, jak mam sprzątać, albo skoczyć do sklepu ). Często z tego powodu, że mąż ma ochotę widzieć w swojej żonie kobietę to się przebieram po kilka razy na dzień (spódnica-spodnie-spódnica), gdy idziemy na spacer, czy zakupy, by nie marznąć zakładam spodnie. Zauważyłam też, że maż jest bardziej uczynny gdy jestem w spódnicy, jak on to mówi ?wyglądam jak kobieta?. Na pewno jest to dobra droga, ale ja nie zawsze mam ochotę się przebierać? nawał obowiązków, zmęczenie itp.
Maż jest mną i problemami zmęczony. Jakoś ciągniemy, ale nie wiem jak tak długo damy radę, możę przeprowadzka, oddalenie od moich rodziców i sypiącego się domu, tzn. miejsca i ludzi których on nie lubi nam pomoże.
Nie wiem co robię żle. Za dużo w naszym związku niedomówień. Oczekiwania, że on/ja coś zrobi, czego ten drugi oczekuje. Jak zauważyłam, że klócimy cię regularnie co miesiąc to zaczynam wierzyć, że to mój problem wynikający ze zmian hormonalnych (mąż to wcześniej dostrzegał).
Odskoczni od życia, nie mam. Nie utrzymuje kontaktów za bardzo z ludźmi, mam jedynie znajomych z pracy , nie mam zaufanej koleżanki ani przyjaciółki, by nabrać dystansu do swojego życia. Po 6 latach prowadzenia domu, poszłam na rok do szkoły mundurowej, przyjeżdżałam na weekendy, by posprzątać i ugotować na cały tydzień dla męża i dzieci. Całe moje życie kręci się wokół domu.
Często maż mówi, że gdyby nie rodzina i zobowiązania z tego wynikające rzucił by robotę, którą wykonuje. Spala się tam psychicznie, ludzie go męczą, stwarzają problemy, robią pod górkę. W domu i w pracy ciężko ma ciężko, nie układa się.
Wiem że dużo napisałam, pewnie mało kto będzie to czytał bo za długie. Może jednak znajdzie się ktoś kto przez to przebrnie?i mi doradzi
oceni to co się w mim życiu dzieje
może doradzi co mam brać (jakieś leki), by złagodzić huśtawki hormonalne, by tak męża nie wpieniać przed moim okresem
dziękuję z góry