Założyłam ten wątek, głównie ze względu na ciekawość Waszych poglądów na temat zdrady, kłamstwa w związku. Jak sobie z tym radzić, jak nie przenosić swoich obaw na kolejny związek, aby go nie zniszczyć. Z doświadczenia i mojej durnej paranoi wiem że czasami najdrobniejsze rzeczy potrafią siedzieć w głowie i wcale nie chodzi tu o brak dojrzałości, lecz o wiarę w drugiego człowieka. Dodatkowo wydaje mi się że taką sprawą, która napędza człowieka jest świadomość że wiele wokoło było związków, które w podobny sposób się zakończyły. Słyszy się wszędzie o zdradach. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat, może poradźcie jak Wy pokonujecie to straszne uczucie.
Podobne tematy
Kiedyś byłam zdradzana przez 2 ówczesnych chłopaków,tkwiłam dalej w związku bo byłam młodsza teraz jak bym została zdradzona to skończyła bym związek na 100% ogólnie jestem straszną zazdrośnicą po tamtych przeżyciach,zaufanie? Nie mam zaufania nigdy,może jest to spowodowane dzieciństwem,wiem że nie radzę sobie z zaufaniem,zazdrością itp no ale mam tak kochanego chłopaka że on mnie rozumie,co dokłamstw w związku owszem mogą się zdarzyć ale nie określiłaś jakie kłamstwa,dla mnie kłamstwem które mogło by doprowadzić do końca związku było by np.Chłopak mówi że idzie do domu a tak naprawdę idzie na imprezę.Taka juz jestem niestety
Pisałam troszeczkę wcześniej dla przykładu, chłopak postanowił sobie pooglądać strony z dziewczynami za pieniądze, tzn płatny sex, od czego oczywiście wykręcał się i musiałam naprawdę długo Go męczyć żeby się przyznał. Nie wiem... do tej pory mnie to męczy, może to błahostka, ale zazdrosna jestem okrutnie i On o tym wie, a teraz czuję jakbym popadała w paranoję. Choć temat założyłam też żeby poruszyć w temacie ogół kłamstw, kłamstewek, zdrady...
Zaelzy od przezyc i podejscia. Na pewno na bledach trzeba sie uczyc i zyc doswiadczeniami ale zbyt czeste wracanie do rpzeszlosci moze niszczyc. Ja raz jeden jedyny bylam zakochana i on mnie skrzywidzil. Pozniej juz nie potrafilam stworzyc zwiazku,do tej pory. Mysle ze jest w tym tex wina mojej zrpeszlosci. Nie ufalam,nie wierzylam.Zawsze sie doszukiwalam bo wolałam"dmuchac na zimne". To niszczylo ich ale i mnie sama,bo nie bylo dnia zbeym po prostu cieszyla sie ze jest ktos obok i w pelni korzystala z tego ze im na mnie zalezy. Choc jednak az na takie zle to nie wyszlo,bo ten dystans ktory pozostal jakos pozwolil mi przetrwac rozstania choc dalej jest ciezko.. Zawsze i tak moim zdaniem trzeba zostawic zapas na wypadek gdyby swiat sie zawalił. Nie ufac do konca. Bo nigdy przenigdy niewiadomo co moze sie zdarzyc.