Witam Was serdecznie.
Nie mam komu się wygadać ani pożalić.O swoich problemach nigdy nie rozmawiałam z ludzmi.Zawsze wszystko dusiłam w sobie.
Mój mąż wczoraj się wyprowadził.Rozumiecie to?Wyprowadził się 1 listopada.Zostawił mnie po 5 latach małżeństwa (a razem jesteśmy (byliśmy)13 lat).Zostałam z synkiem.To fakt nie było nasze małżeństwo kolorowe,raz było dobrze a raz źle chyba jak w każdym małżeństwie.Zawsze o niego dbałam.Nigdy niczego mu odemnie nie brakowało.Jedyna kula u nogi to zawsze są moi (byli?) teściowie.Mój teściu zawsze miał mi coś do zażucenia(to mały ma złą czapke, to złe buty,wiecznie o coś mu chodziło.Nawet mój synek zacytował "pojebana idiotka"co dziadek powiedział w obecności mojego męża a on bez większej reakcji.Oczywiście mój tata też nie mógł tego wytrzymać i czasem przywalił swoje trzy grosze.Dzień przed Wszystkimi Świętymi ustaliliśmy ,że mój mąż swoje groby odwiedzi sam a ja z małym zostane w domu bo mały jest na antybiotyku i zdarza mu się zwymiotować.A moje odwiedzimy następnego dnia a młody zostanie u jego rodziców.Ale następnego dnia jak mój mąż wrócił od swoich okazało się,że ja musze jechać z chorym dzieckiem i tyle.Więc zaczeła się awantura bo ja nie chciałam się zgoidzić.Więc się zabrał a wieczorem przyjechał po rzeczy.Powiedział,że ze mną się nie da żyć i że nie mamy o czym rozmawiać bo po co mu taka żona która nigdzie z nim nie jeździ.Tylko ze oprócz wyjazdu do jego rodziców to nigdzie nie wychodziliśmy.Karzdy weekend i każdy wolny dzień mojego męża u teściów .Zwariować szło.Wcześniej pracowałam po 8 godzin i jeszcze miałam dom na głowie.Fakt mieszkaliśmy u moich rodziców i z głowy miałam robienie obiadu ale jeszcze jakieś obowiązki w domu są oprucz gotowania.Ale nie trzeba było jechać do teściów.A moja mama (ma już 64 lat)nie miała sił na sprzątanie, gotowanie itd.Więc jak przychodziła sobota chciałam ogarniać gruntowniej dom ale nie bo wyjazd do teściów i znów spory.On tylko jeździ do nich i z nimi.
I właśnie tak się wczoraj zakończyło moje małżeństwo
Poradzcie mi co mam zrobić byśmy się zeszli?Ja nadal go kocham.I nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Podobne tematy
...
Poradzcie mi co mam zrobić byśmy się zeszli?Ja nadal go kocham.I nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Przykra sprawa. Współczuję.
Jednak zacytuję ci słowa Matthews'a: "w związkach korzyści przynosi praca nad sobą a nie próba zmieniania innych".
W rozdziale "Jak wspierać swojego partnera" pisze on moje ulubione - "Są 2 drogi życia w związku - jak w drużynie albo jak na zawodach".
Jeśli stanowicie 1 drużynę to wspieracie się, współpracujecie i sobie pomagacie.
Jeśli na zawodach - to jesteście dla siebie konkurencją i ze sobą walczycie. Tak wiele par robi wszystko, by to drugie wyszło na idiotę.
Moje pytanie brzmi: jeśli mieszkacie u twoich rodziców, czemu nie poprosiłaś by zaopiekowali się chorym dzieckiem 1 dnia, byście mogli pojechać RAZEM z mężem a na drugi dzień na odwrót, niechby dzieckiem zajęli się teściowie.
Ani twoi ani jego rodzice nie są bez winy - ale to nieuniknione gdy się żyje na kupie.
Usamodzielnić by się zdało - a jeśli to niemożliwe - przynajmniej być lojalnymi wobec siebie - stanowić 1 DRUŻYNĘ.
Próbuj rozmawiać z mężem (pewnie zatęskni...) Ale warto by się przyjrzeć panującym u was zwyczajom i może trochę je zmienić NA RZECZ partnera - by WASZE słowo było ważniejsze od dalszej rodziny - bo trudno, darmo, ale obie pary rodziców TO TERAZ dalsza rodzina. Próbuj
"Moje pytanie brzmi: jeśli mieszkacie u twoich rodziców, czemu nie poprosiłaś by zaopiekowali się chorym dzieckiem 1 dnia, byście mogli pojechać RAZEM z mężem a na drugi dzień na odwrót, niechby dzieckiem zajęli się teściowie"
To nie jeste takie proste jak Ci się wydaje.Jemu chodziło o to aby jechał nasz synek bo i jechali jego rodzice.Więc w tym był problem.A co do rodziców to moj mąż nie potrafi tego pojąć ,ze oni są już na dalszym planie.Ja musiałam zjechać z zagranicy bo małżeństwo jego rodziców się rozpadało tylko ,że ratował swoich rodziców kosztem swojego małżeństwa.
...
To nie jeste takie proste jak Ci się wydaje.Jemu chodziło o to aby jechał nasz synek bo i jechali jego rodzice.Więc w tym był problem.A co do rodziców to moj mąż nie potrafi tego pojąć ,ze oni są już na dalszym planie.Ja musiałam zjechać z zagranicy bo małżeństwo jego rodziców się rozpadało tylko ,że ratował swoich rodziców kosztem swojego małżeństwa.
NIC mi się nie wydaje. Odpowiadam na podstawie tego co TY napisałaś - nic więcej NIE WIEM, bo skąd.
Byliście razem zagranicą?
Anhedonia
100% Netkobieta
Tak byliśmy razem za granicą i niestety zjechaliśmy z powodu Jego rodziców
Madzia...
A czy nie dopatrujesz się w tym jakieś formy emocjonalnego przywiązania męża do rodziny, czegoś w formie nieodciętej pępowiny? Ciągle w tym co piszesz widzę, że grasz takie 2 skrzypce w tym małżeństwie, bo np. mąż ratował małżeństwo rodziny kosztem Waszego...
qźwa za przeproszeniem... przecież to toksyczne zapędy związkowe.
Anhedonia ma rację... chylę czoła.
O pępowinie mówiłam mu już nie raz.Kiedyś powiedziałam to teściom to oni na to ,że przecież to mieszkamy u moich rodziców nie u nich.Więc to ja mam problemy z odcięciem pępowiny.Tylko ,ze oni nie mieli warunków abyśmy mogli mieszkać u nich.
No teść kiedyś powiedział ,że synowa i teściowa to nie rodzina.A z resztą od zawsze powtaża,że "rodzina"jest najważniejsza tylko ,że tu ma na myśli siebie i swoje dzieci.
O pępowinie mówiłam mu już nie raz.Kiedyś powiedziałam to teściom to oni na to ,że przecież to mieszkamy u moich rodziców nie u nich.Więc to ja mam problemy z odcięciem pępowiny.Tylko ,ze oni nie mieli warunków abyśmy mogli mieszkać u nich.
No teść kiedyś powiedział ,że synowa i teściowa to nie rodzina.A z resztą od zawsze powtaża,że "rodzina"jest najważniejsza tylko ,że tu ma na myśli siebie i swoje dzieci.
Ja Ciebie baaardzo przepraszam, ale od dobrych 6 miesięcy rozkminiam tematykę toksycznych związków i relacji, gdzie sam jestem ich ofiarą, ale z taką teorią się jeszcze nie spotkałem. Synowa z teściową to nie rodzina. No tak tak, bez dyskusji... tylko dlaczego "nosisz" nazwisko po mężu - czyli też i teściowej??? Nad tym niech się Twój teściu zastanowi zanim coś palnie.
Jak to Paweł Kukiz śpiewał... rodzina słowem silna. Ech życie...
bags
Net-facet
Widzisz mój teść to despota.Osoba myśląca o swoim własnym dobrobycie a nie o swoich dzieciach i ich rodzinach.Jak byliśmy daleko to mieliśmy święty spokój.Zawsze ich przez tel.wysłuchaliśmy a i tak robiliśmy swoje.A teraz patrzą nam "na ręce".Do tego wszystkiego mój teść ma jakiś cudny sposób "naprostowywania" mojego męża.Jak tylko ze sobą podszeptują to już wiem,że moje małżeństwo zawsze na tym cierpi.Jak to mówią "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane" i niestety w tym przypadku tak jest.
A teraz to naprawde nie wiem co ja mam robić.Czy zabiegać?Czy odpuścić?Przecież ja go kocham.A o miłość się walczy.No i najważniejsze -MAMY CUDOWNEGO SYNA!!!
10 2012-11-03 18:50:58 Ostatnio edytowany przez bags (2012-11-03 18:53:20)
Przede wszystkim odpuścić... ale w sensie nie wcinać się między przysłowiową wódkę a zakąskę czyli wobec teściów. Ale walczyć o związek.
Nie jestem alfą i omegą w tej materii, ale zdecydowanie powinnaś wziąć męża na stronę i porozmawiać z nim bez obecności teściów. I podczas rozmowy uświadomić mu, że Jego "plotkowanie" z teściem ma zły wpływ na Wasz związek; że najwyższa pora odciąć pępowinę i zacząć układać życie razem we dwoje, a nie we troje. W końcu to On Tobie ślubował przed ołtarzem, a nie Im.
A skoro teraz Oni mają "wgląd" na Wasze poczynania - ograniczyć do minimum kontakty z Nimi.
Przeczytaj sobie wątek na tym forum pt "teściowie... nieodcięta pępowina..." tam "między wierszami" znajdziesz odpowiedź co robić w tej sytuacji. Jeśli to nic nie pomoże, to pozostaje Ci metoda 180 stopni - 34 kroków - albo terapia dla par, pomogłoby to Wam naprawić relację nadwyrężoną przez problem z teściami.
11 2012-11-03 18:51:00 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-03 18:53:10)
...
mój teść ma jakiś cudny sposób "naprostowywania" mojego męża.Jak tylko ze sobą podszeptują to już wiem,że moje małżeństwo zawsze na tym cierpi.Jak to mówią "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane" i niestety w tym przypadku tak jest.
A teraz to naprawde nie wiem co ja mam robić.Czy zabiegać?Czy odpuścić?Przecież ja go kocham.A o miłość się walczy.No i najważniejsze -MAMY CUDOWNEGO SYNA!!!
Masz ci los - Jakimi "dobrymi chęciami"? Kto niby ma te dobre chęci, bo nie widzę...?
NAJBARDZIEJ znienawidzona przez mnie sytuacja - "wszystko, co powiesz, może zostać użyte przeciwko Tobie"....
Najlepiej byłoby uciec z powrotem zagranicę... Nie da się męża namówić?
Chyba bym poczekała do niedzieli wieczór a potem zapytała co mam dziecku powiedzieć... Na początek.
W kwestii walczyć czy odpuścić - WALCZYĆ. Tylko jak to zrobić, żeby mądrze? ODDAĆ dziecko pod opiekę dziadkom a męża wywieźć na dwudniową randkę? (I "przekabacić" do własnej DWUOSOBOWEJ drużyny)
Madzia19832009 napisał/a:...
mój teść ma jakiś cudny sposób "naprostowywania" mojego męża.Jak tylko ze sobą podszeptują to już wiem,że moje małżeństwo zawsze na tym cierpi.Jak to mówią "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane" i niestety w tym przypadku tak jest.
A teraz to naprawde nie wiem co ja mam robić.Czy zabiegać?Czy odpuścić?Przecież ja go kocham.A o miłość się walczy.No i najważniejsze -MAMY CUDOWNEGO SYNA!!!Masz ci los - Jakimi "dobrymi chęciami"? Kto niby ma te dobre chęci, bo nie widzę...?
NAJBARDZIEJ znienawidzona przez mnie sytuacja - "wszystko, co powiesz, może zostać użyte przeciwko Tobie"....
Najlepiej byłoby uciec z powrotem zagranicę... Nie da się męża namówić?
Chyba bym poczekała do niedzieli wieczór a potem zapytała co mam dziecku powiedzieć... Na początek.
W kwestii walczyć czy odpuścić - WALCZYĆ. Tylko jak to zrobić, żeby mądrze? ODDAĆ dziecko pod opiekę dziadkom a męża wywieźć na dwudniową randkę? (I "przekabacić" do własnej DWUOSOBOWEJ drużyny)
Niestety mój mąż za granice już nie chce jechać.Niawet nie bierze tego pod uwagę.A "przekabacić"?Tu będzie problem bo On wini za wszystko mnie.Za to ,że chce mieć "swoją" nowo założoną rodzine składającą się z męża,żony i dziecka.A rodziców jego odwiedzić w niedzielę tylko na popołudniową kawe a nie przy każdej okazji jaka nas napotyka.
Tak się zastanawiałam czy jakbyśmy mieszkali "na swoim"to też by bywał tylko w domu na obiad i na noc a reszte czasu wolnego jeździł by do swoich rodziców?Jeśli by to miało tak wyglądać to po co się starać jak On jest ciągle "głuchy i ślepy" na moje wołania.Nie potrafie do niego podejść.
co powiem dziecku?Mówiłam mu o tym to powiedział,że mam powiedzieć ,że jest w pracy.Skwitowałam jego odpowiedz pytaniem "sześć dni?" i była cisza.
Anhedonia napisał/a:Madzia19832009 napisał/a:...
mój teść ma jakiś cudny sposób "naprostowywania" mojego męża.Jak tylko ze sobą podszeptują to już wiem,że moje małżeństwo zawsze na tym cierpi.Jak to mówią "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane" i niestety w tym przypadku tak jest.
A teraz to naprawde nie wiem co ja mam robić.Czy zabiegać?Czy odpuścić?Przecież ja go kocham.A o miłość się walczy.No i najważniejsze -MAMY CUDOWNEGO SYNA!!!Masz ci los - Jakimi "dobrymi chęciami"? Kto niby ma te dobre chęci, bo nie widzę...?
NAJBARDZIEJ znienawidzona przez mnie sytuacja - "wszystko, co powiesz, może zostać użyte przeciwko Tobie"....
Najlepiej byłoby uciec z powrotem zagranicę... Nie da się męża namówić?
Chyba bym poczekała do niedzieli wieczór a potem zapytała co mam dziecku powiedzieć... Na początek.
W kwestii walczyć czy odpuścić - WALCZYĆ. Tylko jak to zrobić, żeby mądrze? ODDAĆ dziecko pod opiekę dziadkom a męża wywieźć na dwudniową randkę? (I "przekabacić" do własnej DWUOSOBOWEJ drużyny)Niestety mój mąż za granice już nie chce jechać.Niawet nie bierze tego pod uwagę.A "przekabacić"?Tu będzie problem bo On wini za wszystko mnie.Za to ,że chce mieć "swoją" nowo założoną rodzine składającą się z męża,żony i dziecka.A rodziców jego odwiedzić w niedzielę tylko na popołudniową kawe a nie przy każdej okazji jaka nas napotyka.
Tak się zastanawiałam czy jakbyśmy mieszkali "na swoim"to też by bywał tylko w domu na obiad i na noc a reszte czasu wolnego jeździł by do swoich rodziców?Jeśli by to miało tak wyglądać to po co się starać jak On jest ciągle "głuchy i ślepy" na moje wołania.Nie potrafie do niego podejść.
co powiem dziecku?Mówiłam mu o tym to powiedział,że mam powiedzieć ,że jest w pracy.Skwitowałam jego odpowiedz pytaniem "sześć dni?" i była cisza.
No co moi teściowie zawsze twierdzą ,że mają dobre chęci.
Było pare sytuacji ,że mój mąż stanoł za mną gdy teściwie na mnie "powsiedli" to mój teść wyciągnoł broń innego kalibru-zaczoł płakać i mówić jak on to chce dobrze dla niego(?)i jak On może odwracać się plecami do swojej(?) rodziny..Widzisz jaki perfid.I co Ty na to?
Madzia...
Bez dalszej dyskusji... Przeczytaj wątek co Ci pisałem wyżej i wyciągnij z tego właściwe wnioski (drugi to toksyczny trójkąt z teściową) i... terapia małżeńska - bo swoje "3 grosze" Twój mąż będzie przeciągał w nieskończoność.
Jeśli to nie pomoże - walizki za drzwi.
Niestety, On się wreszcie musi zdecydować kto ważniejszy - Ty czy rodzice...
Poza tym...
Jest taka metoda 34 kroków, zwana też zmianą o 180 stopni - przeznaczona dla małżeństw w kryzysie i Tobie może coś się z tego przyda (nie przeredagowałem tego):
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów małżeństwa.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj żony. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kościoła, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w domu z żoną (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj żonie jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących małżeństwa do chwili, gdy żona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie żona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z żoną, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. żona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.
bags
Net-facet dzięki.Postaram się z Twoich rad skorzystać i mam nadzieje,że osiągnie to jakiś sukces.Może On w końcu zrozumie i się opamięta.Ja też postaram się zmienić i zobaczymy gdzie na tym wozie zajedziemy.Pozdrawiam ![]()
Trzymajcie kciuki:)Idzie ku dobremu :)Ale do sukcesu jeszcze daleko ![]()
Witam Ponownie.
Mój mąż zdecydowała się wrócić do domu jak pokłócił się ze swoimi rodzicami o "wpierniczanie się w wychowanie naszego syna.Po trzech dniach nierozmawiania z nimi zdecydował się zwozić walizki do naszego domu.Nawet nie wyobrażacie sobie jak było dobrze.Cisza ,spolój,normalny dom bez ich nagminnych telefonów.Ale wczoraj moj mąż doznał "pomroczności jasnej" i znów zawiózł naszego synka do nich.Ja nie chciałam się sprzeczać bo przecież nie mogę odseparowywać wnuka od dziadków.Więc OK.No i żałowałam swojej decyzji już wieczorem gdy oznajmili mi razem z synem ,że we wtorek dziadziuś odbierze Go z przedszkola zostanie u niego na noc a potem go w środe zawiezie do przedszkola a ja sobie Go odbiore.Kurde jakby to była zabawka do przekazywania sobie.Oczywiście zaczełam się bużyć ale mój cudny mąż zaczoł się znów ze mną kłócić ,ze nie jak zwykle robie problem z niczego i ,że nie potrzebnie wracał do domu.Rozumiecie znów zaczyna się to samo.Jestem traktowana jak powietrze.Nie ważne co powiem jako matka-nie liczę się.(Potrafili mi zabrać chore dziecko z gorączką z domu.)Obiecałąm sobie ,że nigdy więcej nie dopusze do tego a teraz znów to samo.Nie wytrzymam tego dalej a mój chłop to naprawde ma jakieś klapki na oczach.Sama nie wiem co mam robić.Walczyć?
mam wrażenie jakby ci chcieli odebrać dziecko
Niestety, On się wreszcie musi zdecydować kto ważniejszy - Ty czy rodzice...