netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

nie dam rady dłużej...

16 odpowiedzi5 070 wyświetleńzałożony przez stoned, 26.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » nie dam rady dłużej...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: nie dam rady dłużej...

Witam, od 16 lat jestem żonaty. Mamy dwójkę dzieci, 16 i 14 lat. Od 6 lat mieszkam w Anglii. Wyjechałem jak większość rodaków, za chlebem. Kilka razy w roku jestem w Polsce. Odwiedzam dzieci, bo żonka raczej nie jest zadowolona z moich przyjazdów. Od 6 lat utrzymuję dwa domy, ten w Anglii i ten w Polsce. Żona nie kwapi się podjęcia jakiegokolwiek zatrudnienia, za to dość często przypomina mi, żebym nie zapomniał zrobić przelewu. Nic nas nie łączy oprócz dzieci. Żadnych wspólnych zainteresowań, żadnych rozmów, żadnego wsparcia, żadnego uczucia. NIC. Przez 15 lat byłem dla żony maszynką do zarabiania pieniędzy. ŻOna mnie nie lubi, nie cierpi i nie akceptuje. Przez 6 lat nie odwiedziła mnie w Anglii. Bo jej się nie chciało.
Ponad pół roku temu spotkałem cudowną kobietę. Znaliśmy się wcześniej. Samotną, niezależną finansowo, pracującą matkę z cudownymi dzieciakami. Szczęśliwą, pełną energii i optymizmu. Przewróciła mój świat do góry nogami :-) Nadajemy na tych samych falach, mamy mnóstwo wspólnego ze sobą. Dzięki niej stałem się szczęśliwy, wróciła mi ochota do życia.Cóż tu dużo mówić. Zakochaliśmy się w sobie. Ona mieszka w Polsce. Kiedy jest to możliwe, spotykamy się. Ja kilka dni w Polsce, ona razem z dziećmi u mnie, w Anglii. Moja żona od samego początku wiedziała o wszystkim. Ale chyba za bardzo w to nie wierzyła. W końcu dotarło to do niej. No i się zaczęło. Najpierw pytanie które z nas składa pozew rozwodowy, potem stwierdzenia, że byłoby dla wszystkich gdybym się zabił, tylko jak najszybciej. Dzieciom nagadała, że przez tą "drugą mamusię" lodówka jest pusta, nie mają podręczników i że ja ich nie kocham. Wyjaśniłem wszystko dzieciom, dużo ze sobą rozmawiamy. Powiedziałem żonie, że rozwieść się rozwiedziemy, bo to małżeństwo już dawno przestało istnieć. Ona poza tym jest świadkiem jehowy. Jej fanatyzm religijny jest nie do zniesienia. Nic się dla niej liczy. Ostatnio napisała mi, że Boga to nawet dla mnie nie zostawi. To przez co teraz przechodzę jest okropieństwem. Zaczęła wobec mnie stosować szantaż emocjonalny. Tylko w jakim celu? Skoro mnie nie kocha, nienawidzi...Poradźcie mi proszę jak sobie z tym poradzić. Czy jest jakiś skuteczny sposób na takich szantażystów??? Boję się, że jak dojdzie do rozwodu, to zrobi wszystko, żeby dzieci nie miały ze mną żadnego kontaktu.
Pozdrawiam
K.

2

Odp: nie dam rady dłużej...

No cóż Stoned, chyba nic innego jak rozwód Wam nie zostało, bo raczej małżeństwem tego nazwać nie można. Myślę, że alimenty nie będą jakąś nagłą zmianą dla Ciebie, bo i tak utrzymujesz żonę przez te wszystkie lata. Będziesz za to miał czyste sumienie, że możesz sobie życie poukładać w końcu. Myślę, ze skoro masz dobre stosunki z dziećmi, masz dowody na to że przez te wszystkie lata dbałeś o nie finansowo, że przyjeżdzałes do nich, że nie jest ci obojetny ich los, to raczej nie powinieneś miec problemów z uzyskaniem prawa do spotkań z dziećmi.

3

Odp: nie dam rady dłużej...

Stoned podziwiam Cię,ze tak długo wytrzylmałeś z tą kobietą.Rozumiem,że robiłeś to dla dobra dzieci.Ale jeśli ta kobieta tak bardzo zatruwa Ci życie to w końcu zrób coś dobrego dla siebie i rozwiedź się z nią jak najszybciej.Boisz się,że nie będziesz miał kontaktu z dziećmi,ale dlaczego? Przecież sam napisałeś,że masz z nimi dobry kontakt,a poza tym Twoje dzieci są już w takim wieku,że na pewno zrozumieją tą całą sytuację.Pieniądze nadal będziesz płacił tak jak robiłeś to do tej pory,no może troche mniejsze,bo leniwej, byłej żonki nie będziesz musiał utrzymywać.To fajnie,że poznałeś wspaniałą kobietę,która w przeciwieństwie do Twojej żony kocha Cię i szanuje.Nie zmarnuj tej szansy,kolejna może się nie powtórzyć i nie słuchaj jakiś bzdur,które wygaduje Twoja żona,ona ma chyba coś nie tak pod kopułą ;)Jakaś nawiedzona kobieta.

4

Odp: nie dam rady dłużej...

Dziękuję za odpowiedzi, utwierdzają mnie w przekonaniu, że rozwodząc się z nią podejmę jak najbardziej słuszną decyzję.
Sam sobie się dziwię, że tyle w tym wytrzymałem. Może dlatego, że moja żona jest niezłą manipulantką i w jakiś sposób uzależniłem się od niej do tego stopnia, że uwierzyłem, że już nic dobrego nie spotka mnie w życiu. Dopóki nie spotkałem swojego Aniołka. Nie zmarnuję szansy, którą otrzymałem. Nikt mi nie odbierze tego szczęścia i miłości :-)

5

Odp: nie dam rady dłużej...

Stoned i tak trzymaj!!! Po tylu latach spotkałeś swoją prawdziwą połówkę.Ciesz się życiem chłopie i ciesz się prawdziwą miłością.Ty też masz prawo do szczęścia.

6

Odp: nie dam rady dłużej...

uwazam ze chodzi zonie tylko o kase, skladaj pozew rozwodowy przede wszystkim z szacunki do tego aniolka.
z dziecmi porozmawiaj, ze zawsze bedziesz je kochac, sa na tyle duze ze mozesz z nimi pogadac o wszytskim i nie odbieraj sobie czasu, koncz ta farse co przez pomylke malznestwem sie nazywa.
wydaje mi sie ze i tak za duzo juz to trwa.
skladaj pozew rozowdowy i skup sie na dzieciach, aby jak najmniej czuly sie pokrzywdzone

7

Odp: nie dam rady dłużej...

Manipulacją się nie przejmuj dzieci są dośc duże żeby same nawet w sądzie zdecydowały,że chcą się z Toba kontaktować.Składając pozew wystąp o ustalenie kontaktów z dziećmi.A skoro zona Cię nie odwiedzała tylko dzieci to i tak rozumieją sytuację i przywykły do tego,że Ty tam a matka ich tutaj,więc manipulacja żony raczej nie zmieni faktu,że od 6 lat jest jak jest.

8

Odp: nie dam rady dłużej...

Przecież nie ma już małżeństwa -- rozwód dawno ponien być załatwiony.

9

Odp: nie dam rady dłużej...

No i się porobiło :-( Żonka nagle zrobiła się strasznie zazdrosna. Trochę ze sobą rozmawiamy, normalnie, bez wyrzutów, chcę, żeby ten rozwód odbył się w jakiś cywilizowany sposób, chociaż pozew jeszcze nie złożony. Prawdopodobnie dopiero w styczniu, jak przyjadę do Polski. O wszystkim mówię mojej kochanej i obawiam się, że  mocno zdystansowała się do mojej osoby, straciła chyba poczucie bezpieczeństwa. Boi się, że się nie rozwiodę z żonę i wrócę do niej. Wiem, dureń ze mnie...
Próbuję to moje słońce utwierdzać w przekonaniu, że jest dla mnie najważniejsza ale to po prostu nie działa. Nie chcę wracać do żony i boję się, że stracę to wszystko co teraz mam.

10

Odp: nie dam rady dłużej...

To co tu przedstawiłeś to tylko twoja wersja.Poznanie nowej kobiety dało ci impuls do rozwodu gdybyś jej nie znalazł nie było by mowy o żadnym rozwodzie.
Ja jestem sceptyczna i zastanawia mnie fakt dlaczego to żona miałaby wszystko zostawiać w Polsce i do ciebie jechać, dlaczego nie mogło być na odwrót.
Pewnie zaraz napiszesz że w Polsce bieda i brak pracy ale gdyby zależało ci na rodzinie, gdybyś żone kochał to byś wrócił i pracował w Polsce.
Jasne przesyłałeś jej kase a ona zajmowała się waszymi dziećmi, bez twojego wsparcira a teraz wygarniasz jej nieróbstwo i chciwość na pieniądze dla mnie śmieszny jesteś.Wiem co znaczy żyć za granicą bez rodziny i ty też domyślam się że będziesz wiedział o czym pisze.Nie graj tylko przed ludźmi cierpiętnika, trochę obiektywizmu ci brakuje.Twoje życie i twoje decyzje nikt ich za ciebie nie podejmie obyś kiedyś nie żałował.Pisze ci to osoba, która żąłuje ale już do tamtego życia sprzed zagranicy nie ma powrotu.

11

Odp: nie dam rady dłużej...
oksane00 napisał/a:

To co tu przedstawiłeś to tylko twoja wersja.Poznanie nowej kobiety dało ci impuls do rozwodu gdybyś jej nie znalazł nie było by mowy o żadnym rozwodzie.
Ja jestem sceptyczna i zastanawia mnie fakt dlaczego to żona miałaby wszystko zostawiać w Polsce i do ciebie jechać, dlaczego nie mogło być na odwrót.
Pewnie zaraz napiszesz że w Polsce bieda i brak pracy ale gdyby zależało ci na rodzinie, gdybyś żone kochał to byś wrócił i pracował w Polsce.
Jasne przesyłałeś jej kase a ona zajmowała się waszymi dziećmi, bez twojego wsparcira a teraz wygarniasz jej nieróbstwo i chciwość na pieniądze dla mnie śmieszny jesteś.Wiem co znaczy żyć za granicą bez rodziny i ty też domyślam się że będziesz wiedział o czym pisze.Nie graj tylko przed ludźmi cierpiętnika, trochę obiektywizmu ci brakuje.Twoje życie i twoje decyzje nikt ich za ciebie nie podejmie obyś kiedyś nie żałował.Pisze ci to osoba, która żąłuje ale już do tamtego życia sprzed zagranicy nie ma powrotu.

Nie znasz mnie ani mojej żony i nie wiesz co się w tym związku działo. Moja żona gdyby tylko chciała to byłaby ze mną w Anglii, bo zostawiać w Polsce to nie miała i nie ma czego. Nie zmuszałem jej do skupienia się wyłącznie na dzieciach, sam ją namawiałem na pójście do pracy, żeby chociaż się trochę oderwała od codziennych obowiązków. Nie chciała. Znalazła sobie inne hobby. Decyzja o wyjeździe nie była tylko moją decyzją. I owszem wspierałem ją ale ona na przestrzeni lat skutecznie mnie od siebie odsuwała.Przez lata walczyłem, żeby to małżeństwo przetrwało. Dwa lata temu odpuściłem, bo do tańca trzeba dwojga. Gdybym 2 lata temu kogoś spotkał, rozwiódłbym się wtedy.
A tak na marginesie...trochę za dużo jadu w Tobie siedzi

12

Odp: nie dam rady dłużej...
stoned napisał/a:
oksane00 napisał/a:

To co tu przedstawiłeś to tylko twoja wersja.Poznanie nowej kobiety dało ci impuls do rozwodu gdybyś jej nie znalazł nie było by mowy o żadnym rozwodzie.

Gdybym 2 lata temu kogoś spotkał, rozwiódłbym się wtedy.

Ja tam sprzeczności nie widzę. Małżeństwo powoli acz skutecznie było "zabijane" przez zaniedbanie obu stron (być może).
Po tylu latach zawsze takie niebezpieczeństwo istnieje. Czy to wina 1 czy obu stron niech się sąd martwi.
Jeśli zaś chodzi Ci NAPRAWDĘ o dobro dzieci, to zrób PRAWNIE wszystko co możliwe by im niczego nie brakowało. Zgódź się na GODZIWEJ wysokości alimenty w zamian za możliwość nieograniczonego kontaktu (w sensie wyjazdów do Ciebie). Można to zrobić w drodze mediacji sądowych lub ustalając tzw. plan wychowawczy (tu nie jestem pewna w 100%). Najlepiej zwróć się do jakiegoś prawnika o poradę. Możesz to zrobić internetowo. Przy okazji można by wszcząć kroki rozwodowe - nie licz na to, że przyjedziesz w styczniu i tak hop-siup cokolwiek załatwisz "bo akurat jesteś"...

13

Odp: nie dam rady dłużej...
stoned napisał/a:

Próbuję to moje słońce utwierdzać w przekonaniu, że jest dla mnie najważniejsza ale to po prostu nie działa. Nie chcę wracać do żony i boję się, że stracę to wszystko co teraz mam.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci! Mimo, że wszyscy trąbią, że rozmowa rozwiązuje problemy, to ja jako czarna owca powiem Ci, że rozmowy nic nie dają. To nie ma sensu. Liczą się tylko czyny.

Ona i tak będzie się bała.

14

Odp: nie dam rady dłużej...
Anhedonia napisał/a:
stoned napisał/a:
oksane00 napisał/a:

To co tu przedstawiłeś to tylko twoja wersja.Poznanie nowej kobiety dało ci impuls do rozwodu gdybyś jej nie znalazł nie było by mowy o żadnym rozwodzie.

Gdybym 2 lata temu kogoś spotkał, rozwiódłbym się wtedy.

Ja tam sprzeczności nie widzę. Małżeństwo powoli acz skutecznie było "zabijane" przez zaniedbanie obu stron (być może).
Po tylu latach zawsze takie niebezpieczeństwo istnieje. Czy to wina 1 czy obu stron niech się sąd martwi.
Jeśli zaś chodzi Ci NAPRAWDĘ o dobro dzieci, to zrób PRAWNIE wszystko co możliwe by im niczego nie brakowało. Zgódź się na GODZIWEJ wysokości alimenty w zamian za możliwość nieograniczonego kontaktu (w sensie wyjazdów do Ciebie). Można to zrobić w drodze mediacji sądowych lub ustalając tzw. plan wychowawczy (tu nie jestem pewna w 100%). Najlepiej zwróć się do jakiegoś prawnika o poradę. Możesz to zrobić internetowo. Przy okazji można by wszcząć kroki rozwodowe - nie licz na to, że przyjedziesz w styczniu i tak hop-siup cokolwiek załatwisz "bo akurat jesteś"...

Dziękuję Anhedonia :-) Twoje porady będą na pewno bardzo przydatne :-)
Ja nie mówię, że obydwoje gdzieś tam po drodze nie popełniliśmy błędu, po prostu coś pękło i wypaliło się. Jesteśmy sobie kompletnie obcy, każda rozmowa kończy się awanturą, podobnie jak każdy mój pobyt w Polsce. Nigdy nie byliśmy na wspólnych wakacjach, nigdzie nie wychodziliśmy razem, wszystko osobno...

15

Odp: nie dam rady dłużej...
stoned napisał/a:

...
Ja nie mówię, że obydwoje gdzieś tam po drodze nie popełniliśmy błędu, po prostu coś pękło i wypaliło się. Jesteśmy sobie kompletnie obcy, każda rozmowa kończy się awanturą, podobnie jak każdy mój pobyt w Polsce. Nigdy nie byliśmy na wspólnych wakacjach, nigdzie nie wychodziliśmy razem, wszystko osobno...

Dobra, dobra... coś tam wspólnie robiliście wink skoro dzieci przyszły na świat...
Tylko, że to było taaaak dawno... a zapomnieliście po drodze o siebie dbać (zabiegać). Życie

16

Odp: nie dam rady dłużej...

Powiem ci jak sie czuje osoba, gdy partner ja zostawia i jedzie za 'chlebem'

Czuje się codziennie samotna, niepewna, rozgoryczona.

Nie dziwie sie ze stracila w pewnym momencie zaufanie i wasze relacje sie rozeszły. A z tego co wynika, swoje za uszami masz tylko ci wygodnie zwalic wszystko na zone. STANDARD i banał.

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » nie dam rady dłużej...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026