Swojego męża poznałam krótko po rozstaniu z byłym. Po jakichś 6 miesiącach zaszłam w ciążę, miałam wtedy 20 lat i nawet byłam wtedy szczęśliwa, miałam faceta na którym mi zależało i jemu na mnie również więc byłam przekonana że stworzymy fajna rodzinke. Podjęliśmy decyzję że weźmiemy ślub, najpierw cywilny, a jak urodzi się dziecko weźmiemy ślub kościelny. Mój synek przyszedł na świat 3 lata temu. W naszym małżeństwie nie układało się dobrze. Wtedy poraz pierwszy (dokładnie 2 tygodnie po tym jak urodziłam synka) mój mąż powiedział że musi odpocząć, że to wszystko go przesło i zostawił nas. Ślub zaplanowany na lipca został odwołany. Bardzo to przeżyłam. Bo w życiu nie myślałam że zostanę sama z dzieckiem. Jednak po jakimś mięsacu mąż postanowił do nas wrócić, zgodziłam się bo zależało mi na tym żebyśmy stworzyli pełną rodzinę. Jednak nie długo trwało i po jakiejś kłótni mąż poraz kolejny spakował się i uciekł do swoich rodziców. Nie wzięliśmy rozwodu, przyjeżdżał dwa razy w tygodniu odwiedzać syna. Po kilku miesiącach po raz kolejny po prosił mnie o jeszcze jedna szansę. Wtedy już nie byłam taka pewną czy tego chce. Bo moje uczucia do niego wygasły po tym wszystkim przez co przez niego przeszłam. Ale bardzo pragnęłam stworzyć dziecku pełną rodzinę w takiej jak wychowywałam się ja sama. Zgodziłam się tylko ze względu na dziecko. Myślałam że to co kiedyś do niego czułam odrodzi się na nowo. Ale niestety nic do niego nie czuje, tkwie w tym związku od roku bo nie potrafię zdobyć się na odwagę żeby odejsc. żyjemy z mężem obok siebie, nie łączy nas zupełnie nic, nie przytulamy się, nie całujemy się, nie kochamy się. Łączy nas tylko dziecko. Jest mi ciężko podjąć decyzję o tym żeby odejsc od niego. Ale nie wyobrażam sobie tego że miała bym żyć do końca życia z człowiekiem do którego nic nie czuje.
Podobne tematy
on taką decyzję podjął tyle razy a Ty się boisz czego? radziłaś sobie i dlatego nie wiem w czym widzisz problem?
Jesteś młoda, ułożysz sobie życie
po co w tym tkwić? myślisz że dziecko będzie szczęśliwe?
doskonale Cie rozumiem...jestem w podobnej sytuacji. tez nie kocham męza...ale moj maz nigdy odemnie nie probowal odejsc, moze gdyby probowal byloby mi latwiej teraz, choc ja akurat nie mam gdzie...porozmawiaj z rodzicami badz z kims u kogo znajdziesz wsparcie, pakuj sie i odchodz bo naprawde nic sie nie zmieni, a dziecko biedne bedzie patrzac na przyklad takiej''rodziny'' nie wyciagnie zadnych wnioskow na przyszlosc...moja corka widzi ze nie kocham meza tez ma trzy lata ale wie o co chodzi tyle ze narazie mysli ze tak to ma wygladac, zeby dziecko bylo szczesliwe mamusia musi byc szczesliwa, nie mecz sie bo sie zadreczysz i nie bedzie to ani dobre dla Ciebie ani dla maluszka, dzialaj! zycze powodzenia
4 2012-03-19 10:49:52 Ostatnio edytowany przez modzia7 (2012-03-19 10:50:10)
no właśnie straszny tekst można wyciągnąć z tego posta...
"dziecko myśli że tak ma być"... straszne
Wiem że to nie jest dobre dla mnie ani tym bardziej dla dziecka. Boję się rozwodu, a wiem że mój mąż mi tego nie ułatwi, wręcz przeciwnie. On nie chce rozwodu, jemu chyba jest dobrze tak jak jest. Jakiś czas ten próbowałam podjąć jakieś kroki aby zakończyć ten związek. Powiedziałam że chce się rozstać, że nic do niego nie czuje i chce ułożyć sobie życie bez niego, to mi powiedział że mam nie być egoistka, że mam pomyśleć o Nim i synku, bo mój syn jest bardzo przywiązany do taty. Że on chce być z ze mną i dzieckiem. Mówił że nie wyobraża sobie życia bez nas. Za każdym razem prosi o to żeby dała nam szansę. I teraz jak odejdę to będzie moja wina. Przeze mnie rozpadnie się nasze małżeństwo. Brakuje mi tylko tej cholernej odwagi. Bo wsparcie mam w rodzinie. W każdej chwili mogę wrócić do rodziców.
Dobry tatuś będzie dalej dobrym tatusiem
A Ty masz myśleć o sobie, bo to Twoje życie
Syn będzie szczęśliwszy
a on w jaki stan Cię już wprowadxza? że jesteś egoistką?
a on co robił przez ten czas? jemu też jest wygodnie bo wie że może w każdej chwili odejść
ale to że Ty podjęłaś jaką decyzję to już coś strasznego! (on podejmował o wyprowadzce i w sumie o powrocie bo zawsze go przygarniałaś...)
Wiem że muszę wziasc się w garść i zakończyć ten związek.. Bo nie ma sensu dłużej udawać szczęśliwej rodzinki.. Nic na siłę..
bądź silna ![]()
będziesz jeszcze szczęśliwa tylko musisz zacząć podejmować lepsze decyzje dla SIEBIE
Nie wiem też jak odejsc. Spakować siebie, dziecko i wyjechać do rodziców, czy spróbować porozmawiać z nim o tym że już dłużej tak nie potrafię żyć. Szczerze mówiąc łatwiej było by mi spakować się i uciec, bo boję się że jak będę chciała z nim porozmawiać o tym że postanowiłam zakończyć nasze małżeństwo to on znowu zacznie mnie błagać, płakać, prosić żebym nie odchodziła, a ja znowu jak głupia ulegne..
pamiętaj że lepiej rozstać się wcześniej niż za późno, i w taki sposób żeby te relacje między Wami były na tyle ok żeby dziecko na tym nie cierpiało
Ciągle kieruje się tylko i wyłącznie dobrem dziecka, nie zamierzam utrudniać kontaktów ojcu z dzieckiem, w szczególności że wiem że synek bardzo go kocha
Ciągle kieruje się tylko i wyłącznie dobrem dziecka, nie zamierzam utrudniać kontaktów ojcu z dzieckiem, w szczególności że wiem że synek bardzo go kocha
Ojecem zostanie zawsze bedzie staral to nie utraci z nim relacji, a nawet moga byc lepsze niz teraz. on mowi ze jestes egoistka? to on jest egoista bo chce dalej wygodnie zyc bo mu tak dobrze, a mysli o tym co Ty chcesz czego potrzebujesz? i ze nie jestes szczeliwa? nic sie nie zmieni, skoro masz wsparcie w rodzicach (zazdroszcze Ci)to ja bym nie czekala ani chwili, nie uciekaj powiedz mu stanowczo ze odchodzisz, i dlaczego i aby dla dobra dziecka nie toczyl z Toba wojny najwazniejsze to rozstac sie z klasa, i kultularnie dla maluszka, zycze duzo sily i wiecej pewnosci siebie!
Właśnie tej pewności siebie mi brakuje. Ale zdobęde się na też krok i odejdę. Chce być szczęśliwa kobieta, a nie do końca życia męczyć się i udawać że wszystko jest w porządku. Cieszę się że zostałam zrozumiana przez was kobietki
dziękuję za wsparcie ![]()
trzymamy kciuki ![]()
ja tez trzymam mocno kciuki :-)
Najgorszą rzeczą jest bycie z kimś bez milości...wszystko cie w nim drażni, przeszkadza...kompletna obojętność... Twoje życie w Twoich rękach..więc zmień to..bo nie warto marnować więcej czasu..
Dokładnie tak, nawet najmniejszy drobiazg potrafi przeszkadzać i drażnić. Kłócimy się o jakieś błachostki, a z takiej kłótni robi się awantura. Później ciche dni, co prawda nawet jak nie jesteśmy pokloceni to i tak mało ze sobą rozmawiamy. Po prostu nie mamy o czym. Mąż wraca z pracy, zje obiad, pobawi się z dzieckiem, a później tylko fotel, pilot i piwo. I tak jest praktycznie codziennie. Nie wychodzimy nigdzie, nie spotykamy się ze znajomymi. Bo on zupełnie nie potrzebuje towarzystwa. Totalny samolub.
W sumie to wolałbym być z osobą, której nie kocham a lubię, pożądam i dzielę z nią pasję niż z osobą, w której się zakochałem a nie ma nic, za co mógłbym ją uwielbiać bez "motylków"...
Ale Twoja sytuacja jest nieco inna, faktycznie. Sama sobie jednak odpowiedziałaś: chcesz dobrze dla dzieci to niestety coś za coś. Chyba, że jesteś skłonna zaryzykować i poczekać samotnie z dziećmi, aż znajdziesz sobie kogoś następnego.
Nie wiem też jak odejsc. Spakować siebie, dziecko i wyjechać do rodziców, czy spróbować porozmawiać z nim o tym że już dłużej tak nie potrafię żyć. Szczerze mówiąc łatwiej było by mi spakować się i uciec, bo boję się że jak będę chciała z nim porozmawiać o tym że postanowiłam zakończyć nasze małżeństwo to on znowu zacznie mnie błagać, płakać, prosić żebym nie odchodziła, a ja znowu jak głupia ulegne..
Rozmawiac, rozmawiac, rozmawiac takie jest moje zdanie.Przed podjeciem jakiejkolwiek decyzji powinna odbyc sie dosc powazna rozmowa miedzy dwojgiem zainteresowanych.
Nie rozumiem podejscia Twojego meza , jak cos nie tak to sie wyprowadza a po mcu wraca. A Ty co masz tak siedziec w niepokoju kiedy znow odejdzie a jak mu sie odwidzi to wroci? Jakies to niedojrzale.Malzenstwo sorry ale to nie hotel.
Przyda wam sie obu szczera rozmowa.
Dokładnie tak, nawet najmniejszy drobiazg potrafi przeszkadzać i drażnić. Kłócimy się o jakieś błachostki, a z takiej kłótni robi się awantura. Później ciche dni, co prawda nawet jak nie jesteśmy pokloceni to i tak mało ze sobą rozmawiamy. Po prostu nie mamy o czym. Mąż wraca z pracy, zje obiad, pobawi się z dzieckiem, a później tylko fotel, pilot i piwo. I tak jest praktycznie codziennie. Nie wychodzimy nigdzie, nie spotykamy się ze znajomymi. Bo on zupełnie nie potrzebuje towarzystwa. Totalny samolub.
Normalnie mam naprawde tak samo, chociaz Twoj sie chociaz z dziekciem pobawi moj wcale, piwo komputer, pilot zero wychodzenia zero znajomych wiem jak sie meczysz, czlowiek mieszka z drugim czlowiekiem tak blisko a jednak czuje sie samotny jak cholera, uciekaj kobieto ja tez bym tak zrobila jakbym miala gdzie, zazdroszcze Ci ze masz rodzicow ktorzy sa w stanie Ci pomoc, najtrudniej zaczac, zrobic pierwszy krok, potem pojdzie lekko ja tez to wiem tylko ja musze sama sobie poradzic...naprawde nie zwlekalabym na Twoim miejscu ani sekundy, to i tak nie ma sensu a po co tkwic w bezsensie...
Tak wiem że szczera rozmowa to podstawa. Tylko że ja nie potrafię z nim rozmawiać. Tak jak już wcześniej pisałam już raz próbowałam z nim rozmawiać, i skończyło się na tym że zagrał że mną tak że poczułam się że to ja jestem ta zła że myślę tylko o sobie, o swoim szczęściu, a nie myślę o dziecku i o nim. I uległam. I dla tego wolała bym spakować się i uciec. Bo boję się że znowu ta rozmowa zakończy się tak samo.
Czasami sama wychodzę bez niego.. Spotykam się z koleżankami czy z kuzynka, ale wiem że jemu się to nie podoba, że nie jest tym zadowolny. Nie mogę pogodzić się też z tym że nigdy nie docenił tego co robię, chociażby przy głupim obiedzie nigdy nie usłyszałam dziękuję, że mu smakowało. Słowa uznania, jakiejkolwiek pochwały nigdy nie przeszły mu przez usta. Ale słowa krytyki jak najbardziej. W zeszłym tygodniu zdawałam egzamin na prawo jazdy. Zdałam za drugim razem. Jego słowa na pytanie mojej mamy i co on na to " głupi ma szczescie" miałby większą radość z tego jakbym nie zdała. Nigdy nie czułam wsparcia z jego strony. I jak tu z takim człowiekiem żyć..
Nie da się żyć z człowiekiem, którego się nie kocha, no po prostu nie da, to tylko wegetacja, narastająca złość i bezsilność, poczucie straty czasu i najlepszy lat, odwlekanie szansy na lepsze jutro.... odwlekasz to co jest nieuniknione...im dłużej z nim będziesz tym trudniej będzie odejść... pojawią się rzeczy, zobowiązania, które jeszcze bardziej was zwiążą ![]()
Czy Twój mąż jest świadomy tego, że jego nie kochasz? Jeżeli tak, to tym bardziej możesz się spodziewać, że pewnego dnia znowu zniknie i powie, że to Twoja wina! Nie mam miedzy Wami bliskości to może pojawić się ta trzecia i to też będzie Twoja wina, bo jest zimna, niewdzięczna, odmawiasz seksu i można tak wyliczać....ten typ tak ma wszyscy winni tylko nie on!
Masz gdzie iść to odejdź i uwierz mi dzieci wszystko widzą i czują. Ja próbowałam ratować związek po tym jak mój mąż oświadczył, że mnie nie kocha i oczywiści to moja wina... ale nie to jest najważniejsze, najgorsze w tym wszystkim jest to, że muszę z synem chodzić do psychologa bo dziecko nie radzi sobie z tą złą atmosferą w domu i co rusz się pyta, kiedy tata się wyprowadzi, bo on nie chce żebym płakała. To jest cena, którą płacę, za to, że wcześniej nie miałam odwagi odejść. Nie dość, że nie ma między nami rodzinnej atmosfery to jeszcze dziecko straciło poczucie bezpieczeństwa!
A Twój mąż jak będzie chciał mieć kontakt z dzieckiem to zawsze znajdzie sposób...powodzenia !
Tak wiem że szczera rozmowa to podstawa. Tylko że ja nie potrafię z nim rozmawiać. Tak jak już wcześniej pisałam już raz próbowałam z nim rozmawiać, i skończyło się na tym że zagrał że mną tak że poczułam się że to ja jestem ta zła że myślę tylko o sobie, o swoim szczęściu, a nie myślę o dziecku i o nim. I uległam. I dla tego wolała bym spakować się i uciec. Bo boję się że znowu ta rozmowa zakończy się tak samo.
tak to ten typ...chocby niewiadomo jak dobrze chcialas i ci bys nie mowila jak grochem o sciane a potem Twoja wina, ja Cie nie mowie ze masz z nim prowadzic jakis dialog(bo to bezsensu) czy dyskusje, tylko powiedz, ze go nie kochasz ze masz dosc i ze odchodzisz, ze meczysz sie w tym zwiazku i najwyzsza pora na rozstanie i nie sluchaj go postaw na jedna karte wyjdz pewna siebie i z uniesiona glowa i pokaz ze bez niego bedzie Ci lepiej i Ty jestes tego na sto procent pewna.
Swojego męża poznałam krótko po rozstaniu z byłym. Po jakichś 6 miesiącach zaszłam w ciążę, miałam wtedy 20 lat i nawet byłam wtedy szczęśliwa, miałam faceta na którym mi zależało i jemu na mnie również więc byłam przekonana że stworzymy fajna rodzinke. Podjęliśmy decyzję że weźmiemy ślub, najpierw cywilny, a jak urodzi się dziecko weźmiemy ślub kościelny. Mój synek przyszedł na świat 3 lata temu. W naszym małżeństwie nie układało się dobrze. Wtedy poraz pierwszy (dokładnie 2 tygodnie po tym jak urodziłam synka) mój mąż powiedział że musi odpocząć, że to wszystko go przesło i zostawił nas. Ślub zaplanowany na lipca został odwołany. Bardzo to przeżyłam. Bo w życiu nie myślałam że zostanę sama z dzieckiem. Jednak po jakimś mięsacu mąż postanowił do nas wrócić, zgodziłam się bo zależało mi na tym żebyśmy stworzyli pełną rodzinę. Jednak nie długo trwało i po jakiejś kłótni mąż poraz kolejny spakował się i uciekł do swoich rodziców. Nie wzięliśmy rozwodu, przyjeżdżał dwa razy w tygodniu odwiedzać syna. Po kilku miesiącach po raz kolejny po prosił mnie o jeszcze jedna szansę. Wtedy już nie byłam taka pewną czy tego chce. Bo moje uczucia do niego wygasły po tym wszystkim przez co przez niego przeszłam. Ale bardzo pragnęłam stworzyć dziecku pełną rodzinę w takiej jak wychowywałam się ja sama. Zgodziłam się tylko ze względu na dziecko. Myślałam że to co kiedyś do niego czułam odrodzi się na nowo. Ale niestety nic do niego nie czuje, tkwie w tym związku od roku bo nie potrafię zdobyć się na odwagę żeby odejsc. żyjemy z mężem obok siebie, nie łączy nas zupełnie nic, nie przytulamy się, nie całujemy się, nie kochamy się. Łączy nas tylko dziecko. Jest mi ciężko podjąć decyzję o tym żeby odejsc od niego. Ale nie wyobrażam sobie tego że miała bym żyć do końca życia z człowiekiem do którego nic nie czuje.
Sytuacja nieco trudna. Jak facet z dzieckiem może się spakować i wyprowadzić po prostu do rodziców? Czy często się kłóciliście jak byliście razem? Może coś go od Ciebie odpychało, a on wracał tylko ze względu na dziecko. Tylko o to pytam - bo wiesz, trochę jednostronnie nakreśliłaś tą sytuację.
No odchodził sam, zostawiał mnie i syna.. Kłóciliśmy się bardzo często, zaczynało się od błachostki a później coraz bardziej się pogłębiało. Szczerze mówiąc mam wrażenie że on wcale nie żywi do mnie jakiejś wielkej miłości, myślę że chce być ze mną bo zależy mu na dziecku. Jest mu po prostu ze mną wygodnie.
takie mieszkanie razem ale jednak osobno... nie ma sensu tego ciągnąć, musisz mu to w jakiś sposób pokazać
coś się w nim zmieniło po tych rozmowach o rozwodzie w ogóle?
Po co stwarzasz problem z czegoś co jest oczywiste. Nie jesteś szczęśliwa, radziłaś sobie już sama, więc odejdź. Nie ma się tu nad czym rozwodzić. Nie niszcz sobie życia.
i w sumie od kiedy interesuje Cię jego zdanie o Tobie? masz skrupuły po tym co on robił?
wez sie w garść i gpo rzuc! szkoda zycia i Twojego czasu póki jestes młoda, na pewno kogos jeszcze znajdziesz
Nic się nie zmienił, jest tak jak zawsze. Muszę się zebrać w sobie i odejsc, ciągle to sobie powtarzam. Jestem pewna że chce ułożyć sobie życie bez niego, ale jakoś nie potrafię się odważyc na ten krok. Szczerze powiedziawszy obawiam się tego co czeka mnie po tym jak już od niego odejdę. Mam na myśli rozwód.
kup dyktafon i nagrywaj Wasze kłótnie. Skoro ze sobą nie śpicie, to już rozwód pójdzie gładko.
wiem, że boisz się jego zachowania podczas rozprawy, dlatego go nagrywaj, może coś się przyda ![]()
34 2012-04-01 19:57:05 Ostatnio edytowany przez Krzysztof1988 (2012-04-01 19:58:47)
Ja powiem tak. Jak ktoś kogoś kocha to nie można przestać kochać. A jak ktoś po jakimś czasie powie "Bo moje uczucia do niego wygasły" to znaczy że tych uczuć nigdy nie było. Nie którzy pochopnie podejmują decyzje o ślubie. Po czasie się tłumaczą wygaśniętymi uczuciami.
Ja hipotecznie jak bym się rozwiódł to już do końca życia był bym sam. Nie mógł bym pokochać innej osoby bo nadal bym kochał tę poprzednią, a nie da się kochać 2 osób na raz.
Zadaj sobie jednak pytanie: Czy twoja miłość wygasła, czy zaufanie? Całkiem możliwe, że to drugie.
Muszę tu wziąć na celownik słowa Krzysztofa1988: "Ja powiem tak. Jak ktoś kogoś kocha to nie można przestać kochać. A jak ktoś po jakimś czasie powie "Bo moje uczucia do niego wygasły" to znaczy że tych uczuć nigdy nie było." -To jest ogromne uproszczenie. Zakładając, że faktycznie tak jest....to należy pamiętać, ze człowiek SIĘ ZMIENIA, dojrzewa, głupieje, w każdym razie przechodzi w życiu przemiany i nawet miłość wygląda inaczej, nie tylko na etapach związku, ale także na etapach życia . ..... i tu jest ambaras: Bo małżeństwo to DECYZJA, nie emocje, nie jakieś silne namiętności, ale decyzja. Mam wrażenie, ze ludzie za dużo oczekują po małżeństwie.
Nie wiem też jak odejsc. Spakować siebie, dziecko i wyjechać do rodziców, czy spróbować porozmawiać z nim o tym że już dłużej tak nie potrafię żyć. Szczerze mówiąc łatwiej było by mi spakować się i uciec, bo boję się że jak będę chciała z nim porozmawiać o tym że postanowiłam zakończyć nasze małżeństwo to on znowu zacznie mnie błagać, płakać, prosić żebym nie odchodziła, a ja znowu jak głupia ulegne..
Możesz odejść z dzieckiem ale nie wracaj do rodziców bo może byc tak że będą mieć pretensje że zostawisz faceta ale powinni cie zrozumieć że go znudziło życie rodzinne że nie dojrzał do zakładania rodziny. najlepiej odejść ale jedno ma być pewne ze facet będzie dawał na alimenty. słuchaj mam to SAMO! potrzebowałam wsparcia wpadłam z facetem po pół roku bycia i co ? nie czuję nic do niego bo poznałam jaki jest naprawdę . potem były pretensje że ja chciałam dziecko a nie on, różne były były sytuacje . jeśli masz odejść to juz nie marnuj sobie zycia z facetem któremu sie przestał bawić sie w rodzinę . współczuje ci.
Dokładnie tak, nawet najmniejszy drobiazg potrafi przeszkadzać i drażnić. Kłócimy się o jakieś błachostki, a z takiej kłótni robi się awantura. Później ciche dni, co prawda nawet jak nie jesteśmy pokloceni to i tak mało ze sobą rozmawiamy. Po prostu nie mamy o czym. Mąż wraca z pracy, zje obiad, pobawi się z dzieckiem, a później tylko fotel, pilot i piwo. I tak jest praktycznie codziennie. Nie wychodzimy nigdzie, nie spotykamy się ze znajomymi. Bo on zupełnie nie potrzebuje towarzystwa. Totalny samolub.
jakbym słyszała siebie! młoda ja mam to samo. mój taki sam jest . przyjdzie do domu lezy na łożu z pilotem w ręce w ogóle go nie obchodzę ani dzieciak .
Ja tkwie w zwiazku małzeńskim tylko ze względu na dzieci bo nic innego nas nie łączy .Mój mąż od pół roku przesiaduje tylko przy komputerze i poznał kogoś do czego raz się przyznaje raz znowu nie.Jest to bardzo ciężka sytuacja praktycznie więcej z sobą nie rozmawiamy, spimy w osobnych pokojach nie wychodzimy nigdzie razem Najlepiej rozwiodłam bym się z dnia na dzień ale przekreślić 16 lat małżeństwa tylko na pewnych faktach .Mam taki mętlik w głowie że już sama niewiem co jest lepsze.Dowody na jego internetowe spotkania z kobietom mam.Święta przepłakałam bo nie rozmawiamy .
Ja tkwie w zwiazku małzeńskim tylko ze względu na dzieci bo nic innego nas nie łączy .Mój mąż od pół roku przesiaduje tylko przy komputerze i poznał kogoś do czego raz się przyznaje raz znowu nie.Jest to bardzo ciężka sytuacja praktycznie więcej z sobą nie rozmawiamy, spimy w osobnych pokojach nie wychodzimy nigdzie razem Najlepiej rozwiodłam bym się z dnia na dzień ale przekreślić 16 lat małżeństwa tylko na pewnych faktach .Mam taki mętlik w głowie że już sama niewiem co jest lepsze.Dowody na jego internetowe spotkania z kobietom mam.Święta przepłakałam bo nie rozmawiamy .
Tyle lat jesteś z tym nierobem?! babo gdzie ty masz oczy nie możesz liczyc na niego ! a tym bardziej dobrze zrobiłaś z tym spaniem ma karę za to że nie poświęca wam czasu. współczuję. przykro mi że tyle lat zmarnowałaś na związek z człowiekiem który ma ciebie w nosie . szlag by trafił. ja mam faceta podobnie nie mam o czym rozmawiać . tylko w telewizor i nic nie obchodzi. dodam ci że wiedziałam w co się pakuję ale wyszłam za mąż dla dziecka ale nic poza nas nie łączy. myślę też o osobnym spaniu.życzę ci powodzenia głowa do góry . słuchaj masz prawo skreślić te lata bo mąż ci nic nie pomaga . masz szanse wyjść i ułożyć na nowo życie. trzymam za ciebie kciuki
Zagubiona341 napisał/a:Ciągle kieruje się tylko i wyłącznie dobrem dziecka, nie zamierzam utrudniać kontaktów ojcu z dzieckiem, w szczególności że wiem że synek bardzo go kocha
Ojecem zostanie zawsze bedzie staral to nie utraci z nim relacji, a nawet moga byc lepsze niz teraz. on mowi ze jestes egoistka? to on jest egoista bo chce dalej wygodnie zyc bo mu tak dobrze, a mysli o tym co Ty chcesz czego potrzebujesz? i ze nie jestes szczeliwa? nic sie nie zmieni, skoro masz wsparcie w rodzicach (zazdroszcze Ci)to ja bym nie czekala ani chwili, nie uciekaj powiedz mu stanowczo ze odchodzisz, i dlaczego i aby dla dobra dziecka nie toczyl z Toba wojny najwazniejsze to rozstac sie z klasa, i kultularnie dla maluszka, zycze duzo sily i wiecej pewnosci siebie!
uważam że masz racje jak można dalej tkwić w związku z kimś kto wyłącznie myśli o sobie! ja powiem że tez mam dylemat. a poza tym jestem niezależna finansowo mam swoje dochody mogę dorobić więc moge odejść i wziąć ze soba dziecko byle żeby zapewnić sobie stałą pracę . nie muszę być z człowiekiem który mnie olewa totalnie . sztuczny jest i tyle kazałam dbać o swoje potrzeby ma swoje pieniądze ja dbam o siebie z własnej kieszeni . wzięłam ślub jako sposób uwolnienia się od rodziny która bez przerwy się przypierdalała o byle co. jestem zła szczególnie na swojego bo jest uzależniony od mojej mamy mieszka ze mną od 4 lat już wiecznie musi być maminsynkiem. niech sobie robi co chce niech se słucha mojej mamy ja mam ją gdzieś.myślę cały czas o podjęciu pracy żeby mieć na mieszkanie i zapewnić po prostu spokój . a partner może swoja drogą żyć jak kawaler i uzbierać na rozwód. kościelny najpierw . byłam głupia że dałam się omamić temu gnojowi.