hej pisze bo mam pewien problem... jestem z moimchlopakiem prawie 3 lata... kiedys bylo cudownie, chcial sie jak najczesciej ze mna widywac, robil wszystko zeby tylko mnie spotkac chocby na 5 minut, ciagle komplementy, czule slowka... wszystko zmienilo sie okolo rok temu jak zmarl jego tata... bardzo sie zmienil, zamknal sie w sobie, przestalo mu zalezec na spotkaniach,pojawily sie teksty typu "jak chcesz sie spotkac to przyjedz" a ja... jak za kazdym razem jak tylko moge przyjezdzam nawet na to 5 minut... ciagle do niego musze pisac, dzwonic chociaz na moment bo nie wytrzymuje z tesknoty. gdy sie widzimy jest super... czesto mile slowa, zarciki,czule gesty itp.na zywo wszystko jest inaczej.. jak tylko sie musimy pozegnac to ja zaczynam ogromnie tesknic... gdy nie spotyka sie ze mna siedzi caly czas przy komputerze i gra... wtedy nawet nie moze ze mna przez chwile pogadac przez tel bo "gra i jest zajety" raz na jakis czas napisze smsa skladajacego sie z maksimum pieciu wyrazow...kiedys pisalismy bez przerwy o wszystkim...on tez nie mogl wytrzymac bez pisania ze mna... od jakiegos czasu staram sie przestac tyle do niego pisac... zdarza sie ze ja wysle w ciagu dnia 30 smsowa on odpisze mi na 5...postanowilam ze z tym skoncze... ze nie powinnam tak jezdzic do niego kiedy jemu sie poprostu nie chce wyjsc z domu, ze nie bede ciagle do niego pisac i dzwonic kiedy on nie wykazuje zaangarzowania ale po chwili zaczynam sie martwic ze on pewnie teraz siedzi sam i sie smuci...jak mu jest ciezko...ze nie moze znalesc pracy, ze nie ma nikogo oprocz mnie... i nie wytrzymuje... pisze do niego od nowa i jade do niego... nie wiem juz co mam o tym myslec, co mam robic... czasem mysle ze gdybysmy moze zamieszkali razem to wszystko by sie zmienilo...ale taka mozliwos bedzie tylko gdy wyjedziemy do innego miasta... tam gdzie bede studiowac, a on? on skonczyl gimnazjum i po smierci taty zostawil szkole... od tamtego czasu szuka pracy... znalazl nakilka miesiecy okazalo sie ze pracodawca go "przewalił" i mial zamiar wrocic do szkoly ale znowu nic z tego nie wyszlo...i znow szukal praacy ale tylm razem miial juz miec cos pewnoego i oplacalnego, czekal miesiac dwa...i okazalo sie ze jednak z tej roboty nici.... a przez ten czas caly czas siedzi tylko w domu sam i gra na komputerze... wiec jesli chce byc z nim to nie mam co mazyc o studiach poza swoim miastem bo on by nie mial jak sie tam utrzymac... ja mamrodzicow ktorzy by mnie utrzynywali bez problemu a on ma tylko mame ktorej ledwo starcza na cokolwiek.wiec postanowilam ze zrezygnuje dla niego z dobrych studii poza miastem...prosze pomozcie jak przestac ciagle wchodzic mu na glowe...ciagle do niego pisac..jezdzic za nim bo jemu sie nie chce... wiem ze musze z tym skonczyc... bo moze wtedy on znow zaczol by sie starac o spotkania ze mna... czasem mysle ze jemu nie zalezy... ale czesto udowadnia mi ze tak nie jest... nie wiem juz co o tym wszystkim myslec... pogubilam sie...
Podobne tematy
Mojemu bylemu jakies dwa lata temu zmarla mama. Bardzo sie od tego czasu zmienil, zamknal sie w sobie, zamknal sie w wlasnym swiecie i nikogo do niego nie dopuszczal. Tez byly tylko komputery i praca. Zapomnial o mnie i o swoich przyjaciolach. Trudno bylo sie do niego przebic. Nasz zwiazek sie rozpadl. Napewno jego zmiana w charakterze, ktora byla naznaczona smiercia mamy wpynela, ze stalo sie tak a nie inaczej.
Ty na pewno nie powinnas byc na kazde jego zalowanie i tak sie nim przejmowac. Na pewno zupelnie sam na swiecie nie jest. Skup sie bardziej na sobie, nie zapominaj o nim, ale nie pozwol by zawladnal calym twoim zyciem, czasem, myslami.
dziekuje bardzo za rade... ale boje sie ze on juz zawladnal calym moim zyciem, czasem, myslami...
Takie przywiązanie może być dla Ciebie bardzo destrukcyjne.
Dajesz więcej, niż otrzymujesz w zamian.
Co by się stało, gdybyś przestała jeździć do niego? Czy on zacząłby jeździć do Ciebie?
Być może Twój chłopak wpadł w depresję, niewykluczone, że jest mu bardzo ciężko poradzić sobie ze śmiercią taty. Jednak podobnie jak Ty, on sam musi zatroszczyć się o siebie.
Nie pomożesz mu, jeśli zrezygnujesz ze swoich marzeń i przekreślisz swoją przyszłość, ponieważ jest bardzo prawdopodobne, że on nie odwzajemni Twojego poświęcenia, ba, może go nawet nie docenić. I wtedy może się między Was wkraść frustracja, która na pewno nie scementuje tego, co już teraz szwankuje w Waszym związku.
Popieram noami24, skup się na sobie. Może Twój chłopak, widząc, że nie jesteś tak bardzo zależna od niego i jego nastrojów, zrozumie, że może Cię stracić?
wydaje mi sie ze ma depresje... i to nie pozwala mi sie skupic na sobie... bez przerwy mysle o tym jak on sie teraz czuje, czy nie jest smutny, zalamany... jak mam przelamac to w sobie i przestac byc tak zalezna od niego ?
wydaje mi sie ze ma depresje... i to nie pozwala mi sie skupic na sobie... bez przerwy mysle o tym jak on sie teraz czuje, czy nie jest smutny, zalamany... jak mam przelamac to w sobie i przestac byc tak zalezna od niego ?
Ja tez tak myslalam, dokladnie tak samo, a czy dobrze sie czuje, co robi, co mysli, czy czegos nie potrzebuje. To jest gwodz do trumny twojej wolnosci jako osoby. Wpadasz w pulapke uzaleznienia, a to jest gwodz do trumny zwiazku.
Co zrobic by przestac byc uzalezniona od niego?? Naprawde nie wiem. Ja jestem swiezo po rozstaniu, mieszkamy w innych miastach, daleko od siebie, ale i tu gdzie jestem dopada mnie myslenie o nim. Nie wiem jak sobie z tym poradzic. Przerasta mnie to, ze nie jest w moim zyciu obecny tak jak do tej pory.
Chyba najlepszym rozwiazaniem byloby przebywanie wsrod przyjaciol, w pozytywnej atmosferze, sprobowac rozerwac sie, zapomniec na chwile o nim, przypomniec sobie o samej sobie. TY JESTES NAJWAZNIEJSZA, on na drugim miejscu.
ale czy to nie egoizm ? myslec ze to ja jestem najwazniejsza?
Myślę, że na altruizm w związku można sobie pozwolić tylko wtedy, gdy druga strona również Ci coś daje. Wtedy Ty dajesz coś jemu, a on Tobie i równowaga jest zachowana.
Jednak w relacji z tamtym facetem Ty dajesz, a on nie - i jeśli nie zrezygnujesz z tego tzw. "altruizmu", kto zatroszczy się o Ciebie? I z czym zostaniesz, jeżeli on nagle powie Ci, że np. kończy tą znajomość? Czasami dopiero w takich momentach dochodzi do nas, że zainwestowałyśmy całą siebie w związek, a przecież to związek jest dla nas, a nie my dla związku.
On przejmuje się sobą wystarczająco, byś Ty mogła okazać sobie więcej uwagi i serca ![]()
Kasiu, miałam podobną sytuację, mojemu chłopakowi również zmarł tata i to tylko pół roku temu...
to był szok dla wszystkich! Byłam przy moim chłopaku, przy jego rodzinie...
u nas w związku bywało różnie, ale to tragiczne wydarzenie bardzo nas do siebie zbliżyło!
On tylko mi może się wyżalić, wypłakać...nie chce pokazywać tego bólu młodszemu o 9 lat rodzeństwu, musi dawać im siłę...a ja dawałam siłę mu...choć bardzo to wszystko razem przeżywaliśmy, jednak ta bliskość dała nam wiele...pokazała także jak kruche jest życie...jak ulotne!
Chłopak nadal ma koszmary z tatą, którego w snach chce uratować ![]()
Jestem przy nim, sama nie zaczynam rozmowy o tym wszystkim, ale jemu wystarczy to że jestem, że jak tego potrzebuje może mi się wygadać, powiedzieć co o boli....
miał momenty, że chciał już iść do psychologa, ale jakoś sami daliśmy sobie na razie z tym wszystkim radę...choć wiem jakie to trudne, ile cierpienia zostaje głęboko w sercu ![]()
Może pogadaj z nim jakoś delikatnie, może potrzebuje jednak wizyty u psychologa?
Czy w ogóle mówi coś o swoich odczuciach, o swoim bólu? Bo jeśli już zupełnie się w sobie zamknął to chyba tylko psycholog pomoże.
czasem opowiada mi i wspomina o swoim tacie... bardzo rzadko mowi mi o bolu, o tym co czuje.... gdy zaczynam te tematy to mowi ze nie chce teraz o tym rozmawiac i ze naciskam wiec przestalam pytac i rozpoczynac... myslalam ze wkoncu on sam bedzie chcial mi o tym opowiedziec... ale do tej pory nic o tym nie mowi... tak bardzo chcialabym zeby wyrzucil z siebie to wszystko... ale nie wiem co robic by chcial o tym mi powiedziec...on uwaza ze jemu juz nic nie pomoze, a o psychologu mu wspominalam to stwierdzil ze oni tylko kase wyciagaja i nic nie pomagaja... przed smiercia taty chodzil do psychologa bo mial problemy rodzinne i ze szkola... i wtedy chyba trafil na nie zbyt dobrego psychologa co zrazilo go do reszty. tak bardzo chcialabym zrozumiec to co on czuje i pomoc mu sie z tym uporac... ale odnosze wrazenie ze mnie odpycha..
Ehhh, to będzie ciężko coś wskórać na takie podejście ![]()
A jakie masz relacje z jego mamą? Może ona by coś pomogła?
Czy jest jakaś osoba, przed którą by się bardziej otworzył?
Bo jeśli on jest SAM z tym wszystkim to kiepsko to widzę...
On teraz jest chyba zły na cały świat za to co go spotkało i uważa, że go nie zrozumiesz, bo tego nie przeżyłaś i kropka...
moja rada jest taka - bądź przy nim...niech ma w Tobie oparcie...jednak musisz też pomyśleć o sobie - on nie może być całym twoim światem, masz prawo do pogłębiania swoich pasji, zainteresowań i zdobywania wiedzy, żeby mieć lepszy start na przyszłość!
On musi się w końcu przebudzić! Nie ma jakiś swoich zainteresowań?
Niech na nowo się w coś wciągnie i może wtedy będzie chciał się w tym kierunku kształcić?
Pomóż mu obudzić w sobie chęć do życia, do samorealizacji...
z jego mama mam dobre kontakty ale on uwaza ze zdanie jego mamy sie nie liczy, to bardzo dobra kobieta ktora los strasznie skrzywdzil. on nie ma nikogo innego komu moglby sie wyzalic i otworzyc... tak... jest sam... a ja nie potrafie mu pomoc... on ucieka od tego wszystkiego grajac calymi dniami... mowi ze gdy gra to o tymwszystkimzapomina i ucieka... ale przeciez tym nic nie wskora... rzeczywiscie jest zly na caly swiat... uwaza ze kazdy ma w stosunku do niego zle intencje...ze kazdy chce dla niego jak najgorzej....
co robic by pomoc mu obudzic w sobie chec do zycia?
a wcześniej nic innego go nie interesowało?
Tylko te gry
?
Może zaplanujcie jakiś wypad na majówkę - gdzieś gdzie mu się spodoba!
granie na gitarze... ale teraz czeka na prace i na kupienie nowej lepszej gitary bo ta "jest juz slaba wiec nie chce mu sie na niej grac"
na majowke raczej nie mamy mozliwosci razem wyjechac na kilka dni... on nie ma pieniedzy a mnie rodzice nie puszcza... pamietam jak na jeden dzien pojechalismy nad wode i na dzialke... byl wtedy taki szczesliwy....przez moment byl taki jak dawniej...
Nie można by czegoś skombinować?
Choćby wyjechać pod namiot nad jeziorko? Do tego kasa nie jest potrzebna!
A rodzice powinni zrozumieć, że chcesz pomóc swojemu chłopakowi...
Ognisko, kiełbaski i może by nawet się otworzył i coś zagrał?
dziekuje...:) bardzo mi pomagasz. sproboje cos wykabinowac nawet na jeden dzien...
Spoko...:)
Właśnie spróbuj chociaż na chwilę go gdzieś wyciągnąć...
mój chłopak uwielbia ryby i jeziorko, więc jego można bez problemu gdzieś wyciągnąć ![]()
Mam nadzieję, że się uda !
sueno6
gdzieś natrafiłam na twojego posta. pisałaś o świetnym psychologu z poznania!! daj jakieś namiary! Jestem w ogromnej potrzebie