Nie wiem od czego zacząć, nie należę do ludzi, którzy lubią się zwierzać. Ale już nie mogę, po prostu na wszystko brakuje mi siły. Straszny ból, rozczarowanie, wszystko naraz sprawia, że mam ochotę zamknąć oczy i przestać istnieć. Wiem, wiem, że wiele osób ma gorzej niż ja, bo jestem zdrowa etc. jednak jest mi źle i nie umiem już z tym sama sobie radzić. Co mnie gnębi? Wszystko naraz.
Postaram się w miarę składnie opisać swój przypadek, mam nadzieje, że mi się uda.
Mam 26 lat, przez 6 lat byłam z pewnym chłopakiem, zaręczyliśmy się, było nam dobrze, wspaniale nie było, ale narzekać nie mogłam, zaręczyliśmy się. Jak to w życiu bywa, czasem człowiek traci pracę, spotkało to mojego chłopaka (ja w tym czasie kończyłam studia). No i zaczął sięgać po alkohol, były kłótnie, kilka razy podniósł na mnie rękę, wybaczałam, bałam się samotności, sama nie wiem. Po kolejnej akcji powiedziałam sobie dość i zerwałam z nim, łatwo nie było, po 6 latach odejść i się całkowicie odciąć. Udało się, odżyłam, kończyłam studia, pisałam pracę, było dobrze mi samej.
Później zaczęłam spotykać się z mężczyznami, dając szanse na nową miłość, szybko się okazywało, że każdemu zależało tylko na jednym. Dostałam się na staż, pieniądze dość marne, ale odkładałam sobie je na koncie. Poznałam pewnego chłopaka, wydawało się, że jest w końcu ktoś godny uwagi, kochany, czuły, zabiegający, szukający ciągle kontaktu. Staż mi się skończył, szukałam pracy (ciężko bardzo ciężko było). Mój chłopak też szukał pracy, nie wahałam się ani chwili wydawać moje zaoszczędzone pieniążki na nasze rozrywki itp. Nigdy nie oddawał, poszedł do pracy, ja też znalazłam pracę, wydawało się, że będzie już tylko lepiej, niestety, zdradził, pieniędzy nie oddał, był w tym czasie ktoś przy mnie - PRZYJACIEL - pocieszał, pomagał. Był na prawdę bardzo pomocny, uwielbiałam z nim rozmawiać, dzwonił, pisał, odwoził po pracy. Pocałowaliśmy się, w maju było dużo wolnego, rodzice pojechali na wieś, został na noc, kochaliśmy się, rano po obudzeniu nie wiedziałam co zrobić. Nie chciałam tracić tej przyjaźni, bo była mi na prawdę potrzebna, chciał i prosił o szanse na związek. Nie chciałam się zgodzić, ponieważ nie chciałam tego psuć, uległam, zakochałam się, no i zmieniło się wszystko, już tyle nie rozmawialiśmy co kiedyś, mniej się interesował tym co sie ze mną dzieje, oczywiście był wspaniały, ale ja tesknilam za tą beztroską rozmową i brakiem oceny moich postępowań, jako chłopak był inny, ale zakochałam się. Jest oszczędny w wyznwaniu uczuć, rzadko mówi ze kocha, ale wiem, że jest tylko mój i dla mnie, prosilam by coś zmienił w swoim zachowaniu, by troszkę zawalczył o mnie, żeby pokazał ze mu zależy, obiecał poprawę, nie zauważyłam jej, zaczynałam kłotnię za kłótnią, on sie robił coraz bardziej zawzięty i nie chciał odpuszczać pierwszy. Dziś znów nie wytrzymałam, wygarnełam mu, zerwał, wylaczył tel (jak nigdy). Nie wiem co robić? odpuscic i dac mu spokoj, walczyc? Czy on jeszcze chce byc ze mna? nie wiem? brakuje mi sił na wszystko już, coraz częsciej myśle by odebrać sobie życie, bo prócz bijacego eks moje zycie mnie nie rozpieszczało. w dodatku szef ma problemy z wypłaceniem mi wynagrodzenia, dlugo urósł już do 8.500 zł. Wszystko naraz mi sie wali, nie ma nic sensu ![]()
Podobne tematy
nie jestem specjalistką od związków ale może on potrzebuje czasu żeby przemyśleć to wszystko a tą swoją ''oszczędność'' w okazywaniu uczuć może wyniósł z domu albo ktoś go kiedyś zranił na tyle że boi się mówić o tym co czuje. co do pracy to może pogadaj z jakimś radcą prawnym jak to rozwiązać lub spróbuj rozejrzeć się za czymś nowym. a myśli samobójcze wybij sobie z głowy bo to nie jest rozwiązanie to tylko pójście na łatwiznę ja sama też miewałam takie ''genialne pomysły'' jednak nie miałam tyle siły w sobie i odwagi a z drugiej strony pomyśl o bliskich chociażby rodzicach lub kimś innym chciałabyś żeby się obwiniali o to co byś zrobiła,swoje problemy powiedzmy że rozwiązałabyś raz na zawsze a co z nimi? Może to po prostu jest kolejna lekcja życia jaką musisz zaliczyć żeby w końcu zaczęło być lepiej
Dla mnie jego zachowanie jest trochę dziwne. Z moją ostatnią wiele lat byliśmy takimi przyjaciółmi. Jak się "związaliśmy" to nasze rozmowy się nie zmieniły. Wręcz były jeszcze bardziej szczere, intymne itd. Jeśli dobrze zrozumiałem, to podobnie było zanim stworzyliście parę ? Jeśli tak, to ta jego skrytość nie ma sensu. No chyba, że spoczął na laurach i już mu się nie chce być przyjacielem itd.
A ty chyba troszeczkę przeginasz. Złap go i pogadajcie. Tylko jak wielu na tym forum radzi i ja też - spokojnie, rzeczowe, bez NKWD w tle ![]()