Postanowilam zalozyc ten post gdyz widze coraz wiecej tematow w ktorych kobiety sa winne rozpadow zwiazkow innych kobiet. Ale w koncu nie zawsze jest winna kobieta "kochanka". Wiem co czuja takie "kochanki" bo tez jestem za taka uwazana i chcialam zakonczyc zwiazek gdy dowiedzialam sie ze ma dziwcko i kobiete ale nie zone. Okazalo sie ze moj narzeczony i ona od trzech lat nie byli razem a ona usilnie probowala sie z Nim zejsc, posowala sie do tego ze gadala ze sa po slubie ze ona go zostawila i on chce do niej wrocic. Okazalo sie ze on ja zostawil juz przed tym nim sie dowiedzial ze urodzila o ciazy nie mial pojecia, dowiedzial sie z pisma od adwokata o alimenty (widzialam i wiem jakie tez bzdury tam napisala.) Moj Narzeczony lozyl na dziecko co miesiac placil alimenty i dawal dodatkowe pieniadze. Ona zrobila z siebie poszkodowana i biedna. Ja bylam brana za zdzire i dziwke bo nie dosc ze on jest starszy o 18 lat to jeszcze wzial sie za taka malolate ktora wiedzac ze on ma kogos jest z NIm. A on juz byl sam. Nie obwiniajcie i nie traktujcie "kochanek" jak przestepczyn bo wina w duzej mierze jest po stronie faceta, a czasem jest tak ze zwiazek miedzy malzenstwem juz nie jest taki jak byl a zona robi z siebie poszkodowana bo zostala sama i nie potrafi sie z tym pogodzic. Jesli potrzebujecie sie wygadac i chcecie rady to piszcie smialo.
Ps: ten post nie jest założony by krytykować i robić jakiekolwiek nagonki, jest poto by wspierac